20
Wrzesień
2017
10:09

POMOC DOMOWA - mobilni.pl - wywiad 20.09.2017

zobacz zdjęcie

UCZYMY SIĘ ŚMIAĆ Z SIEBIE

UCZYMY SIĘ ŚMIAĆ Z SIEBIE

Rozmawiał: Jacek Górecki

20 września 2017

 Krystyny Jandy przedstawiać nie trzeba. To artystka totalna, która od lat na przemian bawi i wzrusza w swoich dwóch warszawskich teatrach. Ostatnio sięgnęła po tekst Marca Camolettiego i za jego sprawą ponownie wprowadza widzów w inny świat. Świat, w którym zapomina się o codzienności, by na chwilę się pośmiać. I właśnie z okazji premiery Pomocy Domowej porozmawialiśmy z aktorką.

 Co Panią dziś rozwesela, bawi?

 O, wiele rzeczy! Jestem chyba osobą chętnie, często się śmiejącą. Najchętniej z samej siebie, ale na pewno nie bawi mnie codzienność, choć i tu znajduję każdego dnia rzeczy wesołe. Na pewno lubię komedie i farsy w teatrze i bawi mnie praca nad nimi.

 A trudno dzisiaj jest rozśmieszyć widza?

 Chyba łatwo, nie wiem… Nam, w naszych teatrach to się raczej udaje. Och-Teatr jest sprofilowany jako teatr komediowy głównie i tak go prowadzę. Wydaje się z sukcesem. Zawdzięczam to oczywiście wielu wspaniałym aktorom, tuzom tego zawodu, którzy w komediach nie grają na co dzień, ale z nami wybierają się w te „podróże” artystyczne.  Cieszą mnie widzowie siedzący na długo przed spektaklami w kasach, czekający na możliwość kupienia wejściówek. Tak jest w zasadzie każdego dnia. To miłe, to daje poczucie sensu.

 Ten śmiech trzeba też rozgraniczyć czasami siedząc na widowni obserwuje, jak widzowie reagują na to, że znany, lubiany aktor wychodzi na scenę, albo zostanie rzucone przekleństwo. Pytanie czy potrafimy się śmiać z samych siebie?

 Uczymy się śmiać z siebie. Myślę, że z powodzeniem. Nigdy nie byłam zwolenniczką koturnowego, nieludzkiego teatru. Każdy spektakl jest rozmową z publicznością, dialogiem z nimi, z kimś bliskim, szanowanym, z ludźmi, dla których pracujemy. Różnorodność naszego repertuaru i naszych propozycji, tematów do dialogu i rodzajów porozumiewania się mam wrażenie jest duża.

 Pomoc Domowa Marca Camolettiego mimo iż jest farsą, to dla mnie taka aktualna gorzka prawda, że potrzeba przewrotu, zdrady, żebyśmy mogli zrozumieć nasze błędy i się w końcu zjednoczyć.

 Farsa to farsa, gatunek stary jak teatr i bardzo trudny. Ma być przyjemnie i tyle. Miły wieczór w teatrze dla zapomnienia, rozrywki i zabawy. Tyle. Zdrady małżeńskie są tematem wielu tekstów teatralnych, w farsie nie przykładamy do nich żadnych miar moralnych, po prostu bawimy się sytuacjami i charakterami.

 W tym spektaklu mówicie też sporo o interesowności, o płaceniu za milczenie.

 O, pieniądze są atrakcyjnym „rekwizytem” wielu fars. Ale nie przykładałabym w tym wypadku żadnych głębszych znaczeń do faktu płacenia za milczenie. – Pan chce kupić moje milczenie? – mówię ze sceny – To będzie drogo. I tylko tyle. Wszystko ze śmiechem i bez żadnych ceregieli.

 Często spotykam się z opinią, szczególnie młodych ludzi, którzy dopiero zaczynają w tym zawodzie, że w farsie grać to wstyd. A może właśnie to strach przed tak trudnym gatunkiem?

 Powiedziałabym raczej, że w farsie grać to trudne. Farsa wymaga od aktorów perfekcyjności zawodowej, technicznej, doskonałego ucha do dialogów czy rytmów. Wymaga od nas wyrazistości i dobrego mówienia w sensie emisyjnym także. Jeśli ktoś się wstydzi, to niech nie gra. Ja się nie wstydzę. Po moim trudnym i skomplikowanym życiu zawodowym mogłabym grać tylko w farsach. To radość, to miłe życie. Męczące wieczory, ale szampańskie.

 Jerzy Jarocki powiedział kiedyś, że nie da się grać Tanga Mrożka śmiertelnie poważnie, od deski do deski, bo pozbawi się go całego smaku i czaru. Jak zatem grać farsę, właśnie śmiertelnie poważnie?

Nie, to truizm. Ja lubię, kiedy farsa grana jest z dystansem, w nawiasie, za to bardzo prawdziwie.

 Jest coś, czego nie lubi Pani we współczesnym teatrze, czego nie zaproponowałaby Pani swoim widzom?

 Nie wiem. To zależy. Ale tak teoretycznie to rozważając, chyba nie ma takiego tekstu, czy stylistyki, czy tematu. Mam bardzo rozbudowane poczucie odpowiedzialności i ciągoty honorowania do społecznej roli teatru. Zresztą świadczy o tym nasz repertuar czy spektakle wyprodukowane „na ulice”, często niełatwe, jeśli chodzi o tematykę. Mam potrzebę rozmawiania, dyskutowania, poruszania trudnych tematów, ale także potrzebę przyjaźni.

 Co jeszcze prócz Pomocy domowej zobaczymy w nowym sezonie na deskach Pani teatrów?

 W listopadzie w Teatrze Polonia premiera spektaklu Wszystkie dzieła Szekspira (w nieco skróconej wersji) w reżyserii Johna Weisgerbera. W styczniu w Poloni spektakl o Grzegorzu Przemyku – Żeby nie było śladów, w lutym w Och-Teatrze Casa Valentina w reżyserii Macieja Kowalewskiego – społeczny tekst amerykański o potrzebie wolności własnej. W marcu w Teatrze Polonia – Zapiski z wygnania – spektakl robiony z okazji okrągłej rocznicy marca 1968 roku. W maju w Och-Teatrze –Bal manekinów Bruno Jasieńskiego, po wakacjach Trzy dni deszczu w Polonii, a potem Przybora według Piotra Cieplaka. Planujemy także monodram pana Brejdyganta na małej scenie w Polonii, jesienią. Tekst bardzo bolesny i wciąż aktualny.

 Wracając na koniec do Pani postaci Beaty w najnowszej sztuce, czego nauczyła Panią ta postać?

 Ta rola pomaga mi ostatnio żyć, to najważniejsze.

 http://mobilni.pl/kultura/wywiad-krystyna-janda/

 

 

© Copyright 2017 Krystyna Janda. All rights reserved.