13
Wrzesień
2002
06:44

dziennik 2002-09-13 06:44:00

13 września 2002, piątek, 06:44

Eugenii, Apolinarego, Filipa, Jana – Wszystkiego dobrego.

Eugenia – aż mi się miło zrobiło, Gienia, Gena, co za imię! W mojej książeczce go nie ma, ale to nie ma znaczenia. Niewiele matek odważyłoby się dzisiaj dać córce na imię Eugenia, a co to za imię!

A Apolinary! Eugenia i Apolinary – potęga!

Filip – imię greckie, oznacza miłośnika koni i jazdy konnej. Znakomite imię we wszystkich językach. Umie cieszyć się życiem i jego przyjemnościami. Jest wrażliwy i obowiązkowy, ale przeszkadza mu wielki temperament. To mężczyzna, który potrafi doradzić każdej kobiecie w sprawie stroju, kosmetyków, zakupów. Jest szczery, hojny, pomysłowy, niebanalny. Nie nadaje się jednak na wspólnika w interesach, jest zbyt emocjonalny i romantyczny w tych sprawach. Szczęśliwym jego dniem jest niedziela, kolorem – żółty, kamieniem – oliwin, rośliną – tymianek, owocem – banan.

Jan – jedno z najpopularniejszych imion, najczęstszych w kalendarzu. To imię hebrajskie. Oznacza – Bóg jest łaskawy. We wszystkich językach przez literkę J brzmi inaczej, zaskakująco inaczej. Rosyjski Iwan to włoski Giovanni, a także niemiecki Hans – to wszystko Janowie. Jan jest wierny sobie i swoim zasadom. Nie pociąga go sława, kariera i bogactwo. Zna swoją wartość, jest dobry i sprawiedliwy. Konserwatywny. Lubi ciszę, spokój, las, mech, wiatr. Szanuje stare obyczaje. Szczęśliwy dzień – poniedziałek, kolor – zielony, kamień – chryzoberyl, roślina – świerk, owoc – poziomka. Św. Jan Chrzciciel, prorok i asceta biblijny, to jego patron.

Dziś zwierzę się Wam ze wstydliwego, ale tak mnie to samą rozbawiło i zdumiało, że muszę Wam to napisać. Wczoraj jechałam nagrywać kolejne rozdziały Awantury o Basię. Wspominałam już wcześniej, że nagrywam książki Kornela Makuszyńskiego na płyty. Mam za sobą Szatana z siódmej klasy, teraz jestem w Awanturze o Basię. Czytałam, a raczej przypominałam sobie rozdziały, które mam nagrać, w samochodzie wiozącym mnie do Warszawy do studia nagrań. Doszło do opisu śmierci Walickiego – starego aktora, i jak dałam w bek, to się nie mogłam uspokoić. Płakałam czytając całą drogę, bo potem płakałam, kiedy Basia odnalazła ojca. Myślałam, że koniec, że już, że to będzie moja tajemnica. Już się napłakałam i na nagraniu się nie wygłupię. Akurat! Doszłam przed mikrofonem do śmierci Walickiego i znów… koniec! Głos mi się zaczął łamać, udawałam, że mam katar, że coś mi upadło. Przerywałam mówiąc, że mam jakieś problemy dykcyjne. Wstydziłam się przyznać przed panem nagrywającym, że zwyczajnie nie mogę przebrnąć przez ten opis śmierci, bo płaczę. Ale pan się poznał i zcichł, i oboje siedzieliśmy zawstydzeni, nic nie mówiąc, ja – w małej kanciapce przed mikrofonem, a ten pan – przed ekranem komputera. Wreszcie pozbierałam się, opanowałam, przeprosiłam pana, który po cichu powiedział: „Nie szkodzi”, i zaczęłam czytać dalej, z lękiem myśląc o spotkaniu Basi z ojcem. Oj, panie Kornelu Makuszyński! Wciąż jest pan w pełnej formie. Doprowadza pan do łez każdego, kogo pan chce, nawet takie stare wygi zawodowe, szmiruski od 27 lat w zawodzie, jak ja. Czołga pan je, poniewiera nimi jak chce. To wspaniałe. Dziś kończę Awanturę…, jeszcze sobie popłaczę nad nią. Ach, ach, jakie to przyjemne.

Dziś 13-ego piątek. Dobrego dnia. Ja idę sobie płakać dalej.

Psa wciąż nie ma. Może iść do wróżki? Moja koleżanka, kiedy ukradziono jej mercedesa, poszła do wróżki, i wróżka bez wahania powiedziała, że samochód stoi w jednym z garaży w Podkowie Leśniej, i stał. Jak Boga kocham. Może wróżka powie mi gdzie Greta? Ale ta wróżka mieszka w Szydłowcu. Trochę daleko. Boże, daruj mi, że jestem taka głupia!


Teatr TV. Kadry. Robimy ostateczną kopię barwną

© Copyright 2026 Krystyna Janda. All rights reserved.