12 grudnia 2002, czwartek, 07:06
Ady, Dagmary, Joanny, Aleksandra, Konrada – Wszystkiego dobrego.
WALKA Z CAŁYM ŚWIATEM NIE MA SENSU. TYLKO GŁUPCY WIERZĄ W TO, ŻE ZWYCIĘŻĄ WE WSZYSTKICH BITWACH, ŻE WYGRAJĄ WOJNĘ ŻYCIA, ISTNIENIA, I STANĄ SIĘ WOLNYMI, A TYMCZASEM TO ŚWIAT POKONA ICH NĘDZNE ZAMIARY I UNICESTWI PRAGNIENIE ZŁUDNEJ WOLNOŚCI. (Martin Heidegger)
Pragnienie wolności popycha ludzi ku heroicznym czynom. Jednak nikt nie przechytrzy losu, na nic zdadzą się ambitne, ale i złudne pragnienia. Nikt nie pokona całego świata. Nie istnieje pełna wolność. Ogranicza nas czas, przestrzeń, własna bezsilność. Przejawem braku rozsądku jest pragnienie zapanowania nad otoczeniem; człowiek nie potrafi nawet okiełznać swoich osobistych emocji i uszczęśliwić samego siebie.(Marek Niechwiej)
Cóż to za pesymistyczny filozof, ten Heidegger, w stosunku do naszego Ingardena.
Nie wiem czy pamiętacie, ale kiedyś ktoś nakręcił taki film, historię zdradzającej męża kobiety, opowiadaną z punktu widzenia jej psa – pudla, spacery z którym były jej murowanym alibi. Dziwne, musiała na te spacery jeździć daleko, bo pamiętam pudla w tramwaju. Pamiętam też spadające na pudla majtki i potem pocałunek powitalny z mężem, po powrocie do domu, też z psiego punktu widzenia. Boże, jak ten pies cierpiał! Przypominam to sobie, mimo że oglądałam ten film będąc bodajże dzieckiem.
Z drugiej strony, czy pies potrafi zagrać? Wzruszająco? Teoria twarzy Morzuchina z historii filmu. Nieruchoma i niezmieniona, nic nie wyrażająca twarz, zmontowana, zderzona z sytuacją, innym obrazem, pokazana w pewnym kontekście, wyraża to, co my czujemy? I za każdym razem wyraża coś innego, zależnie od tego jak zostanie użyta w montażu. Coś to tak było, coś koło tego. I to jest jednocześnie odpowiedź na pytanie, czy każdy może zagrać w filmie? Każdy, pod warunkiem, że będzie miał nieruchomą twarz i dostanie się w ręce genialnego reżysera i montażysty, niestety nasi amatorzy strasznie ruszają twarzą i najczęściej jeszcze do tego potwornie dużo i nieprawdziwie mówią.
Dlaczego mi się to przypomniało? Ten film i ten pies? Bo ktoś mi wczoraj opowiedział, jak wydała się zdrada pewnego pana. Otóż ten pan, mieszkający w wielkim bloku na Ursynowie, takim mrówkowcu, wynosząc kubeł ze śmieciami za każdym razem wstępował do sąsiadki, choćby na moment. Potem, pewnego dnia, powiedział żonie, że wyjeżdża w delegację, a tak naprawdę zamknął się z sąsiadką u niej w mieszkaniu na kilka dni. Ale drugiego dnia delegacji, sąsiadka wysłała go, pod osłoną ciemności, ze śmieciami do śmietnika, a on, opróżniony kubeł odniósł do…. swojego domu, przez roztargnienie. Nie, raczej jak koń, co wraca bezmyślnie do stajni, gdzie dostanie jeść i gdzie mu będzie ciepło i go wyszczotkują. Zabawne.
Dobrego dnia. Pokazuję Wam także okładkę „Awantury o Basię”, co to już niedługo w sklepach.

