27
Luty
2015
21:54

Gabriela i Anastazji - wszystkiego dobrego

Zawsze uważałam że pytania typu – czy jesteś wierzący,  na kogo głosowałeś i ile zarabiasz, są niestosowne i żaden człowiek nie ma obowiązku na nie odpowiadać.
Uważam też że zadawanie osobistych pytań, intymnych tym bardziej, świadczy o braku wychowania. Jeśli ktoś ma ochotę o tych sprawach porozmawiać powinno się być do dyspozycji, ale nic więcej. I dziwię się coraz bardziej, że ludzie którzy takie pytania zadają, uważani są za „równych” i otwartych, czy przyjaznych. Zawsze myślałam że są po prostu nietaktowni.
Prawdą jest, że rozmawianie o rzeczach bolesnych przynosi ulgę ale słuchający rzadko poczuwają się do przyzwoitości zachowania treści rozmowy dla siebie. Większość ludzi nie zasługuje na zaufanie, trzeba o tym pamiętać, bo potem boli bardziej i do tego publicznie. Zresztą, większość ludzi robi krzywdę zdradzając czyjeś problemy, bezmyślnie, po to żeby się popisać taką wiedzą , lub tylko, żeby się przedstawić jako ktoś godny zaufania.
Na dodatek ludzie rzadko kuszą się o zrozumienie innych, lub postawienie się w ich sytuacji. Na świecie od wysłuchania i rozumienia, od porad, rozmów o trudnych sprawach, są psychoterapeuci. No i oni, dotrzymują tajemnicy. Czasem naprawdę warto za to zapłacić.
Piszę to po wysłuchaniu stosu plotek i „nowości” z mojego świata.

I jeszcze jedno, czasem ktoś mnie oburzy i wtedy o tych ludziach mówię źle. Zwyczajnie. Choć nie mam nic wspólnego z hienami, dookoła.
I jeszcze drugie, nie bardzo wiem o co chodzi w sprawie Kamila Durczoka, ale nie wierzę, programowo. I współczuję.
I trzecie. Mimo namów na „donoszenie”, czerwonych telefonów, płacenia za wiadomości sensacyjne, nie pojawiły się spektakularnie sukcesy mediów. To budujące.

Dobrego weekendu. Zajmijmy się sobą.

26
Luty
2015
06:24

Mirosława i Aleksandra - wszystkiego dobrego

Ten link wysyłam aktorom naszej Fundacji jako inspirację. Uwielbiam.

A Państwu wysyłam na dobry dzień.

Pozdrawiam.

http://www.youtube.com/watch?v=qXowYIZpYpo&sns=em

 

23
Luty
2015
06:20

Romany i Damiana - wszystkiego dobrego

Poszłam spać z nadzieją , obudziłam się i….GRATULUJĘ!!! GRATULUJĘ!!! Wielkie gratulacje i głębokie ukłony.

Dobrego dnia.

19
Luty
2015
17:57

Konrada i Arnolda - wszystkiego dobrego

A propos Dnia kota, który obchodziliśmy przedwczoraj, przypomniało i się jedno z opowiadań Edgara Kereta, znanego pisarza Izraelskiego. Dyrektorka przedszkola i wychowawczyni jego sześcioletniego syna, poprosiła o przyjście któregoś z rodziców, okazało się, że mimo zakazu jedzenia słodyczy mały Lew (imię syna) zjada każdego dnia czekoladę, nie dzieląc się nią z innymi dziećmi na dodatek. Po wywiadzie w przedszkolu po zapewnieniu, że mały nie dostaje do przedszkola czekolady okazało się, że uroczy chłopiec „uwiódł kucharkę z przedszkola”, która zakochana w nim do nieprzytomności przynosi mu każdego dnia prezent- czekoladę. Co zresztą wyznała zawstydzona, do czego się przyznała i rodzicom, i wychowawczyni. Keret, ojciec, przyrzekł, że porozmawia z synem wychowawczo, na osobności.

– Czy wiesz ze nie można jeść słodyczy w przedszkolu?

– Oczywiście. Wiem.- przyznał chłopiec.

– A czy ty jesz w przedszkolu czekoladę?

– Tak.

– I nie dzielisz się nią z innymi dziećmi?

– Nie dzielę, bo nie można jeść w przedszkolu czekolady. Tłumaczę im to, że dzieci nie mogą jeść w przedszkolu słodyczy. Że to jest zakazane.

– W takim razie dlaczego ty ją jesz?

– Bo ja nie jestem dzieckiem.

– A kim jesteś ?

– Kotkiem.

– Jak to kotkiem?

– Tak mówi pani kucharka.

– Nie jesteś kotkiem, jesteś chłopczykiem.

– Nie tato. Jestem kotkiem. Miaaaał –  udokumentował synek.

Zamiast krzyczeć na dziecko, Keret przypomniał sobie przeczytaną rano gazetę – minister zdefraudował pieniądze, dyrektor banku przywłaszczył komputery, znany aktor nie płaci podatków…

– Oni tez są kotami, po prostu. Tak im się wydaje.

Wszystkim prawdziwym kotom, raz jeszcze najlepsze życzenia wszystkiego dobrego.

14
Luty
2015
09:10

Walentego i Metodego - wszystkiego dobrego

Często podróżuję  samolotem, na liniach krajowych jestem stałym gościem, dużo gram, w różnych miastach, poranna podróż samolotem pozwala potem spokojnie odbyć próbę, przygotować się do spektaklu i zagrać go bez zmęczenia długą podróżą samochodową.  
Zawsze w samolocie sięgam po wydawnictwo LOT-u, darmowe pismo KALEJDOSCOP,  dwujęzyczne, luksusowo wydawanie, na znakomitym papierze, z rewelacyjnymi zdjęciami,  wyborem tego co się aktualnie dzieje w Polsce. Zawsze jestem ciekawa wyborów tematów ocenionych jak ważne i aktualne  szczególnie wybór w dziale kultura budzi moje emocje, ale także i kto kupił reklamę w tej gazecie, bo to też wiele mówi.  Redaktorem naczelnym od jakiegoś czasu jest pani Martyna Wojciechowska i za jej „panowania” pismo zyskało jakby dodatkowy rys. Nie widzę tylko od dwóch miesięcy, stałego felietonu Lecha Wałęsy, a czytałam te felietony z wielkim zainteresowaniem i robiły na mnie niezmiennie  wrażenie.
Wczoraj podczas lektury nowego numeru  lutowego, śmiałam się  wielokrotnie. Po pierwsze Zanzibar i opis atrakcji i piękności jak zwykle z niezwykłymi zdjęciami , na koniec tekstu pana Macieja Wesołowskiego , zachęcającego do odwiedzenia Zanzibaru, fragment , który wzbudził moja niepohamowana radość…Na obiad idę do New Dhow restaurant – knajpy uważanej za znakomitą, szeroko rekomendowanej. Szukam jej długo. Wreszcie jest! Zbita z kilkunastu desek szopa na samej plaży. Przed lokalem po dwa plastikowe stoliki, ze cztery krzesełka, daszek z palmowych liści, w środku – dwóch znudzonych rastamanów. Jestem jedynym klientem. Być może nawet od rana. Zamawiam rybę i cole. Cola jest ciepła bo w restauracji nie ma lodówki, ale nie wybrzydzam. Na rybę trzeba trochę poczekać – jak mogę usłyszeć. Trochę,  czyli jakieś półtorej godziny! Szybko okazuje się , ze tutejsza kuchnia to slow food w postaci czystej, nieskalany żadną komerchą. Kelner po przyjęciu zamówienie, informuje o tym kuriera, który bez pospiechu zakłada klapki i spacerkiem udaje się na oddalony o blisko kilometr targ rybny. Tam przebiera, targuje się , w końcu dokonuje wyboru i nieśpiesznie wraca z dorodnym okazem. Jego kolega w tym czasie zajmuje się rozpalaniem ogniska na środku szopy i obieraniem ziemniaków na frytki. Potem następuje żmudny proces obróbki termicznej . Skręcam się z głodu, ale trzymam fason. Dzięki uprzejmości szefa kuchni, mogę przyglądać się pracy i jestem zachwycony. A produkt końcowy? Co tu dużo mówić, slow foot rządzi!
Czytam dalej, zachęcają do spędzenia weekendu w kotlinie Kłodzkiej, dowiaduje się o unikalnej Kaplicy Czaszek w Czernej, czytam o pani Paulinie Różyło, pięknej młodej dziewczynie, jak widać na zdjęciu , która jest jedyną kobietą pilotem doświadczalnym oblatującym samoloty w zakładach lotniczych w Mielcu, czytam o Jerzym Kukuczce, jednym z najwybitniejszych w historii himalaizmu i trafiam na artykuł o chemii miłości a z niego dowiaduję się że miłością rządzą związki chemiczne  i nie mamy na to wszystko prawie żadnego wpływu, ani na wielkość uczucia, ani trwałość , ani jakość o zgrozo…u samic drobnego amerykańskiego gryzonia, nornika preriowego, po związaniu się z samcem o 50 proc rosła ilość dopaminy. Gdy naukowcy sztucznie obniżyli u nich pozom im ilość dopaminy,  neuroprzekaźnika,  natychmiast traciły zainteresowanie ukochanym. Jeśli zaś zwiększono, zaczynały zalecać się do przypadkowego samca, który był obok…noradrenalina, serotonina, oksytocyna, endorfiny , a odpowiedni poziom koktajlu oksytocyna, wazopresyna i endorfina zapewnia długie uczucie i związek … Pomyślałam  to proste, trzeba iść tylko do apteki i kupić odpowiedni neuroprzekaźnik dla siebie albo partnera.  ( przepraszam autora za uproszczenia) …Wewnętrzna logika namiętności polega na tym ze nie może ona jedynie rosnąć , a samo tylko trwanie jest zapowiedzią jej śmierci…Artykuł okazuje się być zbiorem cytatów i opisem książki „ Psychologia miłości” autorstwa prof. Bogdana Wojciszke…Po kilku latach zakochania namiętność znika. Miłość może jednak przetrwać ten trudny moment. Pod warunkiem ze między zakochanymi pojawi się wieź intymności na którą składa się bliskość, zaufanie, ciepło czy poczucie bezpieczeństwa. Przeskok do nowego etapu miłości to wielka przemiana chemiczna w organizmie. Ilość dopaminy, noradrenaliny i serotoniny wraca do poziomu normalnego. Na plan pierwszy wysuwa się oksytocyna. To ten sam neuroprzekaźnik , którego  poziom zwiększa  się u kobiety podczas porodu oraz przy ssaniu piersi przez niemowlę. Odpowiada więc za utworzenie więzi matki z dzieckiem. U dorosłych ilość oksytocyny rośnie w trakcie wspólnie spędzonych nocy. Intymną więź wzmaga też wazopresyna. Oba te związki wykrywa się w dużych ilościach u norników preriowych żyjących w stałych związkach . Ich bliscy krewni norniki Microtus montanus- zdecydowanie preferują rozwiązłość. Wystarczy podać im oksytocynę i wazopresynę, by śladem kuzynów przerzuciły się na monogamię…..Fascynujące. Więc nawet to niczyja wina?  Do apteki zdradzani czy niekochani  i podać to przeciwnikowi w kawie!….To straszne! Ja żądam żeby postępowaniem mógł rządzić rozum i żebyśmy mieli na to wpływ! Człowiek różni się od zwierząt!

No …. i tak sobie podróżuję , potem gram, potem wracam i znów gram. Gratuluję  Kalejdoscop-owi. Dziękuję.

08
Luty
2015
12:57

Jana i Piotra - wszystkiego dobrego

Oświadczyny. Trudny moment. Do naszych teatrów co jakiś czas przychodzą zapytania , czy można się oświadczyć , przed spektaklem, po spektaklu ze sceny, podczas kiedy wybranka będzie na widowni. ( Ostatnio się zastanawiam, czy kobiety się oświadczają ? bo dlaczego nie? Dlaczego nie  – Wybranek. Kobiety coraz częściej mocniej trzymają lejce życia, silniej stoją na ziemi, biorą odpowiedzialność za przyszłość, także wspólną przyszłość. Pewnie do tego więc dojdzie, że zmieni się i konfiguracja oświadczyn). No ale na razie…zwyczajowo oświadcza się On. I często pragnie aby ten moment był wyjątkowy, lub….stara się stworzyć sytuację w której ewentualne odrzucenie będzie trudniejsze.( sic!) Bywają więc śluby pod wodą , na Mont Evereście, w powietrzu, na koniach, w balonie, w Las Vegas, na Bali itd. itp…Teraz jest moda na oświadczyny, w niecodziennych okolicznościach. I stąd zapytania do naszych teatrów. Zgadzamy się na to, pod warunkiem, że po spektaklu, kiedy publiczność już wyjdzie , nawet puszczamy stosowną muzykę i zmieniamy oświetlenie, ale sami chowamy się po kątach, żeby nie przeszkadzać w intymnym momencie.

Kasia Figura i Sonia Bohosiewicz opowiedziały mi niedawno, że były świadkami takiej niecodziennej uroczystości oświadczyn w …restauracji, pełnej gości. Jadły spokojnie kolacje po jakiś swoich zajęciach, kiedy zauważyły że… najpierw chłopak, od stolika sąsiedniego,  szeptał coś z kelnerami, wychodził, wracał, nie mógł usiedzieć. Potem nagle zawiązał dziewczynie siedzącej z nim przy stoliku,  oczy czerwoną wstążką i zostawił ja samą ogłupiała a on gdzieś odszedł. Po jakimś czasie z głośników rozległa się muzyka, wybrana piosenka, on wrócił. Piosenka  trwała długo 3 minuty, więc  i dziewczyna i goście restauracji czuli się po chwili niezręcznie i skrępowani, bo On stał, ona siedziała i nie wiadomo było o co chodzi. Dziewczyna nic nie rozumiała i chciała zdając opaskę , ale on nie pozwalał. Wszyscy dookoła dostali nerwicy, kelnerzy potykając się nieśli i otwierali szampana, chłopak zaczął  nieudolnie ustawiać kwiaty w wazonie na stoliku i otwierał trzęsącymi się rękoma opakowanie z pierścionkiem, coś się przewracało, coś nie udawało i kiedy wreszcie pozwolił jej zdjąć opaskę wszyscy w restauracji odetchnęli ale  w ciszy wysłuchali – Czy zechcesz zostać moją żoną?,  bili brawo i zaczęli nieśmiało niektórzy śpiewać Sto lat, ale Ona była w oniemieniu, szoku, nie wiedziała ja ma się zachować, wreszcie zaczęła płakać z rozpaczy. Kasia i Sonia podeszły do niej i ją przytulały, ale czy Ona chce czy nie, tego nikt się właściwie nie dowiedział do konca.

Nie wiem co to jest za moda, żeby publicznie, ale…reżyseria i rozlokowanie zdarzeń w czasie, to ważna rzecz, przewidywanie okoliczności i efektownego finału, a próby zrobić si nie da….Oj wszystko to trudne!

Wreszcie…byle dobrze się kończyło, i podczas oświadczyn, i po oświadczynach i wile lat później. No i jest co opowiadać. Chyba że potem żona do końca życia albo do rozwodu opowiada na przyjęciach jak – ten Idiota się oświadczał! Kretyn! I w jakiej ją trudnej postawił sytuacji! A znajomi się śmieją z Nieudacznika. Egoisty i Romantyka pożal się Boże – według niej.

04
Luty
2015
23:02

Andrzeja i Weroniki - wszystkiego dobrego

Mam 62 lata. Jestem osoba biegłą w kontaktach z komputerem, telefonem, I padem. Mam korespondencję,  kontakty, kalendarz zsynchronizowane w kilku urządzeniach. Pracuję posługując się mailem głównie. Wchodzę bez najmniejszych problemów, w każdym miejscu i czasie  i zamieszczam zdjęcia i wiadomości na Twitterze, Facebooku, stronie internetowej. Po co to piszę? Żeby powiedzieć, że mimo to, nie radzę sobie z płaceniem należnych rachunków, za telefony, telewizje, strony internetowe, I pady, Internet, światło, gaz, wodę itd. itp…mam uczucie że wszystkie te firmy sprzysięgły się, żeby to płacenie było naprawdę trudne. Jak sobie radzą inni? Kiedy przychodzą rachunki za gaz czy światło, nie mogę się ni cholery zorientować czy to mam zapłacić, czy to prognoza i o co chodzi. Bardzo często się zdarza, że płacę coś podwójnie albo niepotrzebnie, a naprawdę czytam ze zrozumieniem, jak mi się wydaje. Bałagan w pisaniu dat, numerowaniu faktur, każda firma ma swoja politykę. Ciągle jakieś nowe regulacje, nowe numery kont. W korespondencji papierowej przychodzą nowe regulaminy, tony makulatury. Język jakim się posługują te papiery – kosmiczny! Żądają wszyscy przejścia na faktury internetowe, ale kiedy chce się coś zmienić, z czegoś zrezygnować, trzeba wysłać list papierowy, zawiadomić o czymś w formie papierowej, już forma internetowa nie wystarczy. Ratunku!!! Ludzie ! Jak Wy sobie radzicie? Bo ja jestem za głupia. Czy i dla Was ta logika jest nielogiczna? A jak sobie radzą starsi ode mnie? Nie potrafię sobie wyobrazić samej z tym wszystkim mojej mamy choćby. 

PS.Ach, ostatnio nie dopłaciłam raz 2 grosze, raz 5, napisali sto pism i przysłali dwieście wiadomości, więc postanowiłam wszystko zaokrąglać i teraz piszą do mnie, że to terroryzm, bo im się w księgowości nie zgadza że robię im bałagan.

 

03
Luty
2015
05:38

Błażeja i Hipolita - wszystkiego dobrego

Dziś nocą SMS od jednej z aktorek: Wielka krzyzowka w Newsweeku.Haslo 100 PIONOWO: Szla korytarzem w TVP, doszla do wlasnych teatrow.;-)nocne calysy B.

Dobrego dnia.

01
Luty
2015
07:51

Brygidy i Ignacego - wszystkiego dobrego

Lublin. 6 rano. Niedziela.
Stoję przed barobusem z kawą, czekam na zdjęcia. Jeszcze wczorajszy wojownik, lekko się zataczając pokonuje przestrzeń. Na mói widok się zatrzymuje.
-czy pani Janda?
-Tak.
– A co tu ogólnie się dzieje?
– Kręcimy film.
Odchodzi , robi parę trudnych kroków. Wraca.
– Chcę pani powiedzieć, że bardzo mnie zainspirował do życia film ” Pestka” . To był chyba film pana Zanussiego? Pani tam grała.
– To mój film. Bardzo panu dziękuję.
– Nie, bo wie pani ja tak mówię z serca.
I poszedł.
No życie jest naprawdę pełne niespodzianek.

Lublin. 6 rano. Niedziela.

Stoję przed barobusem z kawą, czekam na zdjęcia. Jeszcze wczorajszy wojownik, lekko się zataczając pokonuje przestrzeń. Na mói widok się zatrzymuje.

-czy pani Janda?

-Tak.

– A co tu ogólnie się dzieje?

– Kręcimy film.

Odchodzi , robi parę trudnych kroków. Wraca.

– Chcę pani powiedzieć, że bardzo mnie zainspirował do życia film ” Pestka” . To był chyba film pana Zanussiego? Pani tam grała.

– To mój film. Bardzo panu dziękuję.

– Nie, bo wie pani ja tak mówię z serca.

I poszedł.

No życie jest naprawdę pełne niespodzianek.

© Copyright 2020 Krystyna Janda. All rights reserved.