02
Wrzesień
2010
00:09

Prawda w jednym zdaniu 2010-09-07

Prawda w jednym zdaniu
2010-09-07

– Grając „Białą bluzkę” zawsze uważam, że opowiadam coś ważnego, bliskiego ludziom – mówi Krystyna Janda. Środowt występ aktorki wystąpi w tym spektaklu – adaptacji opowiadania Agnieszki Osieckiej – zakończy gdański Festiwal Solidarity of Arts

Solidarity Of Arts, festiwal odbywający się w Gdańsku od połowy sierpnia, dobiega końca. W jego ramach zorganizowany został m.in. koncert „Możdżer+”, odbyło się prawykonanie symfonii „Vivo XXX” Pawła Mykietyna oraz premiera opery „Makbet” Verdiego. W środę ostatni akcent SoA – pokaz spektaklu „Biała bluzka” według opowiadania Agnieszki Osieckiej. Przedstawienie wyreżyserowała Magda Umer; Elżbietę – kobietę żyjącą w okresie stanu wojennego – gra Krystyna Janda.

Rozmowa z Krystyną Jandą

Magdalena Hajdysz: Wraz z Magdą Umer podjęła się pani niełatwego zadania „przepisania” na nowo tekstu Osieckiej i powstałego na jego bazie spektaklu. „Biała bluzka” powstała w latach 80. i odniosła wtedy wielki sukces. Wiele kobiet utożsamiało się z główną bohaterką, Elżbietą. O czym – dla pani – był ten spektakl kiedyś, a o czym jest teraz?

Krystyna Janda: Ależ myśmy, broń Boże, nie przepisały tekstu na nowo! Magda Umer zrobiła korektę adaptacji, korektę uwzględniającą czas, który minął i mój wiek dzisiaj, zaakcentowała mocnej inne elementy historii i problemów niż przed laty. Część piosenek śpiewanych 20 lat temu zamieniła na inne, inaczej akcentujące całość. Dodała przede wszystkim na końcu piosenkę „Orszaki Dworaki”. No i zostały dodane materiały filmowe, milicyjne, archiwalne, także ubeckie, do których mamy dziś dostęp. To wszystko ukłon przede wszystkim dla młodych pokoleń, widzów, którzy nie pamiętają czasów PRL-u.

Czy ta współczesna wersja „Białej bluzki” powstała z okazji tegorocznych obchodów 30-lecia narodzin Solidarności? Jego współproducentem jest Festiwal Solidarity of Arts.

– Nie, pomysł, aby do tego tekstu wrócić, był spontaniczny, ale już na etapie prób połączyliśmy siły z Festiwalem. Tak naprawdę spektakl został przez Festiwal zaakceptowany podczas pierwszych prób generalnych.

Spektakl jest monodramem, trudno więc w pewien sposób nie utożsamiać pani osoby z główną bohaterką. Szczególnie, ze po latach decyduje się pani znowu przemówić jej ustami. W jaki sposób „Biała bluzka” dotyczy w sposób osobisty Krystyny Jandy?

– To jest rola. Gram tę kobietę, tyle że dziś gram ją jakby z dystansu, w nawiasie. Grając ten spektakl zawsze uważam, że opowiadam coś ważnego, bliskiego ludziom. A temat „pozornie” główny, nieszczęśliwa miłość, miłość niemożliwa, jest aktualny zawsze. Niezależnie do czasów i wieku wykonawczyni.

Przy okazji koncertu „Solidarność. Twój anioł wolność ma na imię” w Stoczni Gdańskiej, współpracowała pani z Robertem Wilsonem. Czy ta współpraca była istotna dla pani?

– Myślę, że nasz udział, to znaczy mój i Jurka Radziwiłowicza, był nieco osobnym elementem widowiska. Próby odbywaliśmy właściwie sami, według scenariusza napisanego przez pana Wilsona i pod okiem jego asystentów. To wielki twórca. Jednak wspólne spotkanie podczas rocznicy związku było raczej spotkaniem solidarności artystów, spotkaniem symbolicznym.

Kim była i kim jest dla pani Agnieszka Osiecka?

– Los związał mnie z Agnieszką nierozerwalnie poprzez granie Elżbiety w „Białej bluzce”, ale także śpiewanie jej piosenek. Przyjaźniłyśmy się wiele lat, choć słowo przyjaźń w moim wypadku nie jest chyba do końca uprawnione, właściwie nigdy nie rozmawiałam z Agnieszką na tematy osobiste. Zawsze podziwiałam to, co pisze i stawałam w zachwycie nad wieloma zdaniami, spostrzeżeniami, sformułowaniami. Agnieszka miała umiejętność zapisywania w jednym zdaniu prawd życiowych wartych opasłych tomów. Była kimś bardzo ważnym i zawsze będzie. Jej legenda trwa i rośnie po jej śmierci, jeszcze wiele Agnieszki przed nami, także przede mną.

Źródło: Gazeta Wyborcza Trójmiasto

© Copyright 2017 Krystyna Janda. All rights reserved.