16
Październik
2002
07:47

dziennik 2002-10-16 07:47:00

16 października 2002, środa, 07:47

Florentyny, Gawła, Gerarda – Wszystkiego dobrego.

Nie znam żadnej Florentyny, Gaweł przegrał totalnie z Pawłem, jeśli chodzi o popularność a Gerardowie do niedawna się zdarzali, ostatnio też i to imię zaginęło. Musi się pewnie znaleźć jakiś popularny Gerard w mediach, żeby powróciło. Znudziły mnie trochę te imiona i zastanawianie się nad nimi. Wolałabym się co rano zastanowić teraz nad czymś innym, zamyślić. Kiedyś przypominanie co rano żywotów świętych wprowadzało taki moment refleksji. Spojrzałam na półkę nade mną. Tę półkę najbliższą, na którą trafiają rzeczy kupione ostatnio lub odłożone do „absolutnego” przeczytania w najbliższym czasie. „Historia Filozofii w Sentencjach”, Marek Niechwiej – może to to? Może to przeczytamy razem? Zaczniemy przekornie od końca.

DZIEŁA SZTUKI NIE MOŻNA TAK PO PROSTU ODIZOLOWAĆ OD „PRZYGODNOŚCI” WARUNKÓW DOSTĘPU DO NIEGO, W JAKICH SIĘ ONO UKAZUJE (…) ONO SAMO NALEŻY DO ŚWIATA, KTÓREMU SIĘ PREZENTUJE, WIDOWISKO JEST WŁAŚCIWIE DOPIERO TAM, GDZIE SIĘ POKAZUJE, A MUZYKA MUSI GDZIEŚ ZABRZMIEĆ (Hans Georg Gadamer).

Gadamer badał wytrwale wpływ kultury i sztuki na człowieka (etologia). Uznał, iż każde dzieło musi posiadać określoną wartość, czemuś powinno służyć. Twór bez widza nie ma sensu; po to tworzymy kulturę, jako istoty rozumne, aby nas ona zachwycała. Dzieła nie można odizolować od „przygodności”, czyli od warunków, w których jest ono postrzegane.

Jeśli przyjąć myśl filozofa za pewność, to ostatnie dziesięć lat życia Grotowski spędził na bzdurach. Tworzył, z jednym aktorem zamknięty w sali, coś – spektakl – dzieło, którego w założeniu nikt miał nie obejrzeć. Kiedy się o tym dowiedziałam, przeczytałam, zdumiała mnie ta idea a także przeraziła. Ta idea antyteatru, antywidowiska. Teatru bez widza. Absurdalna. Ale czasem, kiedy sobie o tym przypomnę, zachwyca.

Życzę Wam dobrego dnia, i abyście zrobili dziś coś, podjęli jakiś trud, jakieś dzieło, tylko dla siebie. To miłe. Ja posyłam Wam kolejne zdjęcia z fabryki – to znaczy z planu zdjęciowego. Wczoraj płakałam jako pani Seidenman siedem godzin nagrania. Cały czas. Takie sceny, takie zadania aktorskie. Oj, męczące. Pozdrawiam.



Kot na zdjęciach, to kot „Grający”, ma na imię Ben i jest przybłędą. Należy do jednej z pań z telewizji, która jest członkiem ekipy. Jest po prostu słodki. Flegmatyczny, spokojny kot o charakterze stoika. Filozof. Gra z nami, ze mną i Krzysiem Stroińskim grającym doktora Kordę, sąsiada Irmy, z absolutną obojętnością, bez emocji i wrażenia.

© Copyright 2026 Krystyna Janda. All rights reserved.