31 marca 2002, niedziela, 08:12
Balbiny, Beniamina, Gwidona – wszystkiego dobrego.
Znam jedną Balbinę, jest absolutnie rewelacyjna. Zawsze myślałam, że jej imię to pseudonim, aż kiedyś zobaczyłam jej dokumenty.
Beniamin, jest imieniem dla mężczyzn najważniejszych, pewnie na początku najważniejszych dla mamy, a potem musi sprostać temu całe życie. Ale z Benkiem można wytrzymać, choć wymaga uwagi.
Gwidon ma wąsy (źle napisałam słowo wąsy i mój komputer od razu zaproponował, żeby Gwidon miał też wiatry), ma też strzelbę, sadzi jałowce lub jest pustelnikiem.
Koszmarna noc Zmartwychwstania. Najpierw nikt nie mógł zasnąć, a dom pełen ludzi. Około północy moja wnuczka dostała temperatury, majaczyła, płakała, że z Jezusa leci krew i krew jest pod łóżkiem. Chwilę później koty przyniosły zamordowanego ptaka do domu, a kiedy im go zabraliśmy, płakały swoimi kocimi zawodzeniami z żalu. O czwartej Jezus zaczął rozwalać grób, odwalać kamienie w kościele milanowskim tak głośno, że tylko wsłuchiwaliśmy się w te wystrzały. Potem biły długo dzwony i powoli wszystko uspokoiło się. Nareszcie.
No, nareszcie Zmartwychwstał! Grób pusty! Zaczynamy i my nowe życie. Może będzie lepsze? Miejmy nadzieję. Teraz czas na radość.
Po życzeniach ze święconym jajkiem w roli głównej, pasztet z chrzanem lub ćwikłą, pieczone mięsa, klopsy, jajka w majonezie, gruszki śliwki, grzybki w marynacie, mazurki i baby na deser, a potem z przejedzenia znów koszmarna noc. Koniec, nic nie jem, oprócz białego barszczu na świąteczne śniadanie. Koniec, obżarstwo powoduje depresję i brak sensu życia.
Wczorajsze przedpołudnie na cmentarzu, bardzo potrzebne duszy. Zrobiłam dla Was kilka zdjęć.
Dobrego dnia.







