28
Sierpień
2015
23:08

Callas Wyborcza

Rozmowa z Krystyną Jandą

Dorota Wyżyńska: Wraca Pani do „Callas” na życzenie publiczności.

Krystyna Janda: Jestem wdzięczna widzom, że namówili mnie na ten powrót i mogę jeszcze raz spotkać się z tym tematem. Szczególnym. Na próbach odkrywam ten tekst na nowo. Zapomniałam już, że ma aż taką siłę. To sztuka, która w niezwykły, dotkliwy sposób mówi o tym, co to znaczy być artystą. Co to znaczy oddać się publiczności. A mówi to słowami samej Callas. To ona podczas lekcji śpiewu, które prowadziła w Juilliard School w Nowym Jorku, wypowiadała te kwestie. Zostały spisane i użyte w dramacie.

Mówi rzeczy elementarne a jednocześnie kapitalne. Podnosi artystów, ich pracę, sztukę na piętro o jakim zapomnieliśmy.

Była złośliwa i bezpośrednia. Owszem. Mówiła do swoich słuchaczy: „pamiętajcie, że artyści oddają wam wszystko to, co mają, to zawód, który ociera się o ostateczność, o tragedię, pamiętajcie o tym w swoim małym, nudnym życiu, licząc wasze pieniądze”.

Przed premierą w Powszechnym mówiła Pani: „Chyba do żadnej roli nie przygotowywałam się tak precyzyjnie”. Bardzo zwracała uwagę na charakteryzację, szczegóły, kostium. Zależało pani, żeby oddać barwę jej głosu, sposób chodzenia, zachowania. A jak dziś myśli Pani o tej roli?

– Podobnie. Ale zobaczyłam ją inną niż wtedy. Oglądałam mnóstwo materiałów o niej, wywiadów z nią. I widzę, że prywatnie była inna niż ją wtedy zagrałam.

Wtedy, jeśli cudem udało mi się zdobyć kasety z fragmentami z jej lekcji śpiewu, byłam szczęśliwa. A dziś? Wszystko jest w Internecie. Mogę sprawdzić każdy szczegół, o której godzinie który uczeń przyszedł do niej na lekcję, co śpiewał, ile to trwało. Internet jest pełen informacji o jej studentach, wykładach, są wywiady z nią, wypowiedzi, przypadkowe, mniej przypadkowe. Wszystko można obejrzeć. Każdego dnia znajduję coś nowego, co mnie inspiruje, pokazuje kolejną jej cząstkę.

Ale też podczas prób w Och-Teatrze zrozumiałam jeszcze coś, że Callas nie może być zwykła. Callas nie może być człowiekiem codziennym. Jej zachowanie, sposób bycia, sposób mówienia, muszą ją odróżniać od innych. Ona była…nie wiem jak to nazwać „ ostateczna”.

Sztuka Terrence’a McNally’ego jest tak skonstruowana, że aktorka grająca główną rolę nie śpiewa. Śpiewają jej uczniowie. Na scenie zabrzmią arie: Aminy z opery „Lunatyczka” Belliniego, Lady Makbet z „Makbeta” Verdiego i Cavaradossiego z „Toski” Pucciniego. W spektaklu biorą udział śpiewacy operowi. Wybrani w castingu?

– Mamy wspaniałych śpiewaków. Młodych, z sukcesami, z nagrodami. To rozkosz słuchać, jak śpiewają. Nie mam sumienia im przerywać. Ale jako Callas muszę. Mówię do pani profesor Joanny Corez, która pracuje z nami nad stroną wokalną spektaklu, że może dam im jednak dłuższe chwile, żeby mogli się popisać, żeby te utwory zabrzmiały.

Nieustająco słucham też oryginałów w wykonaniu Callas i się zachwycam. Jak to jest zrobione, z jakim wyczuciem, jak interpretowane? Jej Lady Makbet to mistrzostwo. Każdy reżyser, który wystawia szekspirowskiego „Makbeta” powinien, zanim rozpocznie próby, posłuchać tej interpretacji. Jeśli coś jest doskonałością w sztuce, to jej wykonanie arii z listem z 1956 roku.

„Była instrumentem boskim. Doskonałym, drogocennym, a jednocześnie najwrażliwszym z możliwych… Była nowatorką w swojej dziedzinie, mierzyła wciąż wyżej. Wybitnym nowatorom prawie nigdy nie udaje się spełnić misji do końca. Klęska jest niemal nieunikniona. Na szczycie jest się samotnym, zawsze” – pisała Pani w recenzji z jej biografii „Boski potwór”. Czy ta biografia też zmieniła Pani widzenie Callas?

– Tak. To jest inna biografia niż te poprzednie. Jedna była beletrystyczno – plotkarska, druga dla specjalistów, zawierająca zbyt wiele szczegółów muzycznych. Z biografii Galatopoulosa wyłania się postać kobiety obdarzonej niewyobrażalnie wielkim talentem i świadomością artystyczną, traktującej siebie i swoją sztukę bez fałszywej skromności, ale też uwikłanej w ziemskie małe ludzkie sprawy, z którymi nie umiała sobie poradzić. Zdradzona przez jedynego człowieka, którego kochała, przez przyjaciół i bliskich, nieszczęśliwa i chora, do końca bojącą się ludzi, a przede wszystkim bezwzględnego potwora, jakim potrafiła być dla niej okrutna publiczność i prasa.

„Nienawidzę słowa grać. Nie. Czuj! Bądź! Chcę uczucia! Chcę ciebie!” – krzyczy Callas do jednego z uczniów. Podpisuję się pani pod tymi słowami?

– Tak. To opowieść o artystce, która oddała muzyce wszystko. A sztuka uczyniła ją szczęśliwą i podziwianą, a jednocześnie samotną i zawiedzioną życiem. Ta sztuka o samotności. O cenie, którą się płaci za uprawianie sztuki, cenie za sukces, za bycie legendą.

O miłości do sztuki. O tym, że życie bez sztuki nie ma sensu. Że dzięki sztuce codzienność nabiera kolorów, bogactwa i wartości.

Pytanie, czy trzeba płacić aż taką cenę? Jak to możliwe, że osoby, które mają taką charyzmę, siłę na scenie są jednocześnie tak kruche? To na pewno też kwestia higieny w zawodzie. Meryl Streep ma ponoć zapisane w kontrakcie, że na planie filmowych płacze tylko raz a jeśli kamera to niedoskonale zarejestruje, nie powtarza tych łez. A ja – proszę – bardzo mogę płakać przez cały dzień zdjęciowy. Słyszę: „Pani Krysiu, jeszcze jeden dubel, jeszcze raz płaczemy” i na zawołanie proszę bardzo od 5 rano do 18 prawdziwymi łzami. ( śmiech) Callas jeśli trzeba było płakała głosem i to tak że nie zapominało się tego nigdy.

Z „Callas” objechała Pani pół Polski. Nazbierało się wokół tych występów sporo anegdot. Podobno ktoś w kasie mówił, „ja nie chcę na Callas, ja chcę na Jandę”, albo odwrotnie, ktoś pytał, kiedy wreszcie przyjedzie Callas? A jak jest teraz w Och-u?

Jeszcze nie wiemy. Ale pewnie będzie sporo publiczności , która widziała tamten spektakl. Wie o co idzie. O co ten spektakl się „ bije”. Urosły pokolenia , które nie wiedza. Ktoś zapytał podobno , kto gra Onasisa. A na odpowiedz ze w sztuce występuję ja, trójka śpiewaków operowych, pianista i pracownik techniczny,  jęknął – ojej.

 

Rozmawiała Dorota Wyżyńska

Och-Teatr:„Maria Callas. Master Class” Terrence’a McNally’ego. Tłumaczenie: Elżbieta Woźniak, reżyseria: Andrzej Domalik, konsultacja wokalna: Joanna Cortes, scenografia i kostiumy: Krystyna Janda i Andrzej Domalik, asystent scenografa i kostiumologa: Małgorzata Domańska, producent wykonawczy i asystent reżysera: Alicja Przerazińska. Występują: Krystyna Janda, Agnieszka Adamczak/Marta Wągrocka, Anna Patrys/Jolanta Wagner, Rafał Bartmiński/Tadeusz Szlenkier/Mateusz Zajdel, Mateusz Dębski, Michał Zieliński. Premiera 3 września o godz. 19.30.

© Copyright 2017 Krystyna Janda. All rights reserved.