Wczoraj poszłam na strych po zimowy płaszcz, wchodzę do pokoju gościnnego nazywanego w naszym domu pokojem księdza, bo sypia tam najczęściej nasz przyjaciel ksiądz kanonik, kiedy odwiedza Warszawę i co widzę?….Nie ma GO. Spadł?- myślę. Nie. Szukałam pod łóżkiem, w pościeli, wszędzie w pokoju, nawet w szafie…nie ma. Zadzwoniłam do księdza. – Był, jak ostatnio spałem był…Może dzieci, Jadzia? – Nie, za wysoko, nie dosięgnęły by…
Nie ma Go! Może wróci.