24 marca 2002, niedziela, 07:47
Katarzyny, Gabriela, Marka, Sewera – wszystkiego dobrego.
Katarzyna już była przed chwilą, przedwczoraj.
Gabriel to Anioł lub fryzjer, innych możliwości dzisiaj nie widzę, zdarzają się mężczyźni o tym imieniu, ale to taka rzadkość jak anioły.
Marek. Marek to wielkie zagadnienie w moim życiu. W moim życiu mężczyźni często po prostu byli Markami. Marek kojarzy nam się z antykiem i słońcem. Mnie także z zawirowaniami serca i utratą spokoju. Choć Markowie zrobiliby dla mnie wiele, na szczęście nie było mi to do niczego potrzebne.
Marek Kondrat, z którym tak często teraz spędzam czas z powodu Virginii, wprowadził w mój świat jasność, poczucie bezpieczeństwa i śmiech. A czy wiecie, że 3 minuty śmiechu to utrata 30 kalorii, poprawa pracy serca, dokrwienie mózgu, masaż mięśni twarzy i wiele jeszcze innych korzyści, na czele z poprawą samopoczucia. Za śmiech ludzie oddaliby wszystko, dosłownie wszystko, to chwilowy środek znieczulający, i lekarstwo na duszę przede wszystkim.
Śmiech! Jak ja lubię się śmiać! Jak jestem chętna do śmiechu. Bo na śmiech trzeba też być gotowym. Trzeba chcieć się śmiać, korzystać w tej sprawie z każdej, nawet najmniejszej, nadarzającej się okazji, nie zważając na czas, miejsce, sytuacje i konsekwencje. Nie wolno w sobie śmiechu tłumić. Hamować go. Bo się obrazi i więcej nie przyjdzie. Co więcej, należy go przywitać z radością, sprawić, żeby się dobrze poczuł, a potem cały czas za nim tęsknić i go szukać.
Ludzie, za sprawą których śmiech do nas przychodzi, to prawdziwe skarby.
Marek – Wszystkiego Dobrego! I dziękuję.
O, „JESTEŚ LEKIEM NA CAŁE ZŁO” to też dobry tytuł.
Dobrego dnia.