23 grudnia 2002, poniedziałek, 10:04
Sławomiry, Wiktorii, Iwony, Jana – Wszystkiego najlepszego.
O CZYM NIE MOŻNA MÓWIĆ, O TYM TRZEBA MILCZEĆ. (Ludwig Wittgenstein)
„Brzytwa Oskhama” symbolizuje metodę tzw. ekonomii myślenia (każda myśl niesie korzyść). Potok słów sprawia, iż przestajemy rozumieć ich głębię. Można tu przytoczyć fragment wypowiedzi Kurnbergera, wybitnego humanisty, zajmującego się filozofią języka, a także logiką, którego cytuje również Wittgenstein: ….a wszystko, co się wie, da się powiedzieć w trzech słowach… (Marek Niechwiej)
Zastanawiałam się dziś rano, z wielu powodów poruszając w myślach ten temat, jaki mógłby być dalszy ciąg „Człowieka z marmuru” i „… z żelaza”, gdyby miał być. Mateusz Birkut miałby dziś tyle lat, co Jurek Radziwiłowicz. Miałby pewnie także syna. I ja, jego żona, i synowa pracowałybyśmy w stoczni, albo przynajmniej jedna z nas. Zwolniono by nas wszystkich z pracy, w ramach zwolnień zbiorowych…
Czy Andrzej Wajda dziś miałby zrobić film znów w obronie prostego, szarego, człowieka, robotnika? Przeciw tej władzy? Film w obronie bezrobotnych, przestraszonych, czyli doświadczonych naturalnym biegiem zmian historycznych i ekonomicznych? Ludzi wolnych w wolnym kraju tyle tylko, że przechodzącego niewiarygodną transformację, której tego rodzaju konsekwencje są nieuniknione? Warstwy ludzi, którzy z konieczności, czy raczej w konsekwencji, stali się najbardziej konserwatywną warstwą narodu, robotnicy poPRLowscy i chłopi, zagrożeni w egzystencji.
Stanąć z nimi? W ich obronie? Przeciwko władzy i krajowi, który chce się rozwijać, dążyć naprzód, być nowoczesny, dostatni, demokratyczny, silny? Stanąć po ich stronie z punktu widzenia naszej przyszłości i przyszłości naszych dzieci, to szaleństwo. Można stanąć po stronie ich godności ludzkiej, ale tylko tyle. Udaje, że staje po ich stronie, głupek i awanturnik bez moralności wyższej, Lepper. Ale to żart. Ci ludzie nie mogą pociągnąć całego kraju, jego przyszłości, przyszłości wszystkich następnych pokoleń w dół, tylko dlatego, że teraz jest im niedobrze, niewygodnie, biednie, bezrobotnie, trudno, rzeczywiście trudno…. głos bezrobotnych i głodnych, brzmiący w sejmie słyszę wciąż, listy, które tu do mnie przychodzą na stronę, listy bezradne, pełne żalu, strachu, buntu, pamiętam wciąż, ale to znaczy, że ma wszystko stanąć, zatrzymać się, nie zmieniać, albo wrócić do poprzedniego?
Jaki dziś musiałby być dalszy ciąg „Człowieka”, trzecia część? Warto robić film, jeśli się staje w obronie większości, ludzi, dotkniętych zmianami, nie umiejących się znaleźć w nowej sytuacji, ale nie wolno ich stawiać naprzeciwko i całego filmu tych, którzy chcą zmian, niezależnie od konsekwencji, bo chcą szansy w życiu! Tyle! Może trzeba poczekać na sukces przyszłego pokolenia? Żyjącego już w Europie. Wnuczka mojego i Jurka Radziwiłowicza. I wtedy kamienistą drogę dojścia do tego w filmie można pokazać bardzo pięknie, ale ma się happy end w ręku. Teraz go nie ma jeszcze….. jeszcze wciąż na taki film za wcześnie.
Dziesięć lat temu musiałby być o rozłamie, upadku Solidarności i jej idei. A ten o rozstaniu inteligencji z robotnikami i chłopami? Nigdy! Przenigdy! Oj, jakie trudne!… Oj, jakie trudne! I w jak trudnej sytuacji reżyser. To sprawy nieproste, zagmatwane, stanowisk i racji taka mnogość, temat tak wielki, aktualny i ważny, że na kolorową jednoznaczną interpretację się nie nadaje.
Dobrego dnia.
