W sztuce którą robię, której za chwilę , w piątek, premiera jest taki monolog:
Żałujesz, żałujesz?Tak! Co ja zrobiłam?Co ja zrobiłam? Ja tylko chciałam założyć sukienkę. Sukienka, sukienka. Tu chodzi tylko o sukienkę.
Pamiętam, przed lekcją matematyki. Ja i Lenka rozmawiamy o sukience. Sukience, sukience.
Kiedy poprosił o moją rękę, kiedy zwrócił się do mnie, od razu pomyślałam, pomyślałam: Sukienka! Sukienka! I powiedziałam mamie. Mama rozpłakała się. Położyła ręce na policzkach i krzyknęła: Sukienka!
Kiedy powiedziałam dziewczynom, powiedziałam koleżankom, płakały. Sukienka! Sukienka! Tu chodzi tylko o sukienkę! Duży dekolt, wysoki kołnierz, słodka, bez ramion, dopasowana, luźna, kilka warstw, koronkowa, wyszywana, z ozdobami, kremowa, biała, kość słoniowa, złota, błyszcząca, elegancka, wyjątkowa, z wyobraźnią.Najważniejsza w tym wszystkim jest sukienka!
„Może pan…? Może pan…?” Co on…? Co on…? „Może pan pocałować, może pan pocałować… …pannę młodą”. Może pan ją sobie… wziąć! Wziąć? Pannę Młodą? Na zawsze?
To wina sukienki. Sukienkę trzeba winić, sukienkę trzeba winić. POZYWAM SUKIENKĘ DO SĄDU!
W tym roku mija 25 lat. Srebrne wesele. Chyba trzeba jakoś to uczcić? Jaką miałam sukienkę? Bez znaczenia. Nawet jej dobrze nie pamiętam.
Dobrego dnia.