21
Kwiecień
2002
09:12

dziennik 2002-04-21 09:12:00

21 kwietnia 2002, niedziela, 09:12

Selmy, Anzelma, Drogomiła, Feliksa – wszystkiego dobrego.

Selma – zupełnie nie wiedziałam, że jest w naszym kalendarzu takie ładne imię. Selma szeleści i przypomina tajemnicze chwile. Kojarzy się z szalami, imbirem i miętą. Ładne imię.

Anzelm – ma szelki i druciane okulary. Takiego Anzelma ja znałam. Czytał gazetę po pracy, zdejmując tylko marynarkę a zostając w muszce. Jadł obiady w muszce i ciapkach wsuwkach, zatykając serwetkę pod brodą, za kołnierzyk. Nie tolerował obiadu bez deseru, a jego żona była mistrzynią szarlotki na ciepło z sosem waniliowym. Gotowała także zupę nic, z ubitym białkiem.

Drogomił. Moim zdaniem nikt się tak nie nazywa. Choć znałam jedną kobietę o imieniu Drogomiła i rzeczywiście imię było adekwatne do jej wymagań.

Feliks – pojawia się w kalendarzu bodaj najczęściej. Choć konkuruje z Wiktorem. Znam kilku Felków. Jeden jest nawet dość młody. Do niedawna był wspaniałym szefem kuchni w jednej z restauracji warszawskich. Prywatnie robił genialnie jajka faszerowane. Nie chciał zdradzić przepisu nikomu. Mnie zdradził, ponieważ wiedział, że i tak nigdy nie będę ich sama robić, że to jednoznaczne z wyrzuceniem tego przepisu na wiatr.

Jadę za chwilę do Bytomia zagrać wieczorem Opowiadania zebrane.

Wiezie mnie mój kierowca, który wczoraj wieczorem wziął ślub. Nie chciałam się na to zgodzić, aby prosto po ślubie… ale powiedział mi, że nie ma sprawy. W ogóle, życie pana Jurka weszło bardzo w moje. W najbliższym czasie czeka „nas” napisanie pracy magisterskiej, dotyczącej silnika Lublin. Nie mogę przytoczyć całego tytułu pracy, bo w ogóle go nie rozumiem i w związku z tym to jest dla mnie nie do zapamiętania. Zrozumiałam tylko tyle, że chodzi o jego „zepsuwalność” i „naprawialność” w pierwszym okresie eksploatacji, czy o coś takiego. Teraz za każdym razem, kiedy widzę na drodze samochód Lublin, który mi w związku z tym pan Jurek pokazał, bo nie miałam pojęcia, że taki silnik i samochód w ogóle istnieje, krzyczę dumna, że go rozpoznałam: O, panie Jurku, jedzie LUBLIN! Pan Jurek powiedział mi, że wolałby pisać pracę o silniku Mercedesa, ale Mercedes nie przewiduje „zepsuwalności” i „naprawialności” w pierwszym okresie eksploatacji. No trudno!

Dobrego dnia. Ja jadę na Śląsk. A ja zupełnie nie wiem, czemu czytam na nowo „Zbrodnię i karę”, i nie mogę odgonić od siebie myśli, że to jest prawdziwa analiza terroryzmu.

No i prezent.

© Copyright 2026 Krystyna Janda. All rights reserved.