02
Listopad
2002
09:11

dziennik 2002-11-02 09:11:00

2 listopada 2002, sobota, 09:11

Bohdana, Bożydara, Tobiasza – Wszystkiego dobrego.

Dzień Zaduszny.

Ten dzień poświęcony jest duszom cierpiącym po śmierci, wspomnieniom i modlitwom za nie. Zwyczaj ten jest tak stary jak ludzkość. We wstępie do „Dziadów” Adam Mickiewicz tak pisze o tym zwyczaju: „Jest to nazwisko uroczystości, obchodzonej dotąd między pospólstwem w wielu powiatach Litwy, Prus i Kurlandii na pamiątkę dziadów, czyli w ogólności zmarłych przodków. Uroczystość ta początkiem swoim sięga czasów pogańskich i zwała się niegdyś uczta kozła, na której przewodniczył Koźlarz, Huslar, Guślarz, razem kapłan i poeta (gęślarz). W teraźniejszych czasach, ponieważ światłe duchowieństwo i właściciele usiłowali wykorzenić ów zwyczaj połączony z zabobonami, praktykami i zbytkiem częstokroć nagannym, pospólstwo święci Dziady tajemnie w kaplicach lub pustych domach niedaleko cmentarza. Zastawia się tam niepospolicie uczta z rozmaitego jadła, trunków, owoców i wywołują dusze nieboszczyków„.

Dawniej z dniem tym związany był zwyczaj uczty wieczornej, urządzanej w domu po powrocie z cmentarza. Gospodarz obchodził chatę trzykrotnie niosąc przed sobą bochenek chleba a gospodyni usadowiona w oknie wypowiadała rytualne – Kto idzie? – Sam Bóg – odpowiadał gospodarz. – Co niesie? – Boski dar.

Po tych formułkach gospodarz wchodził do domu wraz z domownikami i rodziną, odmawiali modlitwę i siadali do stołu. Jeśli podczas takiej wieczerzy łyżka spadła pod stół, wszyscy patrzyli na siebie z lękiem wiedząc, że to duchy, że nie należy jej podnosić, a na upadłą łyżkę kładziono kawałek chleba.

Przed udaniem się na spoczynek jeszcze raz odmawiano modlitwę, gospodynie słały białe obrusy na stołach, kładły chleb, sól, nóż, aby zmarli odwiedzający w tę noc domy nie odeszli głodni. Drugim sposobem „karmienia dusz” był ogień. Początkowo zapalano go na rozstajach dróg, potem przy cmentarzach i na cmentarzach, stąd zostały dzisiejsze świeczki i znicze na mogiłach. Ale wiecznym symbolem tych świąt było karmienie i obdarowywanie ubogich i żebraków.

Wczoraj z Jędrkiem kwestowaliśmy na cmentarzu ewangelicko-augsburgskim przy Młynarskiej. Wprawdzie Jędrek mówi, że KWESTIONOWAŁ, i tłumaczymy mu ciągle różnicę między tymi dwoma słowami, ale było naprawdę świetnie. Ludzie nadzwyczajni – mimo że nie mają pieniędzy, chętnie ofiarowują choćby złotówkę, z uśmiechem i wdzięcznością. Była to bardzo miła chwila. Jędrek szczęśliwy, już nie może się doczekać następnego roku i podobnego „kwestionowania”.

Wspominam dziś wielu nieżyjących, tych, których albo bardzo, bardzo kochałam, albo podziwiałam, albo doświadczyłam dzięki nim wzruszeń, zrozumiałam coś, wspominam też takich, których nie znałam, ale dzięki nim moje życie stało się lepsze, bogatsze, bardziej interesujące. Wspominam także wszystkich tych, którzy umarli za ten kraj, w rozmaity sposób i w różnych okresach historii, dziękuję im. Zróbcie to i Wy. Chciałabym dziś zagrać Steinberg… Życie tutaj na ziemi to tylko mała chwila, i pomyśleć, że jest tak wielu, którzy nie chcą żyć, nie widzą w tym sensu, albo się nudzą.

Dobrego dnia.

© Copyright 2026 Krystyna Janda. All rights reserved.