16
Styczeń
2007
06:01

Fiasko ulepszania ideału – Beckett

FIASKO ULEPSZANIA IDEAŁU

„Szczęśliwe dni” w reż. Piotra Cieplaka w Teatrze Polonia w Warszawie. Pisze Janusz R. Kowalczyk w Rzeczpospolitej.

Piotra Cieplaka zawiódł instynkt sceniczny – Krystynę Jandę jako Winnie w „Szczęśliwych dniach” unieruchomił nie w kopcu ziemi, jak chciał Beckett, lecz w fotelu.

W Starym dowcipie orkiestra zagroziła nieudolnemu dyrygentowi, że albo postawi każdemu z muzyków po butelce, albo zagrają dokładnie tak, jak dyryguje. Szkoda, że Krystyna Janda (Winnie) i Jerzy Trela (Willie) nie wpadli na podobny pomysł. Koszt w sumie niewielki, a może ocaliliby przynajmniej wysiłek włożony w przygotowanie ról, bo w takiej koncepcji inscenizacyjnej widz nie był w stanie ani się nimi przejąć, ani się do nich przekonać.

Geniusz Samuela Becketta, uważanego za najbardziej reprezentatywnego dla dwudziestego wieku dramaturga, polegał właśnie na tym, że banalne zachowania swoich bohaterów umieszczał w niecodziennej scenerii – jakby laboratoryjnie wypreparowanych warunkach -przez co nabierały nowych, zaskakująco świeżych znaczeń. Stąd para starych małżonków w kubłach naśmieci w”Końcówce”, dwie kobiety i mężczyzna tkwiący po szyje w urnach w „Komedii” i, oczywiście, zakopcowana Winnie w”Szczęśliwych dniach”. Takie usytuowanie bohaterów sprawiało, że widz z zafascynowaniem śledził dialogi, starając się nie uronić żadnej informacji, która mogłaby choć trochę wyjaśnić tajemnicę tych zdumiewających ograniczeń i barier.

Winnie siedząca na fotelu z nogami owiniętymi pikowanym pledem i perorująca do zahukanego męża pantoflarza, to obrazek żywcem wyjęty z telenoweli. Nie po to Beckett tak pieczołowicie wyłuskał tę parę z mieszczańskiego salonu – typowego dla obyczajowej komedii czy farsy – by Cieplak ją tam na powrót bezrefleksyjnie umieszczał. Chyba, że miałby istotny powód, którego w przedstawieniu Teatru Polonia, dalibóg, nie znajduję.

Winnie Jandy to współczesna pani domu, do tego stopnia pochłonięta swoją osobą, jak i strofowaniem męża, że nie potrzebuje nawet telewizora.

Dziwić tylko mogą w tym kontekście przywoływane przez nią wspomnienia pary ludzi – nazywanych Shower albo też Cooker – którzy zastanawiali się nad jej odkopaniem. Po pierwsze, skąd przypadkowi przechodnie mogliby się nagle znaleźć w domu Winnie i Williego? A po drugie, z czego mieliby ją odkopywać? Kompletny bezsens.

„Fiasko ulepszania ideału”
Janusz R. Kowalczyk
Rzeczpospolita nr 12
15-01-2007

© Copyright 2017 Krystyna Janda. All rights reserved.