04
Maj
2002
06:36

dziennik 2002-05-04 06:36:00

4 maja 2002, sobota, 06:36

Moniki, Floriana – Wszystkiego dobrego.

Monika – to dopiero imię! Książka mówi:  łagodna, spokojna, troskliwa. Skłonna do kompromisu i umiejętnie wygasza wszelkie konflikty. Tradycjonalistka, którą trudno namówić na ryzykowną przygodę czy ekstrawagancję. Można przy niej odpocząć.  A ja Wam oświadczam, na podstawie moich doświadczeń i doświadczeń kilku moich przyjaciół z Monikami: zupełnie nie łagodna, określenie spokojna w stosunku do tych Monik, które znam, to żart. Troskliwa? Tak, ale troszczy się o siebie. Kompromis i wyciszenie konfliktu z Moniką nie wchodzą w rachubę. Po prostu Demonika a nie Monika. Może Wy mieliście szczęście spotkać Moniki w łagodniejszym wydaniu, ja nie. Nie bez powodu Monika – pochodzi od greckiego Monos – jedyna, samotna, sama.

Florian – to dla mnie nazwa najlepszej kawiarni w Wenecji na Placu św. Marka, w której raz do roku piję kawę, zjadam lody i wierzę, że to przynosi mi szczęście (po cichu dodam, głównie szczęście w małżeństwie), picie kawy w samotności w kawiarni Florian w Wenecji nie bardzo ma sens w celu zaklinania szczęścia.

Co wieczór Virginia…. To męcząca rola, stosunkowo dużo mnie kosztuje. Jakoś inne mniej ode mnie żądają wysiłku. No, ale autor dał jeszcze podtytuł tej sztuce „Noc Walpurgii”.

Św. Walpurgia, była mniszka angielska, która w VIII wieku pomagała świętemu Bonifacemu w nawracaniu ludu germańskiego na chrześcijaństwo. Za zasługi w walce z demonami została mianowana ksienią klasztoru w Heindenheim, a po śmierci – kanonizowana. Zasłynęła jako pogromczyni diabłów i czarnej magii. Jej imieniem nazwano ostatnią kwietniową noc, kiedy panowanie nad światem obejmują duchy zła i ciemności. A czarownice wszystkich kontynentów smarują się miksturą z tłuszczu dziecka zmarłego przed chrztem, gałązek topolowych i sadzy, prochów jaszczurki, wróblich i przepiórczych piórek oraz żabiego skrzeku. I „wyfruwały” szkodzić ludziom.

Wierzono, że w noc świętej Walpurgii nie wolno nosa wychylić z domu – lepiej zamknąć się na trzy spusty i modlić do świętej. To najpewniejsza ochrona przed urokiem i czartowską godziną. 

A jeśli jakiś śmiałek zapuści się nieopatrznie na Brocken, najwyższy szczyt gór Harzu w Niemczech, ma szansę ujrzeć na tle chmur olbrzymi cień. To słynne widmo Brockenu. Zdarzają się tam tajemnicze zniknięcia turystów, nigdy nie wyjaśnione. A nocą cień przybiera postać diabła czyhającego na ludzkie dusze, szczególnie w noc św. Walpurgii.

Męcząca to noc. I takie są na scenie te dwie godziny podczas grania tego tekstu.

Dziś w nocy po raz pierwszy od bardzo dawna śniłam całą noc i pamiętam ten sen. Był okropny, całą noc grałam. Właśnie Martę z Virginii…. Okropnie męczące.

Wczoraj był dzień kupowania prezentów. Wszystkie moje i rodzinne dzieci mają w maju urodziny i imieniny, kupowałam więc rozliczne lampy, stoliki, zegary, bo wszyscy starsi się meblują, a moim chłopcom miałam kupić korki. Kolejne zresztą korki do grania w tę nieszczęsną piłkę nożną – piętę achillesową wszystkich mężczyzn w rodzie, jak się okazało, po nocnych zwierzeniach starych cioć i kuzynek. Wszyscy mężczyźni w naszych rodzinach mieli antytalent do gry w piłkę nożną. Więc i moi synowie. No, ale to przynosi cierpienia w młodości. Zakup korków, złotych korków za straszną sumę, daje choć trochę nadziei na sukces, i mimo że długo wczoraj tłumaczyłam, iż to nie od ceny korków zależy jakość grania, nie pomogło. Kupiłam, na szczęście nie najdroższe, Adamowi – starszemu synowi, a młodszy Jędrek, długo stał i obserwował dramat wybierania korków, mękę, nadzieje Adasia z tymi korkami wiązane i na koniec, kiedy przyszło do wybierania korków dla niego, zrezygnował. Powiedział do mnie tak: Mamo kup mi od razu puchar zwycięzcy!  I wskazał największy złoty puchar, nagrodę, którą też można było kupić w tym sklepie. Uznałam, że słusznie. Dziecko ominęło korki, grę, mękę, cierpienia i od razu przeszło do zwycięstwa. Bardzo słusznie. Stoi teraz koło jego łóżka, ogromny, złoty puchar na marmurowej podstawce. Puchar za nic i za wszystko, jak to określił. Bardzo mi się to spodobało. To się nazywa iść na skróty i nie marnować czasu. A Adaś sam grał do nocy, w nowych korkach.

Dobrego dnia.

© Copyright 2026 Krystyna Janda. All rights reserved.