Ach, jak dawno mnie nie było, a tyle się zdarzyło. Przepraszam.
Po pierwsze jestem znów na antybiotyku i tracę głos bo…Boska mnie zabija, jak twierdzą w teatrze. Po drugie chodzę na gimnastykę i mam osobistego trenera który mnie morduje minuta po minucie a jak puchnę z wysiłku, dokładnie w tym momencie, mówi : jeszcze tylko dwa razy – to się nazywa doświadczenie zawodowe, dzwoni do mnie i przedstawia sie : Tu pani osobisty trener – dwa pierwsze razy myślałam że zemdleję ze zdziwienia.
Próby w teatrze idą mi na razie marnie, jest trudniej niż myślałam z tym tekstem z tą historią, ale no cóż…nie bez powodu nazywa sie to – Kobiety w sytuacji krytycznej- sytuacja jest prawie krytyczna. Poprawi się.
Młoda aktorka z innego teatru zwierzyła mi się wczoraj: – Wie pani, ja to nie mam szczęścia, jestem teraz w próbach do nowej roli, analizowaliśmy, analizowaliśmy, analizowaliśmy ze dwa miesiące ten tekst i moją rolę też, od urodzenia, a jaki ojciec, a matka, a los, a życie …a potem weszłam na scenę i od razu – buch- spódnica na głowę i mnie gwałcą! To po co to było analizować tyle czasu? No ja się pytam? Po co?
Urodziny teatru POLONIA zbliżają się, szaleństwo spektaklowe i skoszarowanie wykonawców na dwa dni, już za chwilę….podobno Shirley gram o 10.45 rano, świetnie.
Dziś budzę się, a mój syn gra na gitarze, myślałam że zwariowałam…a poza tym… jakoś wpycham to życie pod górę… i oby jeszcze dzień na jakim takim luzie…
Znalazłam cukierek na podłodze w teatrze, włożyłam go bez namysłu do ust a wszyscy krzyknęli- niech pani tego nie je !– Dlaczego?– odparłam- no to co że z podłogi ale z naszego teatru! I zjadłam. Opowiadają to teraz śmiejąc się ze mnie.
Dobrego wieczora. Ja gram Boską resztką głosu. Wczoraj powiedziałam na scenie do partnerki: Powiedz co mówisz! Uważam że to świetna kwestia. Daje duże pole do interpretacji.
Dobrego wieczoru.