03
Wrzesień
2007
08:35

dziennik 2007-09-03 08:35:26

SMUTNO– WESOŁA PSIA HISTORIA


Siedziałem na tarasie podwarszawskiego domku mojej przyjaciółki Maryli. Maryla po ukończeniu moskiewskiej szkoły filmowej wystartowała przed laty z kamerą robiąc reportaż z planu „Wesela” Andrzeja Wajdy i jako dokumentaliści się poznaliśmy.

Siedziałem. Dookoła wyschnięte sosny i piasek, piasek i piasek. Jadąc dwa kilometry przez las można dojechać do Benjaminowa. W latach czterdziestych generał Erwin Rommel, najmłodszy feldmarszałek trenował tam swój Afrika Korps. Doświadczyłem tego klimatu, kiedy pod koniec lat pięćdziesiątych odbywałem w Benjaminowie zaszczytną służbę wojskową. Nie było jeszcze Zalewu Zegrzyńskiego i pamiętam do dziś piasek, który wiecznie chrzęścił między zębami. Z tamtych dni pamiętam też obraz projekcji jakiegoś filmu w lesie, dla dwóch tysięcy żołnierzy. Była noc, las, suche powietrze i smród unoszący się aż pod czubki sosen.

Teraz przyjechałem z wizytą, siedziałem na tarasie, pod stołem chrapała, Blenda, ulubiony pies mojej przyjaciółki, ja jadłem ciasteczka i wywoływałem wspomnienia. W pewnym momencie Blenda wysunęła pysk spod stołu patrząc przeraźliwie smutnymi oczami na ciasteczko, które podnosiłem do ust. Miała piętnaście lat, była głucha, ślepa, ale nabierała energii, kiedy zapach przypominał jej o „dniach chwały”. Co miałem robić? Rzuciłem ciasteczko, i następne ciastka, które natychmiast zeżarła.

Jej historia to bajka o „kopciuszku”. Wydawać się może nieprawdziwa, ale wymyśliło ją życie.

Maryla przed laty robiła zdjęcia do reportażu o patologicznej rodzinie żyjącej w małej wiosce koło Nowego Targu. Gospodarz- złodziej i alkoholik żył z tego, że kradł rasowe psy, czekał na ogłoszenie i zwracał je za pieniądze proponowane jako „znaleźne”. Oprócz tego sypiał z dwiema córkami, bo żona „zatyrana na śmierć” w gospodarstwie, nie bardzo nadawała się do „kochania”. Z jednego z tych kazirodczych związków urodziło się dziecko. W owym czasie można było „lege artis” handlować niechcianymi dziećmi. Było to dość proste. Kobieta zjawiała się z dzieckiem i chętnym do kupna dziecka w Urzędzie Stanu Cywilnego. Rejestrując dziecko cudzoziemiec przyznawał się do ojcostwa, wpisywano go do metryki jako ojca i nie było kłopotu z wywiezieniem. Tak się też stało z dzieckiem-wnuczkiem, owocem kazirodczego związku, które gospodarz sprzedał Amerykaninowi. Ale to na marginesie, ja opowiadam o psie.

W czasie przerwy w zdjęciach do filmu, Maryla wyszła na podwórko, zaciągnąć się papierosem. Wydawało jej się, że słyszy skomlenie z obory. Uczulona na cierpienie weszła do środka. W korycie dla świń leżał zakrwawiony szczeniak. Zabrała go sprzed świńskiego ryja i przyniosła do domu. Okazało się, że jest to szczenię pięknej rasowej suki, uwięzionej przy budzie, na krótkim łańcuchu, karmionej pomyjami. Ten chłop gdzieś ją ukradł i nie doczekał się ogłoszenia.. Po pewnym czasie odkrył, że suka jest w ciąży. Urodziła kilka szczeniaków, te potem poszły do nowych właścicieli za sporą gotówkę, która zabezpieczyła na jakiś czas „chlanie”, jedno ze szczeniąt nie miało genetycznie wyrobionego odruchu ssania, trzeba się było go pozbyć, rzucono małą suczkę świniom na pożarcie.

Kiedy Maryla przyniosła szczenię do domu, gospodyni powiedziała zdziwiona …o…to jeszcze nie zeżarły?…. z tego bydlaczka nic nie będzie, musi zdychać…. i patrzyła z politowaniem na Marylę, która natychmiast zawinęła w szmatę szczeniaka i wsiadła z nim do samochodu.

Weterynarz nie był optymistą, kiedy zobaczył stan suczki i obejrzał ogromną narośl na jej oku. Podłączając kroplówkę i powiedział, że to szczeniak rzadkiej rasy, egzemplarz posokowca bawarskiego o maści „czerwony jeleń” i matka suczki musi mieć na uchu wytatuowany numer identyfikacyjny.

Maryla wróciła do gospodyni i pod jakimś pretekstem podeszła do zaniedbanej suki, której krótki łańcuch wytarł sierść do krwi. Zanotowała numer wytatuowany na uchu.

Odebrała od weterynarza podleczenie szczęśliwie suczkę. Nazwała ją Blenda, mając nadzieję że doświetli ich wspólną drogę przez życie, a lekarz wzruszony opieką i spotkaniem z tak rzadką rasą, wręczył Maryli w prezencie torbę drogich lekarstw, które miały przywrócić Blendzie życie. I tak się stało.

Maryla z pomocą Związku Kynologicznego odnalazła właściciela suki- arystokratki sponiewieranej łańcuchem i pomyjami. Był to bogaty przemysłowiec szwajcarski, któremu psa skradziono przed restauracją „Wierzynka” w Krakowie. Werner Biderholtz, przyleciał natychmiast z żoną do Warszawy, a później z Marylą wybrali się na Podhale, gdzie z pomocą miejscowego policjanta odzyskał ulubioną sukę. Szczęśliwy proponował Maryli dwadzieścia tysięcy dolarów za odzyskanie psa, ale Maryla odpowiedziała, że ma wystarczające pieniądze na dostatnie życie, w zamian zaproponowała aby państwo Biderholholtzowie ufundował stypendium dla córek złodzieja, żyjących w kazirodczym ohydnym związku z ojcem , z którego nie mogą się wyrwać. I tak się stało. Dwie córki złodzieja ukończyła studia w Genewie.

Maryla zaś szczęśliwa, udomowiła sukę rasy posokowiec bawarski. Kiedy Blenda dojrzała do urodzenia potomstwa, okazało się, że warunkiem uznania „papierów”- rasy, jest medal na międzynarodowym konkursie. Blenda była pięknością, ale od urodzenia fajtłapą i ciągle rwała sobie futro zaczepiając się o wystające przedmioty. Posokowiec bawarski wyróżnia się wśród innych psów tym, że wygląda ,jakby skórę z niedźwiedzia włożyli na sznaucera miniaturkę, wszędzie wisi za dużo futra. I to właśnie „fastrygi” na jej ciele przesądziły o złotym medalu. Jeden z sędziów oglądając szwy na jej skórze powiedział- widać, że to pies myśliwski, są ślady po polowaniu.

I tak szczenię, które czekało na śmierć w pysku świni zostało medalową matką wielu rasowych szczeniaków rasy posokowiec bawarski, żyjących w Polsce.

Wzruszony tym nostalgicznym wspomnieniem rzuciłem Blendzie jeszcze jedno ciastko pod stół.

……………………..Grzegorz Skurski [skurskig@interia.pl]

© Copyright 2026 Krystyna Janda. All rights reserved.