15
Kwiecień
2002
12:28

dziennik 2002-04-15 12:28:00

15 kwietnia 2002, poniedziałek, 12:28

Anastazji, Modesta, Tytusa, Wacława – wszystkiego dobrego.

No więc jestem z powrotem. Dziś w nocy, po 22 godzinach w podróży wylądowałam w swoim domu i łóżku, szczęśliwa, że w tak przyjaznym zakątku świata przyszło mi żyć. Tak, tak, świat z tamtej perspektywy, z tamtej strony, jest wielkim nieszczęśliwym globem głodnych, samotnych, biednych i nie znających nawet najbliższej przyszłości ludzi. Europa wydaje się jakimś malutkim miejscem, gdzie niewielu ludzi w gruncie rzeczy ma podstawowe troski życiowe, i w ogóle w związku z tym nie ma znaczenia, i nie wiadomo czy w ogóle istnieje.

Ulice pełne samotnych, żebrzących i takich, którzy nie znają czasu, celu a za to nie mają nic do stracenia. Telewizory pełne walczących, krwawiących, głodnych tłumów, i bezsensownych, z tego punktu widzenia, seriali telewizyjnych. Świata, który my znamy, wartości, którym hołdujemy i wydarzeń, którymi my się zajmujemy, w ogóle tam nie ma, a w każdym razie ich nie widać. Wojny, potyczki, demonstracje, tłumy głodnych siedzących w kucki ludzi, i dzieci, dzieci, dzieci.

Nic na mnie nie zrobiło takiego wrażenia jak dzieci, dzieci śpiące na ulicach, wałęsające się grupami po mieście, żebrzące, zaczepiające, gotowe zrobić wszystko za mały pieniążek. Jeśli ktoś potrafi się do tego przyzwyczaić,  przyjąć to do wiadomości, dostrzeże wiele wspaniałych rzeczy, ale ktoś, kto nie może się z tym pogodzić, nie ma tam czego szukać. Moja relacja, gdybym taką rzeczywiście napisała z tego pobytu, powinna mieć tytuł „Osobista historia”, bo przeżyłam ten tydzień ciężko, w smutku i właściwie przerażeniu, a jedyne momenty, jakie zapamiętałam jako spokojne, to wieczory spędzane na koncertach, spektaklach, zdarzeniach artystycznych, przywiezionych do Sao Paulo z Polski i spotkaniach z polskimi artystami-kolegami i ich sztuką. A także chwile spędzone w pokoju hotelowym z panoramą dalekiego miasta za powiewającą firanką i sambą w tle, w klimacie, który jest przyjazny człowiekowi o tej porze roku, to znaczy trwającej tam właśnie jesieni – przytula, pociesza, kołysze i pieści czule, szczęśliwych i nieszczęśliwych,  bogatych i biednych, dzieci i dorosłych.

Jestem szczęśliwa, że tu wróciłam mimo tego, co usłyszałam po włączeniu telewizora i przeczytaniu gazety. Nawet po informacji, że dziś w Polsce obchodzimy dzień bezdomnych, że jest ich u nas w tej chwili około 400 tysięcy i będzie więcej.

Dołączam mały clip na uspokojenie.

Dobrego dnia.

© Copyright 2026 Krystyna Janda. All rights reserved.