14
Wrzesień
2002
06:21

dziennik 2002-09-14 06:21:00

14 września 2002, sobota, 06:21

Roksany, Bernarda, Cypriana – Wszystkiego dobrego.

Roksana – jakież to romantyczne, perfumowane, przynoszące nadzieję imię, a wyobraźcie sobie, że ja znam jedną Roksanę. Polska Roksana ma troje dzieci, już dorosłe, ale tym bardziej potrzebują pomocy i opieki, mąż alkoholik od niej odszedł, i Bogu dzięki, ma wieczne problemy z pieniędzmi, mimo że jest specjalistą wysokiej klasy od żywienia. Puchną jej nogi i ma kłopoty z krążeniem. Ostatnio mnie pytała, czy nie mam przypadkiem czegoś przeciwbólowego w torebce. Ach, Polska Roksano z popuchniętymi nogami i z bólem głowy, to imię jak na urągowisko! Poradziłam jej, żeby zaczęła pisać się przez „x” – Roxana, że moim zdaniem to zaklnie los i wszystko się zmieni, syn skończy studia, córka wreszcie wyjdzie za mąż i wszystko się dobrze ułoży, a jej ulubiona, najmłodsza, zostanie również słynnym specjalistą dietetykiem.

Bernard – to imię germańskie, oznacza – silny jak niedźwiedź. Jest mocny, zdrowy, pewny siebie, pełen energii i wiary we własne możliwości, ma silną osobowość, dokonuje szybkich wyborów, nie waha się, rzadko się myli. Pragnie władzy, przywództwa. Pozbawiony takiej możliwości, kierowania innymi, popada w melancholię, zapada się w sobie, odsuwa od ludzi i marnuje życie rozpamiętując niedocenianie go i odrzucenie. Zawód – sędzia, leśnik, menedżer, szczęśliwy dzień – niedziela, kolor – jasnozielony, kamień – oliwin, roślina – owies, owoc – pomarańcza.

Cyprian – O Cyprianie! Nieszczęśniku Norwidzie. O imię! zdeterminowane twoim losem. Moi znajomi ku największemu mojemu przerażeniu dali swemu synowi na imię Cyprian. Dziś ma 17 lat, wołają do niego Cypek, i nie jest z tego powodu szczęśliwy, a poetą się nie zapowiada być. I może na jego szczęście. Z niepokojem słyszę, że wybiera się po maturze do Paryża na jakiś czas, na studia filmowe. Paryż, przeklęte miasto dla Cypriana. Zobaczymy.

Och, już nie mam siły wysłuchiwać i uczyć się technologii i zasad działania oczyszczalni ścieków. Mój list, i nie tylko mój list, ale wiele działań w sprawie zanieczyszczenia środowiska w Milanówku, wywołało burzę! Tłumaczą, objaśniają, pokazują dokumenty, wyniki badań, które świadczą o nieszkodliwości tej naszej oczyszczalni, o postępującej modernizacji. Opowiadają, konsultują, radzą. Tłumaczą, że to ewentualnie troszkę wina ubojni drobiu, ale modernizacja też postępuje. Itd., itd., itd. A jak mówię – napiszcie taki dokument: Oświadczamy, że w Milanówku nie istnieje zagrożenie zdrowia i życia ludności. I podpiszcie, główni od tego specjaliści i za to odpowiedzialni. Rozwieście na mieście. Uspokójcie ludzi. – Nikt takiego dokumentu nie chce podpisać i podstemplować. O co to chodzi?

Nie będę Wam tym zawracała głowy. Nie mogłam spać całą noc. Może, dlatego że wczoraj obejrzałam z dziećmi film „Galapagos” w IMAXie, i wielkie na mnie zrobił wrażenie. Dziecinnieję, infantylnieję, tracę odporność. Płaczę nad Makuszyńskim. Nie śpię po trójwymiarowym filmie przyrodniczym. Wyobrażam sobie, co robi mój zagubiony zziębnięty pies, albo jak go ktoś więzi na sznurku, albo że go ktoś zabił samochodem i zaciągnął ciało do rowu. Wstaję i całuję przez sen dzieci, czego dawno nie robiłam. Słucham muzyki klasycznej, w najtrudniejszych wykonaniach. Czytam wiersze, i ich piękno i naiwność wypełnia mnie goryczą. Po filmie Polańskiego śniło mi się getto. Płaczę i jestem smutna cały dzień, wpadam w melancholię, jak spotka mnie najdrobniejsza nielojalność ze strony drugiego człowieka. Na kłamstwo reaguję histerycznie. Koniec. Taka jednostka nie ma prawa przeżyć w istniejącym środowisku i czasie. Trzeba się za siebie wziąć i zbrutalizować myśli, reakcje i działania. Ochłodzić emocje i odzyskać spokój twardej codzienności.

Dobrego dnia. Przesyłam Wam zachodzące słońce nad cmentarzem w Milanówku.

© Copyright 2026 Krystyna Janda. All rights reserved.