23
Kwiecień
2009
00:04

Z podziwem patrząc na Krystynę Jandę. Paweł Szajda, gwiazda „Tataraku”

Z podziwem patrząc na Krystynę Jandę. Paweł Szajda, gwiazda „Tataraku”
23 kwietnia 2009

Jego oboje rodziców są Polakami, on sam urodził się już w Stanach Zjednoczonych. O aktorstwie marzył jeszcze w szkole średniej. Pierwszą poważną rolę zagrał w „Pod słońcem Toskanii”, znamy go też z serialu „Generation Kill: Czas wojny”. Teraz o dwudziestosiedmioletniego Pawła Szajdę poprosił sam Andrzej Wajda, powierzając mu rolę w swym najnowszym filmie „Tatarak”. Między innymi o tym wydarzeniu rozmawialiśmy z odtwórcą postaci Bogusia w kolejnej adaptacji prozy Jarosława Iwaszkiewicza.

Artur Cichmiński: Często bywasz w Polsce?

Paweł Szajda: Teraz już nie. Częściej bywałem kiedy byłem młodszy i miałem szkolne wakacje. Przyjeżdżałem wtedy na miesiąc, dwa. Od paru już jednak lat tego nie robię. Na dłużej byłem tutaj jeszcze podczas studiów i na kursie językowym organizowanym przez UJ.

Podczas konferencji prasowej po projekcji filmu „Tatarak” powiedziałeś, że ten film jeszcze bardziej Cię przekonał, aby być aktorem.

Już praca przy tym obrazie była wyjątkowa. Patrzyłem pełen podziwu na to, jak pracowała pani Krystyna Janda, która wkładała do swej roli część swego życia i cały czas próbowała zrobić coś lepiej i lepiej. Jej osoba to, co przeżyła, bardzo mnie zafascynowało. Stała się dla mnie przykładem do naśladowania. Urzekła mnie siła jej aktorstwa, jak i sama osobowość. To wszystko jeszcze bardziej przekonało mnie do tego zawodu.

Jak w takim razie wyglądało spotkanie z Mistrzem, Andrzejem Wajdą? Nie paraliżowało Cię poznanie legendy kina?

Na początku, jeszcze przed przyjazdem na zdjęcie próbne. Potem również na krótko przed samymi zdjęciami, jednak pan Andrzej potrafił bardzo szybko mnie uspokoić. Rozmawialiśmy może przez piętnaście minut, podczas których nie pytał mnie o postać i scenariusz tylko o moją rodzinę, o mnie samego. Był bardzo ciekawy kim jestem. To mnie naprawdę uspokoiło, kiedy Andrzej Wajda patrzył na mnie nie tyle, jak na aktora, co na osobę. Od tamtej pory nie miałem już żadnych problemów z odnalezieniem się na planie.

Andrzej Wajda znany jest z tego, że chroni i dba o swoich aktorów, wytwarza taką rodzinną atmosferę. Poczułeś to również?

Coś w tym jest. Pan Andrzej stawia bardzo wyraźnie na współpracę. Wie, że robiąc film naprawdę wspólnie, będzie on lepszy.

Czy po tym filmie coś się zmieniło w Twoim zawodowym życiu?

Mam nadzieję, że coś się dopiero zmieni. Moim sukcesem jest już to, że mogłem spotkać się z tymi wszystkimi ludźmi. Nigdy nie myślałem, że coś takiego mi się przydarzy.

Kiedy otrzymałeś propozycję zagrania w „Tataraku”, wiedziałeś kto w nim gra?

Wiedziałem tylko, że bierze w tym udział pani Krystyna Janda. O reszcie dowiedziałem się później. To jest zresztą ciekawe w samym aktorstwie. Nigdy nie wiadomo, co i jak się ułoży, kogo spotka się na swej drodze. Po tym jak skończyłem „Pod słońcem Toskanii” mogłoby się wydawać, że po pewnym sukcesie tego filmu będzie mi łatwiej. Wcale tak nie było. Dalej muszę po prostu walczyć o kolejne role. Trzeba chodzić na castingi i robić wszystko, by przekonać reżysera, że jest się najlepszą osobą do tej czy innej roli. Jeśli to się uda, masz rolę.

Czy udział w tym filmie był też dla Ciebie jakąś nauką zawodu, czymś nowym wobec tego, co doświadczyłeś za oceanem?

Wydaje mi się, że przy każdym filmie uczymy się czegoś nowego. Nie mniej jednak ta praca, zarówno tu czy gdziekolwiek indziej, nie różni się w zasadzie niczym. Wszędzie na planie jest tak samo. Każdy musi być profesjonalistą w tym, co robi. Aktor przygotowuje się do swojej roli tak, jak umie. Chodzi o to, żeby efekt był potem zadowalający na ekranie. Tego każdy powinien wymagać przede wszystkim od siebie.

Pawle jaki miałeś w kontakt z polskim kinem czy w ogóle ze sztuką? Przecież nazwiska Wajda czy Janda nie były Ci bynajmniej obce?

Tak to prawda znałem te nazwiska. W USA nie miałem też zbyt dużych problemów z poznawaniem polskiego kina, ale to dzięki rodzicom. Co prawda niechętnie patrzyli na to bym oglądał telewizję, ale jeśli jakiś tytuł był grany niedaleko w kinie, wtedy mnie ze sobą zabierali. Pożyczaliśmy również kasety, ale to już nie to samo, co zobaczyć pełen obraz na dużym ekranie. Jest coś magicznego w ciemnej kinowej sali i we wspólnym przeżywaniu filmowego dzieła. Gdybym mógł w taki sposób zobaczyć więcej polskich filmów na pewno byłoby lepiej, ale musiało mi wystarczyć to, co było.

„Katyń” zobaczyłeś w kinie?

Tak, w kinie. Miałem wtedy lecieć do Kalifornii, tymczasem pokaz był tylko w jednym kinie na Manhattanie, ale musiałem pójść i ten film zobaczyć. Wcześniej będąc w Polsce oglądałem go na DVD, jednak to nie to samo. To było naprawdę wzruszające przeżycie. Poza tym rok temu w Nowym Jorku odbywał się przegląd 32 filmów Andrzeja Wajdy. Obejrzałem tam raz jeszcze „Człowieka z marmuru”, gdzie gra pani Krystyna Janda, a którą chciałem pokazać też moim kolegom. Poza tym wspaniałą, epicką „Ziemię obiecaną”.

Jesteś gotów na oferty pracy w Polsce?

Oczywiście, że tak. Bardzo chciałbym dalej tutaj pracować. Uwielbiam ten kraj, chcę być też bliżej, naprawdę licznej, rodziny. Moi kuzyni zaczynają się żenić, niektórzy mają już dzieci, dobrze byłoby być blisko nich.

Masz już jakieś propozycje z Polski

Są takie. Nie ma jeszcze nic konkretnego, ale prowadzone są rozmowy. Mam propozycje z Polski, ale też i ze Stanów.

Czyli jest szansa, że niedługo znów zobaczymy Cię w polskiej produkcji?

Tak.

Dziękuję Ci za rozmowę.

Stopklatka

© Copyright 2017 Krystyna Janda. All rights reserved.