01
Listopad
2002
07:36

dziennik 2002-11-01 07:36:00

1 listopada 2002, piątek, 07:36

Wszystkich świętych

Świętych obcowanie oznacza jedność wszystkich, którzy należeli, należą i będą należeć do Królestwa Bożego zarówno w Kościele wojującym na ziemi, cierpiącym w czyśćcu, jak i triumfującym w niebie. Świętych obcowanie oznacza również, że my, żyjący ma ziemi (Kościół wojujący), możemy wstawić się u Boga za żywych, za tych zmarłych, którzy znaleźli się w Kościele cierpiącym, w czyśćcu. Ten Kościół sam sobie pomóc nie może; wraz ze śmiercią ustaje sposobność zasługi…. „bo kiedy czas stanie, skończy się działanie…”. Ale może prosić Boga za nas, którzy też potrzebujemy wsparcia. Wreszcie Kościół triumfujący, wszyscy święci w niebie, dostąpiwszy wiecznej szczęśliwości oglądania Stwórcy, oręduje za nami żyjącymi i za naszymi braćmi w czyśćcu.

Na rozpamiętywanie „świętych obcowania” Kościół przeznacza dwa dni: 1 listopada – Wszystkich Świętych, jako pamiątkę Kościoła triumfującego, i 2 listopada – Dzień Zaduszny, poświęcony Kościołowi cierpiącemu.

Tradycja tych świąt zaczyna się już w III wieku. Papież Grzegorz III ustanawia ją ostatecznie na 1 listopada i poświęca na dzień pamięci i uczczenie nie tylko męczenników, ale i wszystkich świętych Kościoła katolickiego a na prośbę cesarza Ludwika Pobożnego rozszerzył to święto na cały Kościół.

W dawnej Polsce wierzono, że świętość trzeba wymodlić. Szczególną w tej sprawie rolę przypisywano żebrakom. Uważano, że ich modlitwy są bardzo skuteczne. Starzy, którzy opuścili swoje domy, aby dokonać żywota na wędrówce w stałym kontakcie z zaświatami, wzbudzali szacunek. Przyjmowano ich na nocleg, dawano jałmużnę, słuchano rad, pouczeń, nowin ze świata. Kupowano za ich pośrednictwem dewocjonalia i powierzano ich pieczy święcenie ich. We dwa dni pierwsze listopada żebracy tłumnie zasiadali przed kościołami, chętnie widziano ich na pogrzebach, przy grobach, wierzono bowiem, że utrzymują stały kontakt ze zmarłymi. Za swój trud otrzymywali specjalny pieczony dla nich chleb. Gospodynie piekły na ten dzień małe chleby zmarłych, zwane „powałkami”, „peretyczkami”. Miały one podłużny kształt, były ozdobione krzyżem pośrodku z ornamentami na krawędziach. Musiały być pieczone dzień, dwa wcześniej, gdyż w Święto Zmarłych, podobnie jak w Wielki Czwartek i wszystkie inne dni, kiedy dusze przodków wracały do swych domów, nie wolno było rozpalać ognia w piecu – ulubionym miejscu przebywania duchów. Uważano, że kto tego dnia chleb piecze, może spalić dom. Chleb umarłych noszono także księdzu. Ksiądz odmawiał nad nim modlitwę za zmarłych, a później rozdawał ubogim. Zwyczaj kazał też, aby za każdego zmarłego w rodzinie upiec jeden chleb. Kobiety, które nosiły w sercu żal za zmarłym dzieckiem, czy dziećmi, piekły wiele chlebów i rozdawały żebrakom pod kościołami, wierząc, że za każdą bułkę zostanie odmówiona w podzięce modlitwa w intencji zmarłego. Pamiętano też o „duszach pustych”, o których nikt z krewnych już nie myślał. I za nich ofiarowywano chleby.

Wieczorem, rodzina gromadziła się w domu przy stole na modlitwę wspólną ze zmarłymi i wspominanie. Wierzono, że tego wieczora i nocy odwiedzają oni dom i rodzinę. Siedziano w zimnym domu, nie palono bowiem w piecach, rozmawiano, i bano się wychodzić na zewnątrz.

Dziś, po wizycie na cmentarzu zorganizowałam, jak co roku, duży obiad rodzinny, zgodnie z tradycją. Będziemy wspominać.

Podaję Wam przepis na ROGALE Z MARMOLADĄ pieczone w naszej rodzinie na Wszystkich Świętych.

  • 1 litr mleka
  • 2 kilogramy mąki
  • 3 jajka
  • 8 dkg drożdży
  • 2 cukry waniliowe
  • 1/2 kilograma cukru
  • 1/4 kilograma mleka w proszku
  • 1/2 kostki masła
  • 12 dkg smalcu

3/4 kg marmolady lub konfitur o stałej konsystencji. (Najlepiej różanej, z rajskich jabłuszek, ale może być każda według gustu. Mężczyźni – według doświadczeń rodzinnych – wolą z pomarańczy, cytryn lub gejfrutów, gorzkawe ze skórkami, a w każdym razie konfitury żółte a nie czerwone, nikt nie wie dlaczego. Ale najlepiej wychodzą z taką zwykłą marmoladą ze sklepu, taką, co to ją można kroić nożem.) Wszystko razem wygnieść jak na kluski lub pierożki, zostawić na godzinę do wyrośnięcia. Potem na stolnicy rozwałkować grubiej, kroić w 10 centymetrowe pasy, pasy w kwadraty, kwadraty w trójkąty, pośrodku każdego trójkąta położyć trochę konfitur i zwinąć, zagiąć w rogalik, pędzelkiem pomalować na wierzchu białkiem, posypać grubym cukrem i piec na blachach wysypanych mąką lub oblanych odrobiną oliwy. (Niektóre panie w rodzinie moczą trochę wodą i posypują cukrem, nie używają białka, niektóre pieką na blachach potartych masłem, ale wszystkie ścigają się, która zrobi mniejsze. A to zależy też od konsystencji marmolady.) Najsmaczniejsze są gorące, a potem dopiero drugiego, trzeciego dnia.

Dobrego dnia.

© Copyright 2026 Krystyna Janda. All rights reserved.