13
Grudzień
2006
04:12

Ukryliśmy „Przesłuchanie” pod śniegiem – R. Bugajski

Ukryliśmy „Przesłuchanie” pod śniegiem
Ryszard Bugajski, reżyser najsłynniejszego filmowego półkownika, odsłania kulisy przechowania taśm przeznaczonych do zniszczenia oraz zamkniętych projekcji dla przyjaciół i wrogów

kultura_a_2-1.F.jpg
Na planie – „Przesłuchanie”, październik 1981ARCHIWUM RYSZARDA BUGAJSKIEGO

Rz: Co pan robił 13 grudnia 1981 roku?

Ryszard Bugajski: – O siódmej rano obudziło mnie łomotanie do drzwi. To był mój asystent. Wściekły pytam: Nie mogłeś zadzwonić? A on ma oczy przerażone i mówi: „Telefony są wyłączone. Stan wojenny. Musimy ratować „Przesłuchanie””. Tydzień wcześniej mieliśmy bankiet z okazji zakończenia zdjęć. Pozostały dwie sceny do nakręcenia, montaż i udźwiękowienie. Obudziłem żonę, ubrałem się i pobiegliśmy do Wytwórni Filmów Dokumentalnych. Miałem zepsuty samochód, autobusy nie jeździły, więc brnęliśmy przez zaspy. Na ulicach czołgi. Przed wytwórnią kordony wojska. Nikogo nie wpuszczali. Wróciłem do domu, potem przyszli znajomi, przegadaliśmy całą noc.

A rano?

To był poniedziałek i etatowi pracownicy już mogli wejść. Po korytarzach chodzili żołnierze z karabinami. Dowiedziałem się, że wszystkie realizacje są zawieszone i trzeba oddać kamery. Mieliśmy jedną w szpitalu na Woli, gdzie chcieliśmy nakręcić narodziny córki bohaterki. Nasz operator Jacek Petrycki pojechałpo sprzęt, po drodze patrole zatrzymywały go kilka razy, ale mówił, że gna do porodu, więc go przepuszczali. A na miejscu okazało się, że trzy panie w szóstym miesiącu ciąży tak się zestresowały na wieść o stanie wojennym, że zaczęły rodzić. Dzięki temu mogliśmy nakręcić urodziny dziewczynki, która dziś ma 25 lat i chyba nie wie, że zagrała w filmie.

Co było potem?

Wiedziałem, że kiedy ubecja zacznie węszyć w papierach, to cały materiał szlag trafi. Obok hali produkcyjnej była budowa, a realizatorka dźwięku miała tam zaprzyjaźnionego inżyniera. Zaproponował, żebyśmy schowali taśmy pod papą i cegłami. Wszystko przykryliśmy śniegiem.

Nie bał się pan aresztowania?

Przez pierwsze dni zastanawialiśmy się, kiedy po nas przyjdą. Ale okazało się, że wojskowi nawet nie przejrzeli dokumentacji. Dali rozkaz przerwania produkcji i uważali, że mają problem z głowy. Po kilku tygodniach zaczęliśmy stopniowo wyciągać taśmy z kryjówki, montować i dodawać dźwięk. Odbyło się kilka projekcji dla członków Zespołów Filmowych, więc poszła fama, co to zafilm. Wiedziałem, że w końcu musi dojść do kolaudacji, po której więcej „Przesłuchania” nie zobaczę. Postanowiłem przegrać go na wideo, co było możliwe jedynie w wytwórni. Kasety załatwił mi przyjaciel z Ameryki, a specjalne pismo dostałem z produkcji „Matki Królów” Zaorskiego. Podmieniłem nalepki na pudełkach i po kilku godzinach oddałem film na przechowanie staremu przyjacielowi, który nie miał nic wspólnego ani z kinem, ani z „Solidarnością”.

Jak wyglądała kolaudacja?

Rzeź. Nietrudno było ją przewidzieć, więc wszystko nagrałem na dyktafonie. Zapis spotkania ukazał się w podziemnym piśmie „Wezwanie”. Ubecja była w szoku, że ktoś to nagrał. Zaczęło się śledztwo. Winnych nie znaleźli, chociaż wkrótce potem dostałem dyscyplinarne zwolnienie z pracy w Zespole Filmowym X.

Za co?

Za nielegalne skopiowanie filmu. Jeden z techników skojarzył, że nie mam nic wspólnego z „Matką Królów”. Odwołałem się do sądu pracy. Musiałem kryć także współpracowników, bo ubecy tylko czekali na dobry pretekst. Wmojej teczce w IPN jest ponad setka stron z donosami i ekspertyzami z tamtego okresu. Nie udowodniono mi przestępstwa, więc sprawę skierowano do sądu rejonowego. Moim obrońcą był Edward Wende, a pani sędzia okazała się być odporna na naciski, więc wygrałem. Tyle że zaraz potem odwołali Andrzeja Wajdę z kierowania zespołem. To był koniec tej firmy, więc i tak zostałem bez etatu.

Czy ubecy próbowali pana zmiękczyć?

Oczywiście. Pewien księgowy, który nigdy nie ukrywał, że opiekuje się filmowcami z ramienia Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, wziął mnie na rozmowę i mówi: „Pana kariera jest zakończona. Chyba że pan powie w telewizji, że Wajda pana namówił na ten film”. Władza nie mogła znieść, że oprawcami w „Przesłuchaniu” nie są ubecy, ale wojskowi. Podczas projekcji, na której wódka lała się strumieniami, jeden z peerelowskich prominentów rzucił kieliszkiem w ekran, krzycząc: „Ten sk… syn więcej niczego nie nakręci!”. Opowiadał mi to człowiek z podziemnej „Solidarności”, który siedział wtedy w kabinie projekcyjnej.

Dlaczego władze po prostu nie zniszczyły wszystkich negatywów?

Bo dowiedzieliśmy się, że mają taki zamiar i natychmiast wysłaliśmy pismo do ministra kultury. Komuniści starali się zachowywaćpozory, że nie są bandytami, więc otrzymaliśmy zapewnienie, że niczego nie zniszczą. Mało tego, w geście dobrej woli ministerstwo zezwoliło na wykonanie kopii wzorcowej. Projekcje próbnych kopii odbywały się w malutkim pokoju. Ścisk był niewyobrażalny, bo wszyscy chcieli zobaczyć film, który zaraz trafi na półkę. Wiem, że odbywały się też pokazy w akademiach wojskowych, gdzie „Przesłuchanie” stanowiło przykład wrogich działań opozycji. Kiedyś na stacji benzynowej podszedł do Jandy nieznajomy oficer i wyszeptał: „Widziałem, gratuluję”. Uścisnął jej rękę i uciekł. Taśmy opieczętowano i zaniesiono do magazynu. Tam przeleżały do 1989 roku.

rozmawiał Krzysztof Feusette


 

Niepublikowana wcześniej fotografia z prywatnych archiwów Ryszarda Bugajskiego, wykonana w czasie realizacji „Przesłuchania” na dwa miesiące przed stanem wojennym. Na pierwszym planie reżyser z nieodłączną wtedy fajką, w rogu widać Krystynę Jandę, odtwórczynię roli Antoniny Dziwisz, którą wojsko zamyka w więzieniu na warszawskim Mokotowie, by torturami wymusić zeznania obciążające przyjaciela. Reżyser w swoim scenariuszu scalił w jedną opowieść kilka autentycznych historii z lat 50.

 

kultura_a_2-2.F.jpg
Ryszard Bugajski reżyser filmowy i telewizyjnyRAFAŁ GUZ

Urodził się w 1943 roku w Warszawie. Ukończył filozofię na Uniwersytecie Warszawskim oraz reżyserię w łódzkiej Filmówce. Zaczynał jako asystent Krzysztofa Zanussiego przy filmie „Iluminacja”. „Przesłuchanie”, które było trzecim filmem w karierze Ryszarda Bugajskiego i czekało na premierę siedem lat, zdobyło potem nagrody na festiwalach w Cannes, Chicago, Belgradzie i Gdyni.

Wyemigrował do Kanady w 1985 r., gdzie reżyserował seriale telewizyjne i nakręcił film fabularny „Clearcut”. Wrócił do Polski po 10 latach. Ostatnio skupił się na realizacjach w Teatrze Telewizji. Recenzenci znakomicie przyjęli spektakle „Miś Kolabo”, „Niuz”, „Akwizytorom dziękujemy”, „Profesjonalista” oraz tegoroczny: „Śmierć rotmistrza Pileckiego”.

Obecnie pracuje nad trzema filmami. Pierwszy to superprodukcja o pogromie kieleckim w 1946 r., do której zdjęcia powinny rozpocząć się w przyszłym roku. Wcześniej nakręci „Proces przeciw miastu” – kolejną część cyklu „Waga i miecz”, prezentującego dzieje PRL poprzez procesy sądowe. Trzecia rzecz to film o generale Emilu Fieldorfie, zamówiony przez Stowarzyszenie Byłych Żołnierzy Armii Krajowej.

© Copyright 2017 Krystyna Janda. All rights reserved.