18 listopada 2002, poniedziałek, 02:27
Agnieszki, Anieli, Karoliny, Odona, Romana – wszystkiego dobrego.
JEŻELI JESTEM WEWNĘTRZNIE TCHÓRZEM LUB LENIUCHEM, KTÓREMU SIĘ NIE CHCE WYKONAĆ ŻADNEGO WYSIŁKU, KTÓRY WOLI W OCIĘŻAŁOŚCI LEŻEĆ, W GNUŚNOŚCI TRWAĆ, MIAST Z TRUDEM IŚĆ PRZED SIEBIE I NARAŻAĆ SIĘ NA NIEBEZPIECZEŃSTWA, ZNÓJ, PRZETRWANIE LĘKU I CIERPIENIA, JEŻELI WRESZCIE ZDRADZAM SIEBIE, WÓWCZAS POWOLI ROZPADAM SIĘ W CZASIE, CORAZ BARDZIEJ STAJĘ SIĘ „NICZYM”. (Roman Ingarden)
Pochwała działania, zmagania się z losem. Godność ludzka tego wymaga. Ingarden sugeruje doskonalenie siebie. Życie potęgowane jest przez wartości. Do nas należy ich wybór.
Mogłabym podpisać swoim imieniem i nazwiskiem tę myśl filozofa, uważam ją za swoje motto od dawna.
Jeśli dziś poniedziałek, a pewnie tak jest, to Virginia w Tychach przed nami. Nie mogę spać. Nie będę Wam pisać dlaczego, bo to byłaby zbytnia szczerość jak na ten dziennik i internet, i tę stronę przede wszystkim. Chodzę sobie, piszę sobie, czytam sobie i niestety zjadam liczne czekoladki pt. wiśnie w czekoladzie, także sobie.
Zamieszczam kilka zdjęć o tym, jak to malowaliśmy z Markiem Kondratem bombki na aukcję dla Fundacji Synapsis, i idę sobie obejrzeć jeden film.
Dziś wnuczka powiedziała do mnie: „Nie można zranić kogoś, dla kogo to nie ma znaczenia”. Zamarłam. To jest za inteligentne jak na wiek 5 lat. Może to wyszło jej tak przypadkiem? Mam nadzieję.
Dobrego poniedziałku. Co to za imię Odon? Bałabym się go. Tego Odona oczywiście.
Pani rano pyta pana w łóżku:
– Ty jesteś lekarzem?
– Tak.
– Anestezjologiem?
– Tak. A czemu pytasz?
– Bo nic nie czułam.
Dobrego dnia.



