23 maja 2002, czwartek, 06:19
Emilii, Iwony, Dezyderiusza – Wszystkiego dobrego.
Emilia – moja książka twierdzi, że Emilia jest śmiała, silna. Łazi po drzewach z chłopcami i rozbija kolana podczas szaleńczej jazdy na rowerze. Jest niecierpliwa i porywcza. Rogata dusza. Że Emilia wywodzi się z łacińskiego Aemulus – co znaczy gorliwy, żarliwy, pilny. Otóż, być może, że są takie Emilie, choć w ogóle nie ma ich dużo. Istnieją raczej w literaturze. A Emilia Galotti u Lessinga, jedna z moich ulubionych postaci w literaturze dramatycznej, jest uosobieniem cnót, a uciekając przed hańbą umiera zabita przez ojca, na własną prośbę. Moja Emilia jest miła, spokojna, tkliwa. Robi wciąż na szydełku koronkowe kołnierzyki, choć to niemodne, ale ją to uspokaja. Bardzo ją lubię, jest beżowa.
O Iwonie pisałam wczoraj zdziwiona, że istnieje takie imię męskie Iwon.
Dezyderiusz. Nie uwierzycie, ale znam jednego Dezyderiusza, choć wołają na niego banalnie Darek. Zapytałam go kiedyś, skąd wzięło się to imię, wzruszył ramionami i odparł, że nie wie, i nie rozumie tego imienia, że to ojcu, jak go rejestrował, się coś pomieszało. A swoją drogą, ilu ludzi ma imiona takie a nie inne, ponieważ tatuś mamę, będącą jeszcze w połogu, źle zrozumiał, a ponieważ był wciąż ze szczęścia niedysponowany z powodu alkoholu, więc jako imię dziecka w urzędzie podał coś, co mu się wydawało, że słyszał, lub ustalał z żoną, czyli mamusią. Wciąż ktoś mi opowiada taką historię.
Dziś, powodowana złością, muszę napisać, że nienawidzę dwóch rzeczy, które mi się wczoraj po raz kolejny zdarzyły, za głośnej muzyki w lokalach, w kawiarniach i restauracjach, przy której w ogóle nie można porozmawiać. Dodatkowo, za każdym razem, na moje prośby o ściszenie, kelnerzy odchodzą obrażeni. Wypchajcie się. Postuluję angażowanie starszych kelnerów, których jak mnie, za głośno puszczona muzyka drażni, szczególnie, kiedy przychodzę tam porozmawiać a nie tylko napić się kawy. Jest też inne wyjście, ja muszę przestać wchodzić do lokali dla młodych, gdzie oni siedzą, w ogóle ze sobą nie rozmawiają, a głośna muzyka wypełnia im czas i zastępuje myśli.
Ale to nieprawda, że wybieram takie miejsca, ponieważ w Polsce muzyka puszczana jest za głośno wszędzie, w hotelach, zakładach fryzjerskich, solariach, sklepach, taksówkach, wszędzie. Ci, którzy tam pracują, myślą wyłącznie o sobie a nie o klientach.
Druga rzecz, która mnie nawet nie tyle drażni, co oburza i zdumiewa – fryzjerki, które myją mi włosy tak, że mam nos pod ich pachą, i po prostu wdycham całą ich rozkoszną woń z konieczności! Co za okropność, a tak jest w połowie zakładów fryzjerskich w Polsce, i żadna z tych pań, ani właścicieli tych zakładów, się nad tym nie zastanowi, nie zreflektuje na ten temat, to zdumiewające! Ja więcej już do takiego zakładu nie przychodzę, ale w kolejnym spotyka mnie to samo. Moi Państwo, nie myślcie o sobie, myślcie choć trochę o nas, klientach! Co za brak taktu!
No, ulżyło mi. Przepraszam za tę kłótliwość i małostkowość. Ale nie wytrzymałam.
Dobrego dnia.
Wczoraj otrzymałam nagrodę Kryształowego Zwierciadła od pisma ZWIERCIADŁO, jako silna kobieta. Ale jestem prawdziwie szczęśliwa dlatego, że uzasadnieniem przyznania mi tego miłego wyróżnienia było to, że zrobiłam i zagrałam Małą Steinberg. Jestem naprawdę wdzięczna, że zauważono ten aktorski „akt odwagi”, że podkreślono to, że aby zagrać tę rolę, wziąć ten tekst do realizacji, odważyć się na granie dziecka i choroby, poruszenie tak trudnego tematu, trzeba było mieć odwagę, siłę i niezależność artystyczną. Bardzo, bardzo dziękuję.
