21 maja 2002, wtorek, 20:50
Kryspina, Tymoteusza, Walentego, Wiktora – wszystkiego dobrego.
Kryspin – rzadko spotykane imię – myślę, że ładne, choć mój syn twierdzi inaczej, mówi, że ohydne. Sam, zapytany jak chciałby mieć na imię, odpowiada bez namysłu: Rafał. Andrzej też mu się nie podoba. Kryspin nosi koszule w kratkę, i pastę do butów trzyma w biurku w biurze. Jest do przesady pedantyczny.
Tymoteusz to imię piękne, równie rzadkie jak Kryspin. Choć Tymoteusz przynosi ze sobą nostalgię i gorzką tajemnicę, jakiej nie ma Kryspin. Szelest imienia Tymoteusz usypia.
A Walenty budzi ze snu każdego i stawia go na równe nogi.
Wiktor – konkretny przychodzi w kalendarzu, co chwila, i przypomina o swojej klasie.
Ciężki, mozolny dzień uwieńczony sukcesem. Dostałam pozwolenie na robienie dla Teatru Telewizji sztuki Krzysztofa Bizio Porozmawiajmy o życiu i śmierci. Mój pomysł jest szalony i piekielnie trudny do realizacji.
Zaprosiłam do współpracy panią Ewę Wycichowską i Poznański Teatr Tańca, mojego męża do zrobienia zdjęć, Maćka Putowskiego do scenografii. Ale zadanie tym razem jest tak trudne, że wszyscy siwieją i wypadają im włosy od gwałtownie intensywnego myślenia. Nagranie 12-17 sierpnia, wszyscy patrzą na mnie przerażeni. Co to ma być? – pytają. Sztuka realistyczna, grana naturalistycznie, o małych, podłych ludziach, jakimi jesteśmy, o codziennym grzechu i małości, z Czternastoma Stacjami Męki Pańskiej w tle – odpowiadam. Ty chyba tym razem oszalałaś? Nie – odpowiadam. To będzie, wyraźne, proste i piękne.
No nic. Czuję się jak wojownik po bitwie. Dziś idę spać, a od jutra do roboty, w służbie „dobra, szlachetności” i Narodu. Ciekawe, co pan Bizio na mój pomysł interpretacyjny? Uwaga! To może „chcieć wyjść” pretensjonalnie, ale ja do tego nie dopuszczę. Tak więc znów wakacje z ołówkiem w ręku, dyskusjami na plaży do nocy, scenopisem, tyle tylko, że tym razem towarzyszyć nam będą Trzy Upadki Chrystusa, Św. Weronika ze swoją chustą, pocieszanie kobiet płaczących i ukrzyżowanie, a wszystko dla małego, podłego ścierwa, jakim jest człowiek.
Idę spać. Spałam w nocy trzy godziny przez ten konieczny powrót z Gliwic. Ale warto było wracać.
Dobrej nocy. Jutro dostaję nagrodę – Kryształowe Zwierciadło. O ho, ho!
W sąsiednim pokoju mój starszy syn czyta „Balladynę” i po prostu wyje ze śmiechu! Ciekawe, co go aż tak śmieszy. Mówi, że Goplana takie teksty puszcza, że można zdechnąć. Jakie? – pytam. „Panie Skierko, ja się kocham” na przykład – odpowiada mi i wyje z radości. Ciekawe.
