06
Lipiec
2006
07:07

festiwal filmowy w Karlowych Warach

Sąsiedzi wciąż lubią Polaków
Paweł T. Felis

Po raz 41. rusza dziś festiwal filmowy w Karlowych Warach. W konkursie głównym mamy prawdziwą perłę – „Parę osób, mały czas” Andrzeja Barańskiego
Festiwal w Karlowych Warach jest niemal równolatkiem Cannes, jednak przez kilkadziesiąt lat był propagandowym festiwalem obozu socjalistycznego. Pierwszy Kryształowy Glob otrzymał 58 lat temu „Ostatni etap” – najlepszy, choć skażony uproszczeniami film Wandy Jakubowskiej i pierwszy film o obozie w Oświęcimiu.

Odnowa imprezy to głównie zasługa krytyczki Evy Zaoralovej, dziś dyrektorki artystycznej festiwalu. To m.in. dzięki niej Karlowe Wary odłączyły się od Moskwy (w latach 1959-93 obydwie imprezy odbywały się na przemian co dwa lata), postawiły na kino środkowoeuropejskie, ale też otworzyły np. na Skandynawię i Azję. Opłaciło się – dziś Karlowe Wary uważane są za jeden z najważniejszych w Europie festiwali klasy A, czyli takich, które w konkursie głównym pokazują wyłącznie filmy premierowe.

Havel z Garcią

Paradoksalnie wciąż nie docenia się go w Polsce. A przecież to tu właśnie pokaże po raz pierwszy swój najnowszy film Kim Ki-duk („Pusty dom”, „Wiosna, lato, jesień, zima”, „Łuk”) – jego „Time” o młodych ludziach, którzy chcą uleczyć wypalony związek operacjami plastycznymi, otworzy dziś wieczorem festiwal. Europejską premierę będzie miał też „Lost City” o losach trzech braci w czasach rewolucji na Kubie z Billem Murrayem, Dustinem Hoffmanem i Andym Garcią, który film wyprodukował i wyreżyserował. Garcia otrzyma Kryształowy Glob za „wyjątkowy wkład artystyczny w światowe kino”.

Gośćmi festiwalu będą m.in. Luc Besson i Terry Gilliam, który pokaże swój najnowszy film „Tideland”. W pozakonkursowych sekcjach „Horyzonty” i „Kolejne spojrzenie” będą m.in. skromny, niezależny „Bubble” Stevena Soderbergha, „Il regista di matrimoni” Bellocchia, dokument Michaela Gondry’ego o czarnoskórym komiku Dave’ie Chappelle’u, a także kilka znakomitych filmów z tegorocznego Cannes („Volver” Almodóvara, „Światła o zmierzchu” Kaurismakiego, „Kajman” Morettiego) i Berlina („Grbavica” Żbanić, „A Prairie Home Companion” Altmana). Ciekawie zapowiadają się austriacko-szwajcarski „Slumming” Michela Glawoggera, który zachwycił podczas niedawnego festiwalu Planete Doc Review dokumentem „Śmierć człowieka pracy”, i najgłośniejszy tegoroczny obraz z Węgier – „Taxidermia”.

Polacy bez kompleksów

Od dwunastu lat (z wyjątkiem 1998 r.) mieliśmy zawsze w konkursie głównym polski film, a nasi twórcy równie często wyjeżdżali z nagrodami (doceniono zwłaszcza „Duże zwierzę” Jerzego Stuhra, „Cześć, Tereska” Roberta Glińskiego). Polacy zasiadali w jury (Krzysztof Zanussi, Katarzyna Figura, Jerzy Skolimowski, Jerzy Stuhr, a w tym roku – Juliusz Machulski).

Rok temu „Mój Nikifor” otrzymał aż trzy najważniejsze Kryształowe Globy: dla najlepszego filmu, reżysera oraz najlepszej aktorki. Skromny film Krzysztofa Krauzego okazał się później największym sukcesem polskiego kina od czasu ostatnich filmów Kieślowskiego (ponoć Krystynie Feldman zabrakło miejsca na statuetki).

W tym roku o Kryształowe Globy walczyć będą m.in. „Kráska v nesnáz~ch” Jana H ebejka, który poprzednim filmem („Na złamanie karku”) dowiódł znakomitej formy, fińskie „Zamrożone miasto” oparte na motywach „Taksówkarza” Scorsese, wojenny dramat „Tranzyt” Aleksandra Rogożkina, jednego z najbardziej płodnych, ale też nierównych reżyserów rosyjskich („Straż”, „Kukułka”), a także filmy z Francji („Ta dziewczyna jest moja” Virginie Wagon), Argentyny („Przeznaczenie” Miguela Pereiry) i Korei („Love Talk” Lee Yoon-ki). Eva Zaoralová pytana o swojego faworyta odpowiada jednak: „Parę osób, mały czas” Andrzeja Barańskiego.

Barański, czyli film spełniony

„Parę osób, mały czas” to w polskim kinie ostatnich lat jeden z nielicznych filmów spełnionych. Złożony z okruchów zdarzeń, słów, banalnych sytuacji w fascynujący sposób mówi o przyjaźni Jadwigi Stańczakowej (Krystyna Janda) i Mirona Białoszewskiego (Andrzej Hudziak), ale też o zgrzebnej codzienności w PRL-u. Kuriozalne jest tylko to, że najlepszy polski film ubiegłego roku wciąż nie doczekał się w Polsce kinowej premiery.

O główną nagrodę w sekcji „Na Wschód od Zachodu” walczyć będą pokazywana już w Rotterdamie „Oda do radości” Anny Kazejak-Dawid, Jana Komasy i Macieja Migasa oraz niedocenione u nas „Rozdroże Café” Leszka Wosiewicza, a w pozakonkursowej grupie dziesięciu obrazów wybranych przez krytyków „Variety” znalazło się „Jestem” Doroty Kędzierzawskiej.

Będą i inne polskie akcenty. Muzykę do niemieckiego filmu „Zimowa podróż” (w głównym konkursie) Hansa Steinbichlera napisał Antoni Łazarkiewicz (syn reżyserów Magdaleny i Piotra Łazarkiewiczów), a w konkursie dokumentów znalazł się film „Z punktu widzenia emerytowanego nocnego portiera”. Autor Andreas Horvath, austriacki fotograf i reżyser, zafascynowany dokumentem „Z punktu widzenia nocnego portiera” Krzysztofa Kieślowskiego postanowił odnaleźć jego bohatera Mariana Osucha i sprawdzić, co zmieniło się w jego życiu po prawie 30 latach.

Jury pod przewodnictwem jugosłowiańskiego reżysera Gorana Paskaljevicia wręczy nagrody w sobotę 8 lipca.

© Copyright 2017 Krystyna Janda. All rights reserved.