17
Styczeń
2017
07:59

Antoniego i Rocisława - wszystkiego dobrego

Wczoraj dzień 7 urodzin Och-Teatru, 7 rocznica powstania tej sceny. Podziękowaniom, życzeniom, zaklęciom na przyszłość nie było końcna, zagraliśmy także w prezencie dla Widzów , uwielbiany prze z publiczność MAYDAY, dla tych, którzy mieli cierpliwość stać po darmowe wejściówki.
Mamy ciekawe plany na ten rok, trzy nowe produkcje, zaczniemy od DZIELNEGO WOJAKA SZWEJKA w reżyserii i adaptacji Andrzeja Domalika, próby rozpoczynają się w końcu lutego, premiera planowana jest na początek maja. W roli Szwejka Zbyszek Zamachowski.
Serdecznie Państwa pozdrawiam, wciąż dziękuję za partnerstwo dla Fundacji , utrzymujemy się ze sprzedaży biletów.
Wszystkiego dobrego dla Was i dla nas tym samym.
Zamieszczam zdjęcia z wczorajszego spektaklu autorstwa Kasi Chmury-Cegiełkowskiej
na zdjęciach:
MARY SMITH – Monika Fronczek
BARBARA SMITH – Małgorzata Klara
JOHN SMITH – Rafał Rutkowski
INSPEKTOR TROUGHTON – Maciej Wierzbicki
STANLEY GARDNER – Artur Barciś
INSPEKTOR PORTERHOUSE – Adam Krawczuk
BOBBY FRANKLYN – Stefan Friedmann
REPORTER – Michał Breitenwald

15
Styczeń
2017
06:17

Pawła i Izydora - wszystkiego dobrego

Właśnie wyszłam z kina po POWIDOKACH. Wspaniały film. Wspaniałe role. Wielka rola Bogusia. Jak dobrze, że ten film jest wsród nas.
Na zwykłym seansie cisza, jak w grobie i brawa po zakończeniu. Wszyscy wychodziliśmy w milczeniu i każdy tak samotnie. Zostanie pod powiekami i w sercu na zawsze. Jak dobrze.

12
Styczeń
2017
10:50

Benedykta i Arkadiusza - wszystkiego dobrego

Moje ostatnie miesiące, przebiegają pod kilkoma hasłami wiodącymi. Pierwszym jest POLSKA, drugim FUNDACJA W NOWYCH CZASACH, JEJ PROWADZENIE, REPERTUAR, trzecim tematem jest… RAK – CANCER. Z trzema tymi tematami zmagam się nieustanie, lepiej lub gorzej, zależy od zdarzeń, zależnie od dnia. Ale chcę powiedzieć o tym trzecim. W moim otoczeniu jest kilka osób, które zmagają się z tą straszną chorobą. Jestem z nimi, obserwuję, rozmawiam, staram się współtowarzyszyć, uczestniczyć i pomagać. Moje doświadczenia, miedzy innymi dziewięć lat temu związane z chorobą męża, czy później Jurka Stuhra, a teraz kilku przyjaciół, sprawiają, że ten temat jest mi bliski i jakby znany niestety… Z mojego punktu widzenia nastąpił ogromny postęp w leczeniu raka przez te ostatnie lata. Sposób myślenia o tej chorobie, filozofia chorowania, całkowicie się zmieniły i są dużo bardziej pragmatyczne, naturalne. Nie chcę pisać jednoznacznie optymistyczne, bo trzeba być ostrożnym w tej sprawie, ale jednak. Zniknęły cuda, zabobony, zaklęcia, wiara. Jest nadzieja i siła działania a przede wszystkim, pragmatyczne i spokojnie podleganie procedurom stwarzanym przez lekarzy i szpitale. Nowe leki i „koktajle z chemii”, naświetlania, które znosi się lepiej, łatwiej, bez tak traumatycznych objawów ubocznych o skuteczności nieporównywalnej z dawnymi. Wreszcie filozoficzna, światła postawa do życia i śmierci, uśmiech, empatia i „zgoda” na walkę i los. Jak mówi jedna z moich przyjaciółek – jak chory uprze się żyć to i lekarz nie pomoże. Lekarze, szpitale i przede wszystkim stosunek i sposób rozmowy z chorymi, informowanie ich, to się zmienia. Każdego dnia wchodzą nowe programy leczenia, nowe możliwości. Są oczywiście wyznawcy Warszawy, Krakowa czy Śląska, są „gwiazdorzy” wśród lekarzy, profesorów, są fundacje, stowarzyszenia pomagające chorym, są wreszcie dietetycy i diety które jak twierdzi wielu chorych są jedną z podstaw leczenia – tak twierdzi choćby Jurek Stuhr. Oczywiście są dalej szamani i uzdrowiciele, do których zwracają się ci zdeterminowani ostatecznie, słabsi psychicznie czy wierzący w te praktyki. Wielu twierdzi, że one pomagają, ale nigdy nie zmienia to głównego kierunku leczenia zaleconego przez lekarza i szpital. Wsród moich znajomych jest KILKU wyleczonych, kilku prawie wyleczonych i kilka osób w trakcie leczenia Dziś dowiedziałam się o rozpoznaniu tej strasznej choroby u jednego z moich serdecznych przyjaciół i pewnie stąd ten wpis, bo kolejny raz na tę wiadomość umarłam w środku. Ale…

Jest wiele książek, wiedzy dostępnej, ludzi do porozmawiania, organizacji, które mogą przez tę chorobę przeprowadzić. Piszę to po to, żeby wzmocnić nadzieję.

10
Styczeń
2017
16:38

10.01.2017, Och-Teatr, Fot. Kasia Chmura-Cegiełkowska

zobacz więcej zdjęć (19)

Jana i Wilhelma - wszystkiego dobrego

Szanowni Państwo, za chwilę 7 urodziny Och-Teatru. Burzliwe, choć krótkie są jego dzieje. Po siedmiu latach zmagań, mamy teatr brzydko to nazywając „wyprofilowany”, grający komedie i farsy, na naszym poziomie i warunkach. Mam nadzieję, że nigdy po nic, a zawsze z poczuciem sensu. Dorobiliśmy się bogatego, efektownego repertuaru i naszej wiernej Publiczności.

Stworzyliśmy ten teatr po sukcesie Teatru Polonia, po zaostrzeniu apetytów na bardziej zróżnicowany repertuar i większy rozmach.

Budynek jest wspaniały od strony architektonicznej. Projektował go znakomity architekt – pan Mieczysław Piprek – autor czterech budynków kin warszawskich: kina Stolica, W-Z, 1 Maj i właśnie kina Ochota. Kiedy wynajęliśmy ten budynek, prawie zdewastowany, trzeba było zaczynać od remontu dachu i zrobienia nowej instalacji wodnej i elektrycznej. Budynek był już zapisany wstępnie do rejestru zabytków i w związku z tym, żadne zmiany nie były możliwe. Podyktowało to usytuowanie sceny pośrodku sali, co do dziś wymusza rozwiązania inscenizacyjne i po trosze repertuar, ale za to jest to scena podwójnie wymagająca od reżyserów i aktorów.

Kochamy ten teatr, ja uwielbiam w nim grać – nie nudzę się – jak zwykłam mówić, bo granie śmiechu i zdziwienia na dwie strony, w tym samym momencie, to specjalne zadanie aktorskie, a bliski kontakt z Publicznością jest podwójnie stymulujący.

Otwieraliśmy „Wassą Żeleznową” Gorkiego, a już drugim tytułem była farsa. Uczyliśmy się tej sceny, testowaliśmy jej możliwości przez te lata i tak w zasadzie jest do dzisiaj. Spogląda na tę scenę z apetytem wielu reżyserów: Andrzej Domalik, Jerzy Stuhr, Adam Sajnuk czy Iwan Wyrypajew i chcą tu w najbliższym czasie zrobić spektakle. Aktorzy uwielbiają tu grać.

W tzw. międzyczasie, zrobiliśmy wiele koniecznych remontów. Poprawiliśmy komfort i bezpieczeństwo. Zrobiliśmy profesjonalne garderoby, a nowe fotele „ufundowała” nam publiczność. Scena jest nieźle wyposażona technicznie, z dobrym parkiem świetlnym i niezłymi stołami do dźwięku i światła. Wielu wokalistów, zespołów, uważa że ma fenomenalne możliwości akustyczne.

No cóż, jest to kosztowny budynek… Utrzymanie go codzienne dla teatru, który grałby mniej, lub miał mniej publiczności, byłoby właściwie niemożliwe przy braku pomocy finansowej. Gramy codziennie, nieprzerwanie, w weekendy dwa razy dziennie, a i tak jesteśmy na granicy możliwości. Tak było w zasadzie od początku. Były sztuki, które były na tyle niedochodowe, nie pokrywały kosztów wieczoru, nie mówiąc o kosztach budynku, że musieliśmy je zdjąć, nawet przy niezłej frekwencji. Nic na to nie mogliśmy poradzić, choć za każdym razem płakaliśmy i my, i Publiczność, i aktorzy krokodylimi łzami. Wieczory od początku muszą się tu samofinansować. Dodatkowe pieniądze wkładaliśmy w nowe produkcje i inwestycje w salę, sprzęt i zaplecze.

Jesteśmy tu szczęśliwi, gramy aż iskry lecą i będziemy grać, mam nadzieję, jeszcze długo. Koszty tego teatru determinują repertuar, ale spektakle wesołe, jak to nazywają niektórzy nasi Widzowie, gramy na naszym poziomie i z naszą „manierą” – inną od innych.

Życzcie nam szczęścia, licznej Publiczności i wielu udanych premier. A w tym roku na urodziny, czy z okazji 7 urodzin, dajemy Wam jeden z naszych najzabawniejszych spektakli – ” Mayday” – w prezencie. Dziś rano kasy wydawały bezpłatne wejściówki. Tłum był nieprzytomny! W godzinę nie było ani jednego miejsca i mam nadzieję, że ci którzy dostali się na ten urodzinowy – popołudniowy – spektakl  będą zadowoleni.

Wszystkiego dobrego dla Państwa.

Zdjęcia Kasi Chmury– Cegiełkowskiej z dzisiejszego poranka, z momentu wydawania wejściówek.

Spektakle postawione od początku istnienia:

Maksym Gorki, WASSA ŻELEZNOWA, Data premiery: 16 stycznia 2010

Jan Brzechwa, ZIELONE ZOO, Data premiery: 27 lutego 2010

Molier, SZELMOSTWA SKAPENA, Data premiery: 12 września 1996 – 2 lutego 2010 w Och-Teatrze

Maciej Kowalewski, MISS HIV, Data premiery: 26 lutego 2005 – od 2010 w Och-Teatrze

Rujana Jeger, DARKROOM, Data premiery: 15 marca 2006 – od 2010 w Och-Teatrze

Pavel Kohout, WOJNA NA TRZECIM PIĘTRZE, Data premiery: 10 listopada 2006 – 4 lutego 2010 w Och-Teatrze

Michał Walczak, TO NIE JEST KRAJ DLA WIELKICH LUDZI, Data premiery: 4 października 2008 – 1 lutego 2010 w Och-Teatrze

Marie Jones, KAMIENIE W KIESZENIACH, Data premiery: 9 listopada 2009 – 30 stycznia 2010 w Och-Teatrze

Marie Jones, KAMIENIE W KIESZENIACH, Data premiery: 9 listopada 2009 – od 2010 w Och-Teatrze

Michał Walczak, DUCH PIKADORA. POWRÓT LEGENDY, od 2010 w Och-Teatrze

Krystyna Janda, PIOSENKI Z TEATRU, Premiera w 1998 – od 2010 w Och-Teatrze

Denis Diderot, KUBUŚ FATALISTA I JEGO PAN, Data premiery: 27 marca 2010

Agnieszka Osiecka, BIAŁA BLUZKA, Data premiery: 4 czerwca 2010

Jerzy Andrzej Masłowski, ZAŚWIATY CZYLI CZY PIES MA DUSZĘ?, Data premiery: 28 czerwca 2010

Robin Hawdon, WEEKEND Z R., Data premiery: 27 listopada 2010

Teatr Montownia, WSZYSTKO, CO CHCIELIBYŚCIE WIEDZIEĆ O TEATRZE, A BOICIE SIĘ ZAPYTAĆ, Data premiery: 5 grudnia 2010

Jan Wołek, TACY DUZI CHŁOPCY, Data premiery: 14 stycznia 2011

Richard O’Brien, THE ROCKY HORROR SHOW, Data premiery: 1 kwietnia 2011

Stanisław Ignacy Witkiewicz, W MAŁYM DWORKU, Data premiery: 17 czerwca 2011

Matei Visniec, AAA ZATRUDNIMY CLOWNA, Data premiery: 28 października 2011

Ray Cooney, MAYDAY, Data premiery: 18 marca 2012

Michael McKeever, POCZTÓWKI Z EUROPY, Data premiery: 12 maja 2012

Graham Linehan, TRZEBA ZABIĆ STARSZĄ PANIĄ, Data premiery: 8 lipca 2012

Maciej Kowalewski, WĄSY, Data premiery: 20 września 2012

Krzysztof Materna, CZAS NAS UCZY POGODY, Data premiery: 30 grudnia 2012

Aleksander Fredro, ZEMSTA, Data premiery: 14 lutego 2013

Ray Cooney, MAYDAY 2, Data premiery: 28 maja 2013

Kilburg Reedy, PIERWSZA DAMA, Data premiery: 21 września 2013

Jacek Chmielnik, ROMANCA, Data premiery: 19 października 2013

Amy Conroy, ALICJA ALICJA, Data premiery: 16 listopada 2013

Ray Cooney, PRZEDSTAWIENIE ŚWIĄTECZNE W SZPITALU ŚW. ANDRZEJA, Data premiery: 13 grudnia 2013

Miloš Forman, Jaroslav Papoušek, Ivan Passer, MIŁOŚĆ BLONDYNKI, Data premiery: 24 kwietnia 2014

Szymon Majewski, ONE MĄŻ SHOW, Data premiery: 13 czerwca 2014

Frédéric Sabrou, UWAGA… PUBLICZNOŚĆ!, Data premiery: 5 lipca 2014

Szymon Turkiewicz, współpraca: Magdalena Engelmajer, STOSUNKI PRAWNE, Data premiery: 20 września 2014

Noël Coward, UPADŁE ANIOŁY, Data premiery: 17 grudnia 2014

Henry Lewis, Jonathan Sayer, Henry Shields, PRAPREMIERA DRESZCZOWCA, Data premiery: 5 marca 2015

Eric Chappell, TRUCICIEL, Data premiery: 28 maja 2015

Terrence McNally, MARIA CALLAS. MASTER CLASS, Data premiery: 3 września 2015

SZYMON MAJEWSKI – WIECZÓR fOCHu ODC. 1, Data premiery:  styczeń 2016

Czesław Mozil, CZESŁAW – SPOWIEDŹ EMIGRANTA, Data premiery:  9 stycznia 2016

Oleg i Władimir Presniakow, UDAJĄC OFIARĘ, Data premiery: 8 stycznia 2016

Na motywach opowiadania Mikołaja Gogola, NOS, Data premiery: 24 kwietnia 2016

Lewis Carroll, ALICJA PO DRUGIEJ STRONIE LUSTRA, Data premiery: 28 maja 2016 (w Teatrze Polonia)

Igor Sawin, KTO NAS ODWIEDZI, Data premiery: 16 czerwca 2016

Szymon Majewski, Łukasz Sychowicz, Marcin Sońta, CHAMLET, Data premiery: 30 lipca 2016

Richard Harris, LEKCJE STEPOWANIA, Data premiery: 20 grudnia 2016

 

08
Styczeń
2017
20:04

Seweryna i Teofila - wszystkiego dobrego

Pobyt nad morzem bajka. Prezent i nagroda po ciężkim roku. Odnowa ciała, duszy i nerwów. Wróciłam dalej lekko splątana, ale gotowa do pracy i rozplątywania. Smutna wciąż na temat sytuacji zewnętrznej, ale mojej nici Ariadny nie zgubiłam.
Wszystkiego dobrego. Od wtorku gram nieprzerwanie.

02
Styczeń
2017
16:28

Izydora i Makarego - wszystkiego dobrego

Z Zuzią podróż sentymentalna. Dla niej całe to wybrzeże, Jurata, Chałupy, Hel to tysiące wspomnień i ludzi. Dla mnie wszystko to nowości. Byłam tu raz, dwa, zawsze jak po ogień przy okazji pracy.
Chodzimy i chodzimy, Zuzia opowiada. Każdy dom, każde drzewo, kamień, droga, widok, wywołuje lawinę wspomnień i anegdot. Zaczarowana podróż.

30
Grudzień
2016
10:38

Eugeniusza i Sabiny - wszystkiego dobrego

Mili Państwo, ten czas miedzy Świętami a Nowym Rokiem, to zwykle czas podsumowań i refleksji. Można by długo pisać ale jakoś opanowały mnie szare myśli. Nie chcę Państwu psuć radości jaka powinna towarzyszyć takim chwilom. Załączam więc tylko podsumowanie roku 2016 które powstało w naszej Fundacji i serdecznie Państwa pozdrawiam, życząc dobrego roku 2017. Dla Was, Waszych Rodzin i Przyjaciół.
Życzenia wszelkiego dobra i podziękowania dla naszych Widzów i Przyjaciół naszych teatrów. Szczególne życzenia dla Wszystkich Tych, którzy zmagają się z chorobą, troskami trudnymi do udźwignięcia, samotnych, potrzebujących wsparcia i w jakikolwiek sposób dotkniętych losem lub wykluczonych. Dobrego Roku.
Wszystkim pracownikom i współpracownikom naszej Fundacji kłaniam się nisko i wysyłam najlepsze, najserdeczniejsze myśli i najpiękniejsze podziękowania, za serce i pracę. Bardzo dziękuję.

27
Grudzień
2016
23:17

Kosmy i Damiana - wszystkiego dobrego

Dziś mój ostatni spektakl w tym roku. Gram dopiero 10 stycznia ” Matki i synów”.
W Muzeum Narodowym otworzono na drugim piętrze wspaniałą wystawę Galeria Sztuki Dawnej, europejskie i staropolskie rzemiosło artystyczne, malarstwo i rzeźba od CV do XVIII wieku. Wspaniała.
Umarła Małgosia Szurmiej.Straszne. Teraz każdego właściwie dnia jakaś straszna wiadomość. Jak tu żyć?

27
Grudzień
2016
06:03

Kosmy i Damiana - wszystkiego dobrego

  1. W święta, przez nasz dom przewinęło się wielu ludzi, ale i zwierząt z nimi. Każdy przyjeżdżał z kotem lub psem. Nadal po domu oprócz naszych psów wędrują trzy koty-goście i świetnie, mimo że atmoisfera czasem jest podminowana, szczególnie w porach posiłków ( kupiłam na święta nie byle jakie prezenty do jedzenia dla gości). W każdym razie, sytuacja jest poprawna, nasze zwierzęta okazały się tolerancyjne i o dziwo gościnne, koty zostają do Trzech króli.
    Nie wychodzę z Internetu.
    Nie wychodzę z gazet.
    Nie wychodzę z książek.
    W sejmie i pod sejmem protest trwa.
    Dziś gram jeszcze SHIRLEY VALENTINE.
    W telewizjach nie-reżimowych powtórki moich filmów, nawet bardzo dawnych jak ” Golem”.
    Staram się chodzić codziennie na godzinny spacer. Włóczę się po okolicznych łąkach, drogach i wertepach a mimo to nie wychodzę ze społecznej, obywatelskiej i patriotycznej depresji.
    W Milanówku nie ma smogu.
    Dobrego dnia.
26
Grudzień
2016
07:55

Edward Kłosiński

zobacz zdjęcie

Dionizego i Szczepana - wszystkiego dobrego

Dziś dzień urodzin mojego męża. Gdyby żył miałby 74 lata. 5 stycznia 2017 roku minie 9 rocznica Jego śmierci.

Oto wywiad świąteczny dla telewizji TVN24 w całości, został nakręcony przy okazji próby dla mediów , przed premierą ” Lekcji stepowania”. Tu jego zapis.
Pozdrawiam i raz jeszcze wszystkiego świątecznego bo święta trwają. Dziś już gram , dziś i jutro w Teatrze Polonia. W Och-Teatrze ” Lekcje stepowania”.
Niech Wam będzie życie lekkie a świat spokojny i sprawiedliwy.Czekamy na Nowy Rok.

MARTA KULIGOWSKA: Spotykamy się przy okazji świąt i premiery „Lekcji stepowania” najnowszej sztuki w pani reżyserii. To jest sztuka nie tyle o tańcu, co o tym, na ile taniec może pomagać, leczyć, być terapią. Ja się zastanawiam, czy taka zbiorowa terapia nie przydałaby się teraz Polsce.

KRYSTYNA JANDA: Pewnie tak. Wątpię tylko czy taniec by tu pomógł. Przyjaźń i wzajemne zrozumienie, słuchanie się, na pewno. Rzeczywiście w tym spektaklu na scenie są wszystkie „problemy” ludzkie, które mamy dookoła siebie i o których coraz częściej się mówi. Każda z tych kobiet ma jakiś inny „ból” z którym, nie potrafi sobie dać rady, ze sobą, ze światem i z tym problemem. Przychodzi więc na lekcje tańca.

MK: Co teraz przydałoby się Polsce, patrząc na to co dzieje się na ulicach, co dzieje się za oknem, co dzieje się z nami? Pytam o to Krystynę Jandę „kobietę wolności 25-lecia”.
Dokąd to wszystko zmierza?

KJ: Myślę sobie, że po raz pierwszy w życiu, a kilka dni temu skończyłam 64 lata, mam poczucie, że żyją tu dwa obce sobie narody. Obcy sobie ludzie, inaczej myślący, z zupełnie innymi priorytetami, z zupełnie innymi celami, zupełnie innymi rzeczami, które sprawiają im radość i przyjemność. Zupełnie innymi sposobami, nie tylko myślenia, ale także traktowania świata, ludzi, wszystkiego dookoła. Nigdy wcześniej tego nie widziałam, czy nie zauważyłam. Za komuny, było kilku komuchów, cyniczny nie ideowy aparat represji a po drugiej stronie, my – czyli uciśniony, niewolny naród. Teraz? Są prawdziwi Polacy i my pogardzani i wyzywani przez tamtych. Jesteśmy sobie obcy w jednej rodzinie, przy jednym stole, nawet w jednym łóżku.

MK: A czy Święta są dzisiaj święte?

KJ: Nie, emocje są tak duże, że nie potrafimy „odpuścić”, nie potrafimy pogodzić się, nie potrafimy zrozumieć. Wczoraj wysłuchałam historii małżeństwa, które jest po obu stronach, mają dzieci, dom, wspólne łóżko i całkowicie odmienne poglądy. Pomyślałam, że o tym trzeba napisać sztukę teatralną, zrobić film, oni nie potrafią już porozumieć się ze sobą w ogóle. Nawet na temat dzieci, na temat szkoły, czego te dzieci powinny się uczyć … W obrębie jednego domu wojna, szlaban, niemożność wspólnego życia. Jak może to zrobić ten świat dookoła, ta Polska teraz, ludziom, którzy tak niedawno się kochali, zrobiliby dla siebie wszystko, mają wspólne dzieci…

MK: Może święta to czas pojednania, może zasiądą do wspólnej wigilii?

KJ: To się łatwo mówi. Wśród moich znajomych jest wielu którzy nie jadą na święta do rodziny, bo nie chcą przeżyć tych rozmów, tych konfliktów. Wolą nie spotykać się w tym roku, nie składać sobie życzeń osobiście, niż rozmawiać na temat polityki. Bardzo wielu ludzi robi uniki, wyjeżdżają gdzieś, uciekają, żeby tylko nie spotkać się z najbliższymi i nie musieć się konfrontować. Straszne. Szukają choć trochę spokoju.

MK: Zastanawiam się czym w takim razie dzisiaj jest odwaga? Bo czasy są też takie, że trudno milczeć. Pani nie milczy, zabiera głos. Nawet niewinne Pani wpisy w Internecie stają się manifestem…

K.J: Słyszałam historię o dziewczynie, która owinęła się tęczową flagą i weszła w agresywną demonstrację ONR-u. Zrobiła to 18-latka, weszła zawinięta w tę flagę w sam środek jadu. I podobno wszyscy zgłupieli. To jest odwaga. Protest, desperacki protest. To mi imponuje.
Nikt nie ma pomysłu co dalej z naszymi konfliktami. Z bitwą o Polskę i o nasze przyszłe życie. Trzeba naprawiać, tylko kto teraz miałby to zrobić i w jaki teraz sposób? Sprawy zaszły daleko. Bardzo się wszyscy poróżniliśmy, nawet znienawidziliśmy. Musimy się wszyscy pogodzić, czy chcemy czy nie. Raczej, jakoś ułożyć. Na razie idziemy dwiema drogami, które się dramatycznie rozchodzą, a musimy się gdzieś zejść. A potem nie ujawnić poglądów? Straszne.

MK: A czy to, co się dzieje w Polsce, ma wpływ na publiczność, która przychodzi do teatru?

K.J: Po pierwsze mamy naprawdę dużo widzów i bardzo nas to cieszy. Na wszystkich spektaklach mamy pełne sale. I ludzie dają nam odczuć, że czujemy i myślimy podobnie. Ja sama czuję to najbardziej, kiedy gram „Danutę W.” W trakcie spektaklu widzowie przez dwie godziny oglądają wiele dokumentalnych zdjęć, dokumentalnych filmów dotyczących Solidarności, stanu wojennego, historii współczesnej Polski. I jest kamienna cisza. Pani Danuta Wałęsa w swojej książce, miała odwagę powiedzieć wiele bardzo ważnych, trudnych rzeczy, które teraz ja mówię ze sceny. -„My Polacy jesteśmy narodem marnym, małostkowym, umiemy walczyć ale nie umiemy utrzymać naprawdę wielkich spraw…”. Mam wielokrotnie podczas tego spektaklu, uczucie że po wielu wspomnieniach, zdaniach, słowach, robi się czarna dziura, tak jak się paliła kiedyś taśma filmowa… Robi się jeszcze cięższa czerń i cięższa cisza.
Mówię ze sceny o papieżu Janie Pawle II – „dzięki niemu mamy wolność i każdym dnem, słowem i czynem powinniśmy mu za to dziękować, starać się, żeby było dobrze, bo to on dał nam wolność”. Mówię o pani Annie Walentynowicz, o której Danuta mówi w książce z żalem ale bez niechęci. I mówię o konfliktach, nieporozumieniach, wzajemnych pretensjach, które się pojawiły tuż po strajku, już we wrześniu 80 roku – „Tak było najpierw – walka o wolność… a potem ci sami ludzie, zaczynali się kłócić, mieć do siebie pretensje, żal . Chwilę później.”

MK To takie typowo polskie, nasza cecha a raczej narodowa wada…

K.J: Jak mówię na przykład takie zdanie: „Gdyby ludzie byli tacy dla siebie, jak wtedy w Gdańsku, na Wybrzeżu, to jaki to byłby kraj! Ludzie byli tak dla siebie życzliwi, obcy ludzie przechodzili ulicą i uśmiechali do siebie bez powodu, coś ich połączyło. Solidarność”. Kiedy to mówię, chce się i mnie płakać, po prostu.
Ale muszę też opowiedzieć coś innego. Grałam „Danutę”, kiedy były te ostatnie wydarzenia sejmowe. Zaczęłam o godzinie 19. Ciemna widownia, pełno, milczenie …. I nagle ok. 19:20 ludzie zaczynają zapalać telefony. Ja stoję i w tej czarnej przestrzeni widzę, światła, jeden telefon, drugi, trzeci – pomyślałam – kurcze, coś się dzieje, w Polsce! A oni czytają, wyłączają, włączają czytają, wyłączają. Myślę – cholera coś się dzieje w kraju, a ja tu gram! Wpadłam szybko do garderoby po pierwszym akcie i zobaczyłam – chodźcie pod sejm! Przychodźcie! Ludzie się organizowali, nawoływali. Myślę – jak ja wyjdę do drugiego aktu? No, ale wychodzę, cała sala wróciła, ale mieli bez przerwy telefony otworzone. Włączyły się dodatkowe emocje, przyśpieszyłam, skracałam, żeby już poszli jeśli chcą, jeśli muszą…. To był niesamowity spektakl. Nagle to wszystko zobaczyłam, te dwie historie dawna i aktualna, spotkały się na moich oczach.

MK: U widzów zdarzają się łzy – widziałam. Owacje na stojąco też, chyba zawsze, bo to niezwykły spektakl. Dlatego warto co wieczór wychodzić na scenę?

K.J: Oj warto. Warto rozmawiać z ludźmi w teatrze. Można to robić na swoich, teatralnych zasadach. Jeżeli jest się dobrym aktorem, jeżeli ludzie słuchają, to można ludziom powiedzieć czy opowiedzieć, uświadomić, dużo ważnych rzeczy. W tym zawodzie naprawdę jest jakieś posłannictwo. Nie ma co tu żartować. Pamiętam jak kiedyś zaprotestowałam, kiedy u mnie w Teatrze Polonia reżyser Przemysław Wojcieszek chciał, żeby pozytywny bohater krzyczał: „kocham ćpać”! Powiedziałam: „W moim teatrze żaden pozytywny bohater nie powie: kocham ćpać. Wyrzucam ten tekst. Albo niech to powie postać negatywna. I wtedy Wojcieszek się na mnie zdenerwował i pobiegł na skargę do dziennikarzy. A idź i powiedz, a w moim teatrze ja się na to nie zgadzam. Niby nic, niby zabawne, dla mnie ważne, wszystko jest ważne , ogólna wymowa i każdy szczegół tego, co i jak tu mówimy.

MK: Teatr to misja, ale też odpowiedzialność za ludzi których się zatrudnia. Czy opowiedzenie się Krystyny Jandy po jeden stronie tego polsko – polskiego konfliktu może jakoś negatywnie wpłynąć na sytuację teatru?

KJ: Widzimy co się dzieje dookoła. Zobaczymy, co będzie dalej. Bo wie Pani, zlikwidować, zamknąć teatr, to proste? Tak jak zamknęli w Białymstoku – przyszedł pan strażak i powiedział, że przepisy bezpieczeństwa nie pozwalają i to jest krótka piłka…Dlatego zrobiliśmy nową instalację przeciwpożarową z nowymi atestami. ( śmiech)
No ale póki co gramy i ludzie przychodzą, jest dobrze. Co ciekawe, przychodzą ludzie z obu stron, a raczej dwóch dróg.

MK: Siła rażenia Pani słów jest duża… Wystarczył jeden wpis o czarnym marszu, by zmobilizować kobiety do tego by wyszły na ulice. To zrodziło się szybko, spontanicznie i na niespotykaną skalę…

K.J: Taki był moment. Sytuacja tak nabrzmiała i desperacja pomieszana z upokorzeniem, oburzeniem, poniżeniem, a nie było wyrazistego pomysłu, co z tym zrobić. Takiego prostego, jednoznacznego. Przeczytałam, że był taki protest kobiet, lata temu, skuteczny, (w Islandii – red.) i pomyślałam, a może by tak …? Napisałam o tym, zadałam proste pytanie: „Czy istnieje solidarność kobiet?” I buch! To się stało. W tym momencie zresztą przekonałam się jaka tam w środku jest siła… i emocji i siła organizacyjna. 20 minut później miałam pierwsze znaki o planach tego protestu.

MK: Za kilka dni koniec roku, 2016 już prawie za nami, jaki to był rok dla Pani?

K.J: Pierwsza połowa super. Druga połowa najgorszy czas od dawna. Dla mnie i dla wielu, był to rok okropny. Kiedyś pamiętam, tuż po zmianach 89 roku, mówiliśmy w telewizyjnych akcjach społecznych: Jesteśmy wreszcie we własnym domu… Teraz nie jesteśmy. Odmawia mi ktoś ojczyzny, miana patriotki, Polki, obywatelki, wolnej kobiety, decydującej o swoich poglądach, życiu, ciele, wierze, -wypierd… piszą, wyzywają, szkalują, niezasłużenie i bezkarnie. Nienawidzą, tak czuję niestety, jest mi teraz często źle tu i smutno. Nie wiedziałam, że ludzie potrafią tak nienawidzić. Koło mnie przechodzi ktoś i po prostu pluje na mój samochód, bo widzi, że ja z tego samochodu wysiadam… Ja oskarżam tę władzę o to, że ktoś pluje na mój samochód. Dotąd nikt nigdy nie napluł na mój samochód z nienawiści. Oskarżam o to nasze władze. Bo powiedzieli że im wolno, co więcej podjudzili ich.

MK; To był trudny rok dla wszystkich z różnych powodów.

K.J: Jest taka gorycz, która się urodziła. To jest jak zgaga, ale niestety nie ma na to żadnej pastylki.

MK: Rok 2016 też wielka strata dla polskiej kultury i polskiego kina. Odszedł Andrzej Wajda, o którym pani mówi: „stworzył mnie jako człowieka i jako aktorkę”.

KJ: Tak sobie myślę, że gdyby on żył, jeszcze by można zadzwonić, porozmawiać o Tym. Teraz dzwonię do Krysi Zachwatowicz. Strasznie smutne, że go nie ma.
Chciałam wspomnieć jeszcze jedną rzecz, uświadomiłam sobie, że wtedy, gdy go zabierali do szpitala, na cztery dni przed śmiercią, ja byłam tam pod furtką na Żoliborzu. Wcześniej, przed chwilą, rozmawiał ze mną przez telefon i jak zwykle pytał – „Jaki film teraz byś zrobiła? O czym? Wszystkich pytał. A ja powiedziałam: – „Andrzej, chyba czas na trzeciego człowieka”.

MK: A kino się upomina o Krystynę Jandę?

K.J: Nie. Dostaję do ewentualnego grania rzeczy, które mi się nie podobają. Jak już jest coś ciekawego i mi się podoba, to uważają, że jestem za stara. Trzeba coś dla starej napisać. (śmiech)

MK: Jakaś odrobiną optymizmu na przyszły rok? Jakieś życzenie, marzenie, plany które pozwalają z nadzieją patrzeć na 2017 rok? Czego życzy sobie Krystyna Janda?

KJ: Chciałabym, żeby inni chcieli dobrze. Bo jedni uważają, że chcą dobrze, drudzy uważają, że chcą dobrze, ale jest przecież takie „dobrze”, które jest bezwzględne. Jak wzorzec metra w Sevres.

MK: Dobrze dla kogo? Dla siebie czy dla Polski?

K.J: Dla Polski. W ogóle już nie myślę o sobie. Od jakiegoś czasu myślę tylko o Polsce. Budzę się i zasypiam z Polską. Jak wielu, jak wielu, teraz. Ale kiedy myślimy o Polsce, myślimy o sobie przecież także.

MK: To może dobrą puentą naszej rozmowy będzie ostatnie zdanie ze spektaklu „Danuta W.” – „Chciałabym, żeby Polska była szczęśliwa” …

KJ: Jak to grałam wcześniej, to nawet trochę wstydziłam się to mówić, że to niby takie… jak ktoś ostatnio powiedział „ nieeleganckie”, miłość do ojczyzny, to zbyt intymne wyznania. A teraz mówię to wyraźnie i dobitnie, ponieważ zmieniła się sytuacja (…) Napisałam nawet do prezydenta. Bo gdzie jest prezydent? Ratunku! Przecież przysięgał Pan być prezydentem wszystkich Polaków. My potrzebujemy pomocy, ratunku! Napisałam bez wiary i miałam rację.

MK: Odpisał?

KJ: Nie. Przez moment coś udawał. A potem podpisał wszystko, bez chwili wahania i bez refleksji. To wszystko jest jakby ktoś nam pluł w twarz, co ja zrobiłam, dlaczego jestem gorsza, niegodna, zła? Bo myślę inaczej?
Dobrego nadchodzącego roku.

© Copyright 2017 Krystyna Janda. All rights reserved.