16
Listopad
2007
00:11

W moim teatrze Polonia istnieje Bóg

Krystyna Janda: W moim teatrze Polonia istnieje Bóg

Dziś w stołecznym teatrze Polonia premiera sztuki „Bóg” Woody’ego Allena. O swojej prywatnej scenie, słabości do amerykańskiego reżysera i czterech miesiącach na planie filmu Wajdy „Tatarak” Krystyna Janda opowiada Magdalenie Rigamonti.

Lubi Pani Woody’ego Allena?
Uwielbiam. Przede wszystkim za umiejętność śmiania się z samego siebie i ze swoich osiągnięć. W Polsce niewielu stać na taką autoironię. Zapomnieliśmy, że można kpić z samego siebie i przy tym nic nie tracić ze swojej wartości.

Podobno Allen zagra w Pani sztuce?
Nie do końca. Widzowie usłyszą jego głos. W sztuce „Bóg” Woody Allen sam napisał dla siebie scenę – dzwoni do aktorów. Rozmawia z nimi.

I wpadła Pani na pomysł, że do Pani aktorów też mógłby zadzwonić?
Tak, uznałam, że nie ma rzeczy niemożliwych. Wystosowaliśmy odpowiednią prośbę do Ambasady Stanów Zjednoczonych w Warszawie, a tam ludzie zajmujący się kulturą szybko załatwili, by pan Allen nagrał odpowiedni tekst i przysłał nam do teatru. Zdziwiło mnie tylko, że poprosił o to, bym mu wysłała tekst tego telefonu. Po dwóch tygodniach miałam płytę z tekstem mówionym przez Allena. Słychać nawet, że nagrywał to na jakimś planie filmowym.

Allen w grudniu będzie w Polsce. Zaprosiła go Pani na swój spektakl?
Nie, bo po pierwsze wtedy nie gramy „Boga”, a po drugie nie chcę zawracać mu głowy (śmiech).

Dwa lata temu zamierzała Pani wystawić „Boga” na inaugurację Dużej Sceny teatru Polonia.
Zdecydowała się jednak Pani na klasyczne „Trzy siostry” Czechowa. Dlaczego?

Bo wydawało mi się, że tak będzie po prostu lepiej. Gdybym zaczęła od „Boga”, „zafałszowałabym” trochę przesłanie i przeznaczenie Dużej Sceny. Dałabym do zrozumienia, że chcę robić teatr tylko komediowy, a takiego zamiaru nigdy nie miałam.

Słyszałam, że czytała Pani „Boga” i od razu Pani wiedziała, kto powinien zagrać konkretne role. Czy to taka reżyserska intuicja?
Pewnie także, ale Allen dał dokładne wskazówki, kto jaką rolę powinien zagrać. Napisał na przykład: uznani aktorzy komediowi. Zaangażowałam więc najlepszych.

Co Panią najbardziej śmieszy w tej sztuce?
Wyobraźnia i poczucie humoru Woody’ego Allena, jak każdego z jego wielbicieli. W naszym spektaklu śmieszą mnie także moi koledzy aktorzy, którzy grają w „Bogu”. Czarek Żak, Wiktor Zborowski, Piotr Machalica i czterech aktorów teatru Montownia. Są niesamowici, szalenie otwarci i kreatywni. To, jaki kształt ma ten spektakl, jest w dużej mierze ich udziałem. Paweł Mykietyn skomponował muzykę, a Arek Kośmider zaprojektował dmuchaną scenografię. Poza tym pierwszy akt jest moim ulubionym – obawiam się tylko trochę, że to zabawa i skojarzenia naprawdę śmieszne dla wtajemniczonych, to znaczy tych, którzy znają teatr od kulis.

Dlaczego zdecydowała się Pani zaangażować do spektaklu właśnie aktorów teatru Montownia? Nie obawiała się Pani na przykład, że to ukształtowany zespół?
Znam ich wszystkie spektakle, są bardzo różne, są świetne. Kiedy postanowiłam, że będę wystawiać „Boga”, od razu wiedziałam, że teatr Polonia nie może sobie pozwolić na zaangażowanie tylu aktorów, ilu bohaterów stworzył Woody Allen. Pomyślałam, że każdy z czterech aktorów Montowni dostanie po kilka ról, a oprócz tego razem stanowić będą grecki chór. Zrobiłam specjalną adaptację, którą oparłam na talentach panów z Montowni.

I tak jak Allen parodiuje Pani teatr, naśmiewa się z niego?
Allen łamie konwencje. Przechodzi z jednej do drugiej. Miesza postaci, czasy i konwencje. Operuje paradoksami. Co jakiś czas na scenę wchodzi ktoś z innej sztuki. To opowieść o tym, jak dwóch Greków – aktor i autor – nie wiedzą, jak skończyć sztukę pod tytułem „Niewolnik”, a jednocześnie, mniej więcej w połowie sztuki, orientują się, że są postaciami w sztuce „Bóg” Woody’ego Allena. Ich „Niewolnik” jest przy tym piramidalną bzdurą.

A gdzie w tym wszystkim tytułowy Bóg?
W wielkich hasłach i ideach. Każdy z bohaterów sztuki ma pomysł, jak o nich opowiedzieć i nie muszę dodawać, że nic z tego nie wychodzi. Ta sztuka to wielka kpina Allena z nas, aktorów, reżyserów, ludzi teatru i samego teatru wreszcie. Głos w niekończącej się dyskusji o zadaniach i powinnościach sztuki i teatru. Wyśmiewa się z obowiązku wychowawczego, poznawczego, z mitycznego „przesłania” jakie powinna zawierać każda sztuka. A w pierwszym akcie Allen przeprowadza długi wywód, że to dramaturg jest bogiem, bo stwarza postać i decyduje, jak potoczą się jej losy.

Napisała Pani, że w teatrze Polonia Bóg istnieje. Jak mamy to rozumieć?
Jestem otoczona wspaniałymi ludźmi z wielką pasją i niesamowitą publicznością i w tym sensie w teatrze Polonia Bóg istnieje.

Jedna z bohaterek „Boga” rzuca, że teatr jest dla rozrywki i nie ma co zawracać sobie głowy jakimiś przesłaniami. Ma Pani poczucie, że przez te ostatnie trzy lata działalności teatr Polonia daje dobrą rozrywkę swojej publiczności?
Myślę, że rozrywkę również. Jednak bardzo uważam na to, jaki ta rozrywka ma poziom. Nie robimy sztuk, które nazywam „Cztery Bułgarki i rower w łóżku”, bo jakoś farsy na podrzędnym poziomie nie bardzo mnie bawią. Chociaż widziałam w świecie świetnie zagrane farsy. Świetne przedstawienia.

Zagrałaby Pani w takiej na wysokim poziomie?
Chętnie. Zagrać porządnie w dobrej farsie to wielka sztuka.

Szpera Pani i szuka tego rodzaju sztuki?
Nie szperam, bo nie mam czasu. W naszym teatrze nie ma kierownika literackiego, więc sama czytam sporo tekstów. Jeśli trafię na taką farsę, która moim zdaniem mogłaby być przyjemnością dla widzów teatru Polonia, to bez wahania ją wystawię. Nie nastąpi to jednak w tym sezonie, bo repertuar jest już dawno ustalony. Myślę już o kolejnych sezonach.

Czy teatr Polonia od kulis przypomina ten ze sztuki Allena?
Nie do końca. Chociaż, gdybym miała przerysować to, co się dzieje w Polonii na co dzień, znalazłoby się sporo wspólnych cech. Grupa ludzi, która związana jest z naszym teatrem, liczy już setkę. Znam ich wszystkich i uwielbiam. Można powiedzieć, że razem żyjemy, rozwiązujemy problemy i wspólnie się śmiejemy. Tu się rozgrywa komedia ludzka i to jest nadzwyczajne. Do niedawna odpowiadałam tylko za siebie i swoją rodzinę – teraz mam poczucie, że odpowiadam za całą stuosobową grupę i każdego z osobna.

W tym natłoku teatralnych obowiązków znalazła Pani czas, żeby zagrać główną rolę w najnowszym filmie Andrzeja Wajdy „Tatarak”…
Od razu wejdę pani w słowo i powiem, że nie znalazłam czasu, tylko musiałam przerwać wszystkie swoje zajęcia w teatrze Polonia. Nie było mnie w teatrze przez cztery miesiące. Przez ten czas nie robiłam nic innego. Pracowałam wyłącznie z Andrzejem Wajdą.

Ale chyba Pani nie żałuje?
Ależ skąd. „Tatarak” to prawdopodobnie najważniejszy film, jaki zrobiłam w życiu. I że takim będzie, wiedziałam od początku, z powodów zresztą pozaartystycznych.

http://www.polskatimes.pl/kultura/teatr … material_1

© Copyright 2017 Krystyna Janda. All rights reserved.