29
Maj
2002
11:49

dziennik 2002-05-29 11:49:00

29 maja 2002, środa, 11:49

Magdaleny, Teodozji, Urszuli, Maksyma – wszystkiego dobrego.

O Magdaleno! Życzliwa i sympatyczna, wrażliwa i uczciwa! Oddana przyjaciółko zadręczająca zaborczością. Nieobliczalna w reakcjach i porywach serca, do tego stopnia, że zaskakuje cię to samą. O Magdaleno!

IRYSY

Są takie panny z SGGW –
zielone, botaniczne,
co przed zaśnięciem liczą do stu
dojrzałe kłosy pszeniczne.

Zimą tarmoszą wilki za uszy,
nie straszny im rys, ni żbik…
Drobnej budowy, czy słusznej tuszy –
nie stchórzy żadna z nich.

W ziemi wilgotnej zanurzyć dłonie…
Przebierać szorstki groch…
Patrzeć, jak rodzą się małe konie…
Ile roboty… Och…

Skóra się z tego robi twardsza,
o Magdzie mówią „Baba-chłop”…
Lecz gdy słoneczna spłynie tarcza
To Magda wzdycha: basta, stop…

Nakłada suknię żorżetową
i nim dogoni nagły strach ją,
wychodzi porą fioletową
i patrzy jak irysy pachną.

Ach, jakie słodkie jest to strach ją i pachną. Och, Agnieszko! Ile w tych wierszach radości życia, dowcipu i miłości do ludzi, a w szczególności do kobiet. I jakie pogodzenie i znajomość życia.

Teodozja – czyli Dziunia ma kłopoty z błędnikiem. Boi się wjeżdżających na peron pociągów, ma uczucie, że ją pewnego dnia wciągną. Kocha buty na słupku i z paseczkiem, falbanę z ukosa w dole sukni, perły do kolan, i malując paznokcie zostawia tzw. księżyce białe nie malowane. Ileż to wymaga precyzji i determinacji! Dziunia nie lubi psów i kotów, bo zostawiają kłaki wszędzie, nawet unosi się to w powietrzu, a porody i ciąże męczą ją tak, że potem już do końca życia odpoczywa po porodzie. Jest ze wszech miar kobietą wymagającą opieki.

Urszula – samodzielna i ambitna, realizuje się w działaniu. Wiele wymaga od siebie a jej perfekcjonizm zamęcza i ją, i otoczenie. Mimo że jest lubiana właściwie przez wszystkich, wciąż ma niedosyt potwierdzeń, że spełnia oczekiwania otoczenia. Nocą bierze to, na co ma ochotę, mimo że wyobraźnią w tych sprawach zadziwia wielu, którzy by jej aż o takie apetyty i żądania, za dnia, nie podejrzewali. Rano znów maluje powieki na jasno, zakłada błękitną bluzeczkę i mówi, że zapach stokrotek ją męczy, a nocą musi mieć absolutny spokój, ciszę i ciemność, żeby wypocząć.

Maksym – przez ks a nie x jest wbrew pozorom miłym skromnym mężczyzną. Dźwięk jego imienia wprawia w drżenie kolan u kobiet, ale kiedy okazuje się, że nie ma w imieniu tego x, kolana uspokajają się, i tracą nim jako mężczyzną zainteresowanie. Z głupoty, ponieważ to właśnie Maksym bez x może im ofiarować to, czego żądają od Maxyma z x, a który tego w ogóle nie ma i generalnie jest zajęty sobą i są z nim problemy przez całe życie.

Wczoraj czułam się po spektaklu tak źle, iż byłam pewna, że właśnie rozpoczął się we mnie rozległy zawał, który nie poczekał do wakacji i nie pozwoli mi teraz dokończyć sezonu. Przetrwałam noc i dalej trwam z bólem na przestrzał w klatce piersiowej, nie sądzą już dziś, żeby to był zawał, nie mniej, do wyjazdu na wakacje, czyli jeszcze te 20 ostatnich dni już się chyba będę czołgać, tak mam dosyć, tak jestem zmęczona tym rokiem. W związku z moim samopoczuciem, odwołałam dziś wszystkie zajęcia dzienne, aby móc zagrać wieczorem spektakl, i obejrzałam z nieziemską przyjemnością w telewizji „Godzinę pąsowej róży” z: Czyżewską, Winnicką, Wiesią Mazurkiewicz itd. Cudnymi! Cudnymi! Młodymi! Pięknymi! Rozkosznymi! I pomyśleć, że „Powrót do przyszłości” Spilberga był tyle lat później!

Dobrego dnia!

Ach, gdybyście wiedzieli jak pięknie i jak pachnie w Milanówku!!! Z powodu ewentualnego zawału, z jego okazji, że to niby już mi nie zależy, zjadłam krem caramel i musse o chocolade, lody grejpfrutowe polane polewą karmelową. Jak się okazało, nie mam zawału, a utyłam co najmniej kilogram. A ból wciąż nie przechodzi.

© Copyright 2026 Krystyna Janda. All rights reserved.