Z NOTATEK
Dopadła mnie infekcja wirusowa. Wysoka gorączka, gardło itd. Niemoc. Przypomniały mi się lata pięćdziesiąte, kiedy odbywałem zaszczytną służbę wojskową. Kopałem rowy, tak zwane transzeje. Jest to zajęcie, które niczemu nie służy i jak mawiał Gałczyński „ujmy nie przynosi, a wyrabia cierpliwość”. Czułem się nie najlepiej machając łopatą, i nieśmiało zwróciłem uwagę na swój stan dowódcy kompanii. Spytał, czy byłem u lekarza. Odpowiedziałem, że będzie po południu. „To kopcie dalej!” Po sześciu godzinach kopania rowu, okazało się, ze cały czas miałem 40 stopni gorączki. Położono mnie „na izbie chorych” i czułem się jak w niebie. Latano koło mnie, spełniając wszystkie życzenia. Wysoka gorączka tamowała bodźce z zewnątrz, tak że pływałem między świadomością a podświadomością. W każdym razie wspominam tamten stan i chorobę z przyjemnością. Dziś jest niestety inaczej, ale, jak było, tak było i jest jak jest. W każdym razie mój dzisiejszy stan umysłu nie wyzwala energii kreacyjnej. Dlatego zamiast zwykłych cotygodniowych refleksji zacytuję monolog młodej dziewczyny, która biegała na castingi. Usłyszałem to przypadkowo, kilka lat temu, dziewczyna siedziała obok przy stoliku, w Wytwórni filmowej i zwierzała się koleżance. Potem spróbowałem opisać w miarę wiernie, to co usłyszałem.
Mam dziewięćdziesiąt w biuście, sześćdziesiąt w talii i dziewięćdziesiąt w biodrach i chcę zostać aktorką. Zrobiłam sobie zdjęcia w kostiumie bikini i wysyłałam razem z wymiarami do wszystkich gazet, co piszą o aktorkach i nic. Trochę się zdziwiłam, bo wymiary mam idealne- mało która aktorka takie ma. Aha i dobrą pamięć, zawsze tak było- przeczytałam raz i zapamiętałam. To co mało? Nie nadaję się? Nie potrafiłabym? Może w teatrze byłoby gorzej, bo tam mówią kilka godzin z pamięci ale w filmie? Dwie, trzy strony, to jak mówią „po drodze do kibla” bym złapała. No nic, mam odpowiednie wymiary, dobrą pamięć, musi się udać, tylko trzeba poszukać sposobu, żeby się na mnie poznali.
Ważne, żeby wiedzieć , czego się chce, to samo przyjdzie!
A zresztą już przyszło. Zadzwoniła Beata i mówi idziemy na kasting. Ja na to – gdzie? To ona, że kasting to poszukiwanie nowych twarzy do reklamówki. Może być i reklama na początek – pomyślałam – trzeba od czegoś zacząć. Pytam ją, gdzie się spotykamy, a ona, że muszę sobie zrobić łeb na czarno, bo przez te dowcipy o głupich blondynkach wybierają tylko brunetki. Ufarbowałam włosy, założyłam tiszerta z Madonną, buty na platformach, miniówę, rajstopy ze szwami, bo przeczytałam w Naju, że takie będą modne. Przejrzałam się – w porządku – takiej laski nie znajdą byle gdzie.
Wchodzimy z Beatą do dużej sali a tam kilkadziesiąt dziewczyn – wszystkie takie same .Brunetki w miniówach, tylko miały różne obrazki na tiszertach. Wszystkie mają ciemne usta. My nie. Kurcze! Beata pożyczyła od jednej szminkę, poszłyśmy do kibla i w porządku. Czekam na swoją kolej a ja gryzę paznokcie – jak to będzie? Nareszcie! Łysy facet przy kamerze westchnął, jak mnie zobaczył – co wy wszystkie do cholery – bliźniaczki? Gruba baba w dżinsowej kurtce która siedziała obok na krześle dyrygowała: – odwróć się, stań bokiem, uśmiechnij się, ręce w bok, do góry, świetnie, teraz powiedz nam coś kochanie o sobie. Stoję, przestępuję z nogi na nogę i mówię prawdę – chcę być aktorką. Gruba chciała coś odpowiedzieć ale stanął przy niej jakiś facet w rozciągniętym swetrze i powiedział:- ta też! Gruba poderwała się, wręczyła mi jakąś karteczkę i powiedziała: – Jutro drugi etap w hotelu MDM o szesnastej. Wyszłam, zamachałam tamtym karteczką i krzyknęłam:- drugi etap. Wszystkie popatrzyły na mnie tak, jakbym puściła bąka, nawet Beata udawała, że mnie nie zna. Pomyślałam – zdolnym zawsze w życiu trudniej.
Na drugi dzień w pokoju hotelowym siedział tylko ten facet w rozciągniętym swetrze, nie było nikogo innego. Miał zaczerwienione oczy i powiedział:- A to ty, dobrze, nalej sobie kieliszek szampana i rozbierz się. Spytałam- jak to? Uśmiechnął się – mamy mało pieniędzy na produkcję, nie mogę każdej dać całej butelki. Ja, że nie o to chodzi, tylko dlaczego mam się rozebrać? Stanął przy mnie, podniósł mi brodę do góry i powiedział: – Chcesz być aktorką, to się rozbieraj.
Napiłam się tego szampana i zaczęłam się rozbierać a on wziął butelkę i wypił resztę z gwinta. Stałam goła a on nic. Patrzył na mnie tymi czerwonymi oczami i siedział bez ruchu. No to spytałam czy mogę się ubrać? – A co ci zimno? To kładź się pod kołdrę. Ja na to, że mój chłopak czeka w holu. – Niech czeka, sprawdzi na własnej skórze, że praca w filmie, to czekanie, czekanie i jeszcze raz czekanie. Spytałam: – A pan jest reżyserem. Zarechotał i powiedział : – A co nie wyglądam? No to zostałam.
Marzenia moje się ziściły. Dzisiaj podpisałam umowę. Proszę, tu jest napisane: Rola: 6-ta kobieta z walizką. Obiekt zdjęciowy Dworzec.
Grzegorz Skurski [skurskig@interia.pl]