02
Styczeń
2002
00:01

Polska kultura a Unia Europejska

Bolesław Śliwicki: Do Unii Europejskiej kroczymy coraz to większymi krokami. Najochoczej w rozmowach o niej zajmują nas obawy związane z ochroną naszego rolnictwa i prywatnej przedsiębiorczości. Czy do szuflady obaw nie powinniśmy dołożyć i naszej kultury?

Krystyna Janda: Przede wszystkim. Kultura danego kraju jest wyrazem tożsamości narodowej. Problem nasz na razie polega na tym aby obronić naszą kulturę przed nami samymi, czyli zmieniającym się państwem. Ochronić i ocalić podczas zmiany wszystkich struktur. W momencie kryzysu ekonomicznego i organizacyjnego. Wiemy wszyscy, że kultura, tak jak i wiele innych dziedzin, potrzebuje reorganizacji, wymaga zmian strukturalnych i sposobów finansowania, ale w tym wszystkim może zginąć w ogóle, teraz głównie o nią, o jej znaczenia dla nas wszystkich powinniśmy walczyć. O struktury produkcyjne i dystrybucyjne, które są pozostałością po czasach tzw. socjalizmu, które ją duszą i nie dają jej żyć. A przede wszystkim musimy uświadomić sami sobie i elitom rządzącym, decydującym, podstawową wagę kultury i konieczność jej dofinansowywania. To wydaje się dziś głównym problem.

BŚ: Oprócz zmiany standardów życia czekają nas zapewne i zmiany w pojmowaniu społeczności. Czy nasza historyczna odrębność, niemodne w pewnych kręgach słowo „Polskość”, potrzebna jest kulturze świata zachodniego?

KJ: Tak, tak jak była potrzebna i znacząca do niedawna. Ostatnio jest z tym gorzej, ale to wina zawirowań i wielkiej zmiany, z którą i artyści nie potrafią sobie poradzić. Jestem przekonana, że to sprawa czasu.

BŚ: Czy polski artysta ma szansę egzystencji we współczesnej Europie i czy jest do tego przygotowany?

KJ: Był i jest, i będzie. Jeśli ma coś oryginalnego do powiedzenia. Natomiast w kraju trzeba mu stworzyć podstawowe warunki i możliwości tworzenia. Reszta jest sprawą talentów i siły wypowiedzi.

BŚ: Komu powinno zależeć na zachowaniu naszych narodowych dążeń lub pamiątek i czy w ogóle powinno?

KJ: To jest oczywiste, że korzenie, tradycje, specyfika, oryginalność, musi zostać zachowana, a zależeć powinno na tym, nam wszystkim.

BŚ: W jaki sposób utrzymuje się „swoją” kulturę i gdzie można dostrzec przejawy jej zaniedbania?

KJ: Jak mówiłam, na razie chodzi o uświadomienie znaczenia narodowej kultury dla Narodu i konieczności podtrzymywania jej za wszelką cenę. A dziś, w momencie kryzysu, w wyborach między lecznictwem, górnictwem, edukacją itd., kultura jest na dalekim miejscu a jej znaczenie niedoceniane w skali historycznej, w perspektywie budowania dojrzałego, mądrego społeczeństwa mającego swoją silną tożsamość i kulturę właśnie.

BŚ: Czy obrazy polskich autorów, w wykonaniu Krystyny Jandy czy Gustawa Holoubka zależeć będą od nastroju „amerykańskich” producentów?

KJ: Tylko wtedy będą zależeć od gustu i wymagań „obcych”, jeśli Polski nie będzie stać na finansowanie własnej kultury. A świadomość, że nasze największe sukcesy i znaczący wkład w kulturę światową wiązał się zawsze z dziełami prawdziwie oryginalnymi, pozornie prowincjonalnymi, specyficznie „naszymi”, jest podstawowa.

BŚ: Czy nasza kultura narodowa, tak wynoszona w okresach zniewolenia, ma jakieś znaczenie w życiu spokojnym i dostatnim?

KJ: Tak, ale teraz należy stworzyć silną, dobrą, oryginalną kulturę przeznaczoną dla klasy średniej. Mieszczańską. Tego w Polsce naprawdę brakuje. Istnieje najwyższa sublimacja niedostępna dla średniego odbiorcy, nie „zabierająca go ze sobą do lotu”, i „dno”, komercyjne pasztety, starające się przypodobać i sprzedać za wszelką cenę. Nie ma nic pośrodku.

BŚ: Czy narodowość kultury w zderzeniu z takim faktem jak integracja europejska nie odsłania jedynie jej folklorystycznego ubarwienia, nacechowanego nieprzychylnością do świata zewnętrznego?

KJ: Nie. Kantor i Lutosławski, Abakanowicz i Dudziński nie mają nic wspólnego z folklorem i szowinizmem w sztuce.

BŚ: Czy właśnie nie kultura i sztuka powinny być puszczone na głębokie wody integracji, by z tej lekcji mogły czerpać nowoczesne myśli i oczyścić się z przestarzałych przesądów?

KJ: Dokładnie tak. Kultura i sztuka jest wolna od przesądów i przestarzałych myśli, jeśli myślimy o niej generalnie, w wielkiej skali. Każdy kraj ma poczynania artystyczne na różnych poziomach i nie można tym sterować ani tego w żaden sposób kierunkować. Kultura i sztuka musi być wolna. Sama da sobie radę. W każdym kraju są twórcy nowocześni, oryginalni, dzięki którym świat idzie do przodu, zmienia się, nabiera kolorów. Ale potrzebny jest mecenat.

BŚ: Czy zderzenie się kultur nie stworzy na wzór amerykański uniwersalnego popu, grzebiącego wartości biorących w tym udział uczestników?

KJ: Będzie pewnie i tak, i inaczej. To zależy od odbiorców i twórców, ale myślę, że czas wspólnoty będzie działał na korzyść oryginalności kultur a nie ich ujednolicenia.

BŚ: Czy polska kultura wygra na integracji z UE?

KJ: Tak, ponieważ przestanie być ksenofobiczna. Siłą kultury polskiej zawsze była umiejętność czerpania z innych kultur. Kultura kresowa była kulturą wieloetniczną, zawsze były w niej wielkie wpływy kultury żydowskiej, tatarskiej, rosyjskiej, ormiańskiej, litewskiej, czy niemieckiej. Będzie to powrót do naturalnych inspiracji. Nie ma w tym zresztą nic oryginalnego, prawie wszystkie kultury europejskie są kulturami wieloetnicznymi.

© Copyright 2017 Krystyna Janda. All rights reserved.