27
Maj
2013
06:24

Jana i Juliusza - wszystkiego dobrego

Od kilku dni nie wychodzimy z Och-Teatru i tak będzie do wtorku, do dnia premiery. Te Mayday’e to precyzyjnie skonstruowane „maszynki do rozśmieszania”, ale wystarczy drobiazg, drobny błąd i boli…

Rytmy, intencje, spojrzenia, wyjścia, wejścia muzyki, akcenty w zdaniach, pauzy, chwile odpoczynku, przyśpieszenia ….no i trening, im więcej razy się to teraz zagra, tym będzie potem spektakl stabilniejszy, precyzyjny , ułożony a w związku z tym dłużej będzie żył. Precyzja, precyzja, precyzja, a tu …. młodzież w dwóch obsadach. Za to talenty ich rozsadzają, wyobraźnia, pomysły i radość z bycia na scenie. No nic, do wtorku. Wczoraj byłą pierwszy raz publiczność na sali. No, no…zapowiada się dobrze. Aktorzy zmęczeni i spoceni, zganiani jak psy. Ale szczęśliwi, już czują przyjemności jakie nadchodzą, publiczność im to wczoraj wieczorem „dała do zrozumienia” pierwszy raz….Ukłony robimy dzisiaj, ale wczoraj były skandowane brawa i radość zbiorowa, frenetyczna, na razie wśród rodzin i znajomych…

Do zobaczenia. Wszyscy jesteśmy na ostatnich nogach…

Jacy oni są wspaaaaaaniali!!! Przyjemność pracować. A ja? Potwór!!!! Ale to mus. Przy farsie ..mus. Kocham premiery.

Zdjęcia Ola Grochowska.

PS. Na Dzień Matki poszłam do Ojców, mojego i moich synów…

 

25
Maj
2013
21:54

Urbana i Grzegorza - wszystkiego dobrego

Dostałam dziś w poczcie ten tekst-zaproszenie. To tekst syna moich przyjaciół, Grzesia Skurskiego i Basi Minkiewicz, tekst artysty plastyka, właściciela galerii i autora wielu prac. Chciałam zamieścić ten tekst – manifest, bo mogłabym się pod nim podpisać obiema rękoma, tyle że moim pięknem jest człowiek, to mój temat, adresat i tworzywo. Wielki temat. Serdecznie Państwa pozdrawiam.

ALEXANDER VEBER >> PAWEŁ SKURSKI

A: Czy uważasz, że piękno jest czymś obiektywnym? Większość ludzi uważa wręcz przeciwnie.
P: W sprawach najistotniejszych kieruję się myślą, że jeśli idzie o prawdziwe poznanie, liczy się nie zdanie większości, lecz zdanie fachowców. To, że harmonia służy człowiekowi uważam za fakt nie do zbicia. Piękno, podobnie jak miłość, jest dziedziną wiedzy. Mało kto zdaje sobie z tego sprawę, stąd powszechny realatywizm. Zawsze powtarzam, że norma nie jest rzeczą statystyki. Norma tkwi w rzeczach samych, nie w mniemaniu ogółu. Powiedzieć, że piękno jest względne, to jak powiedzieć, że dobro i zło zależą od naszego widzi mi się. Mówią, że dla każdego dobre, co mu służy, a piękne, co mu się podoba. Ale rzecz w tym, że człowieczeństwo nie jest pustym dźwiękiem, zużytym jedynie sloganem. Jest czymś realnym. Kierując się tą ideą dochodzimy do tego, co wspólne wszystkim ludziom, a więc stałe, obiektywne. Etyka i estetyka idą w parze, wyrastając z jednego korzenia. Problem w tym, że większość jest niewykształcona, nie posiada wiedzy ani teoretycznej, ani praktycznej o tym, co dla nich dobre, co im służy. Agresja, kradzież, kłamstwo, zdrada, zabójstwo… dają natychmiastowy, a więc łatwy, atrakcyjny zysk. Mało kto posiada wyrobiony nawyk przewidywania. W szerszym rozrachunku zysk okazuje się złudzeniem i przynosi człowiekowi same szkody. Co do pojęć związanych z formą, z estetyką, myślę, że śmiało można uogólnić, że tym, co człowiekowi służy jest właśnie harmonia, a tym, co przeszkadza, zamęt. Jeśli idzie o to, co utrzymuje nas przy życiu, o pożywienie, pięknym owocem będzie z reguły owoc świeży i soczysty. Nigdy zgniły i cuchnący. Jeśli o to, co przybliża nas do nieśmiertelności, o seks i płodzenie, ciałem godnym pożądania będzie ciało gładkie, o lśniących zębach i włosach, mocne, proporcjonalnie zbudowane i harmonijne w ruchu. Raczej niewielu ludzi przyciągnie do siebie zdeformowane ciało pokrytego gangreną starca. Jeśli idzie o życie społeczne, piękny będzie dom lub kraj, w którym panuje ład, prawo i dobrobyt. Wszyskie systemy dążą ku temu i mało kto tęskni za chaosem, brakiem bezpieczeństwa i bezprawiem. Piękne jest to, co wznosi, brzydkie, co prowadzi do upadku. Grecy stworzyli kulturę, którą nazywamy humanizmem. Nazwali prawa rządzące naturą i podzielili świat: na chaos i harmonię, na agresję i sympatię, na bezprawie i sprawiedliwość. Na to, co złe i brzydkie, oraz to, co człowiekowi służy, co dobre jest i piękne. Można ignorować prawa natury, pojęcia wypracowane prze kulturę, ludzkie zasady postępowania, ale to dowodzi jedynie ignorancji, nie prawdziwej znajomości rzeczy.

A: Napisałeś manifest estetyczny, dlaczego?
P: Napisałem manifest na pierwszym roku studiów, przede wszystkim jako ćwiczenie. Nie ma rozwoju bez ćwiczenia. Jak gimnastyka zaprawia ciało, tak należy ćwiczyć własną duszę. Wiem, słowo „dusza” brzmi staroświecko i wprawia w zakłopotanie, sprawiając wrażenie egzaltacji. Ale w tym tkwi sedno. Czasy epoki ekonomicznej stają się coraz bardziej bezduszne. Mnie wychowano na człowieka, który ma wiedzieć, gdzie jego godność, i pilnować jej. Który za cenę wygody nie powinien nigdy ulegać okolicznościom, ale z dobrą wiarą próbować na nie wpływać i kreować w miarę posiadanych możliwości. Szukam piękna, na każdym kroku. Myślę, że poszukiwanie głębi za cenę walki z tym, co pospolite i wulgarne, warte jest wysiłku, który daje życiu sens. Kiedy pisałem manifest byłem studentem pierwszego roku Akademii Sztuk Pięknych. Wibracja słowa Akademia zawsze przywoływała mi na myśl słoneczny gaj Akademosa, miejsce spotkań miłośników tego, co dobre i piękne, ludzi zdyscyplinowanych etycznie i umysłowo. Nauczyli mnie, że Sztuka jest doprowadzoną do szczytu doskonałości umiejętnością, czymś, co dzięki natchnieniu umożliwia człowiekowi tworzenie rzeczy pięknych. Nauczyli, że Piękno to coś głęboko wzniosłego, potężnego i kruchego zarazem w swej delikatności. Coś bardzo cennego, godnego miłości i największych starań. Otóż rozglądając się po instytucji, która zajęła się moim wychowaniem, trudno mi było odnaleźć te wszystkie znaczenia. Gorzej, zdałem sobie sprawę, że świat poza szkołą, do którego mnie przygotowywała, wygląda jeszcze tragiczniej. W dzień pierwszych zajęć nowego roku przybiłem do drzwi wszystkich uczelnianych pracowni napisany przez siebie manifest. Studenci wyszydzili go i okaleczyli, wykładowcy zdarli, sprzątaczki wyrzuciły na śmietnik. Minęło od tej pory wiele lat, wyciągnąłem go dzisiaj ponownie, wypisując na frontowym wejściu do założonej przez siebie Galerii.

A: Nie boisz się, że możesz być posądzony o fanatyzm?
P: Boję się niewłaściwie myśleć i nieuczciwie, wbrew własnym myślom postępować. Boję się ulec złudnej akceptacji powieszchownych opinii, słabości charakteru i braku konsekwencji. Jeśli mam się skonfrontować z czyjąś opinią, najpierw zadaję pytanie kto, jako człowiek, za tą opinią stoi i w jakim stopniu jest ekspertem od opiniowanego przez siebie zagadnienia. A że myśleć właściwie, znaczy zawsze dopuszczać myśl o drugiej możliwości, staram się pamiętać o tym, że prawda często nie jest jednoznaczna, że lubi być niejednorodna i mieszać w sobie paradoksy. To chroni przed fanatyzmem. Niczego nikomu nie chciałbym nigdy narzucać siłą. Trzeba jednak wypowiadać sądy zdecydowane, by prowokować innych do zastanowienia.

Galeria Omphalos, maj 2013 r.

 

23
Maj
2013
19:08

Iwony i Dezyderego - wszystkiego dobrego

Wystawa „Moje białe bluzki” Anny Buczkowskiej. Późnej dopiszę dlaczego… bo idę na scenę grać Shirley Valentine zamiast Zmierzch długiego dnia. Z powodu choroby kolegi z obsady Zmierzchu…

Pani Anna Buczkowska, kiedy tylko ogłosiliśmy że zakładamy Fundację i teatr, przyszła do mnie z darem, tkaniną „teatralną”. Ta tkanina wsi w Teatrze Polonia w moich kątach na zapleczu i jestem do niej bardzo przywiązana (zresztą fotografowałam ją kiedyś i publikowałam zdjęcie tu w dzienniku) Pani Anna, pani z Żoliborza, która zanim cokolwiek się zdarzyło, przyjechała kupić bilet do naszego teatru, w początkach remontu, pan, który mi przy niósł kwiaty, konwalie na szczęście w tych pierwszych dniach, mieszkaniec sąsiedniego domu, przy Wilczej, emeryt, który oferował pomoc i każdej sprawie i wielu wielu innych życzliwych ludzi i zdarzeń, nigdy nie zapomnę i dziękuję za to wszystko serdecznie.
Tym razem pani Anna zadzwoniła do mnie….mam wystawę w dzwonnicy kościoła św. Anny w Wilanowie (dzis galerii), wystawę pod tytułem Moje białe bluzki, i wielu ludzi pyta oglądając, czy pani Janda już to widziała. Pojechałam. Zobaczyłam. Sfotografowałam, także dla Państwa, w drodze do Wilanowa, dowiedziałam się że musimy odwołać spektakl Zmierzch długiego dnia i jedyne co możemy zagrać dla ludzi, którzy przyjdą, do których się nie dodzwonimy, lub nie mamy do nich kontaktu to Shirley, że tylko do tego spektaklu zdążymy zmienić światła i dekoracje, bo było już po 15:oo a jestem do dyspozycji.

Shirley Valentine. Ratunek wieczny i pociecha. Wile razy już pisałam o tym spektaklu. Wczorajszy wieczór, (bo piszę w piątek rano), to zabawne doświadczenie dla mnie, spotkanie z ludźmi, którzy przyszli zupełnie na co innego i nagle widza tę „wariatkę” i jej historię. zdarzyło mi się to już kilka razy, że grałam tę Shirley, zamiast…kiedyś pół wakacji zamiast Romulusa Wielkiego, kiedy Janusz Gajos niespodziewanie zachorował. Bywa że oczy ludziom wychodzą ze zdumienia że istnieje coś takiego, jak ta Shirley, nie mogą uwierzyć, na co ich los „zaplątał”. Przedwczorajsze przedstawienie Shirley, planowane dużo wcześniej, było zabawne „inaczej”, bo ja po próbach całości Maydaya 2 i lekkich tam kłopotach, zamieszaniu, pod koniec Shirley, odfrunęłam myślą do Ochu i tamtych problemów, i….niespodziewanie dla samej siebie,  zdania… – co znowu szukasz swoja…nie skończyłam. Czarny blanc, czarna dziura, pożar w mózgu… po dłuższej chwili, bezradna zwierzyłam się publiczności – Proszę Państwa, tysiąc razy gram tę rolę  i nie mam zielonego pojęcia czego szukam…. Na co sala, nabita do granic, zdumiała się,  po czym ludzie zaczęli mi podpowiadać…Szczęścia? Miłości? – Nie, niecierpliwiłam się – Nadziei? Spokoju? Uczucia?! – Nie! Nie! Nie! – strofowałam ich, jakby to ich obowiązkiem było pamiętać czego szuka Shirley na koniec – Radości? – Nie!… i przypomniałam sobie…marzenia! To było nieprawdopodobne. Ta sla , ci ludzie , którzy tak chcieli mi pomóc i wybawić z opresji. Bardzo Państwu dziękuję. Bardzo.

Od dziś, zapasy przedpremierowe z czasem i materiałem tej sztuki, z dekoracjami, kostiumami, światłem, rekwizytami i nerwami. Pierwsza publiczność – rodziny i przyjaciele w niedzielę o 15:oo, w poniedziałek na III generalnej już pełna sala ludzi. Uwielbiam ten premierowy czas. ale ten Mayday, ten drugi Mayday, jest jak piekło trudny, zupełnie inny niz pierwszy w sensie konstrukcji i zadań, gdzie indziej leżą „konfitury”. Jeśli Mayday pierwszy był farsą sytuacyjną to ten jest farsą psychologiczną bardziej, to uczucia i sposób reagowania jest tematem a nie perypetia. No nic zobaczymy.

Dobrego dnia dla Państwa.

20
Maj
2013
18:53

Bernarda i Bazylego - wszystkiego dobrego

W Operze Narodowej wystawa malarstwa Tadeusza Dominika. W wywiadzie telewizyjnym na pytanie o jego malarstwo, odpowiedział:-Maluję żeby sprawić ludziom radość.  Obezwładniła mnie ta prosta odpowiedz. Zastanowiłam się. Ja też właściwie od lat gram i robię teatr, żeby sprawić sobie i ludziom radość. I tyle. wszystko inne mi przeszło.

18
Maj
2013
07:37

Feliksa i Aleksandry - wszystkiego dobrego

Gramy „32 Omdlenia” Czechowa w Teatrze Osterwy w Lublinie. W drodze do Lublina przeczytaliśmy w Polityce wywiad z rosyjskim reżyserem Konstantinem Bogomołowem – „Moje spektakle są próbą zrozumienia, jak żyć po śmierci teatru… Przecież teatr umarł, ale ludzie teatru jeszcze żyją i wciąż chcą wychodzić na scenę i coś na niej robić” ,”Teatr współodczuwania, współcierpienia i współczucia jest już dziś martwy. Sztuka dramatyczna, która próbuje wzbudzić u widza współodczuwanie, się skończyła. Nazywam ją podgatunkiem żebrzącym”, „Leży przede mną trup teatru i nie wiem, czy jest możliwe, żeby ożył, ale mogę go preparować”. Po wejściu do teatru, czekaliśmy w saloniku, poczekalni dla aktorów przed wejściem na scenę, czekaliśmy na próbę naszego teatru-żebrzącego, według definicji Bogomołowa, akuszera formy, która ma boleć, jak bredzi dalej w swoim wywiadzie i nagle…tam, w tej poczekalni, kilka napisów ołówkiem na ścianie, kilka „aktów rozpaczy” zdesperowanych artystów. Jeden z nich – KIEDY DUCH SŁABNIE POJAWIA SIĘ FORMA!!!!

Wśród innych napisów na ścianie – Kobiety- próbowałem. Przereklamowane. Podpisane Igor Prżegrodzki.

Ostatni film Almodovara, żenujący.

11
Maj
2013
08:06

Franciszka i Jakuba - wszystkiego dobrego

Wczoraj w Cieszynie w Teatrze im. Mickiewicza, w tej pięknej sali teatralnej, jednej z najpiękniejszych w Polsce zagrałam 50 spektakl DANUTA W.

Siedem miesięcy minęło od premiery, siedem miesięcy z tym tematem, z Danusią, jak dziś mówię, Lechem Wałęsą, Solidarnością, Polską , Polakami  i także z sobą samą, kiedy to gram, a raczej opowiadam. Bo graniem jednak bym tego nie nazwała. Tak, to nie jest granie, to coś mniej, a może więcej, to odpowiedzialność społeczna, jakkolwiek głupio by to nie zabrzmiało i najbardziej „wrażliwa” rola w moim czterdziestoletnim życiu zawodowym. Rola, w której każdy niuans, barwa głosu, zatrzymanie się, zawahanie, dłuższa pauza znaczą, a raczej świadczą… o moim stosunku do tej historii, a ponieważ występuję publicznie, kształtują stosunek do niej, przynajmniej tego wieczoru, kiedy się to staje.  Nigdy nie grałam tak ” żywego” przedstawienia, tak aktualnego, dotykającego ludzi tak bezpośrednio, zależnego od ich poglądów i  wyborów życiowych. Pierwszy raz czuję wychodząc na scenę, że staję jako ambasador pewnej sprawy, sala zamiera nieufna, a  ja w ciszy i napięciu staram się zdobyć ich myśli, a potem serca. Dla Danuty W?  Nie, dla nas samych, tak to czuję. Teatr to umowa, aktor mówi, gra a widzowie milczą. Myślę, że tu milczą na podstawie tej umowy. Mam wrażenie, że słuchają i ważą każde zdanie, jego odcień, jego wymowę i na szachownicy spektaklu robią w sercach ruch. Dla mnie ten ruch jest ciszą, mój kolejny ruch wynika z moich przekonań, doświadczeń i umiejętności rozmawiania z Nimi. Nie przebiegam nad niczym, niczego nie lekceważę… im wolniej, ciszej, spokojniej, dojrzalej i z kropkami na koniec zdań, tym spotkanie ważniejsze. To tylko z krótszych lub dłuższych wybuchów śmiechu orientuję się gdzie jesteśmy, z kim mam do czynienia…. no i na końcu, kiedy zapala się światło. Czasem nie śmieją się wcale, nie „odpuszczają” mimo że daję znak, że można. Ten spektakl uczy mnie rozróżniania „cisz” . Są cisze zwykłe, jakby lekkie, cisze ciężkie i  gęste, cisze przerwane ulgą, cisze nieuważne, bo im się wydawało, że będzie o czymś innym lub nabrzmiałe oceniające, wyczekujące,  cisze wzruszone, zamyślnone, minuta ciszy i mojej i ich, po – Zginęli górnicy w kopalni Wujek – ta cisza wyjątkowo wspólna. Zastanawiam się czasem w trakcie spektaklu, na jak długą mogę sobie pozwolić, minuta to w spektaklu wieczność. Są też cisze groźne, niechętne,  po – My Polacy jesteśmy narodem marnym, małostkowym.Cisze zawieszone, nabrzmiewające, zapadające głębiej, po zdaniu – Teraz powiem coś, co powiedziałam przed tragedią Smoleńską. Gram ten spektakl, ja, doświadczona aktorka, jako ja, Krystyna Janda, Polka, bo taka jest konieczność tym razem i taki czuję  obowiązek. Nie da się inaczej. A dodatkowo i moja bohaterka Danuta, i podmioty liryczne Lech Wałęsa i Polska, że pozwolę sobie tak górnolotnie, żyją, mówią, działają, każdy dzień przynosi wiadomości o nich, ich zdjęcia, wypowiedzi i zachowania. To wszystko każdego wieczoru na scenie zmienia odcień barw i relacje między mną a widzami. Czuję to.

Pracuję rzetelnie, każdego wieczoru z DANUTĄ, każdego z tych wieczorów zastanawiam się nad moim zawodem. Powiem jedno,  obrona Medei kosztowała mnie mniej, ale też nawet w setnej części nie była dla mnie tak ważna jak ta opowieść o Danucie W. Dlaczego myślę, że muszę Jej bronić? Bo to czuję w tej ciszy. A ostatnio spotkałam się nawet z pogardą do Niej. Zdumiewające i oburzające.

09
Maj
2013
23:40

Bożydara i Grzegorza - wszystkiego dobrego

Dziś zagrałam sto trzydziestą nową Białą bluzkę, jak nazywamy z Magdą Umer ten spektakl, ten teraz, po latach. Tę nową wersję. Uwielbiam to grać, a tekst Agnieszki Osieckiej mnie za każdym razem zachwyca i obezwładnia. – Pamiętam jak nie dałaś mnie uśpić , choć wszyscy swoje usypiali – mówi Elżbieta w pewnym momencie. Nie pozwolimy Cię uśpić, Agnieszko, jest tylu ludzi, którzy nie mogą bez Ciebie żyć. Twoje słowa, zdania, rymy, w których znajdowałaś pociechę, jak sama piszesz, potężnieją, umacniają się, rosną. Choć, jak powiedziała pewna pani – Biała bluzka? O, to ten spektakl  o alkoholiczce, co nie może wyjść za mąż. Zdumiało mnie to, od tej strony nigdy na tę historię i ten tekst nie spojrzałam, a są ludzie, którzy, okazuje się, i tak to potrafią zobaczyć. Zdumiewające.
Bądź tam gdzie jesteś, spokojna i szczęśliwa a tu…biały paw wciąż niestety nie spaceruje ścieżkami pałacu i nie jest parno od róż a coraz częściej od czegoś wręcz przeciwnego.

 

04
Maj
2013
16:50

Moniki i Floriana - wszystkiego dobrego

Od trzech lat stoi pod naszymi teatrami żebraczka.  Żebraczka to mocne słowo, jest to dość dobrze wyglądająca pani, nie mniej, chodzi jej o pieniądze. Jest przed i po wszystkich spektaklach przed teatrem Polonia lub Och-Teatrem, a czasem zdąża na popołudniówki, i tu, i tu. Wiosna, lato, jesień, zima, święta, niedziele, poniedziałki, zawsze, ile razy gramy. Dwa razy gramy – stoi, trzy razy – stoi. My gramy, Ona stoi. Stoi nieruchomo, na baczność, nie odzywa się, przed sobą trzyma tekturkę opakowaną w torebkę foliową . Coś tam jest napisane… że była aktorką, jej teatr się spalił …czy coś w tym rodzaju. W każdym razie ta wiadomość jest napisana w trzech językach. Początkowo się nią interesowaliśmy, rozmawialiśmy, staraliśmy się czegoś dowiedzieć, nie była skłonna do przyjaźnienia się. Dziś już nawet nie pamiętam, co ona tam ma napisane na tej tekturce. Stoi. Przywykliśmy. Pojawia się na długo przed spektaklem, stoi do ostatniego widza opuszczającego teatr. Kiedy odjeżdżam po spektaklach, ona najczęściej jeszcze stoi. Bileterzy mówią, że nie zaczepia naszych widzów, czasem któryś z naszych widzów z nią porozmawia, nie wiem co odpowiada, stoi. Ja tylko co jakiś czas, przypominam sobie o niej i pytam – dlaczego ona tak stoi!? Nasi pracownicy odpowiadają mi rozsądnie – widocznie jej się opłaca. Zna nasz repertuar perfekcyjnie, wie co jest grane, o której, nigdy jej nie zaskakujemy. Orientuje się we frekwencji, klimacie przedstawień, itp… pewnie po komediach ludzie rozbawieni dają datki chętniej. Ale ona stoi, nawet i przed, i po tragediach, sztukach trudnych, nieudanych z jej punktu widzenia, mniej obleganych przez widzów.

Wczoraj widziałam ją znowu, wychodziłam po Danucie W. Już nikogo nie było w teatrze, ona stała, niewzruszona, nieporuszona, patrzyła w pustkę naszego foyer, jeszcze z nadzieją. Stała się stałym elementem naszych teatrów – pomyślałam. Jechałam do domu i wciąż myślałam o niej. Znamy jej sylwetkę, nakrycia głowy, płaszcze, ubrania zimowe, siateczkę, kartonik, przejeżdża miedzy naszymi teatrami tramwajem. Wielokrotnie widywałam ją idąca od tramwaju na „dyżur” wtedy, kiedy ja jechałam do teatru, do garderoby, na długo przed spektaklami, przygotowywać się. Czy stoi także pod innymi teatrami? – zaniepokoiłam się . Chyba nie, bo u nas jest codziennie. Ale czasem znika na kilka dni? Może wtedy jakiś inny teatr ma sukces i ona to sprawdza, opłacalność tego sukcesu dla niej, pomyślałam uspokojona. A z drugiej strony, jest naszym teatrom zdumiewająco wierna. I jak to trudno! Tak stać nieruchomo! Na deszczu i w słońcu, na mrozie i w zawiei! Dlaczego ona tak stoi?! Może rzeczywiście jej się opłaca. Ale co to znaczy? e jesteśmy dla niej świetnym partnerem? To świadczy o sukcesie naszych teatrów! – ucieszyłam się. To znaczy że jeśli jej się opłaca, to my też żyjemy. Nie wiem czy ktoś kiedyś sprawdzał, sukces teatru według wierności żebraczki, ale nieodparcie, w tym wypadku, to się nasuwa. Dokładnie dwa lata temu, byliśmy bliscy upadku. Straciliśmy płynność finansową, jeszcze miesiąc, dwa i byśmy się przewrócili. Czy wtedy stała? Nie mogę sobie przypomnieć. Chyba nie. – Stała!!! Niewzruszenie. Ale przecież publiczność wtedy przychodziła, nasz kryzys polegał na kłopotach wewnętrznych, dla niej nie miało to większego znaczenia, przecież ona jest zależna od ilości i hojności widzów, nasze problemy wewnętrzne jej nie obchodzą, no chyba że wpłyną na spadek ilości widzów, czy będziemy musieli się zamknąć, co nie daj Boże, a co nam nie grozi, bo po „przewrocie majowym roku 2011 roku”, jak to nazywam, na swój użytek, odejściu paru osób i reorganizacji, wiele się zmieniło i tak dobrze jak teraz, nie mieliśmy się nigdy wcześniej.
Muszę z nią porozmawiać poważnie, tylko….czy się na to zgodzi? I co ma niby wynikać z takiej rozmowy? Co ona może powiedzieć mnie i co ja mogę powiedzieć jej? (Jednak po zastanowieniu, myślę, że ona miałaby dla mnie kilka istotnych informacji). Dobrze, niech zostanie, tak jak jest. Ona niech sobie stoi, z tym kartonikiem, nieruchoma przed Polonią i przed Ochem, a ja będę robiła swoje.
Zaraz, zaraz…czy ona stoi przed teatrami kiedy są dni premier? Nie sprzedajemy biletów? Nie!!! Prze premierami jej nie ma! O co to chodzi? Jedno jest pewne, jak zniknie zacznę się o nas martwić. Niespodziewanie stała się znakiem naszego trwania.

Szanowna Pani, gdyby Pani mnie czytała, czego nie mogę wykluczyć, bo na pewno zna Pani nasze strony internetowe i zawiadomienia, reaguje Pani na nie, tak więc… Szanowna Pani, pragnę Panią zapewnić, że szykujemy interesujący sezon, publiczności powinno dla Pani nie zabraknąć, będzie Pani, mam nadzieję, zadowolona. 28 maja odbędzie się w Och-Teatrze premiera Mayday 2, co powinno Panią ucieszyć niezmiernie, bo jak Pani wie, Mayday pierwsza część, cieszy się niesłabnącym powodzeniem. W czerwcu, już dostanie Pani, nową premierę w Teatrze Polonia, pani Katarzyna Figura, zagra Kalinę Jędrusik, i będzie śpiewać jej piosenki także… i w ogóle, też jestem pewna dla Pani nie będzie źle. W wakacje gramy na Placu Konstytucji i na Grójeckiej za darmo, ale to Panią zdaje się nie bardzo interesuje, nie mniej w Teatrze Polonia będą spektakle, całe wakacje, a w końcu sierpnia nawet premiera, wzruszającej i bardzo oryginalnej sztuki pt. Konstelacje. Zagra w niej pan Grzegorz Małecki, który jest w moim osobistym rankingu aktorów polskich w samej czołówce, czołówce. Reżyserował będzie pan Sajnuk, będzie także grała moja córka, a ja zapewniam, będzie dobrze, będzie Pani zadowolona. W Och-Teatrze w końcu czerwca zaczyna się co prawda remont, robimy front, schody wejściowe do teatru, wymieniamy wszystkie drzwi na sali i robimy wreszcie garderoby, ale niech się Pani nie martwi, teatr stanie tylko na dziewięć dni, strategia remontu opracowana jest co do minuty. Zresztą w tym czasie publiczność dostanie spektakle w Och-Cafe-Teatrze, to dla Pani oznacza, trochę mniej widzów, ale jakoś Pani przeczeka, bo już od jesieni rusza scena w Och-Cafe-Teatrze. Rusza aż trzema naszymi nowymi, dla tej kawiarnianej sceny robionymi spektaklami, a premiery będą co miesiąc od września. Och-Teatr będzie grał więc od jesieni, rytmicznie na dwóch scenach. Repertuar gwarantuję, będzie interesujący, nie będzie pani stratna. Jesień to kolejna komedia w Och-Teatrze Przedstawienie świąteczne”, które wyreżyseruje tak, żeby Pani była zadowolona, a ja sama, już się cieszę na te próby, taka obsadę udało się zaangażować. No, a w Teatrze Polonia Depresja komików, panowie Woronowicz i Rutkowski w nowym tekście pana Walczaka. Okres przedświąteczny, Święta i Sylwester upłyną Pani mam nadzieję w dostatku. Jak Pani widzi staramy się. Oświadczam, że włączam Panią na stałe, do swoich repertuarowych kombinacji i kompozycji. Kłaniam się . Krystyna Janda prezes Fundacji KJ Na Rzecz Kultury. Dobrej wiosny, lata jesieni i zimy.

PS. Szanowna Pani z poprzedniego sezonu powinna Pani być bardzo zadowolona! Z tego półrocza też, jak mniemam. Gdyby było inaczej, niech Pani da znak. Zastanowię się co zmienić.

 

© Copyright 2019 Krystyna Janda. All rights reserved.