04
Czerwiec
2008
05:06

Spotkanie z Edwardem Kłosińskim

Spotkanie z Edwardem Kłosińskim było wyjątkową okazją do rozmowy z współtwórcą wielkich sukcesów polskiej szkoły filmowej. Operatorem, bez którego nie byłoby takiego Wajdy, czy Zanussiego jakich znamy. No i oczywiście twórcą zdjęć do prezentowanego w ramach przeglądu kina polskiego filmu „Persona non grata”.

Głównym wątkiem konferencji stała się dyskusja o relacjach operator-reżyser. Kłosiński opisywał je na najlepiej znanym mu przykładzie – jego własnej współpracy z Krzysztofem Zanussim.„Najważniejsze jest dla mnie zachowanie charakteru pisma reżysera. Sam jestem tylko jednym z elementów dzieła” mówił Kłosiński. Jak mówią znawcy Kłosiński nie jest wcale operatorem ulegającym reżyserowi. Zawsze – niezależnie czy pracuje z Wajdą czy Machulskim – proponuje własne rozwiązania twórcze stając się, jak to powiedział we wtorek w Łodzi Zanussi: „Realnym współtwórcą filmu.” mówił Kłosiński. Jak mówią znawcy Kłosiński nie jest wcale operatorem ulegającym reżyserowi. Zawsze – niezależnie czy pracuje z Wajdą czy Machulskim – proponuje własne rozwiązania twórcze stając się, jak to powiedział we wtorek w Łodzi Zanussi: „Realnym twórcą filmu”.

Między innymi dlatego zdarzały się w tym sławnym polskim duecie filmowym poważne sprzeczki. Jak przyznał gość festiwalu, częściowo z powodu jednej z nich ich wzajemne stosunki rozluźniły się na kilka lat. Nieporozumienie dotyczyło pracy kamery podczas kręcenia „Spirali”. „Chciałem, aby w drugiej części filmu kamera była bardziej statyczna, a Krzysztof odparł, iż robi tak nudne filmy, że kiedy kamera nie będzie się ruszała, to już nikt nie będzie chciał ich oglądać”.

Także dziś bardzo często ścierają się na planie, choć nie utrudnia to już ich współpracy, ponieważ potrafią w odpowiednio twórczy sposób wykorzystać to napięcie. W „Persona non grata” zdecydowali wspólnie o tym, żeby raczej powściągnąć formę w obrazie, który ma opowiadać o straconych złudzeniach, rozpadzie i śmierci. Najtrudniejszym pod względem formalnym filmem Zanussiego był jednak dla jego operatora pierwszy film, który wspólnie zrobili, czyli – „Iluminacja”. Kłosiński wspominał jak wielkim wyzwaniem było dla niego, jako młodego filmowca łączenie w jedno ujęć robionych naprzemian kamerami 16mm i 35mm, wstawek dokumentalnych i sekwencji snu, i jak było to fascynujące. Żartował, że teraz długo by się zastanawiał zanim przyjąłby propozycję zrobienia takiego filmu. Za to pewnie chętnie zamieniłby się z operatorami pracującymi przy filmach „Struktura kryształu” i „Życie rodzinne”, ponieważ są to jego dwa ulubione obrazy Zanussiego.

Inną kwestią, która została poruszona na konferencji były problemy z finansowaniem polskich produkcji i przyszłością polskiego kina. Edward Kłosiński stwierdził z żalem, że w dzisiejszych warunkach nic nie mogło się zachować z ducha legendarnego studia TOR, a jedyne na co można liczyć w polskim kinie to „Canal Plus lub jakiś wariat z paroma milionami do stracenia”. Tak więc niedługo pewnie będzie można za pieniądze Instytutu Filmowego kręcić jedynie „filmy z dwoma aktorami na plaży” – mówił polski mistrz kamery.

http://www.corio.camerimage.pl/newsy/index.php?p=newsy&s=1&rok=2005&strona=4

© Copyright 2017 Krystyna Janda. All rights reserved.