25 kwietnia 2002, czwartek, 07:18
Jarosława, Kaliksta, Marka – wszystkiego dobrego.
Kalikst – trudno, musi się pogodzić, że Jarek i Marek go przytłaczają.
Jarosław kojarzy mi się nieodmiennie z Jarosławem Kuczerą, wybitnym czeskim operatorem filmowym, robiłam z nim osiem miesięcy pewien niemiecki film, kręcony w Ameryce, i obserwowałam z rosnącą sympatią tego skromnego, cichego człowieka o wielkim talencie, wiedzy i wyobraźni. To jeden z tych artystów, którzy nie robiąc hałasu, jakby obok spraw, realizują swoje piękne rzeczy. Umarł dwa, trzy lata po naszym powrocie do Europy. Ostatnie lata życia spędził z miłą młodą osóbką, którą poznałam w tejże Ameryce. Mam wrażenie, że uczyniła te jego ostatnie lata szczęśliwymi. Tak to wyglądało. Przynajmniej tyle. Naprawdę na to zasługiwał. Jarosław to też imię marynarzy, zaraz do jednego z nich zadzwonię.
No Marek… to imię… do niego mam słabość i wiele wspomnień z młodości. Uwielbiam Marków – jak słyszę, że ktoś ma na imię Marek, zyskuje od razu u mnie kredyt sympatii. Tak to jest ze słabościami.
Pochwały dla BYKA
Przestrogi dla BYKA
Charakter BYKA
Dobrego dnia. Ja idę na plan, gdzie będę do późnej nocy. Kręcimy scenę sądu. Tłum ludzi, wiele ustawień kamery, kilogramy tekstu. Dobrze, że we wnętrzu, dzięki temu nie zmarznę w moich aksamitnych, cieniutkich narzutkach.
Dołączam prezent.
