23 października 2002, środa, 08:14
Igi, Marleny, Seweryna, Żegoty – wszystkiego dobrego.
KTO MÓWI JĘZYKIEM NIEZROZUMIAŁYM DLA NIKOGO POZA NIM, NIE MÓWI W OGÓLE. (Hans Georg Gadamer)
Och, ilu artystom się to zdarzyło!
Dziś różności:
Po Pierwsze – przyszedł do mnie taki list.
Nieoficjalne wyniki Narodowego Spisu Powszechnego:
Odpowiadam: – Kochanie! Ja biorę za siebie odpowiedzialność i jeśli chcesz wytłumaczę się z każdej minuty. A Ciebie pozdrawiam.
Po Drugie – w korespondencji na stronie domagają się przepisu na buraczki.
BURACZKI GARDEROBIANEJ JOLI Z PIASTOWA
4 kg buraków ugotować w całości w skórkach. (Podobno lepiej je upiec w piekarniku a skórka wtedy schodzi sama, jednym pociągnięciem ręki; jeśli włoży się taki upieczony burak np. do torebki plastikowej, to on wychodzi z niej bez skórki – nic z tego nie rozumiem, ale tak mi to opowiedziano). Potem obrać i zetrzeć na grubej tarce.
pokroić w kostkę i wrzucić do roztworu:
Gotować do miękkości paprykę i cebulę w tym wywarze. Jak będzie ugotowane wrzucić tam buraki starte, zagotować krótko, sprawdzić smakowo i doprawić według gustu.
Wkładać do słoików i pasteryzować. Wychodzi 7 słoików litrowych. Pyszne.
Po trzecie – byłam wczoraj w Teatrze Rozmaitości na „Magnezytyzmie serc” – spektaklu według, a raczej inspirowanym „Ślubami panieńskimi” Fredry, bo z Aleksandrem Fredro nie ma to nic, ale to absolutnie nic wspólnego, oprócz punktu wyjściowego i ogólnych zarysów prostej historyjki. O języku Fredry, wierszu, rytmie zapomnijcie. Ale nie o to chodzi w tym spektaklu. Jest to jeden z najlepszych spektakli, jakie widziałam w życiu. Zjawiskowy. Pomysł, wyobraźnia, role, szczególnie Aniela, Klara, Gustaw, Wacław, czyli młodzi, po prostu nadzwyczajne, ilość pomysłów plastycznych, stylistycznych, skojarzeń, odniesień do wszystkiego, obezwładniająca. Jest to co prawda intelektualna zabawa formą i treścią, nie przywiązujemy się do bohaterów, ani nic z nimi nie przeżywamy, to impresje na temat słów, zdań, zdarzeń, stereotypów istniejących w kulturze i życiu, pomysły slapstikowo kabaretowe, teatr zimny i jakby bez serca, ale imponujący. Wielkie gratulacje. Właściwie poza pretensjonalnym imieniem i nazwiskiem reżysera podoba mi się absolutnie wszystko, wszystko, a praca scenograficzna i kostiumowa jest po prostu porywająca. Wyszłam oszołomiona.
Po czwarte – boli mnie dziś głowa. Dobrego dnia.