11
Grudzień
2002
08:30

dziennik 2002-12-11 08:30:00

11 grudnia 2002, wtorek, 08:30

Damazego, Waldemara, Wojmira – wszystkiego dobrego.

CECHĄ ISTNIENIA POZOSTAJE TRWOGA. (Martin Heidegger)

Trwoga łączy się z osamotnieniem, wyobcowaniem człowieka w świecie rzeczy (pesymizm). Nie znajdujemy wartości obiektywnych, na których możemy się oprzeć. Obawiamy się ciągłych wyborów w życiu, ponieważ skazani jesteśmy na konsekwencje błędów. Żywot nie jest wolny od niepokoju wewnętrznego ani przez chwilę. Strach przejawia się również w bezsilności. (Marek Niechwiej)

Wczoraj dostałam taki list w poczcie.

Szanowna Pani.

Jestem okropnie zdołowana. Właściwie nie wiem dlaczego. Mam dwoje dzieci dorosłych, duszę artysty a życie takie monotonne, jestem od roku na emeryturze, dzieci już wyfrunęły z mojego gniazda a ja pozostałam ze swoimi marzeniami, które właściwie nigdy nie były zrealizowane. Mój mąż to typowy realista, człowiek zupełnie przyziemny, którego nic nie jest w stanie zaskoczyć. Mamy osobne pokoje, dwa telewizory i dwa życia. Nawet nie wiem, czy te telewizory nie rozwalą nam świąt. I z czego się tu cieszyć? Życzę wesołych świąt. Szczęśliwego nowego roku. Życzę wielu dalszych sukcesów na scenie i w rodzinie. Irena.

Zaczęłam odpisywać długo i sumienie, tak jakbym radziła mojemu przyjacielowi, emerytowi, starszemu panu, który obudził się pewnego dnia z poczuciem pustki, beznadziei i braku wyjścia z tej sytuacji, i zadzwonił do mnie. Jego wyznanie przez telefon brzmiało dokładnie tak samo jak to z listu, tyle tylko, że dodał, iż na domiar złego, fizycznie czuje się świetnie, jest w znakomitej formie. No więc pisałam, wypisywałam i kiedy już się w tych pomysłach co robić prawdziwie rozwinęłam, list uciekł gdzieś w przestrzeń z komputera i nie mogłam go odnaleźć, ani listu, ani mojej odpowiedzi.

Tak więc postanowiłam na ten list odpowiedzieć tutaj:

Szanowna Pani, niech Pani pójdzie do najbliższego Domu Dziecka i zapyta, czy nie potrzeba tam pomocy, albo do Domu Starców, albo inwalidów, albo do Schroniska dla zwierząt, to na początek. Niech Pani zajrzy do najbliższego Domu Kultury i zapisze się do kółka fotograficznego, malarskiego, dramatycznego, pieczenia i gotowania, wszystko jedno, co Pani dusza artystyczna podpowie. A najlepiej niech się Pani zapisze na dwa lub trzy rodzaje zajęć a zostanie Pani tam, gdzie się Pani spodoba.

Niech Pani chodzi do kina, teatru, na spotkania z ciekawymi ludźmi, pozna kogoś, zaprzyjaźni się, zorganizuje wieczorek taneczny, wycieczkę rowerową, spacer po parku, wyjazd do Zakopanego, rozgrywki w makao, demonstrację z byle powodu, manifestację np. przyjaźni czy miłości. Mężowi niech Pani na przykład pomaluje farbami w nocy twarz w indiańskie barwy, a rano niech się Pani za nic nie przyznaje, że to Pani; można mu także co rano wkładać do kieszeni coś zaskakującego, chować mu kapcie i wmawiać mu, że to on, zaśpiewać mu codziennie nową piosenkę, albo umówić się, że każdego dnia każde z was musi powiedzieć temu drugiemu żart, a jak nie, to trzeba coś ugotować, dać fant albo wynieść śmieci. Można też zaprosić kuzynkę albo kuzyna, albo odnaleźć koleżankę z klasy i zacząć się odwiedzać, spotykać itd. Można wyjść, siąść w parku i zaczepić, naciągnąć na rozmowę dosłownie każdego i dowiedzieć się wielu interesujących rzeczy, albo choćby tyle, że ten ktoś ma podobnie albo gorzej. Można….. tysiące rzeczy… Wywiesić na klatce schodowej lub w sklepie osiedlowym ogłoszenie, że chętnie zajmie się czyimś psem, w sensie wyprowadzania go, albo zrobi zakupy komuś kto nie może, co jakiś czas, albo zaopiekuje kimś samotnym i już….. a nuż się spotka fascynującego człowieka, psa, sprzedawczynię w sklepie…… Mój Boże! Niech Pani zacznie prowadzić gazetę osiedlową! Na telewizor męża zrobi pokrowiec szydełkiem, albo z futerka, przed nim samym zatańczy nago na stole tylko w jego krawacie, kupi mu na gwiazdkę iguanę i przyprowadzi psa z przytułku, albo …. Pozdrawiam Najserdeczniej.

Wczoraj zadzwonił do mnie Wojtek Młynarski. Ostatnio dzwoni często. Uwielbiam go:

– Zapraszam na premierę. Z mężem.
– Dziękuję, przyjdę sama. Jego nie ma.
– A gdzie Edward?
– Edward siedzi w Casablance.
– Edward siedzi w Casablance! Ja mam koniec wina w szklance. Wciąż się zwierzam koleżance, że dokoła same France. …No to cześć. Przyjdź sama.

Dobrego dnia. Przesyłam wszystkim niezrzeszonym w kółkach fotograficznych moje beznadziejne i piękne zarazem, bo robione z serca, zdjęcia Polski zimą. Robiłam je chyba z pociągu jak zwykle, albo jakoś tak. Są nostalgiczne i prawdziwe.

Czytam piękny scenariusz pana Andrzeja Barańskiego o Mironie Białoszewskim i jego niewidomej przyjaciółce Jadwidze. Może to zagram. Da Bóg. Leżę w łóżku chora.

© Copyright 2026 Krystyna Janda. All rights reserved.