15 września 2002, niedziela, 08:59
Marii, Melity, Albina, Nikodema – Wszystkiego dobrego.
Marii – Dziś Najświętszej Marii Bolesnej.
Albin – to imię z Fredry ze „Ślubów panieńskich”, młodzieniec „Ciapa”, nieśmiały i rozlazły. Potencjalny kandydat na „pantofla”, którego czyni z niego miłość. I tak już pewnie z tym Albinem zostanie.
Nikodem – to imię „twardziela” moim zdaniem. Ale zaglądam do książki – nie ma. Czyli Nikodem to imię w Polsce nie tak częste, żeby aż się nim zajmować. A szkoda. Wszystkiego dobrego panowie Nikodemowie.
Wczoraj przeczytałam wywiad z Susan Sontag w „Wysokich Obcasach”. Sontag interesowała mnie od dawna, wiem, że bohaterką jej ostatniej książki jest Helena Modrzejewska, a raczej jej pobyt i kariera w Ameryce, a jeszcze dokładniej – pewne aspekty życia emigranta w tym kraju. Próbowałam się mierzyć w myślach z napisanymi przez nią sztukami do teatru, a szczególnie przymierzałam się do „Alicji w łóżku”, ale w rezultacie uznałam, że są one nam obce problemowo, nie uniwersalne, nie najlepiej napisane i skonstruowane, a charaktery trzeba by tworzyć od zera, bo tym się autorka nie zajmuje. „Choroba” jest jednym z głównych tematów, którymi się zajmuje Sontag. A na marginesie, zawsze chce mi się śmiać z reakcji mojego męża na Susan Sontag; za każdym razem, kiedy o niej bodaj wspominam, zajmuję się nią i tym, co napisała, choćby przez moment, on reaguje na to z żywiołową niechęcią, zwyczajnie nienawidzi „tego babska”, jak o niej mówi. We wczoraj przeczytanym wywiadzie z nią zaintrygowało mnie jedno zdanie, mówi ona: „Poezja jest naszym narzędziem pocieszenia”. Bardzo mi się to sformułowanie podoba. Jest precyzyjne i trafne. W każdym razie dla mnie trafne.
Dziś na długo wyjeżdża mój mąż. A co ja? Ja przypominam sobie wiersz Urszuli Kozioł.
Jesteś za blisko
za naocznie jesteś
żebym cię mogła zobaczyć raz wtóry.
Oto liść jeden przybył
w naszym drzewie
a nie wiem – który.
Tak zacieramy się. Im bliżej siebie
jesteśmy dalsi wciąż
od zobaczenia.
Zbyt odsłonięte mamy twarze. Przecież
coś pozostało w nich
do odgadnienia.
Zatem jedź wyjedż i bądź mi z powrotem
bowiem gdzie oczy za blisko są oczom
błogosławiony rozjazd – i powroty.
A tak się właśnie do obrazu
wygląda
cofając kroki.
Nie mówcie mojemu mężowi, że ten właśnie wiersz zacytowałam przy okazji jego wyjazdu. On nie czyta tego dziennika, więc, jeśli mu nie powiecie, nigdy się o tym nie dowie. Dedykuję ten wiersz wszystkim długoletnim „związkom”, dziwiąc się sama sobie, że to robię, i to tutaj, przed Wami.
Jadę dziś do Gdańska na przedstawienie „Hamleta” Brooka. Nie zaproszono mnie na żadne z przedstawień w Warszawie, nie mogłam kupić normalnie biletów, więc muszę jechać tam, gdzie mnie zaproszono. Pamiętał o mnie prof. Jerzy Limon, bardzo mu za to jestem wdzięczna. Wrócę nocą, bo jutro od rana pracuję. Ale bardzo się cieszę, że to zobaczę.
Dobrego dnia.