23
Sierpień
2012
00:08

Krystyna Janda zagra Danutę Wałęsę?

zobacz zdjęcie

Janda zagra Danutę Wałęsę

– Nie mam zamiaru na scenie udawać pani Danuty, studiować jej sposobu mówienia czy bycia, tu chodzi o coś więcej. O prostotę, dumę, prawdę, szczerość, odwagę i człowieczeństwo, o Polskę także – mówi Krystyna Janda. To jedna z najbardziej oczekiwanych premier tego sezonu.

Spektakl „Danuta W.” według książki „Danuta Wałęsa. Marzenia i tajemnice” (Wydawnictwo Literackie), w adaptacji i wykonaniu Krystyny Jandy, reżyseruje Janusz Zaorski. Uroczysta premiera – na życzenie bohaterki spektaklu – odbędzie się 11 października w Gdańsku na deskach teatru Wybrzeże, pierwszy warszawski pokaz – 12 października w teatrze Polonia.

Rozmowa z Krystyną Jandą

Dorota Wyżyńska: Podobno pierwsze robocze próby „Danuty W.” odbyły się na plaży w Toskanii? Znajomi słuchali z zainteresowaniem?

Krystyna Janda: Próby zaczęły się dużo wcześniej, jeszcze w czerwcu. A w Toskanii przeczytałam moim przyjaciołom ostateczną wersję adaptacji. Płynąc promem na Elbę zresztą. Czytałam dwie godziny, pierwszy akt podczas rejsu Piombino – Elba, drugi – z powrotem. Słuchaczami mimowolnymi byli także inni pasażerowie promu, ale tym się nie przejmowałam. Patrzyli i słuchali z zainteresowaniem, mimo że było to w tym dla nich dziwnym i obcym języku. Podczas pobytu na Elbie moi przyjaciele nie mówili o niczym innym i nie mogli się doczekać drugiego aktu. To był mój niewątpliwy sukces. Dość łatwy zresztą, bo towarzystwo jest wrażliwe, otwarte i głodne nowych przeżyć. Prawdziwe schody zaczną się teraz, podczas prób w teatrze.

„Zawsze byłam przynajmniej jeden krok za mężem” – podkreśla Danuta W. i jej wspomnienia to potwierdzają, a jednocześnie cytuje słowa znajomego, który powiedział kiedyś: „Nie byłoby takiego Wałęsy bez takiej Wałęsowej”.

– A pan Lech Wałęsa, kiedy to usłyszał, zainteresował się głównie tym, który znajomy to powiedział! Lubię ich oboje i to jest mój punkt wyjścia przy pracy nad tym spektaklem. To los i życie niezwykłe. Życie równoległe z naszym życiem. Możemy przejrzeć się w tej historii. Do teatru przenoszą się tylko te historie, które da się uogólnić, większe jakby niż życie, a ta jest właśnie taka. Dla mnie porażająca i wzruszająca, bliska mi i potrzebna. Mam nadzieję, że innym również.

Jak autorka wspomnień zareagowała na pomysł spektaklu? Długo ją pani namawiała? Miała jakieś konkretne prośby?

– To Wydawnictwo Literackie skontaktowało się ze mną, zapytując, czy nie pomyślałabym o spektaklu. Po tym liście aż krzyknęłam, byłam już po lekturze książki, ale na taką odwagę sama bym się chyba nie zdobyła. Potem długo trwały pertraktacje, co, kiedy i jak, no i zatwierdzanie mojej adaptacji. Na szczęście włączył się w rozmowy również reżyser planowanego spektaklu pan Janusz Zaorski, który zna panią Wałęsową, i było prościej. Gdy chodzi o osobiste sprawy, życie kogoś, kto jest wśród nas, życie osoby tak znanej i ważnej, z prezydentem i legendarnym przywódcą „Solidarności” w tle, trzeba być ostrożnym. Trudno było przygotować adaptację?

– Trudno, bardzo trudno, powstało chyba pięć wersji. Pierwsza w czytaniu trwała ponad cztery godziny! Tej ostatniej jestem pewna i jestem zadowolona. Ma prostotę i siłę. Oczywiście żal wielu słów, zdań, refleksji, ale teatr ma swoje prawa.

Słyszałam, że pisząc adaptację, zdarzało się pani wymieniać uwagami z Andrzejem Wajdą, który pracuje nad filmem „Wałęsa”.

– Tak. Andrzej bardzo ucieszył się z pomysłu na spektakl. Deklarował od razu pomoc. Napisał do mnie dwa długie listy. Ważne dla spektaklu, który powstanie. Zapoznał się z nimi także reżyser Janusz Zaorski. Może Andrzej Wajda pozwoli mi kiedyś opublikować te listy. A wtedy i publiczność przeżyje chwile zdumienia. Andrzej jest niesamowity. Więcej nie mogę powiedzieć.

Janusz Zaorski, twórca filmowy, reżyser m.in „Matki Królów”, od dawna nie pracował w teatrze. Dlaczego właśnie jemu zaproponowała pani reżyserię spektaklu?

– Bo wie wszystko na ten temat. I wie wszystko w odpowiednich proporcjach, sensach, znaczeniach oraz barwach. A to tym razem bardzo ważne. Temat jest zbyt poważny, cel zbyt wysoki, tu nie ma miejsca na artystowskie zabawy bez odpowiedzialności.

Czy tak jak w „Białej bluzce” i tu również znajdą się materiały archiwalne?

– Tak planuje pan Zaorski. Ale będą też materiały nakręcone specjalnie do spektaklu. Pan Janusz Zaorski z operatorem Andrzejem Wolfem udają się właśnie do Gdańska i do pani Wałęsowej także.

Zaledwie kilka dni temu oglądałam w Trójmieście na terenie Stoczni wystawę „Drogi do wolności”. I wyobraziłam sobie, że na podstawie książki „Marzenia i tajemnice” można by przygotować dodatkową ekspozycję – spojrzenie na czasy „Solidarności” oczami kobiety Polki. Ona sama mówi, że po Pokojową Nagrodę Nobla dla Lecha Wałęsy jechała jako „polska kobieta”, a nie tylko żona swojego męża.

Polska przeciętna kobieta i matka, jak podkreśla. Piękny to passus we wspomnieniach pani Danuty, piękne podziękowanie dla męża, że dane było jej tę nagrodę odebrać i reprezentować i Jego, i Polskę, i polskie kobiety i matki. Wszystko to są wielkie słowa, pojemne, rosną, kiedy się je mówi na scenie, ale tym razem naprawdę nie są ani napuszone, ani nie na miejscu.

Od Modrzejewskiej, przez Marię Callas, po Danutę Wałęsę. To kolejna postać historyczna, z którą się pani mierzy. Jak budować taką bohaterkę na scenie?

– Tym razem, mam wrażenie, nie chodzi o drobiazgi: o sposób chodzenia, mówienia, barwę głosu czy klimat osoby. Ale o prostotę, dumę, prawdę, szczerość, odwagę i człowieczeństwo. O Polskę także. Nie mam zamiaru na scenie udawać pani Danuty, studiować jej sposobu mówienia czy bycia, tu chodzi o coś więcej.

Monodramy to pani specjalność. Nie zapomnę widoku tłumu widzów, którzy jak zahipnotyzowani, pełni emocji oglądali „Białą bluzkę” na pikniku kulturalnym „Gazety Co Jest Grane” w Królikarni w zeszłym roku. Co aktorce daje takie spotkanie sam na sam z publicznością?

– Solówka. Czy mam tłumaczyć, co znaczy dla artysty? Tylko wirtuozi wiedzą, o czym mówię i do czego tęskni każdy „tygrys”. To władza nad opowiadaną historią, nad czasem, tematem, interpretacją, uczuciami. Czasem się to udaje. Ale złudna to przyjemność, jeśli temat i bohater nie są najważniejsi. Jeśli widać aktora zza granej postaci. Trzeba zapomnieć o sobie, pochylić się nisko i służyć tematowi, a wtedy nuty układają się same z należnym znaczeniem i siłą.

W spektaklu „Danuta W.” nie będę sama. Będzie ze mną ona, Lech Wałęsa, bo także o nim jest ta opowieść, o życiu z nim, u jego boku. Będzie ze mną nasza historia i nasze wspomnienia. A ja muszę tylko zagrać – najprościej, jak umiem.

© Copyright 2017 Krystyna Janda. All rights reserved.