06
Maj
2002
05:27

dziennik 2002-05-06 05:27:00

6 maja 2002, poniedziałek, 05:27

Andrzeja, Dominika, Jana – Wszystkiego dobrego.

Dominik to takie imię, które w zdrobnieniu daje dziwolągi. Kiedyś słyszałam, jak mama do małego Dominika wołała Domino, brzmiało to dziwnie. Dominik nie znosi zdrobnienia, a Domin a częściej Domina, kojarzy się z panią, co bije panów pejczem na ich życzenie i za pieniądze, jako usługa w domach płatnej miłości. Jednym słowem Dominik to piękne imię, choć dziś troszkę pretensjonalne. Dominika już nie, i znam wiele pań o takim imieniu. Choćby Dominika Ostałowska. I bardzo ładnie, prawda?

Jan to imię imion, ulubione nasze.

Ale wróćmy do Andrzeja. Bo pod datą 6 maja Agnieszka Osiecka w swoim „Imionniku” napisała o Andrzeju…

Przyniosłeś mi bez pięciolistny
w klapie od marynarki.
Świecił jak absurd czysty.
Jak order. Albo jak antyk.

Zakwitł zwyczajnie, jak wszyscy,
gdzieś na św. Andrzeja….
Tylko od innych był tkliwszy.
Jak uśmiech. Albo nadzieja.

Bez pachniał bzem najczęściej
i przekwitł o swojej porze.
Zostało mi po nim szczęście 
W liliowo-bzowym kolorze.

Bardzo tajemniczy wierszyk. Co to za Andrzej, nie wiadomo. Może ten sam, co w „Białej bluzce”? Oj, Andrzej, Andrzej! Znowu gdzieś się śpieszysz, a tu kwitną bzy i jest tak w ogóle….

Mam chorego małego kotka. Przywiozłam go wczoraj w nocy z teatru. Na razie, ponieważ wyjeżdżam za chwilę do Gdańska, żeby tam grać Virginię…, podrzuciłam go sąsiadce. Ale jutro, jak wrócę, będę go leczyć dalej. W domu mam dwa koty. Jeden śpi na okrągło, Wewiur, i jak tylko się go zaniedba, ma kołtuny i to jest dramat, drugi, Poldek, ma zeza i astmę albo uczulenie, diagnoza w toku. Pies Oskar ma potworny reumatyzm i leczymy go od dwóch miesięcy, ale to potrwa, a właściwie nigdy się nie skończy. Wzrusza mnie porannym wstawaniem na raty i rozciąganiem kości. Co rano bierze lekarstwa i jakoś potem jest lepiej. Biedactwo. Dwa kundle z ogrodu są zdrowe, tylko Greta jest za tęga a Rita za szczupła, i nie wiadomo dlaczego.

Dobrego dnia.

Ach, i na koniec podpowiedź jak się gotuje ziemniaki. Bo uwielbiam ziemniaki, choć nie mogę ich jeść, bo tyję. Podejrzałam u cioci, jak je gotuje, że są takie dobre. Soli dopiero jak się zagotuje woda i wtedy też wrzuca do tej wody łyżkę masła. Są bardzo dobre. No, dużo też zależy od gatunku. Niedługo młode ziemniaki duszone w koprze, na maśle, w szczelnym garnku, bez wody. To lubię. I to dopiero jest bomba kalorii!!! O co mi dzisiaj chodzi z tymi ziemniakami i kaloriami? Nie wiadomo. Sama dziwię się temu, co piszę.

Dobrego dnia. Ja jadę.

© Copyright 2026 Krystyna Janda. All rights reserved.