01
Grudzień
2020
00:24

Natalii i Eligiusza - wszystkiego dobrego

KRYSTYNA JANDA: JESTEM OTOCZONA MŁODZIEŻĄ
Wywiad
Wczoraj, 30 listopada (14:47)

Krystyna Janda to legenda polskiego kina i teatru. Jej najbardziej znane role pochodzą z filmów: „Przesłuchanie”, „Człowiek z marmuru”, „Tatarak”, „Bez znieczulenia”, „Stan wewnętrzny”, „W zawieszeniu”, „Pestka” czy „Rewers”. „Nie kocha się artystów w tym kraju. Władza ich lekceważy” – mówi aktorka.

Krystyna Janda to legenda polskiego kina i teatru. Jej najbardziej znane role pochodzą z filmów: „Przesłuchanie”, „Człowiek z marmuru”, „Tatarak”, „Bez znieczulenia”, „Stan wewnętrzny”, „W zawieszeniu”, „Pestka” czy „Rewers”. „Nie kocha się artystów w tym kraju. Władza ich lekceważy” – mówi aktorka.
„Pewnie trudno byłoby znaleźć aktorkę, która uprawiałaby ten zawód tak intensywnie jak ja” – mówi Krystyna Janda /Bartosz Krupa/Dzien Dobry TVN/East News /East News
Krystyna Janda w serialu to rzadkość. Tym większą gratką dla wielbicieli jej talentu jest serial komediowy Macieja Bochniaka „Królestwo kobiet”, gdzie zagrała jedną z czterech głównych bohaterek. Aktorka, która w grudniu obchodzi 68. urodziny, planuje zakończyć rok premierą teatralną. A był to dla jej fundacji rok jubileuszowy, ze względu na 15-lecie Teatru Polonia i 10-lecie Och-Teatru.

Ineza, imię pani bohaterki w serialu „Królestwo kobiet”, mogłoby sugerować, że to kobieta o ognistym temperamencie, rodem z południowoamerykańskiej telenoweli…

– Nic z tych rzeczy. Myślę, że byłam bodaj najspokojniejszą z czwórki głównych bohaterek. Jak mówił reżyser, miałam reprezentować głos rozsądku, z racji wieku i doświadczenia. „Myśmy ich nie zabiły, myśmy ich tylko zakopały” – mówi moja bohaterka. Spokojna, jak widać, i z poczuciem humoru [uśmiech – przyp. red.].

Seriale to w pani filmografii rzadkość. Obliczyłam, że bierze w nich pani udział średnio raz na dekadę. „Bez tajemnic” – 10 lat temu, „Męskie-żeńskie”, w pani reżyserii, prawie 20 lat temu. To taki wewnętrzny rytm serialowy?

– Nie, po prostu nie miałam dotąd żadnej propozycji. Ale sama też nie wychodziłam w stronę kamery, ponieważ od 15 lat zajmuję się głównie fundacją. Wszystkie interesujące role, i w filmach, i w serialach, które do mnie przyszły, zagrałam. Nie narzekam, gram bardzo dużo w teatrze, 200-300 przedstawień w ciągu roku, od 15 lat. Zresztą kiedy byłam aktorką Teatru Powszechnego, nie było ich mniej. Pewnie trudno byłoby znaleźć aktorkę, która uprawiałaby ten zawód tak intensywnie jak ja. Poza tym, nie wiem, być może reżyserzy uważają, że moje środki wyrazu do serialu nie za bardzo się nadają.

A ogląda pani seriale? Olga Tokarczuk, w swojej słynnej mowie noblowskiej, powiedziała, że współczesne czasy nie wypracowały jeszcze własnej narracji, a najbliższy uchwycenia ciągle zmieniającej się rzeczywistości jest właśnie serial.

– Od kiedy Netflix stał się obecny w naszym życiu i mamy dostęp do najlepszych produkcji światowych, to czasem wyszukuję w całej tej bogatej ofercie rzeczy, które są mi bliskie, na przykład „The Kominsky Method”. Na co dzień nie mam jednak na to czasu. Trzeba by pół życia poświęcić, żeby siedzieć i oglądać tę ilość seriali, która jest do dyspozycji.

Ten rok, pomimo pandemii, jest dla pani bardzo ważny, jubileuszowy. 15 lat z Teatrem Polonia i 10 lat z Och-Teatrem to kawał życia i kawał dobrej roboty, co potwierdzają wierni widzowie obu scen. Pewnie jest pani dumna z tej dwójki swoich „dzieci”?

– Jestem! Od 15 lat podkreślam, że to nie fundacja jest dla mnie, tylko ja dla fundacji. Moim obowiązkiem jest reagować na jej potrzeby – zrobić zastępstwo, zagrać, wyreżyserować. Służę fundacji. I dawno już przestałam myśleć o sobie jako o aktorce, która ma jakieś wyjątkowe prawa. Raczej, jako szefowa tej fundacji, myślę o innych aktorach. Z drugiej strony, fundacja dała mi szansę zagrania co najmniej kilku znaczących ról: „Danuta W.”, „Zapiski z wygnania”, „Callas”, „Matki i synowie”, „Zmierzch długiego dnia”, „Biała bluzka”, mogłabym wymieniać dłużej. A także dała mi niezaprzeczalną radość grania w wielu komediach i farsach, co też ratuje moje zdrowie psychiczne. Role w „Pomocy domowej”, „Weekendzie z R.”, czy w „Lily” to ciastka deserowe, które sama sobie ofiarowałam, przy okazji zarabiając dla Fundacji naprawdę niezłe pieniądze.

Jeszcze w tym roku zaplanowała pani premierę sztuki „Aleja Zasłużonych”. Sądząc po tytule, pachnie końcem życia. Perwersyjny prezent na urodziny w grudniu?

– Nie, tu nie chodzi o koniec życia, tylko opis sytuacji, w jakiej się znaleźliśmy, my artyści. Gram poetkę. Autorem sztuki jest Jarosław Mikołajewski, wybitny poeta, tłumacz, eseista. Jego tekst opowiada – co mnie zachwyca najbardziej – o kondycji zawodów artystycznych.

A jaka, pani zdaniem, jest kondycja artysty w obecnych czasach?

– Narzekanie, nas artystów, w obliczu problemów bohaterów tego czasu pandemii – ludzi służby zdrowia – jest nietaktem. Ale nasza sytuacja też jest podła. Nie kocha się artystów w tym kraju. Władza ich lekceważy. Kiedyś szanowano aktorów, nie tylko za wybitne role, ale też za ich zwyczajną, codzienną posługę, za zajmowanie stanowiska w ważnych sprawach społecznych i za branie udziału w akcjach charytatywnych. Teatr i film zawsze uczyły tolerancji, otwartości, ćwiczyły wyobraźnię i przypominały wielkie słowa i uczucia. Teraz trafiliśmy pod rynnę. Bo w większości jesteśmy w opozycji do rządzących dzisiaj, zwracamy uwagę na błędy i niesprawiedliwości, boimy się o wolność, nie tylko w sztuce. A to jest także zadanie ludzi kultury. A ja? Moje życie zawodowe, moje role? Tyle lat pracy! Tyle wieczorów na scenie! Okazuje się, że te wszystkie moje Medee, Elektry, Kotki na gorącym blaszanym dachu, te lata wydalania z siebie wszystkich najlepszych uczuć, nic nie znaczą, dotykają mnie pomówienia, lekceważenie i słowa pogardy od rządzących. Ten zawód zobowiązuje do niesienia ludziom wartości, zasad moralnych. Uświadamia, że człowiek potrafi być okrutny, wstrętny, zły, ale jednocześnie może być piękny, wspaniały, szlachetny. Na końcu w „Callas” mówię, że sztuka jest po to, żeby świat zostawić lepszym i mądrzejszym. I ja w to wierzę, zawsze w to wierzyłam.

Skąd czerpie pani siłę, żeby się nie poddawać?

– Od widzów. Cieszą mnie co wieczór spotkania z publicznością. Ludzie kupują bilety, bo chcą oglądać nas i historie, które im opowiadamy. Nawet podczas pandemii mieliśmy 50 procent widowni. Publiczność w Polsce jest nadzwyczajna. W Warszawie mamy 17 teatrów publicznych, finansowanych przez państwo, i wiele, wiele niepublicznych. Ale jeśli się policzy ilość miejsc na widowni, to nie są to jakieś oszałamiające liczby, a w 2 milionowym europejskim mieście musimy grać, grać, grać, wystawiać interesujące rzeczy, mówić prawdę, nawet niepopularną. Obnażać wady, stereotypy i śmiać się z samych siebie.

Jest pani jedną z najbardziej utytułowanych polskich aktorek. Ilość otrzymanych medali, odznaczeń, tytułów, o nagroda aktorskich nie wspominając, budzi respekt. Była już pani m.in. Kobietą z Marmuru, Kobietą z Żelaza, Człowiekiem Wolności.

– Tytuł „Człowiek Wolności”, otrzymany z okazji 25-lecia przemian ustrojowych, to dla mnie ważne wyróżnienie. Mam też Medal Karola Wielkiego w dziedzinie sztuki za wkład w zjednoczenie Europy, ponieważ zagrałam w kilku ważnych europejskich filmach. Ale najważniejszy jest medal od Muzeum Polin „za umiejętność współodczuwania”. Czy aktorka może dostać nagrodę, która ma piękniejsze uzasadnienie?

W tym roku uczestniczyła pani w odsłanianiu pamiątkowej tablicy przed domem Andrzeja Wajdy na Żoliborzu. Zawsze pani powtarzała, że to Wajda stworzył panią jako aktorkę i osobę wrażliwą na problemy społeczne.

– Andrzej Wajda jako człowiek, twórca, obywatel, Polak, powoli przestaje istnieć w świadomości społecznej. Telewizja prawie wcale nie pokazuje jego filmów. Andrzej Wajda i jego twórczość powinna być obowiązkową lekturą szkolną.

Skoro o młodzieży mowa, śliczną ma pani wnuczkę. Jej zdjęcie, które jakiś czas temu wrzuciła pani na Instagrama, wywołało w sieci burzliwą debatę.

– Bardzo mnie to rozśmieszyło. Zrobiłam Jadzi zdjęcie w sobotni poranek, taka była cudna po obudzeniu, i za jej zgodą wrzuciłam na Instagrama. No i zrobiła się burza. Jadzia jest miłą osobą, bardzo piękną dziewczyną, a przy tym skromną, dlatego była tym zainteresowaniem zszokowana. Postanowiłyśmy więc jak najszybciej o tym zapomnieć (uśmiech – przyp. red.).

Widać, że ma pani fajne relacje ze swoimi wnuczkami.

– Jestem osobą bardzo rodzinną. Stale jesteśmy w kontakcie, teraz na telefonach, bo od dłuższego czasu się izoluję, boję się zachorować. Moja starsza wnuczka, Lena, studiuje reżyserię. W tej chwili realizuje swój kolejny film. Staram się ją wspierać, bardzo jej kibicuję. Moi synowie, obecnie 30-latkowie, to też jeszcze dla mnie młodzież, życie przed nimi. Jestem otoczona młodzieżą, dziećmi, wnukami, ich kolegami. W Fundacji też pracują sami młodzi ludzie. Jestem najstarsza i „Mamo, uważaj na siebie!”, „Mamo, nie wychodź!” – słyszę ciągle.

Towarzystwo młodych to pozytywny zastrzyk energii?

– Tak, ale teatr nie mógłby też istnieć bez starszych aktorów, bez nestorów. W „Alei Zasłużonych” pracuję na przykład z Emilką Krakowską, Olem Łukaszewiczem, Grzesiem Warchołem. Trudno o nas powiedzieć, że jesteśmy młodzieżą. Jest jeszcze Dorota Landowska, ale ją traktujemy jak młodzież.

Czego wam życzyć na te trudne czasy?

– Żeby pandemia się skończyła, potem, żeby można było pracować i grać normalnie, to damy sobie radę. Na nic nasze pomysły, talenty, entuzjazm, skoro nie możemy grać, gubimy sens, rytm, nadzieję i oddech.

Ewa Jaśkiewicz/AKPA

Krystyna Janda: Ekspresja i temperament

28
Listopad
2020
16:41

Grzegorza i Zdzisława - wszystkiego dobrego

Hubert Michalak / W STRONĘ MITU. 30-LECIE „SHIRLEY VALENTINE”
25 listopada 2020

fot. Adam Kłosiński
Pamięć w teatrze jest równie ważna, co same przedstawienia: buduje punkty odniesienia, pozwala zakotwiczyć spektakl w kontekstach, kreuje sceniczne legendy i wspiera teatralne mity. Współtworząc historię teatru mit staje się jej cząstką, sprytnie pozbywając się tego, co w obrazie mitycznym niepotrzebne i eksponując elementy budujące pozytywny wizerunek artystki, zespołu, dyrektora czy przedstawienia. Powstawanie mitu jednak nie zależy od precyzyjnych reguł, ale zależne jest od mnóstwa zmiennych.

Od trzydziestu lat widownia w Polsce i na świecie może doświadczyć i współtworzyć budowania mitycznej struktury wokół kultowego (trzeba użyć tego określenia) przedstawienia w wykonaniu Krystyny Jandy, Shirley Valentine w reż. Macieja Wojtyszki. Spektakl natychmiast po premierze (3 listopada 1990) stał się scenicznym przebojem.

mat. Teatru Powszechnego w Warszawie
Zainteresowanie publiczności kazało Teatrowi Powszechnemu przenieść przedstawienie z Małej Sceny na Dużą Scenę i błyskawicznie uruchomić liczne tournées spektaklu po Polsce1 i świecie2. Po odejściu Jandy z zespołu Teatru Powszechnego (czerwiec 2004) wydawało się, że przedstawienie zniknie, jednak zostało zakupione przez Teatr Polonia, prywatny teatr aktorki, gdzie doczekało się „drugiej premiery” (15 grudnia 2006).

Polska prapremiera tekstu Willy’ego Russella powstała w gorącym okresie społeczno-politycznym. Początek lat 90. był w kraju czasem formowania się rudymentów demokracji, odświeżania języka politycznego i społecznego, momentem startu kapitalistycznych karier i upadku niejednego zakładu pracy. Pozycja kobiety, już wcześniej daleka od stabilizacji, ulegała wówczas kolejnym zachwianiom: włókiennictwo zmniejszało produkcję (pierwsze wielkie zakłady upadły zaraz po przełomie z 1989 roku), zamykane sklepy zwalniały pracownice (handel to sfeminizowana branża), toczyła się burzliwa debata aborcyjna (1988-1993), powstawały grupy feministyczne i prokobiece (np. Polskie Stowarzyszenie Feministyczne zarejestrowane w 1989 roku). W tym właśnie wrzeniu odbyła się premiera bezpretensjonalnego monodramu o przeciętnej gospodyni domowej z Liverpoolu. Shirley, której nie udało się zostać stewardessą i musiała spełniać się w charakterze gospodyni domowej, pod wpływem impulsu oraz monologów prowadzonych do ściany, na oczach publiczności podejmowała życiową decyzję: postanawiała opuścić nieprzychylną Wielką Brytanię, zwykłe życie i męża, by wyjechać do Grecji.

Siłą tekstu Russela jest postawienie w centrum zwykłego człowieka. W momencie polskiej prapremiery sprawa ta dźwięczała może nawet mocniej niż obecnie: publiczność, zmęczona politycznym zamieszaniem i na nowo szukająca dla siebie miejsca w teatrze, dostała od duetu Janda-Wojtyszko bohaterkę modelowo przeciętną, zawadiacką ale i nostalgiczną, śmieszną w przywiązaniu do domowych rytuałów, nieco wulgarną i pozornie bezradną. Odnajdująca się we współczesnym dramatopisarstwie i obdarzona vis comica Janda jeszcze przed premierą sygnalizowała, że nasyciła postać własnym doświadczeniem i przeżyciami: „Ja już tyle różnych rzeczy przeżyłam w swoim życiu, jeśli chodzi o doświadczenia związane z dziećmi, domem, mężami, rozwodami, wyjazdami, że właściwie wszystko to mam już za sobą i do sztuki Shirley Valentine jestem jakby przygotowana”3.

Po premierze krytyka uznała, że Teatr Powszechny wzbogacił się o sceniczny przebój. Podkreślano skracające dystans aktorstwo i bogaty rysunek bohaterki. Doceniano stronę wizualną (scenografia: Ewa Bystrzejewska). Zaznaczano wagę pracy tłumaczki podkreślając, że Małgorzata Semil w swym przekładzie trafnie zbliżyła mowę sceniczną do potocznej, wydobywając z jednej i z drugiej swoiste dla nich jakości4. Przedstawienie, choć z ducha brytyjskie, okazało się doświadczeniem zbiorowym, łatwym do zaakceptowania „fragmentem wspólnej cywilizacji”5. Co nie bez znaczenia, Shirley… dawała też otuchę i nadzieję: tytułowa bohaterka odnosiła tryumf nad prozą codzienności realizując (symbolicznie) potrzeby i tęsknoty swojej widowni. Ze skromnego, szlachetnego w swej prostocie przedstawienia publiczność wychodziła w dobrym nastroju, szczęśliwa, że otrzymała to, za co zapłaciła: „kobiety zyskują więcej wiary w siebie, a mężczyźni – może w końcu trochę lepiej je zrozumieją”6.

Fundamentu siły oddziaływania Shirley… upatrywać można w dwóch aspektach: bezpretensjonalnej, bliskiej życiu treści podanej w przystępnej formie oraz artystycznej pozycji wykonawczyni.

Zaprojektowany odbiorca docelowy (określenie nieco anachroniczne w stosunku do daty premiery) to żeńska część publiczności, która, jak można zgadywać, odnalazła w postaci Shirley część swoich tęsknot, obaw i nadziei. Przedstawienie stało się zresztą przedmiotem analizy socjologicznej, a nawet było polecane grupom terapeutycznym przez psychologów7, co wiele mówi o jego oddziaływaniu. Kobiety częściej chodzą do teatru, zatem tytuł skierowany do nich w naturalny sposób spotkać się może z żywszym i bardziej intensywnym oddźwiękiem. Przez lata eksploatacji spektakl niepostrzeżenie ale wyraźnie stawał się jednak spotkaniem już nie tyle z gospodynią domową z Liverpoolu, co z samą Krystyną Jandą w scenicznych warunkach. Aktorka przechwyciła spektakl pozwalając mu zrosnąć się ze sobą, poniekąd opuszczając sceniczny świat, napędzając bohaterkę paliwem pozascenicznym.

mat. Teatru Powszechnego w Warszawie
Mitotwórczą pracę wykonuje również publiczność idąca do teatru nie „na przedstawienie” ale „na Jandę”, w szczególny sposób powtarzając XIX-wieczną praktykę aktoromanii, choć w innej skali i na odmiennych zasadach. Kult/mit przedstawienia został zresztą w pewien sposób uprawomocniony przez artystkę: Janda w 2002 roku na swojej stronie zapisała monodram z pamięci8 przyznając tym samym, że wykonywany tekst nie jest tożsamy z utworem Russella i z przekładem Semil. Podczas przedstawienia mamy więc do czynienia nie tyle z inscenizacją „jednoosobowej komedii” (Russell woli to określenie od „monodramu”), co z każdorazowo powtarzaną operacją na tekście, sceniczno-dramatycznym performansem, działaniem zbudowanym na oryginalnym utworze i przefiltrowanym przez sceniczną praktykę Jandy. „Myślę, że spektakl zmienił się na tyle, na ile ja zmieniłam się przez te lata. Został temat, problem, konstrukcja, powód, dla którego opowiadam tę historię, a Shirley zmienia się razem ze mną. Zresztą ja już tego nie gram. Ja nią jestem”9 powiedziała aktorka, wprost nazywając modyfikację tekstu i metamorfozę przedstawienia, które rozpoczęło swój żywot jako inscenizacja losów postaci, by stać się przestrzenią spotkania z aktorką, która spektakl ucieleśniła. Kilkanaście lat później Janda mówiła: „Ostatnio na Shirley przyszło kilku znajomych reżyserów filmowych, którzy widzieli to przedstawienie przed laty i twierdzą, że jest to dziś kompletnie inny spektakl”10, co ponownie zaznaczyło i jeszcze mocniej podkreśliło ciągłą zmienność spektaklu.

fot. Adam Kłosiński
W sukurs tym spostrzeżeniom idą recenzje i innego typu wzmianki prasowe. Rzadko zwracają one uwagę na trwające w czasie modyfikacje spektaklu. Niekiedy tylko zaznaczają, że „bohaterka – dziś dojrzała kobieta po przejściach – i interpretuje, i myśli odmiennie. To samo, ale w innym zabarwieniu, inaczej akcentując problemy”11. Kwestionowanie negatywów realizacji zbiega się z akcentowaniem jej zalet, piszący czują się w obowiązku skontrapunktować nieprzychylną uwagę pochwałą, np.: „Krystyna Janda [potrafi – HM] zagrać rolę Shirley tak brawurowo, że nie tylko nie mamy wrażenia obcowania z banałem, ale wręcz przeciwnie”12. Z czasem teksty poświęcone przedstawieniu zaczęły się skupiać na sile aktorskiej kreacji, humorze i terapeutycznym walorze produkcji. W ostatnich latach tytuły tekstów prasowych częściej chyba przywołują nazwisko Jandy niż imię scenicznej bohaterki.

Shirley… jest też przedstawieniem-paradoksem: od uruchomienia Teatru Polonia aktorka, obok komedii i fars, porusza na scenie tematy społeczne i polityczne, przygotowuje ambitne premiery wielkiej literatury teatralnej, ale to właśnie lekka Shirley… utożsamiana jest z nią ikonicznie. Rola sceniczna uległa od premiery modyfikacji, stała się hybrydą i zawisła pomiędzy kreacją a prywatną sceniczną obecnością, do czego nie doszło w żadnym innym przypadku. Dzięki temu zrośnięciu spektakl pozostaje żywy, niesforny i nasycony współczesnością artystki, jej temperamentem politycznym i obserwacjami społecznymi.

Nurt fabularny i wykonawczy, które pracowały na powstawanie i utrwalanie legendy spektaklu, stopiły się w jedno. Sam proces łączenia jest trudny do uchwycenia, jednak od momentu przeniesienia tytułu do Teatru Polonia można już chyba myśleć i mówić o teatralnej legendzie/teatralnym micie. Pierwszy pokaz w Teatrze Polonia przywitano banerem z napisem „Witaj w domu, Shirley!”, i naprawdę trudno mieć wątpliwości, by dom Shirley mógłby być gdziekolwiek indziej niż na prywatnej scenie Krystyny Jandy. Obecnie przedstawienie grywane jest ledwie kilka razy w miesiącu – artefakt udostępniany rzadko staje się jeszcze cenniejszy.

O tym, czy ostatecznie Shirley Valentine w wykonaniu Krystyny Jandy stanie się teatralnym mitem zadecyduje przyszłość. Być może mamy do czynienia raczej ze zjawiskiem tymczasowym, z kultem, który otaczał niektóre przedstawienia komediowe (np. Letycję i lubczyk w reż. Macieja Englerta, prem. 14 grudnia 1989, Teatr Współczesny w Warszawie). Może przyglądamy się procesowi powstawania, rozpowszechniania i stabilizowania historii o sile oddziaływania porównywalnej z siłą mitu, ale do niego ostatecznie niesięgającej. A może obcujemy z czymś innym, na co nie mamy jak dotąd słowa. Siła przyciągania tytułu jednak nie zmalała nawet gdy przedstawienie było w ponaddwuletniej hibernacji (pomiędzy odejściem aktorki z Teatru Powszechnego a powrotem Shirley… w Teatrze Polonia). I zapewne dopóki tytuł utrzymywać się będzie na afiszu, dopóty obrastać będzie w anegdoty i apokryfy, przyciągać widzów i łatać budżet prywatnej sceny. Dopiero teatralna pamięć ustabilizuje pozycję przedstawienia.

fot. Adam Kłosiński
Akademicka teatrologia niechętnie poświęca uwagę lekkim, popularnym przedstawieniom; poważniejsza refleksja o farsie czy komedii to w polskim piśmiennictwie – poza pracami Dobrochny Ratajczakowej – wieka rzadkość. Jest chyba jednak w Shirley Valentine potencjał na przewietrzenie uniwersyteckiej sali teatralnych arcydzieł. Kto wie, czy w przyszłości spektakl nie uzupełni szeregu legendarnych inscenizacji z powodów, o których dzisiaj jeszcze nie wiemy.

Teatr Powszechny im. Z. Hübnera w Warszawie, koprodukcja: Centrum Sztuki IMPART we Wrocławiu. Shirley Valentine, tłum. M. Semil, reż. M. Wojtyszko, scen. E. Bystrzejewska, w roli tytułowej: K. Janda, prapremiera: 3 listopada 1990 r., premiera w Teatrze Polonia: 15 grudnia 2006.

Przypisy
1Pierwsze pokazy wyjazdowe odbyły się we Wrocławiu już w listopadzie 1990 r., w Centrum Sztuki IMPART, które było koproducentem premiery.
2Dla Polonii w USA, Kanadzie i Australii.
3MK, „Shirley Valentine” z Krystyną Jandą [w:] „Express Wieczorny”, 2 listopada 1990 r.
4Zwraca na to uwagę np. H. Wach-Machlicka w tekście Twoje zdrowie, Ściana [w:] „Dziennik Zachodni”, 10 grudnia 1990 r.
5Kat, Święta Joanna od zlewozmywaków [w:] „Tygodnik Solidarności”, 23 listopada 1990 r.
6D. Parol, Zwykła kobieta [w:] „Echo Dnia”, 10 października 2008 r.
7Por. D. Wyżyńska, Tysiące anegdot o „Shirley” [w:] „Gazeta Wyborcza” dodatek „Co Jest Grane”, 16 grudnia 2005 r.
8Por. https://krystynajanda.pl/dorobek/shirley-valentine/
[dostęp: 6 listopada 2020 r.]
9D. Wyżyńska, Przyjemność bycia Shirley [w:] „Gazeta Wyborcza”, 7 sierpnia 2001 r.
10D. Wyżyńska, Krystyna Janda: Teatr dzisiaj nie może być już taki beztroski [w:] „Gazeta Wyborcza”, 25 sierpnia 2017 r.
11ab, Inaczej, choć w tej samej roli [w:] Polska. Dziennik Bałtycki, 20 kwietnia 2012 r.
12E. Zielińska, Shirley Valentine [w:] „Kurier Polski”, 12 listopada 1990

20
Listopad
2020
06:53

Feliksa i Anatola - wszystkiego dobrego

Wczoraj znów ponad 24 tysiące zachorowań i 637 zmarłych. Przerażające. Podobno co 17 minut umiera ktoś w świecie na Covid 19. Tak, przy ilości śmierci z powodu głodu i raka nie robi to wrażenia, tyle że dla nas to nowe paraliżujące zbiorowe doświadczenie, każdy może się zarazić i każdy może zarażać innych nieświadomie także.

W kraju demonstracje i protesty jus teraz z powodu niezgody totalnej na ten rząd, na jego dyletanctwo, nieodpowiedzialność, nieudolność, złą wolę, nienawiść do ludzi a szczególnie kobiet. W*********Ć i ***** ***
Na ustach i w głowach teraz także młodzieży. Policja w cywilu leje metalowymi pałkami i pryska gazem w oczy, zatrzymuje dzieci 13,14 letnie i samotne matki. Wygląda na to że jest to bezpośrednie polecenie Jarosława Kaczyńskiego, jak też zaostrzenie ustawy antyaborcyjnej i strzeżenie między innymi przez narodowców kościołów i skompromitowanych przedstawicieli kleru.

Niedawny pomysł na veto dla budżetu unijnego jest szaleństwem, szaleństwem popartym wyimaginowanymi argumentami, których obronić się nijak nie da. Ale za późno, Europa Polsce nie wybaczy tego veta nigdy, a nawet teraz gdyby go nie było zapamięta. Zapamiętają ludzie, bo to veto w pandemii, opóźniające pomoc dla wszystkich w zagrożeniu, jest nie do wybaczenia.

Teatry stoją. Nie gramy. Wczoraj Czarek Żak jako reżyser zaczął w Och-Teatrze próby DZIEWCZYNY Z POCIĄGU, ja prób ALEI ZASŁUŻONYCH nie wznawiam, bo się boję, mam obawy, wiek tej obsady zmusza do ostrożności, Emilka Krakowska, Olo Łukaszewicz, Grzesio Warchoł, ja i najmłodsza Dorota Landowska. Poczekam aż sytuacja się wyklaruje bardziej. W każdym razie teraz premierę planujemy na 30 grudnia.

Wczoraj ukazało się pismo PANI ze mną na uśmiechniętą okładce. Skąd ten uśmiech? W jakiej sprawie?

14
Listopad
2020
06:53

Serafina i Rogera - wszystkiego dobrego

Jest taka sytuacja, pesymistyczno-nastrojowo-psychologiczna, że żeby to odkręcić, wzięłam z przytułku w Skierniewicach dwa czarne koty, na razie nic się nie zmienia oprócz zamieszania w domu. Imiona dziwne jeden ten nie całkiem czarny Feliś i z takim przyszedł z sierocińca, drugi cały czarny miał imię na D tak skomplikowane że został Dżidżim jak z Moniuszki. Patrzę w nie z napięciem czy zmienią bieg spraw, na razie nic.
Dobrego dnia i zdrowia.

11
Listopad
2020
04:25

Bartłomieja i Marcina - wszystkiego dobrego

Siedzę od kilku dni sama w domu, w samoizolacji jak to się ostatnio ohydnie nazywa, 27 tys zachorowań dziennie, zaczęłam się bać, ograniczyłam wszelką aktywność, przeczekuję. Całymi dniami przyklejona do ekranu telewizora śledzę demonstracje i wszelkie protesty uliczne, w Internecie czytam i udostępniam manifesty i najciekawsze wypowiedzi, nic nie mogę więcej. Na świecie wybory w Ameryce, gorączkowe poszukiwania szczepionki i głód, pandemia wstrzymała też pomoc humanitarną, ludzie umierają z głodu, dzieci, Jemen jest najczarniejszym miejscem na ziemi.
Teatry zamknięte do 29 listopada, próby przerwane mimo że wiele innych teatrów i produkcji filmowych działa, no nic, trudno, nie chcę narażać ludzi, może krzywa zachorowalności spadnie choć trochę.
Nie wiem co będzie dalej. Mam uczucie że gram w jakimś filmie, że to się nie dzieje naprawdę a ja przerabiam jakieś ćwiczenia z samotności.
Czytam, czytam, czytam i przygarnęłam dwa małe koty. Liczba zwierząt w domu powiększyła się do pięciu, jak dawniej, ale nic nie może uspokoić serca.
Czytam sztuki zgłoszone do konkursu, w jednym z tekstów zjawiskowy list Kazimiery Iłłakowiczówny:
Poznań 4 II 57
Do Zarządu Cmentarza na Powązkach
Szanowni Państwo,
zwracam się do Państwa z prośbą o wykupienie na Waszym cmentarzu komunalnym
kwatery jednoosobowej bez wygód. Nie musi być blisko centrum ani w miejscu zasłużonym, ani w ogóle w żadnym. Wręcz przeciwnie, może być na uboczu i pod płotem i bez widoków. Wymagań wielkich nie mam, poza jednym, byle była na własność i na wieczność. To ważne, bo ma mi ta kwatera dom zastąpić, ma być miejscem pewnym, dzięki któremu, będę miała odrobinę choć poczucia bezpieczeństwa, o które tak dziś trudno. Zwłaszcza komuś, kto jak ja, nigdy domu nie miał i całe dorosłe życie się tułał po wynajętych pokojach. Raz tylko w życiu myślałam, że mi się udało, że będę coś miała własnego. Warszawa, zapach lip Wisła za oknem. Gdybym ja wiedziała, że to potrwa tyle, co mrugnięcie okiem, ta moja własność, ta zabawa w dom… No i kto to widział remont robić latem 39? Los znowu ze mnie zadrwił, a świat zadrżał i już nigdy mieszkania swojego nie zobaczyłam, wszystko runęło i linoleum świeżo położone, i siatki w oknach i piece na zimę przygotowane. Wszystko co miałam, tyle już razy straciłam, więc teraz jestem mądrzejsza i serce wyszorowałam z przywiązań, do czysta, ale Warszawy nie umiem, zatrzymała się w zakamarku, jak drzazga. Chociaż ona sama nie jest sentymentalna wcale i w miłość bez meldunku nie wierzy. A ten meldunek warszawski jak kielich świętego Gralla – dla mnie niedostępny, bo ja tu jestem nie człowiek, ale sanacja, persona non grata, niewidzialna, jakby mnie ktoś obrysował cieniem. Wracałam do Polski jak do bajki, ale ci w których pokładałam nadzieję, nie dopisali. Ja rozumiem, że trochę się mnie obawiali, ja byłam kiedyś elegancką damą, taką mnie znali. Nachodzenie kogoś z obecnej elity w jego świetnej sytuacji przez niemłodą, źle ubraną kobietę, mogłoby wyglądać, jakby ktoś z ubogich krewnych nachodził wielkopański dwór.
Ale tu u Państwa, na cmentarzu wszyscy są w końcu równi, więc może chociaż w ten sposób w Warszawie na stałe kąt znajdę. Obiecuję, że rozpychać się nie będę, cicha jestem i czysta, wstaję o świcie, cały dzień pracuję, nigdy nie wypoczywam, nie drzemię, nie narzekam. Byle mi Państwo rząd i miejsce przydzielili, to sobie tu spocznę i może w końcu odpocznę, odetchnę, że tak powiem, pełną piersią. Bo teraz to ona ze strachu i ciężaru ściśnięta i chociaż po uzdrowiskach dwa lata jeździłam, to powietrza wciąż nabrać nie mogę. Ale może dlatego, że nie jako kuracjuszka na sanatoryjnych łóżkach się kładłam, ale jako wyrobniczka kulturalna, pani poetka w trasie z pogadankami. Cieplice, Sopot, Wrocław, Bierutowice, Jelenia Góra… Wszędzie wiersze czytałam w zamian za kąt i jedzenie, kiedy się nie miałam gdzie podziać ani z czego żyć. I pewnie dalej bym tak się po sanatoriach turlała, gdyby mnie państwo Żyndowie nie przygarnęli i mam teraz u nich w Poznaniu na Gajowej pokój. Ale kto wie, jak długo, kilkanaście osób tam mieszka na kupie. Do łazienki kolejki, praca w hałasie niemożliwa, więc całymi dniami siedzę w bibliotece, a jak tylko mogę wyjeżdżam. To nie żaden dom jest, ale kołchoz, w którym nigdy sama być nie mogę, a utrata samotności to coś, czego boję się organicznie. U Państwa samotność jest w pakiecie niejako więc będę wdzięczna za szybką odpowiedź i wycenę, bo prawda taka, że ja bym się najchętniej u Państwa zameldowała na stałe. Ale nawet tego nie mogę, bo mnie MSZ w stan spoczynku ani emerytury przecież nie przeniósł. Więc co zrobić, trzeba żyć, mam nadzieję, że mnie to z zakupu kwatery nie wyklucza. Choć powiem Państwu, że strasznie dziwnie jest tak zaczynać życie na nowo i gdybym miała 40 lat mniej, byłoby nawet zabawnie. Ale nie mam, więc łatwiej mi się będzie, jeśli kwaterę sobie u Państwa obstaluję i będę miała jakiś kierunek pewny.
Z wyrazami szacunku,
Kazimiera Iłłakówiczówna, człowiek
(ur. 6.08.1889, datę śmierci dostarczę najszybciej, jak to tylko będzie możliwe) Ps. Proszę o szybką odpowiedź, bo sprawa niecierpiąca zwłoki, że się tak wyrażę).

Mieszkam w porze truskawek,
Nie w mieście, nie w kraju,
W porze, kolorze, w zapachu słodkim i żyznym,
I to jest moja Ojczyzna…
W liści żółtobrązowych, które mnie znają opadaniu,
W sosnach na urwiska skraju.
…Nie w Poznaniu,
Warszawie, Wiedniu, Londynie czy Wilnie… Mieszkam w zimie, która się przesila
W tej jednej ku wiośnie nachylonej chwili,
Nie dłużej, nie dalej.
I kończę się i już się nie palę.
Dowieść nie można tego ani się do tego przyznać, Ale to jest moja Ojczyzna

07
Listopad
2020
19:40

Antoniego i Ernesta - wszystkiego dobrego

DEMOKRACI W AMERYCE!

05
Listopad
2020
08:12

Sławomira i Elżbiety - wszystkiego dobrego

Zagrałam SHIRLEY w 30 rocznicę powstania spektaklu. Dziękuję. Dziś BIAŁA BLUZKA i od soboty się zamykamy niestety. Pozdrawiam Wszystkich i do zobaczenia. Teatry , biura, kasy przechodzą na pracę on- line. Proponujemy nowe terminy grudniowe i styczniowe w zamian za odwołane spektakle. Zapraszamy.
Śniło mi się że umieram, pamiętam samotność i że pomyślałam – jaka szkoda, trudno.
Dobrego dnia uważajcie na siebie.

03
Listopad
2020
04:34

Sylwii i Huberta - wszystkiego dobrego

Wciąż z okazji 15-lecia Teatru❤️Polonia trwają „ obchody”.
Dziś dokładnie mija 30 lat od premiery spektaklu SHIRLEY VALENTINE. Gram go dziś na scenie Teatru Polonia dla pandemicznie ograniczonej ilości widzów, 66 osób, do zobaczenia wieczorem. Dziś świętujemy!

Przez kolejne lata na dwóch scenach Polonii oraz w plenerze na Placu Konstytucji miłośnicy teatru mogli oglądać 82 premiery (a w sumie prawie 6000 spektakli), w których zagrało przeszło 350 znakomitych aktorów. W trakcie 15 lat istnienia stołeczną Polonię odwiedziło już ponad półtora miliona widzów!

30
Październik
2020
07:58

Zenobii i Przemysława - wszystkiego dobrego

Dziś trudny dzień. Strajk i protesty kobiet zapowiedziane w całym kraju. Szpitale pełne, nie przyjmują wymagających intensywnej opieki bo nie mają stanowisk. System się blokuje. Wczoraj ponad 20 tys zachorowań i ponad 200 zgonów. Ludzie na ulicach w gniewie i rozpaczy. Bojówki Kaczyńskiego na ulicach. Co będzie dalej?
A my po cichu jubileusz 15 -„ lecia Teatru Polonia, za chwilę rocznica 30 letnia mojego spektaklu SHIRLEY VALENTINE. Próby przerwane ale premiera dalej planowana na 3 grudnia. Zobaczymy.
Zdrowia i sił.

29
Październik
2020
20:43

Euzebii i Narcyza - wszystkiego dobrego

Mija 15 lat działalności Teatru Polonia, piętnasta rocznica! Pamiętam jak świętowaliśmy pierwszą, drugą, trzecią, ile było dumy, lęku i radości. Ile odważnych, co roku odważniejszych, planów na przyszłość, jak gromadziliśmy coraz większą rzeszę i Widzów i Artystów dookoła naszych planów i repertuarów. Rodziła się nasza brawura!
Dziś oglądam najpierw zdjęcia z budowy, pierwsze repertuary, zaglądam na strony internetowe i przeglądam plakaty, zdjęcia ze spektakli, kolejnych produkcji, w głowie powstaje niekończący się kalejdoskop zdarzeń, premier, wieczorów, wydarzeń jednorazowych, koncertów, wigilii, śniadań wielkanocnych, sylwestrów, imienin, rocznic, setnych prezentacji, dwusetnych, potem trzy setnych. Zdjęcia kolejnych obsad- rodzin przypisanych do spektakli, tortów, wspomnienia z tych radosnych kolejno zdobywanych rekordów i „sprawności’. Wczoraj oglądałam krótkie prywatne filmiki robione przez aktorów i pracowników fundacji za kulisami, śmialiśmy się godzinami, powstałby z tego naprawdę zabawny, szczęśliwy, przyjacielski film i wieczór wspomnień. Mia być, odwołaliśmy go z powodu obostrzeń, niebezpiecznie, byłyby nas tłumy. Dopiero te małe wczoraj oglądane filmiki, przypomniały mi temperaturę tych 15 lat, tych nawet zwykłych kolejnych spotkań- spektakli, tych prób, wydarzeń, uświadomiły mi głębokość naszych przyjaźni, imponującą naprawdę ilość tworzących tu artystów i brawurowe po prostu poczucie humoru jakie nam towarzyszyło przez te 15 lat. Może kiedyś minie pandemia a teatry będą jeszcze istnieć, w jakimś innym szczęśliwszym czasie, spotkamy się i sobie to wszystko obejrzymy, powspominamy i pośmiejemy się ze szczęścia jakie nam dano w udziale.
Polska w pandemii, gramy co jakiś czas, co chwilę musimy coś odwoływać z powodu choroby kogoś z artystów lub konieczności przeprowadzania kwarantann obsad kolejnych zaplanowanych spektakli. Ale gramy…..Co więcej, nie przerywamy prób, to znaczy przerywamy kiedy musimy i potem znów wracamy i pracujemy, w tym roku mamy zaplanowane jeszcze dwie premiery w Teatrze Polonia „ Aleja zasłużonych” i „Cwaniary” , repertuary ułożone, bilety sprzedawane, sylwester w obu naszych teatrach organizowany w towarzystwie publiczności, tak jak przez te 15 lat mamy zwyczaj witać kolejny rok.
Co będzie dalej? Nie wiemy, trwamy, mimo wszystko, trwamy, wbrew logice i rachunkowi ekonomicznemu, mimo reżimu, mimo zagrożenia gramy, bo te teatry, ten teatr to tlen, to życie, to sens, to wartość, to przyszłość, to przyjaźń, to spotkania, to wyzwanie, to marzenia, to wspomnienia, to …..wszystko.
Dziś sprawdzałam ilość kupionych biletów na wieczorny spektakl „Zapiski z wygnania” , na stronie internetowej napisane – WYPRZEDANO- ale wyprzedano to znaczy dziś pula 25% miejsc dostępnych. Duma i radość, dziś zagramy, a potem telefon – pani Krystyno, wiem że z powodu choroby aktorów spektakle po środzie odwołaliście, mamy wykupione kilka biletów, ale pieniędzy nie zabieramy, niech zostaną aby Was wesprzeć- i znów wzruszenie.
Na ulicach tłumy protestujących, skandujących oskarżenia ludzi bojących się o przyszłość, o elementarne sprawy o wolność i swoją godność, czym są nasze teatralne rocznice, sprawy, nasze problemy w stosunku do tych o które na nowo przyszło nam walczyć, niczym. A jednak, trwajmy, walczmy, grajmy, pracujmy, uczmy, rozmawiajmy, spotykajmy się my z innymi łaknącymi teatru, rozmowy teatralnej, zapachu świateł i dekoracji, kostiumów i ofiarnie, do krwi ostatniej i najgłębszego dna duszy, grających aktorów.
Dziękujemy za to wszystko, za te 15 lat, za obecność, za wysiłek, za wiarę w teatr i sztuki niezbędność. Za te wszystkie, wszystkie wieczory….
Krystyna Janda, wszyscy artyści i pracownicy Fundacji Krystyny Jandy Na Rzecz Kultury.

26
Październik
2020
11:48

Lucjana i Ewarysta - wszystkiego dobrego

Umarł Wojtek Pszoniak🖤

Mam 68 lat. Siedzę przed telewizorem i się wzruszam, płaczę z nimi, krzyczę z nimi.
MŁODZIEŻ! MŁODZIEŻ! MŁODZIEŻ! Młode kobiety, dziewczyny, chłopcy, tysiące, same młode piękne twarze, energiczni, wściekli, zdeterminowani, piękni i silni. Idą, idą, idą, skaczą, tańczą, krzyczą, płaczą, patrzą napięci, zacięci, źli, przerażeni, smutni, gotowi na wszystko. Mówią swoim językiem, nie patyczkują się, wiedzą czego chcą a raczej czego nie chcą! Nareszcie! Jaka to różmica w stosunku do tych marszów, naszych protestów sprzed kilku miesięcy, protestów starców i starszych, tych spod sądów i sejmu, protestów grzeczniejszych i cichszych. Ci – WYPIERDALAĆ- TO NIE BRZYDKIE SŁOWO A PROGRAM – piszą. MYŚLĘ, CZUJĘ, DECYDUJĘ! WOJNA!!!Nie zajmują się niuansami. BOJKOT KOŚCIOŁA! MODLIĆ MOŻNA SIĘ I W DOMU! JESTEM WŚCIEKŁA!!! To nie jest język rewolucyjny, to jest język protestu! To jest język wolności. Siła!
Moje dzieci i wnuki nz ulicach! Jestem całym sercem z tą młodzieżą! Wspaniali!
To nasza młodość, nadzieja, siła!
PS. Macie maseczki, wszyscy, ale noście rozpięte parasole, je widać i pozwalają utrzymać odległości.

Śmierć jest jak pierdnięcie- napisał jeden autor sztuki którą czytam, wysłałam to poecie, poeta odpisał – motyla.

16
Październik
2020
15:35

ALEJA ZASŁUŻONYCH - pierwsza czytana próba w Teatrze Polonia. Fot. Katarzyna Kural-Sadowska

zobacz więcej zdjęć (10)

Gawła i Ambrożego - wszystkiego dobrego

Rozpoczęliśmy nowe próby. ALEJA ZASŁUŻONYCH Jarosława Mikołajewskiego. Premierę planujemy na 3 grudnia 2020 roku na dużej scenie Teatru Polonia. W obsadzie: matka – Emilia Krakowska, urzędniczka Ministerstwa Kultury – Dorota Landowska, urzędnik Kancelarii cmentarza – Grzegorz Warchoł, mąż – Olgierd Łukaszewicz, ona – Krystyna Janda. Reżyseria – Krystyna Janda, scenografia i kostiumy – Zuzanna Markiewicz.

16
Październik
2020
15:01

Milanówek - Dziennik 16.10.2020

zobacz więcej zdjęć (13)

Gawła i Ambrożego - wszystkiego dobrego

Poranny Milanówek na lęk i stargane nerwy.
Zdrowia Drodzy Państwo i dobrych ludzi na drodze.

11
Październik
2020
07:17

Pogrzeb Joanny Cortes

zobacz więcej zdjęć (4)

Emila i Aldony - wszystkiego dobrego

Czas pandemii. W całej Polsce żółta strefa, w teatrach wolno grać dla 25% ludzi siedzących na sali! To jest niesprawiedliwość! W komunikacji nie ma ograniczeń, w wielu innych miejscach też, a my… przecież wszyscy widzowie są w maseczkach. Graliśmy dotąd dla 50%, no rozumieliśmy to, ale teraz?
Wczoraj więc CALLAS na festiwalu w Inowrocławiu, duża sala więc 100 możliwych osób było naprawdę rozproszonych, dziękujemy za przyjęcie i prawdziwie gorące brawa. Dziś w Och-Teatrze LILY zagramy dwa razy, mieliśmy sprzedane 50% biletów na wieczorny spektakl, podzieliliśmy publiczność na pół i dla tej podzielonej publiczności zagramy dwa razy o 16:00 i 19:30.
Nie wiem czy długo tak „pociągniemy”, nie sądzę.
W poniedziałek zaczynamy nowe próby do ALEI ZASŁUŻONYCH, trzeba iść naprzód, dalej, bez nowych spektakli się nie uda.
Publiczności zapewniamy maksymalne bezpieczeństwo, ja też się staram nie ryzykować. W moim wieku wszystko jest już ryzykiem, no trudno, zobaczymy co przyniesie los.
Wszystkiego dobrego, zdrowia życzę.
W piątek odbył się pogrzeb Joanny Cortes, wspaniałej śpiewaczki, wspaniałej, o wielkim dorobku. Była naszą konsultantką przy próbach do CALLAS. Kochaliśmy Ją, była serdecznym i ciepłym człowiekiem. 🖤

10
Październik
2020
09:04

Pauliny i Franciszka - wszystkiego dobrego

Gazeta Wyborcza:
Tu mieszkał Andrzej Wajda. Znamienici goście i wzruszająca uroczystość w rocznicę śmierci reżysera.
9 października 2020 | 16:02
Andrzej Wajda był kierownikiem artystycznym zespołu filmowego X. Jego członkowie spotykali się w domu reżysera na Żoliborzu. Na zdjęciu: m.in. Krystyna Janda, Allan Starski, Jerzy Radziwiłłowicz, Radosław Piwowarski
Na Żoliborz zjechali w piątek aktorzy i współpracownicy Andrzeja Wajdy. W czwartą rocznicę jego śmierci przed domem na rogu ul. Śmiałej odsłonięto stellę, która przypomina, że wybitny reżyser mieszkał tu przez 43 lata.
– W tym domu spotykaliśmy się wszyscy, bo Andrzej był nie tylko wielkim twórcą, ale też społecznikiem. Zawsze w centrum naszych spraw. Tutaj tworzyliśmy strategie środowiska filmowego wobec nie zawsze przychylnych nam władz – wspominał Jacek Bromski, reżyser i prezes Stowarzyszenia Filmowców Polskich.Jacek Bromski na uroczystości odsłonięcia tablicy pamiątkowej przed domem na rogu ul. Śmiałej i Haukego-Bosaka na Żoliborzu, gdzie mieszkali Krystyna Zachwatowicz i Andrzej Wajda.
Razem z władzami Żoliborza ufundowało ono pionową tablicę z mlecznego szkła i z charakterystycznym motywem nawiązującym do taśmy filmowym, która stanęła na rogu ul. Śmiałej i Haukego-Bosaka. Napis głosi: „Andrzej Wajda z żoną Krystyną Zachwatowicz mieszkał i pracował w tym domu w latach 1973–2016”. Autorem steli jest znany artysta rzeźbiarz Marek Moderau.
Całe skrzyżowanie na Żoliborzu Oficerskim wypełniła plejada wybitnych postaci ze świata filmu. Za zasłoniętymi z powodu pandemii koronawirusa maskami kryły się twarze m.in. Krystyny Jandy, Jerzego Radziwiłłowicza, Zbigniewa Zamachowskiego, Allana Starskiego, Feliksa Falka, Radosława Piwowarskiego… Byli też mieszkający w tej części Żoliborza m.in. emerytowany dyrektor Zamku Królewskiego prof. Andrzej Rottermund, Danuta Kuroń, redaktor Daniel Passent.
Krystyna Janda odczytała list od Krystyny Zachwatowicz do „drogich przyjaciół i najmilszych sąsiadów” z wyrazami wdzięczności za upamiętnienie męża. Wymieniła Antoniego Rodowicza, Macieja Karpińskiego i Tomasza Taraszkiewicza, którzy doprowadzili do ustawienia narożnej steli. „Przed domem, w którym przeżyłam z Andrzejem 43 najszczęśliwsze lata życia” – napisała z Krakowa, gdzie na Cmentarzu Salwatorskim odwiedziła w piątek grób reżysera. Ubolewała, że po jego śmierci nie ma siły być przed ich żoliborskim domem

08
Październik
2020
06:33

Agnieszka Osiecka

zobacz więcej zdjęć (4)

Pelagii i Brygidy - wszystkiego dobrego

Jutro 9 października, ważny jak co roku, urodziny Agnieszki Osieckiej i Magdy Umer oraz rocznica śmierci Andrzeja Wajdy i Marka Grechuty. Cztery giganty meblujące nam głowy i życie. 🌷🌷🌷🌷🌷🌷🌷
O 13:00 na Żoliborzu odsłonięcie tablicy upamiętniającej Andrzeja🌷🌷🌷🌷🌷🌷🌷🌷

28
Wrzesień
2020
15:44

Marka i Wacława - wszystkiego dobrego

Pożegnałam dziś Tesię, naszą suczkę-nieszczęście. Była z nami 13 lat. Sama miała lat? nie wiadomo 15, 16, wzięłyśmy ją z mamą z przytułku dla zwierząt w Milanówku. Ktoś tam ją podrzucił. Nam zginął pies zawadiaka, uciekł i szukałyśmy wszędzie, dotarłyśmy z mamą do schroniska, była sobota popołudniu. Naszego psa tam nie znalazłyśmy, ale na nasz widok, pani weterynarz bardzo się ucieszyła – oj, właśnie skończyłam operację małej suczki, kundelka, niech panie ją wezmą, ma świeże szwy, trzeba się nią zająć a nadchodzi weekend, nie wiadomo, czy przeżyje, bardzo jej żal. Była bardzo chora, bardzo biedna i bardzo brzydka, bardzo. Zawsze o niej mówiłyśmy – to najbrzydszy pies na Mazowszu, ale za to wierny, skromny i inteligentny. Mama wzięła ją wtedy na ręce, wsiadła z nią do samochodu i tak już zostało. Tesia, piesek mamy. Zawsze z mamą. Wiecznie trochę smutna, wygodnicka jak się potem okazało, leniwa i wydawałoby się nieobecna. Zawsze kręcąca się koło mojej mamy. Tesia miała jednak przypadłość wielkiej siły – puszczała wiecznie gazy. Od młodości po późną starość puszczała bąki. Nic nie pomagało, lekarze, lekarstwa, konsultacje, zmiana kolejnych diet, zmiana częstotliwości żywienia, nic. Ja mówiłam zawsze – mamo, ale nam się pies trafił! nie dość że brzydka to wiecznie puszcza syczące bomby zapachowe. A mama na to – koło mnie, nie koło was, w moim pokoju, a ja trudno, wytrzymam, ale za to jest mądra, mądrzejsza niż wy wielokrotnie. – To dlaczego nie wychodzi przed, tylko po? Tyle lat mówisz do niej zaraz po, wyjdź – i co nie rozumie? Rozumie, ale tak już się utarło, że ona puszcza bąki a ja mówię -wyjdź, ona myśli że to taka zabawa. Ale to lojalna przyjaciółka o stoickim charakterze i olimpijskim spokoju. Przez te wszystkie lata, była wiecznie koło mamy, w pokoju mamy, a mama co chwila mówiła– wyjdź, ta wychdziła, myśmy uciekali, ona wietrzyła się moment poza pokojem, wracała, i znów było – wyjdź- i na nowo powtórka. Kiedy mam zachorowała Tesia nie odeszła od jej łóżka ani na moment, prawie rok. Wszyscy myśleliśmy, że umrą razem, bo Tesia od jakiegoś czasu też miała zdiagnozowanego raka, ale lekarze mówili – zostawcie ją, dopóki ją nie boli, nie cierpi, niech sobie tak spokojnie żyje. Mama umarła, Tesia żyła jeszcze ponad rok, tzn. żyła to za dużo powiedziane, spała całymi dniami, wychodziła z trudem na chwilkę do ogrodu, wracała z trudem, i znów spała. Rzeczywiście przestałą puszczać bąki, wiec może zabawa w jej pojęciu się skończyła. Karmiliśmy ją od jakiegoś czasu ręką, wstawaliśmy w nocy dwa, trzy razy, bo gubiła się w ogrodzie i zapomniana stała katatonicznie nieruchomo w jakimś miejscu, często z nosem przy murze lub drzewie. Prawie nie widziała, słabo słyszała, kiedy nie wiedziała gdzie jest i w którą stronę iść, zamierała. Ile to razy znalazłam ją nieruchomą czekającą bezradnie i bez znaku, na wybawienie.
Dziś umarła. Spokojnie, bez bólu i stresu. Miała wodę w płucach i nie chodziła od kilku dni, nie wstawała, nie jadła, prawie nie piła. Dzisiejszej deszczowej milanowskiej nocy, wyniosłam ją w ręczniku do ogrodu, ale nie miała siły stanąć na łapy, poleżała spokojnie na deszczu wyraźnie zadowolona, przyszły nasze inne psy, zaspane się witać, siadły dookoła Tesi, powąchały ją i odeszły. Ja postałam spokojnie na deszczu w koszuli nocnej patrząc na gwiazdy, było ciepło, cicho i miło. Zaniosłam ją z powrotem do domu, na posłanie. Jęknęła z ulgą.
Wszystko się kończy, lata z tą cichą skromną wiecznie zawstydzonym swoimi bąkami suczką, też. Kolejny rozdział zamknięty. Trudno. Może tej nocy będę spała?

23
Wrzesień
2020
07:05

Tekli i Bogusława - wszystkiego dobrego

Smutek i gorycz. Podłość goni podłość i podłością pogania. Straszni ludzie. Bez odpowiedzialności. Bez godności. Podli. Wszędzie. Także w kościele. Czas na marnych i małych. Ojczyzna to przede wszystkim ludzie. Jak żyć?
W grudniu kończę 68 lat. Przeżyłam życie twórczo i pracowicie. Uczciwie i optymistycznie. Od nagród i wyróżnień którymi mnie zaszczycono uginają się półki w kasie Teatru Polonia, bo tam są wystawione jako wizytówka naszych teatrów i „gwarant” naszego statusu i marki. Fundacja jaką prowadzę mimo pandemii i przejściowego mam nadzieję czasu, ma się naprawdę nieźle. Gramy codziennie w obu teatrach od ponad dwóch miesięcy, w reżimie sanitarnym to oczywiste ale też nic się przez ten czas na szczęście nie zdarzyło. Od ponownego otwarcia daliśmy dwie premiery, WSPÓLNOTĘ MIESZKANIOWĄ, OSZUSTÓW, za chwilę premiera CRAVATE CLUBU, w grudniu kolejne dwie, ALEJA ZASŁUŻONYCH i CWANIARY. Repertuar na przyszły rok gotowy, artyści mający go zrealizować, zaangażowani. Jesteśmy wypłacalni i nie zwolniliśmy ani jednego pracownika. Publiczność jest wciąż przy nas i wypełnia sale, w nakazanym dla kultury ograniczeniu 50%, bardzo niesprawiedliwym w porównaniu do innych miejsc i dziedzin. Nie wiem co będzie dalej ale moja mała ojczyzna, ma się dobrze, pracujemy z ufnością i nadzieją na powrót do normalności.
Natomiast to co przynosi każdy dzień, co leje się każdego dnia z mediów, zachowania ludzi publicznych przerażają i odejmują siły. Granice wszelkie są przekraczane w sposób dotąd niewyobrażalny. Ile podłości może wyprodukować człowiek i ile podłości może człowiek znieść? Dużo, bardzo dużo, czasem tylko opadają ręce i nie chce się dalej żyć.
Dobrego dnia.
Ludzie opamiętajcie się! Taki ciężki czas za nami i przed nami. Bądźcie ludźmi! Myślcie i działajcie w dobrej wierze, choć domniemanie waszej dobrej woli i niewinności dawno w nas zabiliście.
Dobrego dnia.

19
Wrzesień
2020
16:03

Januarego i Konstancji - wszystkiego dobrego

Wróciłam w nocy po CALLAS z Buska i nie mogłam spać, prześledziłam co się działo w sejmie, co z ustawami, co z rządowymi awanturami, obejrzałam sobie kandydatkę na nowego rzecznika praw obywatelskich popieraną przez 700 organizacji czekającą na głosowanue w Jej sprawie a raczej naszej wspólnej sprawie, na podłodze na koryrarzu sejmowym, przeczytałam o wycięciu kolejnych bezcennych lasów i rekordowej ilości zakażeń na Covid oraz o 17 zgonach, zatkało mnie wiadomością o przeszukaniu domu sędzi Beaty Morawiec i „ odpaliłam” horoskop dla Strzelca na jesień i koniec roku…wyszło że będę w tym roku wyjątkowo „kaprysić przy stole”!
Niezależnie od tego co to ma znaczyć nie śpię do tej pory. Oglądam od godziny filmik w Internecie na którym szczęśliwe lisy wybiegają z klatek na wolność. Dobrego popołudnia. Ja dziś gram ZAPISKI Z WYGNANIA. 🌷

28
Sierpień
2020
12:39

Dziennik 28 sierpnia 2020

zobacz więcej zdjęć (25)

Augustyna i Patrycji - wszystkiego dobrego

Kończę mój sopocki tydzień, pracy, odpoczynku i porządkowania spraw. Jednak udało się złapać trochę oddechu. Wracam do codziennej pracy i warszawskich problemów. Zaczynam kończyć rzeczy i stroić się do nowych prób, tym razem zagram także główną rolę w tym trudnym i karkołomnym wydaje się na razie przedsięwzięciu dla Och-Teatru. Premiera planowana na 13 grudnia a do tego czasu mooorze, morzeee spraw. Pisze się coraz trudniej bo to co dookoła nie do opisania, nie wiem jakiego talentu i mędrca by trzeba, żeby to jakoś relatywizować. Serce i mózg boli każdego dnia, bo każda chwila wydaje się być świadkiem przekroczenia wszystkiego co normą dotąd nazywaliśmy.
Pozdrawiam serdecznie.

© Copyright 2020 Krystyna Janda. All rights reserved.