26
Marzec
2017
10:21

Teodora i Emanuela - wszystkiego dobrego

Kocham Cię, Europo!
Polska w Unii albo Nigdzie
Silna Polska – tylko w Europie!

Unia Europejska to spełnienie marzenia pokoleń Polek i Polaków o wspólnocie. Po latach walki o wolność i przymusowej izolacji wybraliśmy wolność i rozwój, otwartość i praworządność, równość i sprawiedliwość społeczną. Czyli Europę.
Dziś musimy to głośno potwierdzić:
Jesteśmy Polkami, Polakami i Europejczykami. Polska musi być wśród filarów Unii Europejskiej. Rząd niweczy nasze spełnione marzenie. Niszczy europejską przyszłość Polski. Przypomnijmy Europie i światu, że Europę chcemy współtworzyć. Nie pozwolimy się z niej wyprowadzić.
Bije nam dzwon. Dziś stawką jest nasze miejsce w świecie. Europa nam odjedzie, jeśli na to pozwolimy. Zgubimy cywilizacyjną szansę. Tym razem skażemy się sami. Bez rozbiorów, bez obcej inwazji, jak w 1939 roku, bez Jałty, jak w 1945 roku.
Potrzebujemy jedności, żeby temu zapobiec. Unia Europejska to wielki wspólny projekt. Nasza szansa cywilizacyjna i bezpieczny dom. Poza Europą będziemy zaściankiem.
Ten dom trzeba naprawiać solidarnym i odpowiedzialnym działaniem. Nie niszczyć.
Przyjdźmy 25 marca 2017 r. o godzinie 14.00 – w historyczny dzień, 60. rocznicę Traktatów Rzymskich – na plac na Rozdrożu w Warszawie. Manifestację zakończymy na placu Zamkowym.
Traktaty Rzymskie dały początek zjednoczonej Europie. Pozwoliły podnieść się jej po wojnie. Dziś również potrzebujemy Europy. I ona nas potrzebuje.
Polska będzie w Unii albo Nigdzie.

Oto lista komitetu:

Europo, Kocham Cię
Polska w Europie albo Nigdzie;;

Adam Michnik
Ryszard Petru
Władysław Frasyniuk
Krystyna Janda
KOD
Barbara Nowacka
Sławomir Sierakowski
Joanna Mucha
Jadwiga Staniszkis
Agnieszka Holland
Marta Lempart
Robert Biedroń
Adam Zieliński „Łona”
Róża Thun

21
Marzec
2017
12:30

Benedykta i Lubomira - wszystkiego dobrego

Jestem w Polsce! Co za stress!
Agresja, nienawiść, złość, brak podstawowych zasad dobrego wychowania, szlachetności, grzeczności i wzajemnego szacunku. Wszędzie, wszędzie.
Żal, pretensje, decyzje nie do uwierzenia, niesprawiedliwości nie do zaakceptowania, fakty przerażające, słowa które nie powinny zabrzmieć. Ustawy, decyzje, prognozy katastrofalne.
Kłamstwa, szantaż, groźby.
Niepewność, lęk, wieczny niepokój,obawa o przyszłość. Bezsilność, bezsilność.
Ludzie suwerenni, samodzielnie myślący, honorowi, sprawiedliwi i odważni, potrzebni od zaraz. I na wagę złota.
Trochę zdjęć.
Od dwóch dni pracuję. W sobotę o 12:00 na Placu Na Rozdrożu, spotkanie – Kocham Cię Europo. Idę. Idę. Będę. Chce być, żyć w Europie, w kraju który jest europejski, który jest partnerem wspólnej europejskiej sprawy i przyszłości.

16
Marzec
2017
07:11

Izabeli i Hilarego - wszystkiego dobrego

Nie żyje Wojciech Młynarski.
Nie żyje Ostatni z Trojga  Wielkich.
Agnieszka Osiecka, Jeremi Przybora, Wojciech Młynarski.
Geniusze. Giganci.
Nauczyli nas śmiać się, kochać, oceniać, myśleć, czuć, nauczyli nas świata i Polski jaką kochamy najbardziej, inteligentną.
Znaczyli dla nas tak dużo, że… coraz trudniej żyć bez powietrza jakim są tacy jak Oni.
Zostawili ogrom dokonań, bo byli to także giganci pracy.
W naszych domach tysiące płyt, książek, w głowach wielkie przestrzenie pamięci. Piosenki, programy telewizyjne, koncerty, wywiady i Ich ciągła obecność. Dziękujemy. Dziękujemy. Dziękujemy.
I jeszcze jedno, są istnieją w świadomości powszechnej, także dlatego że…byli obecni, zawsze i wszędzie, w telewizji, radiu, w mediach. Teraz ich następcy z mediów zniknęli, tworzy się wielka dziura nie do zasypania. Gdyby dziś tworzyli „prowincja” ( przepraszam za określenie, ale nie ma lepszego niestety) prowincja umysłowa ale także ta gdzie nie docierają wolne media, by o nich nie usłyszała.

Wojtku, kochany, dziękujemy.
Śpij już spokojnie.
Dobranoc Wielki Książę.

Ja mam wiele osobistych powodów do podziękowań, ale… specjalnie dziękuję Ci za nocne i poranne telefony, kiedy coś Cię dręczyło chciałeś z kimś porozmawiać. Często wyróżniałeś tym mnie. Dziękuję.

10
Marzec
2017
13:38

Cypriana i Marcelego - wszystkiego dobrego

Dzień za dniem. Spotkania, rozmowy. Aktorzy, reżyserzy, teksty. Scenografie do zatwierdzania, budżety. Po 11 latach walka żeby to wszystko nie była rutynowe. Bardzo ciekawe projekty. Dwa teatry, a pomysłów tyle aż żal, że nie ma więcej czasu, miejsca, pieniędzy, scen, ludzi. A z drugiej strony wszystkiego za dużo, jak na kobietę w moim wieku, która jeszcze do tego wszystkiego gra, gra, gra, bez ustanku, bo musi, bo trzeba, bo ktoś inny nie może, a przecież Fundacja!!!! Fundacja! Fundacja! Po co ją zakładałaś? – A kiedy pani zrobi nową rolę? – Nie robię bo musiałabym grać jeszcze więcej! – Ale przydało by się, dla Fundacji!
Jeden znajomy zawał, drugi zator, trzeciemu właśnie w nocy włożyli stend. Pracowali mniej niż ja. Tylko jak się teraz wycofać?
Dzwonię do specjalisty od budowy dekoracji, dawno się nie słyszeliśmy – a wiesz, że miałem problemy zdrowotne, ledwo mnie uratowali – jest dużo młodszy ode mnie. – No i co? Jak żyjesz? – Na luzie. Wiesz co, zrozumiałem że nie ma za co umierać, bardzo się zmieniłem. Widzisz to wszystko dookoła? Dawniej można było ponad siły, bez ograniczeń, bo to nasz kraj, nasza sprawa, nasze życie, teraz? A niech się martwią ci, co po nas nabałaganili! Ja już siadłem na krześle, nie dlatego że nie mam siły, odechciało mi się, jak na to teraz patrzę, rzygać się chce. – No to wszystkiego dobrego. I tobie.

08
Marzec
2017
23:39

Beatyi - wszystkiego dobrego

8 marca. Strajk Kobiet. Warszawa. Spotkałam dziś wielu znajomych na Placu Konstytucji. Pozdrawiam Was raz jeszcze najserdeczniej. Musimy być nierozerwalnie RAZEM.
Najbardziej poruszyła mnie kobieta z hasłem SZUKAM LEKARZA BEZ SUMIENIA!

Który to był rok 1988, 89? Byłam tuż po studiach, młody pracownik naukowy, świeżynka, koniczynka zielona jak szczypiorek. Miałam kupiony bilet na „Białą bluzkę”, na gościnny spektakl w naszym teatrze, umówiłam się z koleżanką, coś mi wtedy wypadło i nie zdążyłam, kiedy dotarłam do teatru spotkałam ją tuż po spektaklu, schodzącą po schodach z wypiekami na twarzy, ze łzami w oczach zapytałam: I JAK?! Aaa, daj spokój – usłyszałam… To musiało wystarczyć, nie była wtedy w stanie powiedzieć nic więcej, a ja zostałam na ładnych parę lat, z moim książkowym wyobrażeniem Elżbiety, która była moim alter ego, wracałam do niej ciągle i ciągle (mam to samo sfatygowane, kieszonkowe, „niebieskie” wydanie) to byłoukładałam sobie świat, „uspokoiłam się” jak to mówi Agnieszka w „Człowieku z żelaza”, byłam ciekawa co zobaczę. Na scenę wyszła Krystyna Janda w brązowej ołówkowej spódnicy i czekoladowo brązowej bluzce. Pamiętam, że się zdziwiłam, czemu nie w białej, tak schematycznie 😉 A zaraz potem popłynęłam, cofnął się czas, znowu byłam Elżbietą, znowu przeżywałam rozterki wszystkich kobiet, byłam wszystkimi kobietami świata, przez ten magiczny czas. Po wyjściu z teatru byłam jakaś silniejsza, tak jakby siły tych wszystkich kobiet mocujących się z własnym życiem wstąpiły we mnie, pomyślałam: no teraz to już nic mnie nie złamie. I nie złamało, chociaż świat się zawalał, stawiałam go od nowa, za każdym razem odporniejsza i bardziej dbająca o to żeby tym razem miał lepsze fundamenty.

Myślę, że m.in. to „Biała bluzka” pogodziła mnie z własną kobiecością. Jako dzieciak strasznie chciałam być chłopcem, jako młoda dziewczyna zazdrościłam facetom, bo jakoś tak generalnie mieli lepiej, dziś się z tego śmieję, bo wiem, że Siła jest rodzaju żeńskiego i jestem z tego dumna, i zamierzam to okazać 8 marca. 😈 am ja, wszystkie moje rozterki, rozkojarzenie, nieodnajdywanie się… Miałam wtedy 25 lat…

Do teatru na spektakl trafiłam już jako dojrzała emocjonalnie kobieta, matka. P

05
Marzec
2017
14:29

Agnieszka Osiecka, „Biała bluzka“, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1988

zobacz więcej zdjęć (5)

Fryderyka i Wacława - wszystkiego dobrego

TAKI CZAS NA ŚREDNICH LUDZI – WSPOMNIENIA ZWIĄZANE Z „BIAŁĄ BLUZKĄ”

Iga: Na Białą bluzkę natrafiłam zupełnym przypadkiem. Zbliżał się Dzień Teatru, szukałam spektaklu, na który mogłabym wybrać się z tej okazji. Z racji, że był to początek mojej fascynacji Krystyną Jandą, sprawdzałam repertuar jej teatrów. Gdy zobaczyłam przy jej nazwisku nazwisko Osieckiej i Umer, wiedziałam, że muszę zobaczyć tę sztukę. Przyjechałam, zobaczyłam i zwariowałam na jej punkcie, na punkcie tej wzruszającej opowieści o nieprzystosowanej do życia dziewczyny. Dzisiaj – dwa lata po moim pierwszym zetknięciu z Elżbietą/Krystyną – mam na koncie sześciokrotnie obejrzany spektakl i kilkanaście razy przeczytane opowiadanie. I kilku bliskich ludzi, których, gdyby nie Biała bluzka, prawdopodobnie nigdy bym nie spotkała. A jak wyglądało to u Was?

Justyna K.: Pierwszy raz Białą bluzkę obejrzałam w Łodzi. Maria Seweryn dała mi znak, że grają i są jeszcze wolne miejsca. Decyzja mogła być jedna – idę. Ucieszyłam się bardzo, bo od dawna próbowałam dotrzeć na ten spektakl do Warszawy. Od tego czasu widziałam go kilkanaście razy, stał się jednym z najważniejszych spektakli z moim życiu. Pamiętam, że kiedy wyszłam z pierwszej warszawskiej Białej bluzki z moją przyjaciółką, która wtedy ten spektakl oglądała po raz pierwszy, szłyśmy Grójecką w absolutnej ciszy, co nigdy wcześniej, ani nigdy później, po wyjściu z teatru nam się nie zdarzyło. Obie dobrze wiedziałyśmy, że słowa są zbędne, a ta cisza to najlepszy komentarz do tego, co zobaczyłyśmy na scenie.

Justyna P.: Ja natomiast przez lata lubiłam zatracać się w utworach Osieckiej. Jako nastolatka otulałam się jej słowami, pochodzącymi z wierszy lub tekstów piosenek, traktując je jak własne myśli. Biała bluzka to utwór, po który sięgnęłam jednak stosunkowo niedawno, bo dwa lata temu, zabierając się za jego czytanie kilkukrotnie. Cały czas coś mi w nim nie pasowało, nie umiałam się w nim odnaleźć, pojąć tej konstrukcji, zasiadałam do czytania i po kilkunastu stronach – odkładałam na półkę. Właściwie mam wrażenie, że pierwszy raz zrozumiałam ten tekst dopiero wtedy, gdy usłyszałam go z ust Krystyny Jandy. Przyznaję, że dopiero dzięki jej emocjom, zrozumiałam jakie ten tekst potrafi obudzić emocje we mnie i dziś nie potrafię czytać Białej bluzki inaczej, niż głosem Jandy.

Natalia: Ja po raz pierwszy Białą bluzkę obejrzałam naprawdę niedawno, bo w listopadzie zeszłego roku, i to właśnie dzięki Tobie – Iga. Pamiętam, że kiedy byłyśmy na Festiwalu Filmowym w Gdyni usłyszałam od Ciebie słowa: to spektakl, którego nie możesz nie zobaczyć. I miałaś rację. Mówiłam Wam pewnie już o tym niejednokrotnie, ale zazwyczaj trzymam się takiej zasady (pewnie niesłusznej), że nie chodzę na dane przedstawienie więcej niż raz. W przypadku Białej bluzki jest to niemożliwe, mogłabym pójść jeszcze dziesięć razy, tylko i wyłącznie po to, żeby przez dwie minuty móc usłyszeć po raz kolejny Orszaki dworaki. Z całą pewnością to jeden ze spektakli mojego życia, który jak żaden inny wywołuje we mnie skrajne emocje.

Justyna P.: Faktycznie, jest to spektakl, który funkcjonuje w świadomości wielu ludzi jako taki, który koniecznie trzeba obejrzeć. Ja również obejrzałam Białą bluzkę bardzo późno i nie zliczę ile osób mnie do tego namawiało oraz ile później mówiło, że to wspaniale, że jadę, że oni również kiedyś widzieli i chętnie obejrzeliby ponownie. Bardzo wiele jest w moim życiu spektakli, na które nie zdążyłam pojechać, których nie zdążyłam obejrzeć i ta ulotność teatru jest czymś, co mnie z jednej strony zachwyca, z drugiej – niezwykle martwi. Cieszę się, że choć Biała bluzka wiele przeszła, na przestrzeni lat się zmieniła i wspomina ją już kolejne pokolenie Polaków, ja również będę miała swoje osobiste doświadczenie z nią związane – choć z pewnością będą one różne od tych, które mają ci widzowie, oglądający spektakl 30 lat temu.

Justyna K.: W 2015 roku Krystyna Janda postanowiła zrobić pożegnanie z tytułem i nie zagrać więcej Białej bluzki na scenie Och-Teatru, pamiętam te łzy i to uczucie, kiedy ostatni raz słyszałam dźwięki ulubionej Wariatki czy Co to za czas. Trudne to było pożegnanie. Kiedy w listopadzie 2016 roku spektakl miał wrócić na scenę, ucieszyłam się, ale i wystraszyłam. Tego powrotu i tego, jakie to będą emocje. Po tych 100 minutach okazało się, że nigdy wcześniej nie przyszło mi obejrzeć takiej Białej bluzki, była absolutnie wyjątkowa. Krystyna Jasna przeszła samą siebie. Ten konkretny spektakl zostanie w pamięci na długo.

Iga: Dokładnie. To był 11 listopada, Biała bluzkawracała po roku na scenę, zabrałam na ten spektakl Mamę, więc byłam podwójnie zdenerwowana: czy jej się spodoba i jak ta Biała bluzka wybrzmiał akurat w ten dzień. Wybrzmiała pięknie. Miałam wrażenie, że wszyscy – widzowie, aktorka – mieli wtedy świadomość, że biorą udział w czymś ważnym, że napisany kilkadziesiąt lat temu tekst nagle stał się szalenie aktualny. Nie mogę się nadziwić fenomenowi Agnieszki Osieckiej – jaki trzeba mieć talent, żeby pisać teksty, które trafią do milionów serc, nawet jeszcze długi czas po śmierci autorki?

Natalia: Cieszę się, że oglądając pierwszy raz ten spektakl, natrafiłam na bardzo dobry dzień – i Krystyny Jandy, i widzów, z którymi od pierwszej do ostatniej minuty się solidaryzowałam. Pamiętam, kiedy przy utworze Jeżeli miłość jest,kobieta za mną zaczęła płakać, to było niesamowite uczucie, kiedy wiedziałam, że nie jestem jedyną, której emocje są już na skraju wytrzymania. I chwila, w której wszyscy jednocześnie wstają, żeby ogromnymi brawami podziękować Pani Krystynie za ten wspaniały występ, nie pamiętam, żeby wcześniej między mną a innymi zgromadzonymi wytworzyła się aż taka wspólnota.

Iga: Wspomniałam na początku, że dzięki Białej bluzce poznałam wielu ludzi i to jest prawda. Na pierwszym spektaklu podobno (bo tego nie pamiętam) uderzyłam łokciem Domę. Odnalazłyśmy się potem w mediach społecznościowych, co zabawne, po hashtagu #białabluzka, #krystynajanda. Brzmi to może irracjonalnie, ale mnie do dziś zachwycają historie takich znajomości. Z Tobą, Justyna, też przecież poznałam się dzięki temu spektaklowi, bo tak naprawdę właśnie od Białej bluzkizaczęły się moje wędrówki do Och-Teatru i Teatru Polonia. Bawi mnie po dziś dzień, gdy ktoś zaczepia mnie w teatrze i wita słowami: My się znamy z Białej bluzki! Ale ten fenomen wspólnoty trwa od lat – przecież po pierwszej premierze spektaklu za Krystyną Jandą jeździły tłumy dziewczyn, które nieustannie potrzebowały słuchać opowieści o buntującej się przeciwko wszelkim zasadom młodej kobiecie.

Justyna P.: Właściwie dopiero sobie to uświadomiłam, ale Biała bluzka to faktycznie jedyny w moim życiu spektakl, który – gdybym mogła – pokazałabym wielu ludziom, zwłaszcza kobietom. Chętnie zresztą o nim opowiadam, niezwykle często mając ochotę zacytować to lub tamto zdanie w codziennych rozmowach. Otwierając książkę Osieckiej na losowej stronie, zawsze trafiam na jakieś zdanie, które sprawia, że się uśmiecham, jak na przykład teraz, gdy czytam: Czy ty myślisz, że ja nie rozumiem, co tu jest grane? Że wisi ci na wargach cudne słówko „nieprzystosowana”? A do kogóż ja ma być przystosowana? Do ciebie, do pana Józka, do jego oszalałej ze strachu matki? Do przepisów z piekła rodem? Czy ja po to zeszłam z drzewa, żeby grać w komórki do wynajęcia? Żeby się mieścić w jakimś Stąd-Dotąd? A może ja nie mam zbyt wiele czasu, może ja muszę się liczyć ze stratami?
Osiecka – zresztą nie pierwszy raz – pisząc o sobie, napisała tak naprawdę o wielu tysiącach innych ludzi, którzy także noszą w sobie Elżbietę; ukazała dwa wymiary jednego świata, krzycząc z samotności, z wyobcowania, z potrzeby nonkonformizmu.

Iga: To chyba mój ulubiony cytat z tego opowiadania. Znam go na pamięć, często powtarzam sobie w myślach. Chociaż wydanie Białej bluzki, które zajmuje na mojej półce honorowe miejsce, całe jest pokreślone, tyle jest pięknych cytatów w tekście Osieckiej. Lubię robić sobie na śniadanie małe Boże Narodzenie. W moim przypadku to małe Boże Narodzenie to właśnie lektura Białej bluzki.

www.kulturadogorynogami.pl

05
Marzec
2017
05:42

8 Marca 2017 - MIęDZYNARODOWY STRAJK KOBIET

zobacz więcej zdjęć (96)

Fryderyka i Wacława - wszystkiego dobrego

Nie da się żyć! Zanurzeni w aktualnościach politycznych , osiągamy taki poziom niepokoju, stresu, oburzenia i upokorzenia, że życie staje się męczarnią.
Jedni się wycofują inni angażują z furią jeszcze inni starają się znaleźć trzecią drogę.
Wszyscy patrzą z niepokojem w przyszłość. Pisząc wszyscy, mam na myśli tych , dla których nie wszystko jest obojętne i Polska i jej sytuacja ma znaczenie.
Ten zakręt w któryśmy wpadli może być śmiertelny. Nie ze wszystkimi użtkownikami drogi nam po drodze.
Jak dalej żyć w szczujni i brzradności.
8 marca strajk Kobiet na całym świecie, także w Polsce. Kobiety demonstrują NIEZGODĘ. SOLIDARNOŚĆ. To daje NADZIEJĘ.

02
Marzec
2017
08:03

DANUTA STENKA

zobacz zdjęcie

Heleny i Pawła - wszystkiego dobrego

Muszę to napisać – jedną z najpiękniejszych kobiet jakie znam jest Danuta Stenka. Jest także wzorem klasy i elegancji. Całuję Cię Danusiu.

28
Luty
2017
19:27

Muzeum Narodowe w Krakowie - Pawilon Józefa Czapskiego

zobacz więcej zdjęć (27)

Teofila i Makarego - wszystkiego dobrego

Kraków. Wczoraj dwa spektakle w Teatrze Słowackiego „Pan Jowialski”, to już szósty raz odwiedzamy Kraków z tym tytułem, następne zaproszenie na jesień. Jakoś Kraków wyjątkowo sobie ulubił tę inscenizację, nie bez znaczenia pewnie jest to, że reżyserowała Anna Polony, a Józef Opalski współreżyserował i jest autorem wyboru muzyki do spektaklu. W każdym razie, zawsze jedziemy z radością, a krakowianie bawią się z nami niezmiennie entuzjastycznie. Bardzo to miłe.
Dziś przed południem spotkanie z Krystyną Zachwatowicz, która teraz częściej w Krakowie niż Warszawie i raczej tam Ją można spotkać. Ona też niebagatelnie przyczyniła się do powstania pawilonu Józefa Czapskiego i jest autorką scenariusza ekspozycji stałej. Pawilon Józefa Czapskiego. Muzeum Narodowe.
Wspaniałe miejsce z rekonstrukcją pokoju pana Czapskiego w Maisons-Laffitte. Kilkoma ofiarowanymi obrazami, bilblioteką, kawiarnią gotową do spotkań itd, itp. Wspaniałe miejsce i bardzo interesująca ekspozycja w dużej części multimedialna. Trzeba tam iść koniecznie. www.mnk.pl

24
Luty
2017
09:32

Próba do Lekcji stepowanua, w Och-Teatrze , bo spektakl wraca po miesiącu przerwy.

zobacz więcej zdjęć (13)

Macieja i Bogusza - wszystkiego dobrego

Znów gram codziennie, do soboty „32 Omdlenia” i miłe spotkania z Jurkiem Stuhrem, Ignacym Gogolewskim i Jurkiem Łapińskim. W niedzielę 150ty spektakl DANUTA W. uroczystość nie tylko dla mnie ważna, także prawdziwy powód do dumy.
W poniedziałek Kraków i dwa przedstawienia PANA JOWIALSKIEGO tam w Teatrze Słowackiego, a we wtorek mam nadzieję zobaczyć wystawę, pawilon Józefa Czapskiego, bardzo niecierpliwą nadzieję.
Artykułów o mnie, koszmarnych, w prawicowej prasie zatrzęsienie. Same kłamstwa, kopniaki, pomówienia, złośliwości i manipulacje, których celem jest umniejszenie wszystkiego, co zrobiłam zawodowo i zabrudzenie mojego wizerunku. Kiedyś już to „brałam” i jestem po komuniźmie zaprawiona w bojach, tyle tylko, że bolą mnie „aż takie” kłamstwa. Powtarzany epitet „emerytowana aktorka bez znaczenia” mnie nie martwi, zdumiewa „komunistyczna kurwa”, na kurwę – zgadzam się, ale komunistyczną? – wykluczone. Wszystko się wszystkim myli, a nowe pokolenia w dziedzinie historii nie odróżniają jabłka od buraka. Czy nie czas, zastanawiam się, emerytowana aktorko, spojrzeć na to wszystko filozoficznie? Nie, nie stać mnie na to emocjonalnie, jeszcze nie, jeszcze za wcześnie. A i przecież o to im chodzi, żeby odpuścić i się pogodzić.
Robię korektę do nowego, ponownego i uzupełnionego wydania moich dzienników internetowych, na razie lata 2000-2002. Wzruszam się przy tej okazji. Zapisując codziennie, zwykłe zdarzenia, rozmowy, spotkania, pozostawia się ślad po czasie minionym, niebywały. Szczegółowy, wybiórczy i jakby bez interpretacji, co w tych czasach rzadkie. W zapiskach jest dużo drobiazgów z codzienności teatralnej, filmowej, także z mojego życia rodzinnego, przy okazji jakby. Te fragmenty poruszają mnie prawdziwie. Najbardziej mnie zdumiewa, że to jest tak zabawne! No i dużo czułości, do wszystkich i wszystkiego. Prawdziwa niespodzianka.
Byłam wczoraj na „ostatkowym” obiedzie z synami. Kiedy jestem z nimi cichnę, milknę, słucham ich i jest mi tylko dobrze.
Dziś trzy wywiady radiowe, spotkanie z młodym dramaturgiem i spektakl.
Dobrego dnia.

© Copyright 2017 Krystyna Janda. All rights reserved.