JESTEM ZŁODZIEJEM
„Najwartościowsze są próby w dziedzinie reportażu książkowego, w odróżnieniu od reportażu gazeciarskiego, czysto faktograficznego. Nie chodzi o prezentacje, montaż efektownych czy frapujących zdarzeń, ile o taki dobór i kompozycje tych zdarzeń z życia żeby wynikał z nich sens tego życia, żeby nie powiedzieć –los”.
Zacytowane wyżej słowa ukradłem z wypowiedzi Ryszarda Kapuścińskiego i włożyłem w usta bohatera mojego pierwszego filmu fabularnego w roku 1980. Od tej pory nie boję się złodziejstwa, które pozostaje bezkarne.
Jak do tego doszło? Otóż po gwałtownej śmierci pisarza Adama Suchowierskiego, fikcyjnego bohatera mojej fabuły zainscenizowałem audycję telewizyjną, którą miał poprowadzić krytyk literacki. Do tej roli namówiłem profesora Marczaka –Oborskiego, który miał dziwną przypadłość- jąkał się na co dzień, a przed kamerą mówił płynnie. Był mi bardzo wdzięczny, bo jak sam powiedział- aktorstwo całe życie było jego pasją, ale nigdy nie miał szczęścia. Jedyną rolą w życiu ,którą zagrał to była Matka Boska w przedszkolu, kiedy miał sześć lat.
Był to okres w moim życiu, kiedy dosyć często spotykałem się z Kapuścińskim i mogę powiedzieć nieskromnie, ze była to przyjaźń wzajemnie nas inspirująca. Przy pracy nad swoim debiutem byłem pełen niepewności i poprosiłem Rysia o słowa krytyki, po projekcji, którą dla niego zorganizowałem.
Kiedy Marczak Oborski zaczął cytować słowa mojego bohatera- Kapuściński , który siedział obok mnie zaczął nerwowo chichotać-„Co on za bzdury gada?
W tym momencie opadły ze mnie wątpliwości- jeżeli facet nie pamięta tego, co mówił, to nie trzeba się bać kradzieży.
Od tej pory kradłem, gdzie popadło. Wycinałem parę zdań z powieści Saroyana popisując się precyzyjną kadencją i wyjątkowo błyskotliwym sformułowaniem. Zamieniłem tylko zdanie: ”zdjęli trumnę z wozu”, na „wyjęli trumnę z nysy”- żeby swojsko brzmiało.
racując zawodzie oszustów, w miarę upływu lat zauważyłem, ze nie jestem oryginalny. Jeden z największych polskich reżyserów- na uwagę kogoś z ekipy- „to było u Felliniego”- odpowiadał z uśmiechem: ”Bierzemy! Sprawdzone!”
Im jestem starszy , czuję się coraz bardziej pewny siebie w swojej bezkarności. Ostatnio usłyszałem w radiu, że 80% Polaków nie przeczytało żadnej książki w ubiegłym roku. Buszuję po kartkach Caldwella, Marqueza, Tołstoja i wycinam, co popadnie. Popisuję się swoim oryginalnym talentem, jak pożyczonym autem wobec nowo poznanej damy.
Ze względu na uprawiany zawód żyję w świecie fikcji, która jak dziecku miesza się z rzeczywistością.
Ponieważ rok temu lekarze odkryli u mnie nieuleczalną chorobę- nabrałem dystansu do życia, szczególnie własnego. Dużo rzeczy przewartościowało się i pozwalam sobie na dużą dozę szczerości, której prawdopodobnie bym kiedyś unikał. Jestem na ciągłej kuracji morfinowo, sterydowo, hormonalnej i lekarze przestrzegali mnie, ze skutkiem tego rodzaju terapii będzie systematyczne otępienie umysłu. Może to złuda, ale nic takiego siebie nie dostrzegam. Przeciwnie- jestem bardziej zadowolony z pracy mojego mózgu niż wtedy, jak miałem dwadzieścia lat. Może jak każdy wariat uważam, że to inni są chorzy psychicznie, a ja jestem normalny?
Kiedyś bardzo, bardzo dawno temu, kiedy w klubie aktora wódka była w cenie hurtowej, a mielone z kapustą kosztowały grosze- jeden z wybitnych twórców, mocno napity stwierdził: „Dajcie spokój, jedyną oryginalną książką jest biblia, a reszta to kurwa plagiaty”.
I tak trzymać! Powtarzajcie zasłyszane, czy przeczytane anegdoty, jako własne, aby świat był bardziej kolorowy.
Nie krytykujcie innych, że historia przez nich opowiadana nie ma potwierdzenia w faktach. Ważne jest jedno- czy jest interesująca, czy nie. I koniec!!!!!!!!
……………….Grzegorz Skurski [skurskig@interia.pl]