26
Marzec
2002
07:44

dziennik 2002-03-26 07:44:00

26 marca 2002, wtorek, 07:44

Larysy, Emanuela, Teodora, Tymoteusza – wszystkiego dobrego.

Larysa jest zdumiewającym imieniem.

Emanuel pięknym, dla motyla.

Teodor dość popularnym w pewnym czasie. Znałam pewnego Teodora, nosił muszkę, parasol nie składany, miał zawsze świeżą białą chusteczkę w kieszeni, chusteczkę z materiału, znał się na antykach, a szczególnie był miłośnikiem krzeseł, miał w domu całe laboratorium – klinikę leczenia krzeseł z połamań, korników i wyłysień. Naprawiałam i łatałam u niego moje krzesła wyplatane wikliną; zawsze, przy każdej wizycie piłam herbatę z pokostem i politurą, i terpentyną.

Tymoteusz to gorzkie imię, korzenne, suche i lekko przydymione. Wymawia się je bezgłośnie z sykiem na końcu, lub szumem, zależy od nastawienia.

Wczoraj miły, skromny, szary dzień, z wybiciem szyby i kradzieżą radia z samochodu. Mój kierowca w żałobie. Dziś mam próby cały dzień, będę kupowała nowe radio przez telefon. Ciekawe, jak nam pójdzie.

Wczoraj wieczór widziałam Ożenek zrobiony dla Teatru Telewizji przez Jurka Stuhra; odbył się pokaz w Teatrze Małym. Uroczy spektakl. Trochę nierówny stylistycznie. Głównie z powodu światła i kamery, no, ale pewnie kondycja produkcyjna kazała gnać na złamanie karku i kompromisy były koniecznością. Ten sam problem dotyczy rytmów w spektaklu, kilka tonów pauz w kompozycji rytmicznej całości fałszywych. Wynikły prawdopodobnie z pomysłów kamerowych na opowiadanie. Świetna rola Zbyszka Zamachowskiego. Absolutna kreacja Marysi Peszkówny (dawno nie było aktorki tak doskonałej stylistycznie, posiadającej umiejętności techniczne i świadomość stosowania tej techniki, a przede wszystkim świadomość każdej formy). Ale też reszta ról, wspaniała, właściwie wszystkie. Pani Hajewska, grającą ciotkę, powinna dostać coś naprawdę wielkiego do grania, wspaniałego, to aktorka o wielkich możliwościach, wspaniałym talencie, potencji artystycznej, moim zdaniem nieprzewidywalnej, warto byłoby to sprawdzić. Pamiętam ją i do dziś jestem pod wrażeniem jej roli w Kaldwerku… Krystiana Lupy, ale w tej aktorce siedzi przyczajony demon, i czeka na uwolnienie. Jak będzie siedziała w Rozmaitościach i wygrywała, używana jako dziwoląg, te marginesy, nigdy się demon nie ujawni. A czeka. Wyciąga drapieżnie pazury.

W prezencie dwa bukiety z mojego stołu.

Dobrego dnia.

© Copyright 2026 Krystyna Janda. All rights reserved.