09
Lipiec
2005
07:07

TEATR POLONIA – z Bożeną Chodyniecką

Z Krystyną Jandą rozmawia Bożena Chodyniecka

Krystyna Janda kupiła teatr. Budynek dawnego warszawskiego kina „Polonia”. Zrujnowany, zaniedbany, z wodą w piwnicach. Ale ten nabytek to nie kaprys gwiazdy. Aktorka twierdzi, że jej decyzja to znak czasu, chwili.

– Pani jak prawdziwa bizneswoman – w biegu, z notesem. Czy od kiedy kupiła pani teatr, zmieniła się też zawartość pani torebki?

– Nie. Notes to podstawowe narzędzie pracy każdego aktora. Kiedyś nosiłam też jeszcze kalendarz – teraz prawie go nie używam. Terminy pamięta i pilnuje ich moja agentka a ja elektroniczny kalendarz mam w telefonie.

– Pojawiły się w nim numery biznesowe?

– Dlaczego?

– Bo teraz jest pani kobietą biznesu.

– Co pani opowiada? Jeśli myśli pani o teatrze, to na razie nie jest to biznes tylko remont i nie ja się tym zajmuję a mój mąż. Ja zastanawiam się nad rzeczami dużo przyjemniejszymi, myślę o pierwszym sezonie artystycznym i jak go zrealizować i też nie jestem sama, organizacyjnie mi pomagają bo mnie to ani bawi, ani nie śmieszy, choć na szczęście nie denerwuje. Podania, zezwolenia, kupno praw do tekstów, itd., itp. To konieczność. Ale na razie jest remont, wszystko z tym związane, zezwolenia, uprawnienia, normy europejskie, pepoż, behape, sanepid, wspólnoty mieszkaniowe, administracje…….szukanie pomocy, banki, pieniądze…..musimy przez to przejść jak przez chorobę.

– Mąż chętnie zgodził się na ten teatr?

– Bez mrugnięcia okiem. Do dziś jestem w szoku…. Co więcej wziął na siebie tym samym potworne obowiązki i pracę….

– Przecież jest wziętym operatorem.

– Lubiącym swój zawód, i uprawiającym go bardzo czynnie… Po prostu odmówił dwóch filmów w Niemczech, a przyjął w Polsce, żeby być na miejscu i doglądać tego remontu….

– I przyszło mu to z łatwością?

– Największą…..

– Czy pani mąż musi teraz podejmować decyzje budowlane?

– Be przesady. Mamy biuro architektoniczne i gromadę fachowców w każdej dziedzinie i ze wszelkimi stosownymi pozwoleniami, dyplomami, uparwneinaimi itd. Teatr to budowla użyteczności publicznej, a nowe normy architektoniczne i przepisy bezpieczeństwa które weszły wraz z naszym wejściem do Unii Europejskiej to nie żarty. Teatr to poza wszystkim także bardzo specjalistyczna budowla, a przerobienie sali kinowej na teatralną jest pradadoksalnie tym bardziej trudne, łatwiej byłoby to zbudować….….Ale i mąż i ja spędziliśmy w teatrach trzydzieści lata życia, znamy specyfikę tematu….on robił światła do wielu spektakli w teatrach w całej Polsce…

– Jak zrodziła się decyzja o kupnie?

– Właśnie minął rok, jak przestałam grac w warszawskim Teatrze Powszechnym. Zrozumiałam też natychmiast, że to ta chwila. Ten czas. Wymóg sytuacji. Znak czasu, w którym przyszło nam żyć. Że trzeba zrobić coś odważniejszego niż mi się wydawało. Zaczęłam szukać miejsca gdzie mogłabym się realizować w zawodzie a nie podlegać przestarzałym strukturom i wszelkim układom…na początku chciałam wynająć jakąś salę ale sytuacja zmusiła nas do kupna….

– Zainwestowaliście państwo duże pieniądze?

– Dorobek życia. Pieniądze, które i ja i mój mąż zarobiliśmy w kraju i za granicą….

– To nie jest zbyt wysoka cena?

– Ciekawe dlaczego panią nie interesuje nasz plan artystyczny, jak większości zresztą ludzi i dziennikarzy, a wszyscy mówią o pieniądzach….żeby choć mówić o ryzyku, dotyczącym inwestycji w sztukę , nie tylko kasa i ile…A tak naprawdę pieniądze nie są najważniejsze, mój mąż spojrzał na mnie i powiedział: „Umówmy się, że tych pieniędzy nigdy nie było” , problem jest inny – jaki to będzie teatr, dla kogo, co chcesz grać ? Pierwszy prywatny teatr dramatyczny w Polsce, to prawdziwe ryzyko, ale jeśli się powiedzie to poważna rewolucja w organizacji całego zmycia teatralnego w Polsce, miejmy nadzieje ze za nami pójdą inni….

– Pani mnie absolutnie zaskakuje. Ja bym umarła ze strachu!

– Ja też umieram. Ale też uważam, że teatr to najpiękniejsze miejsce świata. I moje miejsce. Wiec, co w tym dziwnego? Jeżeli ludzie ładują całe oszczędności w dom czy samochód, w konia, księgozbiór, albo żaglówkę, to dlaczego ja nie miałabym ich władować w miejsce, które mi się wydaje warte grzechu? Gdybym chciała pływać, to bym kupiła sobie statek! Ale akurat nie umiem kierować statkiem i średnio pływam no i nie znam się w ogóle na żegludze.

– Może ten pani teatr to kaprys gwiazdy…

– Jest pani niesprawiedliwa. Po pierwsze nigdy nie miałam kaprysów. Gwiazda, jak ma kaprysy, to sobie kupuje futro. Teatr to nie jest żaden kaprys. Ale oczywiście, jestem pełna obaw. Nie wiem, czy ta próba się powiedzie przede wszystkim z tego powodu że moje gusta coraz częściej mijają się z gustem szerokiej publiczności. Boję się ze zaproponuje teatr nie najłatwiejszy a co za tym idzie niemogący się utrzymać. Już teraz widzę gdzie moje myśli błądzą, po jakiej literaturze i tematach…..Boję się konfrontacji moi marzeń artystycznych z rzeczywistością ….

– Zobaczy pani, że wszystko dobrze się potoczy. Ludzie walić będą drzwiami i oknami.

– Yhm… Pierwszy raz. Przyjdą popatrzeć, jak Janda wyremontowała stare kino.

– A złośliwi zaraz oszacują, ile państwo włożyli w to pieniędzy.

– Nie mówmy już o tym, bo to jest obrzydliwe. Jeśli nawet zginiemy to jaka piękna będzie śmierć!

– Co się mieściło w budynku byłego kina „Polonia”?

– Jakaś firma dystrybucyjna, która dosyć zdemolowała tę salę. Potem kino pornograficzne, które zbankrutowało – chyba jedyny taki przypadek w Europie. A od dwóch lat ta sala była nie ogrzewana, w piwnicach stała woda, wszystko gniło i śmierdziało.

– Pewnie musi pani czasem chodzić do urzędów. Budzi pani sensację, załatwiając papierkowe sprawy?

– Nie , nie, wszyscy są dla mnie bardzo mili i podchodzą z sympatią d projektu, chcą mi pomóc, tyle że przepisy i procedury są absurdalne, absurdalne…

Rozumieją, że mają do czynienia z artystką, a nie kobietą biznesu.

– Biznesu? Jakiego biznesu? Przecież my chcemy zrobić teatr a nie peep show. Będziemy się modlić, żeby się utrzymało. Chyba, że bym grała sztuki typu „Cztery Bułgarki i rower w łóżku”, ale ja takich sztuk grać nie będę. Nadzieja, że zagram cos bardzo ambitnego, i to będzie dochodowe jest naiwnością!

– Co o państwa szalonym projekcie mówi Marysia, pani córka?

– Nie komentuje. Ma malutkie dziecko z którym się teraz nie rozstaje jednocześnie pracując jak wół.

– A co mówią chłopcy i mama?

– Nic. W tym teatrze chłopcy nawet nie byli. Mama też nie. Szczerze mówiąc nie bardzo ich to interesuje, i świetnie….

– A pani z mężem rozmawia na temat tego remontu?

– To zrozumiałe, ale jednocześnie oboje pracujemy. Razem z tym remontem mamy zwyczajnie dwa razy więcej pracy niż przez te wszystkie lata dotąd, i tyle….Tyle tylko, że ja prawie nie gram w teatrze. Została mi mała Steinberg grana w Teatrze Studio, ale tam nieczęsto dostaje salę….

– Nie irytuje panią ta przerwa?

Dobrze mi zrobiła.

– Nie brakuje pani rytuału: rano – próba, wieczorem – spektakl?

– Nie, bo robię, co innego. To był bardzo pracowity sezon. Urządziłam sobie jakby prywatny uniwersytet. Przyjęłam kilka bardzo różnorodnych stylistycznie prac reżyserskich i zrealizowałam je w różnych teatrach. Spotkałam się wieloma ludźmi, pracowałam w różnych warunkach i z diametralnie odmiennymi aktorami, nauczyłam się bardzo dużo. A poza wszystkim, jeśli się serio myśli o teatrze, trzeba mieć wiele rzeczy na nowo ułożonych w głowie, uświadomione własne braki, poglądy, gusta, zaplanowany choćby pierwszy sezon artystyczny. Trzeba się naprawdę zastanowić, jaki teatr chce się robić, dla kogo, dlaczego, w jakiej sytuacji ludzkiej, rynkowej, strukturalnej….a wracając do pani ulubionego tematu – pieniędzy, to nie teatr wzięty od państwa i nawet jeśli się w nim zmarnuje pieniądze, wszystko się nie uda, poobraża ludzi, to skończy się to bezkarnością….. tu chodzi o osobiste ryzyko, a na szali kładzie się i własny autorytet, i dorobek artystyczny i pieniądze. Wracając do moich zajęć w tym mijającym sezonie, żeby zaplanować pierwszy sezon artystyczny, trzeba także dużo przeczytać, nowych i starych rzeczy…. Przez rok przeczytałam tyle tekstów, że już mi się w głowie mieszają i autorzy, i tłumacze, i postacie. W przyspieszonym tempie pochłaniam całą potrzebną mi wiedzę. m.in. i tę literacką, choć przecież dotąd nie byłam osoba która się tym nie zajmowała….

– Poważnie szykuje się pani do roli dyrektora artystycznego.

– Ja tego tak nie nazwałam. Nie przewidujemy takiej funkcji, a przede wszystkim etatu, gabinetu dla siebie nie przewiduję, żal mi miejsca. Będę urzędować w garderobie lub na korytarzu (śmiech).

– Pani Krystyno, jaki to będzie teatr?

– Zacznijmy od spraw organizacyjnych, bo to będzie pierwszy poważny próg i dla nas i dla publiczności. Po pierwsze teatr nie repertuarowy. To znaczy nie taki który utrzymuje tytuły latami, grane po dwa trzy razy w miesiącu, co z kolei wymaga stałej obsługi technicznej zmieniającej dekoracje i światła do każdego tytułu, co dwa, trzy, cztery dni właśnie. z magazynami dekoracji i kostiumów, składem rekwizytów i ludźmi zajmującymi się tym na stałe….na to wszystko nas nie będzie stać. Nikogo poza państwowymi teatrami nie stać. Będą kolejne tytuły, produkcje. Tytuł będzie grany tak długo, jak ludzie będą kupować bilety a jeśli spadnie nie będzie wracał i nie można będzie już tego przedstawienia zobaczyć. Aktorzy się rozchodzą, a dekoracje są likwidowane, robi się nowe przedstawienie. Rytm: dwie produkcje jednocześnie, eksploatacja tytułów w zależności jak one „idą” jakie mają powodzenie i następne spektakle w próbach, na wspólne ryzyko. Nie są do tego przyzwyczajeni ani aktorzy, którzy do tego muszą podpisać zobowiązanie na jakiś określony czas, ani publiczność, która przyzwyczajona, że spektakle są grane latami wcale się nie śpieszy….No, ja będę tam elementem stałym, będę zawsze do dyspozycji, za darmo i bez ograniczeń….jak ktoś nie będzie mógł, ja będę musiała ….

– Co się pani marzy na początek?

– Kilka małych spektakli o kobietach, opartych na literaturze bałkańskiej, którą jestem zafascynowana. Jeśli chodzi o premierę na dużą scenę teraz to decydujemy…czym zaczniemy

– Złośliwi mówią: Janda kupuje sobie teatr, żeby mogła sama zagrać.

– Tak, dokładnie tak jest. Żebym mogła tam grać. Sama czy z kolegami, to zależy od tytułu.

– Widzę, że jest pani o wiele mniej skłonna do żartów niż kiedyś.

– Dziwi się pani?

– Śpi pani dobrze? Nie budzą panią koszmary?

Już teraz nie. Przerażona byłam sześć miesięcy temu.

© Copyright 2017 Krystyna Janda. All rights reserved.