01
Październik
2009
05:10

Edward i Andrzej

zobacz zdjęcie

Prasa

Opulentes Kino: Edward Klosinski gestorben

Von Hanns-georg Rodek

Einer der erfolgreichsten und doch unauffälligsten Exportschlager des polnischen Kinos sind seine Kameramänner. Slawomir Idziak fotografierte „Harry Potter und der Orden des Phönix”, Pawel Edelman führte die Kamera von „Ray”, Janusz Kaminski setzte das Licht von „Indiana Jones und das Königreich des Kristallschädels”. Edward Klosinski, der am Samstag 64-jährig gestorben ist, war einer von ihnen. Aber ihn zog es nicht nach Hollywood, sondern er bereicherte das Kino Westeuropas.
Klosinski wurde wie die meisten seiner Kollegen an der legendären Nationalen Film- und Theaterschule in Lodz ausgebildet, hatte 1970 das Glück, Kameraassistent bei Andrzej Wajdas „Birkenhain” zu werden – und wurde nach dem Abgang des Chefkameramanns dessen Nachfolger. Mit Wajda sollte er noch zehnmal arbeiten und mit allen anderen Großen des Polnischen Kinos, mit Zanussi, Stuhr, Machulski, Falk.

Klosinski lieferte brillante und opulente Bilder, ohne anzugeben. „Ich habe ungezählte Stunden damit verbracht zu studieren, wie Vermeer, Rembrandt oder Turner ihre Gemälde aufbauten”, sagte Klosinski. „Ich erkannte, dass mir natürliches Licht am meisten zusagte, aber nicht völlig natürlich, sondern leicht verfremdet. Alles innerhalb der Grenzen des Realismus, aber nie als Illusion der Realität.”

Dann kamen auch für ihn das Jahr 1981 und das Kriegsrecht. Klosinki hatte „Der Mann aus Marmor” und „Der Mann aus Eisen” fotografiert, Wajdas berühmte Bestandaufnahmen des stagnierenden real existierenden Sozialismus, und nun blieben die Angebote aus. Klosinski wich nach Österreich aus, arbeitete für Bernhard Wicki und Peter Keglevic. Mit Klosinski konnte man Konzepte erarbeiten. Für den „Mann aus Marmor” wollte Wajda ein Element der Ironie im Bild. Also filmte Klosinski manche Szenen im kruden Stil des sozialistischen Realismus; andere zeigten ein westeuropäisch poliertes Warschau. Aus dem Kontrast entsprang die Ironie.

Mit Krzysztof Kieslowski entwickelte er die Farbdramaturgie von „Drei Farben: weiß”. Rolf Schübels „Gloomy Sunday – Ein Lied von Liebe und Tod” verdankt viel von seiner Vorkriegsatmosphäre Klosinskis Kamera, und für Lars von Triers „Europa” zauberte Klosinski eine glaubwürdige Stunde Null auf die Leinwand.
Anzeige

Dreimal drehte Klosinski mit Dieter Wedel („Der große Bellheim”, „Der König von St. Pauli”, „Mein alter Freund Fritz”) und dreimal mit Jan Schütte („Abschied – Brechts letzter Sommer”, „Supertex”, „Old Love”). Einmal, Mitte der Neunziger, zeigte er den Schauspielstar Krystyna Janda in ihrem Regiedebüt „Pestka” von deren bester Seite. Aber das sollte für einen Ehemann selbstverständlich sein.

Die Welt: 08.01.08
http://www.welt.de/welt_print/article15 … orben.html

 

Taka miłość zdarza się raz

– To Edward był siłą Krysi. Ostoją spokoju. Nigdy nie grzał się w jej blasku, nie starał się zdobyć rozgłosu dzięki sławnej żonie. Zresztą nie musiał. Był rewelacyjnym operatorem – EDWARDA KŁOSIŃSKIEGO wspomina jedna ze znajomych Jandy.

«Prawdziwa historia wielkiej namiętności jaka łączyła Krystynę Jandę (55 l.) i Edwarda Kłosińskiego (65 l.)

– To było piękne, udane małżeństwo. Kibicowałam im – tak o Krystynie Jandzie (55 l.) i Edwardzie Kłosińskim ( 65 l.) mówi Beata Tyszkiewicz (70 l.).

On cichy, opanowany. Zawsze stał z boku. Ona energiczna, ekscentryczna, po prostu wielka gwiazda. Stworzyli cudowny związek, który przetrwał 27 lat. Kochali się, szanowali i wspierali. Aż do dnia, gdy rozdzieliła ich okrutna śmierć.

– To nie był błysk. Na początku bardzo mnie denerwował, uważałam, że się wtrąca w nie swoje sprawy, a ściślej w moje role – opowiadała o Edwardzie Janda w jednym z wywiadów.

Kłosińskiego, drugiego męża, poznała w 1976 r. na planie „Człowieka z marmuru”. To on podsunął Andrzejowi Wajdzie (82 l.) pomysł, by zrobić z młodziutką aktorką próbne zdjęcia. – Miałaś w sobie wielką siłę i tajemnicę. Mogę się więc pochwalić, że częściowo przyczyniłem się do obsadzenia cię w roli Agnieszki – po latach mówił Kłosiński do żony.

Mimo że Krystyna Janda wydaje się być silną kobietą, w rzeczywistości – jak mówią jej znajomi – jest zupełnie inaczej.

– To Edward był siłą Krysi. Ostoją spokoju. Nigdy nie grzał się w jej blasku, nie starał się zdobyć rozgłosu dzięki sławnej żonie. Zresztą nie musiał. Był rewelacyjnym operatorem – wspomina jedna ze znajomych Jandy. – Pamiętam, gdy kiedyś po przedstawieniu spotkałam się z Krysią w garderobie. Usiadła, zdjęła buty, położyła nogi na kolanach Edwarda, a on zaczął je masować. Ten gest nie miał podtekstu erotycznego – widać było, że on robi to z troską, bo jego ukochaną bolą nogi, bo jest zmęczona po całym dniu.

Ale początek tej miłości nie był łatwy. Zbiegł się z burzliwym rozstaniem Jandy z Andrzejem Sewerynem (62 l.). Jedna z historii związana z rozpadem sławnego małżeństwa mówi, że po kłótni Seweryn dał Jandzie dwie godziny na spakowanie się i opuszczenie domu. Aktorka z córką Marysią Seweryn (30 l.) uciekła wtedy do małego mieszkanka Kłosińskiego.

– Tak zaczęła się ich miłość, nie szalona, nie burzliwa, ale spokojna i bardzo przemyślana – dodaje znajomy aktorki.

Janda rozwiodła się z Sewerynem w 1979 r. Dopiero rok później poślubiła Kłosińskiego. – Byłam tak zaskoczona, że moje pierwsze małżeństwo się rozpadło, że postanowiłam być ostrożna. Edward umacniał we mnie tak bardzo potrzebne mi poczucie własnej wartości – mówiła.

Kłosiński wspierał żonę we wszystkim. – To mężczyzna mojego życia – mawiała o nim. To on udzielił jej największego wsparcia, gdy topiąc oszczędności życia, porwała się na budowę prywatnego teatru Polonia w Warszawie.

Okrutna śmierć rozdzieliła energiczną, pełną pasji aktorkę i jej ukochanego, wielkiego męża. Edward Kłosiński przegrał walkę z nowotworem płuc i 5 stycznia, w trzy dni po swych 65. urodzinach, zmarł. Odszedł wśród kochających go osób, we własnym domu w podwarszawskim Milanówku.»

„Taka miłość zdarza się raz”
dafa, sole
Super Express online
08-01-2008

……………………..

 

Portrety
______________________________________________

Edward Kłosiński

Edward Kłosiński nie żyje

„Ziemia obiecana”, „Iluminacja”, „Człowiek z marmuru”, „Barwy ochronne”, „Panny z Wilka”, „Bez znieczulenia”, „Wodzirej”, „Człowiek z żelaza”, „Matka Królów”, „Kronika wypadków miłosnych”, „Dekalog 2”, „Trzy kolory: biały”, „Życie jako śmiertelna choroba przenoszona drogą płciową”, „Wszyscy jesteśmy Chrystusami”. Wszystkie te wybitne filmy zawdzięczają swój kształt operatorowi Edwardowi Kłosińskiemu.

Robił zdjęcia do ponad 70 filmów polskich i zagranicznych, głównie niemieckich.

Andrzej Wajda, Krzysztof Zanussi, Krzysztof Kieślowski, Feliks Falk, Janusz Zaorski, Marek Koterski i Jerzy Stuhr znajdowali w nim artystycznego partnera. Łączył cechy wielkiego profesjonalisty i artysty, wykształconego na malarstwie Vermeera, Rembrandta, Hoppera.

– Film bywa sztuką – mówił w dokumencie Grzegorza Skurskiego. – Rzadko, ale bywa. Dlatego to zajęcie jest takie fascynujące. Można mu się oddawać do dziewięćdziesiątki, bo póki możemy chodzić, możemy pracować. Każdy film właściwie robi się od początku, od zera. To mnie właśnie fascynuje, bo staję zawsze przed nowym problemem, który trzeba rozwiązać – mówił.

W młodości rzucił malarstwo dla filmu. Zamiast na ASP poszedł do łódzkiej szkoły filmowej. „Malowanie to samotność, a ja byłem osobą towarzyską i pociągała mnie praca w zespole”.

Współpraca reżysera z Edwardem Kłosińskim zaczynała się już na etapie scenariusza. „Chcę wiedzieć, dlaczego scena ma przebiegać tak, a nie inaczej, pytam, czy możliwe są inne rozwiązania, proponuję własne. Bez tego nie mógłbym w pełni zaangażować się w realizację” – mówił w 1994 w wywiadzie Bożeny Janickiej. Światło, ruch kamery, przemienność scen jasnych i ciemnych, dobór wnętrz i plenerów, wszystko, co tworzy styl filmu, „rodzi się w zdjęciach”. Chodzi nie tylko o wygląd kadru – także o sposób poruszania się aktora, o to, jak wygląda sylwetka Krystyny Jandy w „Człowieku z marmuru” czy Jerzego Stuhra w „Wodzireju”. Operator ma na to wpływ, jeśli od początku wczuje się w sens filmu i zrozumie, że „ważniejszy jest dobry film niż piękne zdjęcia”.

Miał wielki wkład w sukces polskiej kinematografii lat 70. Czasem z lekceważeniem przywołuje się hasło „kina moralnego niepokoju” – a przecież ówczesna kinematografia miała coś, czego dzisiejsi filmowcy mogą jej tylko zazdrościć: to było kino myślącego obrazu. Obraz był dla Kłosińskiego „wypadkową treści, myśli”. Jako epitafium dla moralnego niepokoju traktował swoją pracę przy „Białym” Kieślowskiego – gorzkiej komedii, pokazującej, że korupcja i złodziejstwo, które uważaliśmy za przywarę naszego systemu, jest cechą całego współczesnego świata.

Kreując świat wspólnie z reżyserem, Kłosiński dbał o logikę tej kreacji. Nie wysuwał się na pierwszy plan, służył całości. W genialnej „Ziemi obiecanej” – gdzie był jednym z trzech operatorów, którym Wajda dał niezwykłą swobodę – pokazywał świat rozedrgany, tętniący życiem, pazernością.

W „Pannach z Wilka” – utracony świat polskiego dworu, pełen harmonii, melancholijnej pogody. W „Kronice wypadków miłosnych” – wyidealizowany przez pamięć kraj lat dziecinnych. W „Matce Królów” – świat stalinowski, czarno-biały, stylizowany na dawne kroniki.

Jedną z przyczyn świetności tamtego kina było partnerstwo reżysera i operatora. Pod tym względem kino polskie odbiegało od normy światowej, gdzie operator jest zwykle wykonawcą. Wiązało się to jednak nie tyle z wygórowanymi ambicjami naszych operatorów, ile z pewną słabością reżyserów, którzy „mają idee, gorzej jest u nich z myśleniem obrazami”. Stąd tak wielkie przywiązanie Kłosińskiego do Wajdy, obdarzonego wyobraźnią plastyczną.

Zaczynał u niego jako szwenkier w „Brzezinie” (1970) – naraził się wówczas niemal na wyrzucenie z planu za popełnienie jakichś błędów. Po dziesięciu latach, gdy kręcili razem „Człowieka z żelaza”, Kłosiński był pełnym partnerem reżysera, obdarzonym najwyższym zaufaniem. Janicka przytacza kapitalną anegdotę z planu tego filmu, pokazującą specyficznie polski „duch tworzenia, pewną dozę improwizacji, nieodpowiedzialności”, który potrafi dać wspaniałe rezultaty. – Po miesiącu zdjęć do „Człowieka z żelaza” – opowiada Kłosiński – doznałem olśnienia, że bohaterem filmu mógłby być dziennikarz z komunistycznej francuskiej gazety próbujący zrozumieć, co dzieje się w Polsce. Nie mieści mu się w głowie, że klasa robotnicza występuje przeciwko władzy, która opiera się na robotnikach. Zaczyna zadawać podstawowe pytania. Wajdzie ten pomysł niebywale się spodobał. Można by w ten sposób uzasadnić dramaturgicznie wszystko, co w tym filmie musiało być powiedziane wprost. Ale rezultat miesiąca pracy trzeba by wyrzucić do kosza. I Wajda był prawie gotów to zrobić! Nie udało się z przyczyn od nas niezależnych.

Ostatnio mieli znów pracować we troje – Wajda, Kłosiński, Janda – przy filmie „Tatarak” według opowiadania Iwaszkiewicza.

Dwadzieścia siedem lat małżeństwa Kłosińskiego i Jandy, jak zaświadczają przyjaciele, samo w sobie stanowi niezwykłą historię miłosną: od poznania się na planie „Człowieka z marmuru” do zbudowania wspólnie, dzięki ofiarności Kłosińskiego, Teatru Polonia.

Jerzy Stuhr, aktor, reżyser

Nasza znajomość zaczęła się od „Wodzireja”. Sukces mojej roli w tym filmie polega na sposobie fotografowania mojego bohatera, który wymyślił Edward. To był wielki prezent od niego.

Przyjaźniliśmy się – wspólne wakacje, wychowywanie dzieci, potem praca w Teatrze Starym. Był również wielkim przyjacielem tego teatru i Konrada Swinarskiego. Dzięki niemu spektakl „Z biegiem lat, z biegiem dni” Andrzeja Wajdy został przeniesiony do telewizji, on go razem z Wajdą wyreżyserował. Koroną tych wszystkich wspólnych do świadczeń były zdjęcia do moich filmów – „Pogody na jutro”, „Tygodnia z życia mężczyzny”.

Był moją ostoją w sztuce przenoszenia słów na ekran. Jako jeden z najbardziej pracowitych polskich operatorów po wojnie miał ogromne doświadczenie. Zawsze skromnie mówił, że spełnia tylko pomocniczą rolę, że jest na usługach scenarzysty i reżysera, ale kiedy zaczynała się praca na planie, tak naprawdę brał wszystko w swoje ręce. Był urodzonym przewodnikiem, również w życiu.

Janusz Morgenstern, reżyser

Współtworzyłem z Edwardem Kłosińskim pierwsze odcinki „Polskich dróg”. Wtedy jedyny raz spotkaliśmy się na planie. Było dużo zdjęć plenerowych, często w trudnych warunkach, ale on doskonale panował nad stroną techniczną. Komfort pracy z Edwardem polegał na tym, że każdy element realizacji scenariusza można było zaplanować bez spięć i kłótni. Zapamiętałem go nie tylko jako zdolnego operatora, ale też kogoś, kto wnosi do pracy spokój, opanowanie, skupienie. Wiem, że był takim katalizatorem i ostoją dla żony, Krystyny Jandy. Niesłychanie delikatny człowiek.

 

Ostatnie kilka miesięcy to smutny czas dla polskiego filmu. Jest nas coraz mniej. Odeszli Jerzy Kawalerowicz, Witold Leszczyński, teraz Edward Kłosiński. Znaliśmy się nie tylko z pracy, często się przyjaźniliśmy. A przede wszystkim tworzyliśmy grupę twórców, którzy chcą mówić jednym wyrazistym językiem filmowym.

 

Tadeusz Sobolewski
Gazeta Wyborcza
7 stycznia 2008

……………………

 

Miłość z żelaza

Widząc niezwykły temperament 22-letniej wówczas aktorki, wymyślił specjalny sposób jej filmowania, tak aby podkreślić jej prędkość, nerwowość, zdecydowanie. Można powiedzieć, że to EDWARD KŁOSIŃSKI jest w pewnym sensie odpowiedzialny za stworzenie najbardziej wyrazistej roli kobiecej w historii polskiego kina [Agnieszki w „Człowieku z marmuru”], a może i w pewnym sensie aktorskiego stylu KRYSTYNY JANDY.

«Są małżeństwem idealnym. Edward Kłosiński i Krystyna Janda stworzyli kochającą się rodzinę, ciepły dom i… najmodniejszy teatr w stolicy. Teraz razem walczą o zdrowie Edwarda.

– Proszę mnie o to nie pytać – to jedyna odpowiedź Krystyny Jandy, gdy dziennikarze dociekają, jak się czuje jej mąż, znany na świecie operator filmowy Edward Kłosiński. Wiadomość o jego chorobie nowotworowej spadła na nią i na jej bliskich nagle, gdy wszystko było „fantastyczne”, jak lubi mówić aktorka. Dom w Milanówku pełen radosnego gwaru, rodzina w komplecie. Remont założonego przez nią teatru Polonia właśnie dobiega końca, a wybierany przez nią repertuar ściąga tłumy publiczności i zbiera dobre recenzje. I ona sama w doskonałej formie: jako artystka sceniczna, menedżerka, reżyserka teatralna, jako zaangażowana społecznica, a także pisarka, w tym autorka naprawdę błyskotliwie prowadzonego bardzo popularnego błoga. I nagle cios. W najbardziej czułą, prywatną sferę życia, która w przypadku osoby publicznej budzi ciekawość podwójną. „Proszę łaskawie o nieskładanie kondolencji, jeśli można – napisała Janda w swoim internetowym dzienniku w połowie sierpnia. – O niepocieszanie mnie, nieprzysyłanie adresów cudotwórców (…). Jak powiedziałam wspaniałym lekarzom, którzy zajmują się mężem, najbardziej podobała mi się książka Jak zwalczyć raka w 90 dni i na ten temat sobie żartowaliśmy (…). Sprawy nie wyglądają beznadziejnie, więc potrzeba nam tylko spokoju. Bardzo o to proszę. Serdecznie Państwa pozdrawiam…”.

W Internecie zaroiło się od ciepłych słów wsparcia. Nie był to tylko szacunek dla wielkiej damy polskiego kina (aktorka ma na koncie niemal 200 (!) ról filmowych, teatralnych i telewizyjnych), ale też zwykłe współczucie dla kobiety, która po 27 latach małżeństwa wciąż mówi o swoim mężu jak zakochana nastolatka. Jaka inna gwiazda informuje na blogu cały świat: „Spędzam dzień z mężczyzną mojego życia”?

SYMBOL POKOLENIA

Mężczyznę swojego życia – Edwarda Kłosińskiego – poznała na planie „Człowieka z marmuru”. Nie była to jednak miłość od pierwszego wejrzenia. Janda była wtedy żoną starszego o sześć lat Andrzeja Seweryna, którego poznała na studiach. Ona kończyła właśnie szkołę i miała za sobą telewizyjny debiut w „Trzech siostrach” w reżyserii Aleksandra Bardiniego. On był „kultowym” wykładowcą na Wydziale Aktorskim PWST. Studenci go uwielbiali i podziwiali nie tylko za talent, ale też za przeszłość. W 1968 roku Andrzej Seweryn trafił na pięć miesięcy do więzienia za wystąpienia w obronie zdjętych z afisza z powodów politycznych „Dziadów” w reżyserii Kazimierza Dejmka. Kiedy Janda kończyła szkołę i rodziła ich córkę Marię, Seweryn święcił już triumfy po roli Maksa Bauma w „Ziemi obiecanej” Andrzeja Wajdy. Szybko się jednak okazało, że Krystyna nie zamierza być tylko żoną sławnego męża. Dostała propozycję, która nadała kierunek i impet jej karierze – rolę w „Człowieku z marmuru” Andrzeja Wajdy. Wyposażona w jej temperament Agnieszka stała się symbolem niespokojnego pokolenia. A Janda dostała przepustkę do pierwszej ligi aktorskiej. I nigdy jej nie opuściła. Grała główne role często u boku męża, z którym prywatnie coraz bardziej było jej nie po drodze. Andrzej Seweryn, dziś gwiazda paryskiej Comedie Francaise, w jednym z wywiadów wspominał, jak w 1979 roku grali tytułowych kochanków w „Heloizie i Abelardzie”. Na scenie żarliwie wyznawali sobie miłość, choć tak naprawdę byli świeżo po rozwodzie. „To nie było nieudane małżeństwo – tłumaczyła w wywiadach Janda. – Po prostu dość wcześnie zorientowałam się, że nam razem nie będzie dobrze. Że jestem młoda, inaczej myślę o życiu. Nikt mnie nie rzucił, nie przestał kochać, nie zdominował, nie upokorzył. Dojrzałam jednak do dnia, kiedy powiedziałam sobie: Trudno, nie będę aktorką, nie będę szczęśliwą kobietą, jeśli pozostanę w tym związku”. Seweryn wkrótce potem wyjechał do Francji, gdzie zrobił ogromną jak na obcokrajowca karierę. Ona z kilkuletnią córką zamieszkała z mamą.

WCHODZISZ – BLASK, ZA TOBĄ-CIEMNOŚĆ

Już podczas kręcenia „Człowieka z marmuru” widać było, że Krystyna Janda i Edward Kłosiński świetnie się rozumieją. To on, widząc niezwykły temperament 22-letniej wówczas aktorki, wymyślił specjalny sposób jej filmowania, tak aby podkreślić jej prędkość, nerwowość, zdecydowanie. Można powiedzieć, że to Edward Kłosiński jest w pewnym sensie odpowiedzialny za stworzenie najbardziej wyrazistej roli kobiecej w historii polskiego kina, a może i w pewnym sensie aktorskiego stylu Krystyny Jandy. Po rozwodzie z Sewerynem przyjaźń Jandy i Kłosińskiego nabrała nowego charakteru. Okazało się, że to właśnie on jest mężczyzną, przy którym aktorka czuje się szczęśliwą kobietą. „Wyznał mi: Wchodzisz – blask, za tobą – ciemność… Dalej tak chyba jest – mówi aktorka. – Tym związkiem urządziłam sobie życie. On do dziś mi imponuje i zachwyca. A przede wszystkim nigdy mnie nie zawiódł, nie ośmieszył się w moich oczach. Ten człowiek nie ma słabości”. W roku 1990 na świat przyszedł ich pierwszy syn Adam, rok później drugi – Jędrzej. Maria – córka Krystyny Jandy z małżeństwa z Andrzejem Sewerynem – pokochała Kłosińskiego jak ojca. Bo prawdziwy tata był we Francji i znała go tylko z telefonicznych rozmów. Edward zawsze był przy niej.

OGIEŃ I WODA

Stanowią idealne małżeństwo. Przez 27 lat związku żadne z nich nie pomyślało o zdradzie. „Nie byłabym do niej zdolna. Edward też nie” – przekonuje zawsze Krystyna. Boją się tylko… miłości. Chwili, kiedy spotkają kogoś w swoim życiu i w ciągu jednej sekundy zakochają się bez pamięci. Na szczęście nie znalazła się jeszcze konkurencja ani dla Krystyny, ani dla Edwarda. Są żywym przykładem na to, że przeciwieństwa się przyciągają. Ona impulsywna, on siła spokoju. Borys Szyc opowiadał, jak Janda zrugała go na jednej z prób. Na następnej publicznie go przeprosiła, bo jak sama się przyznaje: „Edward powiedział, że nieładnie postąpiłam”. Janda nie ukrywa, że jedynie mąż ze swoim spokojem potrafi ostudzić jej gprący temperament. Jej impulsywność stała się tematem wielu anegdot. Mało kto wie, że decyzję o zdawaniu do szkoły aktorskiej Krystyna Janda podjęła pod wpływem chwili. Miała być malarką, a na egzaminy do Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Warszawie poszła po to, by podtrzymywać na duchu swoją zestresowaną przyjaciółkę. I kiedy ta z sali przesłuchań wybiegła z płaczem, Janda wparowała w jej obronie przed oblicze komisji. Do jakiego stopnia musiała zaintrygować swoją żywiołowością profesora Aleksandra Bardiniego, skoro zaproponował jej, żeby sama spróbowała zdawać?

Impulsywnie (co sama przyznaje) zaprotestowała przeciw kandydaturze Joanny Szczepkowskiej do rady artystycznej Teatru Powszechnego. „Ona od jakiegoś czasu publicznie działa na moją niekorzyść – uzasadniła. – Jeśli wejdzie do rady, ja będę musiała odejść z teatru”. Jeszcze tego samego dnia dowiedziała się (z telefonu dziennikarza, nie od dyrektora), że zespół postawił na Szczepkowską.

SKŁONNOŚĆ DO RYZYKA

Po odejściu z Teatru Powszechnego miała odpoczywać. „Lekarz mi mówi, że mam grudki na strunach, za chwilę w ogóle zaniemówię. Boli mnie kręgosłup, puchną mi nogi…” – wzdychała. Myślała, że w końcu nacieszy się dziećmi, wnuczkami – Leną i Jadzią. „Mogłam się o nic nie martwić. Mieliśmy z mężem pieniądze, w końcu tyle lat pracowaliśmy na Zachodzie” – mówiła. Planowała pół roku urlopu na południu toskańskiej Maremmy, gdzie od lat jeździ na wakacje.

Odezwała się w niej w końcu wrodzona skłonność do ryzyka. Pomyślała: wynajmę niewielki lokal, jest taki jeden, przy Marszałkowskiej. Jednak okazało się, że można go tylko… kupić. Zapytała męża, co sądzi o tym pomyśle. I znalazła w nim wsparcie, którego potrzebowała. Za dwa miliony złotych stała się właścicielką opuszczonego kina Polonia. Żeby mieć za co je wyposażyć, wymyśliła, że będzie sprzedawać fotele na widowni. Wśród chętnych znalazł się m.in. ksiądz prałat Jankowski (ufundował cztery miejsca), pies Magdy Umer i jego państwo, licealiści z Mińska Mazowieckiego. Janda stworzyła miejsce, jakiego nie było w stolicy. Prywatny teatr, w którym bilety trzeba rezerwować z dużym wyprzedzeniem. Ale jak podkreśla, nie udałoby jej się, gdyby nie mąż, który bez wahania zgodził się na ten ryzykowny projekt. Janda przyznała kiedyś, że nie zauważyła, jak jej mąż poświęca dla realizacji jej marzeń największe produkcje filmowe, które mu w tym czasie proponowano. Zamiast własnej kariery wybrał walkę o teatr Polonia. Przędz dwa lata czuwał nad pracami i sam nieraz zamieniał się w robotnika. Utopił w Polonii wszystkie oszczędności. Przed otwarciem dużej sceny w ogóle nie wracał do domu i nocował na kanapie w teatrze.

„Ciekawe, ile razy mój mąż podczas tego remontu i tego szaleństwa chciał mnie rzucać i iść precz. Na szczęście jest tu razem ze mną, to on jest szefem remontu i zdaje się, że kocha ten maleńki teatrzyk dziś bardziej niż ja. Ja w nim tylko gram, a on go zbudował. Ale nie chcę nawet myśleć, co by było, gdyby nie włączył się do tego remontu. Nie chcę myśleć, jak wyglądałoby nasze życie rodzinne czy nasz związek” – mówiła Janda.

MALINY W MILANÓWKU

W warszawskim teatrze Polonia Janda spędza po 12 godzin dziennie. Ale nie mogłaby tego wytrzymać, gdyby nie dom w Milanówku. Stara willa Zacisze, którą wybudował słynny niegdyś śpiewak operowy, przyjaciel Jana Kiepury, Stanisław Gruszczyński, wielka i tragiczna postać polskiego teatru początku XX w. To dom z duszą i duchami (w czasie wojny byt tu powstańczy szpital), do którego Janda wprowadziła swoją historię, swoje zamiłowanie do bibelotów i pamiątek z jej ukochanym sekretarzykiem Gabrieli Zapolskiej na czele. Po pracy w teatrze aktorka spieszy się codziennie do Milanówka, by, jak mówi, złapać jeszcze resztki przytomności, męża, dzieci, mamy, domowników. „Domem rządzi Krysia” – zapewniał kiedyś Kłosiński. Ona z kolei za każdym razem podkreśla: „To Edward jest opiekunem i strażnikiem ogniska domowego”.

Najważniejsze są dla niej śniadania (zawsze o 7.30), na których spotyka się cała rodzina, kiedy to prowadzi się krótkie, ale najważniejsze rozmowy i zajada domowe konfitury (w tym roku maliny i wiśnie), z których słynie tamtejsza kuchnia. A od kiedy w Milanówku powstał sklep ekologiczny, na stole króluje ser z Doliny Rospudy. Mówiąc krótko: dom szczęśliwej rodziny.

NORMALNA I WYJĄTKOWA

Do tej pory życie było dla Krystyny Jandy łaskawe. Kariera, rodzina, opinia wielkiej gwiazdy. Ona sama zastrzega: „Mam troje dzieci, drugiego męża, trzy psy, jednego kota, 166 cm wzrostu, 37 numer buta, ważę od 44 do 60 kg, odchudzam się permanentnie, czyli jem i za każdym kęsem myślę, że to był już ostatni, nie sądzę, że jestem kimś wyjątkowym. Jestem najbardziej normalną osobą”.

Ale to akurat nieprawda. Janda jest wyjątkowa. Nawet uśmiecha się nietypowo, kąciki ust kierując w dół. Czy ktoś zauważył, że do obiektywu nigdy nie ustawia się prawym profilem? Poza tym jest niezwykle waleczna. Zawsze osiąga to, co chce. Może i tym razem jakimś cudem dogada się z Bogiem i wywalczy zdrowie dla swojego męża. Na pewno jej się uda.

Przecież to Krystyna Janda. Ona nigdy się nie poddaje.»

„Miłość z żelaza”
Anna Augustyńska
Party nr 1/08.10
.11-10-2007

……….

Wrażliwy operator z poczuciem humoru

Barbara Hollender 06-01-2008, ostatnia aktualizacja 07-01-2008 06:35

Zmarł Edward Kłosiński. Jeden z najwybitniejszych polskich autorów zdjęć filmowych odszedł trzy dni po swoich 65. urodzinach. Stał za kamerą w ponad 60 filmach

autor zdjęcia: Marian Zubrzycki

źródło: Fotorzepa

Edward Kłosiński

autor zdjęcia: Marian Zubrzycki

źródło: Fotorzepa

Z żoną Krystyną Jandą

autor zdjęcia: Robert Jaworski

źródło: Fotorzepa

Z Andrzejem Wajdą i Markiem Kondratem

+zobacz więcej

Urodził się 2 stycznia 1943 roku w Warszawie. Skończył liceum plastyczne we Wrocławiu, chciał studiować na Akademii Sztuk Pięknych. Ale porwały go ruchome obrazy. W 1967 roku zrobił dyplom na wydziale operatorskim w PWSFiTV w Łodzi. W 1970 roku trafił jako II operator na plan „Brzeziny” Andrzeja Wajdy, a rok później zadebiutował jako samodzielny autor zdjęć w filmie Janusza Zaorskiego „Uciec jak najbliżej”. Potem nakręcili też razem „Matkę Królów”.

Jak każdy wspaniały operator Kłosiński potrafił podporządkować się koncepcji reżysera, podkreślał, że dobre zdjęcia muszą służyć przede wszystkim opowiadanej historii.

– Edward był operatorem dyskretnym i może przez to niedostatecznie docenianym – mówi Krzysztof Zanussi. – Stronił od wszystkiego co łatwe, tanie, modne. Jego fotografia odznaczała się solidnością i kulturą. Poza tym był wyśmienitym inscenizatorem. Panował nad filmowym opowiadaniem.

„Fotografia nie może być taflą oddzielającą film od widza – stwierdził Kłosiński w wywiadzie dla „Kina” pod koniec lat 70. – Bo jeżeli zdjęcia są tak agresywne, że widz zaczyna się nimi zachwycać, to umyka mu istota filmu. Staram się nie »wystawać« zza kamery, nie epatować ujęciami a to spod stołu, to znów z lotu ptaka”.

Potrafił wyczarować piękne obrazy, gdy z Andrzejem Wajdą przenosił na ekran „Panny z Wilka” czy przypominającą stare fotografie „Kronikę wypadków miłosnych”. Zupełnie inne zdjęcia wymyślił, kręcąc „Człowieka z marmuru”. Nerwowymi ruchami kamery podkreślał ogromny temperament, bunt i nieprzystosowanie dziewczyny, którą grała debiutantka Krystyna Janda.

Ale miał też w sobie jako artysta dużo skromności i pokory. Może dlatego stał się najważniejszym operatorem kina moralnego niepokoju. W „Bez znieczulenia” Wajdy zdecydował się na obrazy brudne, niemal reporterskie,bo to był przecież film o dziennikarzu. Chcąc uzyskać efekt maksymalnej naturalności i wiarygodności, „Spiralę” i „Barwy ochronne” Krzysztofa Zanussiego nakręcił niemal w całości kamerą z ręki, co w tamtych czasach było czymś niespotykanym. W „Wodzireju” Feliksa Falka rytm zdjęć podporządkował szybkim krokom głównego bohatera granego przez Jerzego Stuhra.

Od początku lat 80. Edward Kłosiński często pracował za granicą, głównie w RFN i Austrii. Zrobił zdjęcia do wielu filmów Dietera Wedela, Petera Keglevicia, Axla Cortiego, Bernharda Wickiego, był też jednym z operatorów „Europy” Larsa von Triera. Jeszcze w 2007 roku pracował przy obrazie Jana Schüttego.

Edward Kłosiński był człowiekiem o ogromnej kulturze. Niósł w sobie spokój; zawsze stonowany, zawsze życzliwy ludziom. A jednocześnie bardzo pogodny i pełen poczucia humoru. Z tym swoim wyciszeniem nie pasował do stereotypu filmowca – aroganckiego i ekspansywnego.

– To był mężczyzna elegancki, o znakomitych manierach – mówi Zanussi. – Jako jeden z nielicznych w naszym środowisku niósł prawdziwy inteligencki etos.

Przez blisko 30 lat Edward Kłosiński był mężem Krystyny Jandy. Poznali się podczas zdjęć do„Człowieka z marmuru”, ale ona była wówczas żoną Andrzeja Seweryna. Dopiero po jej rozwodzie zbliżyli się do siebie. Przez całe lata mieszkali w Milanówku, w starej willi Zacisze. Mają dwóch synów, razem wychowali też córkę Jandy z poprzedniego małżeństwa – Marię Seweryn. Aktorka – energiczna i pełna pomysłów – zawsze podkreślała, jak wielkim oparciem był dla niej mąż. Uspokajał ją, przypominał, co w życiu ważne. I we wszystkim pomagał. Stanął za kamerą, gdy reżyserowała „Pestkę”, od kilku lat współorganizował z nią Teatr Polonia.

W lecie ubiegłego roku ciężko zachorował: lekarze zdiagnozowali raka płuc. Ale wspierany przez żonę walczył o życie. Na skraju zimy trafił do szpitala z zapaleniem płuc.

Jeszcze przed Wigilią Krystyna Janda napisała w swoim internetowym dzienniku: „Jak powiedział do mnie kilka dni temu mój mąż (…): Nie denerwuj się. Nie mam zamiaru umierać na byle co, jak mam raka!”.

Wrócił do domu. Jednak choroba okazała się silniejsza. Edward Kłosiński odszedł 5 stycznia.

Filmografia Edwarda Kłosińskiego

Falk: Kłosiński był niezastąpionym operatorem

– To był niezastąpiony operator i niezastąpiony człowiek – powiedział o zmarłym Edwardzie Kłosińskim reżyser Feliks Falk. – To dla mnie bardzo smutna chwila, jestem ogromnie przygnębiony – mówił. – Myśmy wiedzieli, że on chorował. Ale nikt nie tracił nadziei – dodał.

Reżyser miał w tym roku zrealizować wspólnie z Edwardem Kłosińskim kolejny film. – Bardzo żałuję, że to już niemożliwe – powiedział. – Zrobiłem z Edwardem Kłosińskim kilka ważnych filmów, to były chyba jedne z moich najważniejszych – wspominał Falk.

– Kłosiński miał warsztat operatorski opanowany „od podszewki” – podkreślił Falk. – Zawsze brał czynny udział w tworzeniu filmów. To było jego wielkim atutem. Był nie tylko autorem zdjęć, pisał także dialogi do filmów – przypomniał. (PAP)

Stuhr: Kłosiński był artystą o ogromnej indywidualności

– Artysta o ogromnej indywidualności, wielkiej kulturze osobistej, a zarazem człowiek niezwykle skromny – wspominał Jerzy Stuhr.

– Nie jest mi łatwo teraz mówić. Nas łączyły nie tylko względy zawodowe, ale i więzy przyjaźni. Dla mnie to jest bolesna strata przyjaciela – powiedział.

– Po raz pierwszy spotkaliśmy się z Edwardem Kłosińskim podczas prac nad „Wodzirejem” Feliksa Falka. Zobaczyłem wówczas, jak znakomicie Edward wyczuwał intencje reżysera i sposób pracy aktora. Dodatkowo jako operator używał rewolucyjnych jak na tamte czasy środków wyrazu – opowiadał aktor i reżyser.

– Jednocześnie zawsze stał z boku. Mówił, że jest tylko „usługą”, że prawdziwy artyzm jest gdzie indziej – zaznaczył Stuhr. – Tymczasem, gdy Kłosiński pojawiał się na planie, dominował na nim. Czuło się wszędzie jego ogromną indywidualność – powiedział.

– Edward był człowiekiem o ogromnej kulturze osobistej. Nigdy nie uległ brutalnej atmosferze, a przecież na planach filmowych nietrudno o ekstremalne sytuacje. Kiedy trzeba było komuś pomóc, on oferował pomoc jako pierwszy. Zawsze wyróżniała go chęć pomagania innym – wspominał Jerzy Stuhr.

– Będzie mi go bardzo brakowało – dodał. (PAP)

Źródło : Rzeczpospolita

 

…………………….

 

Zanussi wspomina Kłosińskiego

mar, IAR

2008-01-06, ostatnia aktualizacja 2008-01-06 14:10

Krzysztof Zanussi, który przez wiele lat współpracował z Edwardem Kłosińskim przypomina, że był to jeden z najlepszych polskich operatorów. Kłosiński zmarł w sobotę w domu w Milanówku koło Warszawy, w wieku 65 lat. O śmierci artysty poinformowali przedstawiciele warszawskiego Teatru Polonia, którego był współzałożycielem.

ZOBACZ TAKŻE

Krzysztof Zanussi przypomina, że Edward Kłosiński był bardzo ceniony za granicą za to, że potrafił świetnie współpracować z reżyserem. Był bardzo lubiany przez ekipy i współpracowników, świetnie współpracował z aktorami – podkreśla Zanussi. Od strony technicznej robił zdjęcia pewne, estetyczne i bez ekstrawagancji – wspomina reżyser. Pod tym względem był twórcą klasycznym. W życiu prywatnym Zanussi zapamiętał Kłosińskiego go jako inteligenta zachowującego kindersztubę.

Krzysztof Zanussi wspomina, że po raz pierwszy na planie filmowym spotkał się z Edwardem Kłosińskim przy realizacji filmu „Iluminacja” w 1973 roku. Potem tworzyli razem kilka innych filmów – między innymi „Spiralę”, „Persona non grata”, „Życie jako śmiertelna choroba przenoszona drogą płciową” i „Suplement”. Zanussi wspomina, że przy tym ostatnim filmie Kłosiński pracował właściwie bez wynagrodzenia. Był lojalny wobec przedsięwzięć, których się podejmował i niezawodny – mówi reżyser.

Edward Kłosiński miał w dorobku około sześćdziesięciu filmów. Był autorem zdjęć miedzy innymi do „Człowieka z marmuru”, Bez znieczulenia”, „Wodzireja” , „Ziemi Obiecanej”, „Polskich dróg”, „Z biegiem lat, z biegiem dni”, i „Modrzejewskiej”.

 

…………………………………….

 

Zaorski o Kłosińskim

mar, IAR

2008-01-06, ostatnia aktualizacja 2008-01-06 14:13

Zmarł Edward Kłosiński, jeden z najwybitniejszych polskich operatorów, autor zdjęć do ponad 60 filmów fabularnych – Wyróżniał się spośród operatorów tym, że miał umiejętności reżyserskie – przypomniał Janusz Zaorski, który właśnie z Kłosińskim zrobił swoje najważniejsze filmy: „Pokój z widokiem na morze” i „Matkę królów”.

ZOBACZ TAKŻE

Zaorski wspomina, że Edward Kłosiński potrafił wymyślić na planie filmowym dialog, a nawet całą scenę, czego jak podkreśla, nie wymaga się od operatorów. Reżyser podkreśla, że jakość jego filmów zależała od postawy Kłosińskiego. Przypomniał też zdanie Edwarda Kłosińskiego, że w dobrym filmie dobre są także zdjęcia, a w filmie złym dobre zdjęcia przeszkadzają, gdyż sugerują, że twórcy skupili się właśnie na zdjęciach, a nie na przesłaniu dzieła.

Zaorski dodał, że Kłosiński był pierwszym widzem jego filmów, osobą, której można było zaufać. Był też bardzo skromny. Reżyser dodał, że wraz z odejściem Kłosińskiego stracił swego najbliższego współpracownika.

Edward Kłosiński współpracował z Andrzejem Wajdą, Januszem Morgensternem, Jerzym Stuhrem, Feliksem Falkiem oraz Krzysztofem Zanussim. Był autorem zdjęć do najważniejszych filmów lat 70-tych: „Człowiek z marmuru” i „Barwy ochronne”. Kłosiński był też współzałożycielem warszawskiego Teatru Polonia, Członkiem Zarządu Fundacji Krystyny Jandy Na Rzecz Kultury. Prywatnie był mężem Krystyny Jandy.

Edward Kłosiński urodził się w 1943 roku. Ukończył w 1967 roku wydział operatorski PWSTiF w Łodzi.

 

…………………………………..

 

Warszawa. Zmarł operator Edward Kłosiński

Zmarł wybitny operator filmowy Edward Kłosiński, autor zdjęć do ponad 60 filmów fabularnych, w tym najsłynniejszych obrazów Andrzeja Wajdy, Krzysztofa Kieślowskiego, Krzysztofa Zanussiego i Feliksa Falka. Miał 65 lat.

Kłosiński zmarł w sobotę w domu w Milanówku k. Warszawy. O śmierci artysty poinformowała Marta Bartkowska, przedstawicielka warszawskiego Teatru Polonia, którego Kłosiński był współzałożycielem.

Edward Kłosiński był autorem zdjęć do wielu znakomitych filmów, m.in.: „Ziemi obiecanej” Andrzeja Wajdy (1975), „Barw ochronnych” Krzysztofa Zanussiego (1977), „Człowieka z marmuru” Andrzeja Wajdy (1977), „Wodzireja” Feliksa Falka (1978), „Bez znieczulenia” Wajdy (1978), „Panien z Wilka” Wajdy (1979), „Człowieka z żelaza” Wajdy (1981), „Kroniki wypadków miłosnych” Wajdy (1986), drugiego filmu z cyklu „Dekalog” (1988) Krzysztofa Kieślowskiego oraz „Białego” Kieślowskiego (1994).

Jeden z pierwszych filmów, do którego był autorem zdjęć, to „Na dobranoc” Janusza Zaorskiego (1971). Pracował także na planach filmów: „Kuchnia polska” Jacka Bromskiego (1991), „Pestka” Krystyny Jandy (1996), „Tydzień z życia mężczyzny” Jerzego Stuhra (1999), „Życie jako śmiertelna choroba przenoszona drogą płciową” (2000) Krzysztofa Zanussiego, „Pogoda na jutro” (2003) Stuhra, „Persona non grata” (2005) Zanussiego i „Wszyscy jesteśmy Chrystusami” (2006) Marka Koterskiego.

Miał w dorobku wieloletnią współpracę z polskim Teatrem Telewizji. Był współzałożycielem warszawskiego Teatru Polonia i członkiem zarządu Fundacji Krystyny Jandy na Rzecz Kultury.

W ostatnich latach był reżyserem świateł do spektakli Andrzeja Wajdy, Magdy Umer, Andrzeja Domalika, Krystyny Jandy, a także wielu spektakli Teatru Telewizji m.in. do „Nocy Listopadowej” w reż. Andrzeja Wajdy.

Laureat festiwali polskich i zagranicznych, m.in. w Madrycie, Monte Carlo, Monachium, Panamie. Za zdjęcia do „Zazdrości” Esther Villar otrzymał nagrodę na festiwalu Teatru Telewizji. 2 stycznia, w dniu swoich 65. urodzin, prezydent RP odznaczył Kłosińskiego Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski.

Urodził się w 1943 r. w Warszawie. W 1967 r. ukończył studia na wydziale operatorskim łódzkiej PWSTiF. Był jednym ze współtwórców nurtu kina moralnego niepokoju, wysoko ceniony także w Niemczech, gdzie realizował filmy od 1980 r. W latach 1989-91 był członkiem Komitetu Kinematografii.

„Wybitny artysta, wspaniały człowiek, wielki przyjaciel” – napisali, żegnając Kłosińskiego, członkowie zespołu Teatru Polonia.

W życiu prywatnym Kłosiński był mężem aktorki Krystyny Jandy.

PAP
06-01-2008

 

……….

Znakomita aktorka i żona zmarłego w ubiegłym roku wybitnego operatora filmowego Edwarda Kłosińskiego, Krystyna Janda, odsłoniła w poniedziałek w Łodzi jego gwiazdę w łódzkiej Alei Gwiazd. W uroczystości towarzyszyli jej synowie, przedstawiciele władz miasta, ludzie teatru i filmu.

Niezwykle wzruszona Janda powiedziała, że jest to „wyjątkowy moment”. Przyznała, że wielokrotnie spacerowała z mężem po ul. Piotrkowskiej, na której znajduje się Aleja Gwiazd, i oglądali gwiazdy innych wielkich artystów. Oboje byli przekonani, że marzeniem wielu osób jest mieć w tym miejscu swoją gwiazdę. Aktorka zauważyła, że teraz spacerujący ul. Piotrkowską będą też mogli patrzeć na gwiazdę jej zmarłego męża.

Obecny na uroczystości prezydent Łodzi Jerzy Kropiwnicki powiedział, że może jedynie zdjąć czapkę i pochylić się nad znanym artystą.

Głos zabrał również rektor łódzkiej „filmówki” Robert Gliński. Przypomniał, że Kłosiński był wspaniałym operatorem, którego filmy przeszły do historii nie tylko polskiego kina, ale również do historii kina światowego. Jak powiedział, był człowiekiem, który „tworzył głową”.

Edward Kłosiński zmarł w styczniu ub.r., mając 65 lat. Był autorem zdjęć m.in. do wielu filmów Andrzeja Wajdy – „Ziemi obiecanej”, „Człowieka z marmuru”, „Bez znieczulenia”, „Panien z Wilka”, „Człowieka z żelaza”, „Kroniki wypadków miłosnych” – a także „Barw ochronnych” Krzysztofa Zanussiego, „Wodzireja” Feliksa Falka, drugiego filmu z cyklu „Dekalog” oraz „Białego” Krzysztofa Kieślowskiego.

Pracował także na planach filmów: „Kuchnia polska” Jacka Bromskiego (1991), „Pestka” Krystyny Jandy (1996), „Tydzień z życia mężczyzny” Jerzego Stuhra (1999), „Życie jako śmiertelna choroba przenoszona drogą płciową” (2000) Krzysztofa Zanussiego, „Pogoda na jutro” (2003) Stuhra, „Persona non grata” (2005) Zanussiego i „Wszyscy jesteśmy Chrystusami” (2006) Marka Koterskiego.

Miał w dorobku wieloletnią współpracę z polskim Teatrem Telewizji. Był współzałożycielem warszawskiego Teatru Polonia i członkiem zarządu Fundacji Krystyny Jandy na Rzecz Kultury.

W ostatnich latach był reżyserem świateł do spektakli Andrzeja Wajdy, Magdy Umer, Andrzeja Domalika, Krystyny Jandy, a także wielu spektakli Teatru Telewizji m.in. do „Nocy Listopadowej” w reż. Andrzeja Wajdy.

Laureat festiwali polskich i zagranicznych, m.in. w Madrycie, Monte Carlo, Monachium, Panamie. Za zdjęcia do „Zazdrości” Esther Villar otrzymał nagrodę na festiwalu Teatru Telewizji. W dniu jego 65. urodzin, prezydent odznaczył Kłosińskiego Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski.

Urodził się w 1943 r. w Warszawie. W 1967 r. ukończył studia na wydziale operatorskim łódzkiej PWSTiF. Był jednym ze współtwórców nurtu kina moralnego niepokoju, wysoko ceniony także w Niemczech, gdzie realizował filmy od 1980 r. W latach 1989-91 był członkiem Komitetu Kinematografii.

Przez 27 lat był mężem aktorki Krystyny Jandy.

 

…………………………

 

Zmarł operator Edward Kłosiński

mar, PAP

2008-01-06, ostatnia aktualizacja 2008-01-06 11:33

Z Krystyną Jandą na planie serialu „Męskie i żeńskie”

Fot. Arkadiusz Scichocki / AG

Zmarł wybitny operator filmowy Edward Kłosiński, autor zdjęć do ponad 60 filmów fabularnych, w tym najsłynniejszych obrazów Andrzeja Wajdy, Krzysztofa Kieślowskiego, Krzysztofa Zanussiego i Feliksa Falka. Miał 65 lat.

Fot. Anna Bedyńska / AG

Edward Kłosiński przy pracy na planie „Pogody na jutro”, kwiecień 2003

ZOBACZ TAKŻE

Kłosiński zmarł w sobotę w domu w Milanówku k. Warszawy. O śmierci artysty poinformowała Marta Bartkowska, przedstawicielka warszawskiego Teatru Polonia, którego Kłosiński był współzałożycielem.

Edward Kłosiński był autorem zdjęć do wielu znakomitych filmów, m.in.: „Ziemi obiecanej” Andrzeja Wajdy (1975), „Barw ochronnych” Krzysztofa Zanussiego (1977), „Człowieka z marmuru” Andrzeja Wajdy (1977), „Wodzireja” Feliksa Falka (1978), „Bez znieczulenia” Wajdy (1978), „Panien z Wilka” Wajdy (1979), „Człowieka z żelaza” Wajdy (1981), „Kroniki wypadków miłosnych” Wajdy (1986), drugiego filmu z cyklu „Dekalog” (1988) Krzysztofa Kieślowskiego oraz „Białego” Kieślowskiego (1994).

Jeden z pierwszych filmów, do którego był autorem zdjęć, to „Na dobranoc” Janusza Zaorskiego (1971).

Pracował także na planach filmów: „Kuchnia polska” Jacka Bromskiego (1991), „Pestka” Krystyny Jandy (1996), „Tydzień z życia mężczyzny” Jerzego Stuhra (1999), „Życie jako śmiertelna choroba przenoszona drogą płciową” (2000) Krzysztofa Zanussiego, „Pogoda na jutro” (2003) Stuhra, „Persona non grata” (2005) Zanussiego i „Wszyscy jesteśmy Chrystusami” (2006) Marka Koterskiego.

Miał w dorobku wieloletnią współpracę z polskim Teatrem Telewizji. Był współzałożycielem warszawskiego Teatru Polonia i członkiem zarządu Fundacji Krystyny Jandy na Rzecz Kultury.

W ostatnich latach był reżyserem świateł do spektakli Andrzeja Wajdy, Magdy Umer, Andrzeja Domalika, Krystyny Jandy, a także wielu spektakli Teatru Telewizji m.in. do „Nocy Listopadowej” w reż. Andrzeja Wajdy.

Laureat festiwali polskich i zagranicznych, m.in. w Madrycie, Monte Carlo, Monachium, Panamie. Za zdjęcia do „Zazdrości” Esther Villar otrzymał nagrodę na festiwalu Teatru Telewizji. 2 stycznia, w dniu swoich 65. urodzin, prezydent RP odznaczył Kłosińskiego Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski.

Urodził się w 1943 r. w Warszawie. W 1967 r. ukończył studia na wydziale operatorskim łódzkiej PWSTiF. Był jednym ze współtwórców nurtu kina moralnego niepokoju, wysoko ceniony także w Niemczech, gdzie realizował filmy od 1980 r. W latach 1989-91 był członkiem Komitetu Kinematografii.

„Wybitny artysta, wspaniały człowiek, wielki przyjaciel” – napisali, żegnając Kłosińskiego, członkowie zespołu Teatru Polonia.

W życiu prywatnym Kłosiński był mężem aktorki Krystyny Jandy.

……………………………………….

 

Wrażliwy operator z poczuciem humoru

Edward Kłosiński, jeden z najwybitniejszych polskich autorów zdjęć filmowych, urodził się 70 lat temu, 2 stycznia 1943 roku. Umarł w 2008 roku, trzy dni po swoich 65. urodzinach. Stał za kamerą w ponad 60 filmach

Urodził się w Warszawie. Skończył liceum plastyczne we Wrocławiu, chciał studiować na Akademii Sztuk Pięknych. Ale porwały go ruchome obrazy. W 1967 roku zrobił dyplom na wydziale operatorskim w PWSFiTV w Łodzi. W 1970 roku trafił jako II operator na plan „Brzeziny” Andrzeja Wajdy, a rok później zadebiutował jako samodzielny autor zdjęć w filmie Janusza Zaorskiego „Uciec jak najbliżej”. Potem nakręcili też razem „Matkę Królów”.

Jak każdy wspaniały operator Kłosiński potrafił podporządkować się koncepcji reżysera, podkreślał, że dobre zdjęcia muszą służyć przede wszystkim opowiadanej historii.

– Edward był operatorem dyskretnym i może przez to niedostatecznie docenianym – mówił Krzysztof Zanussi. – Stronił od wszystkiego co łatwe, tanie, modne. Jego fotografia odznaczała się solidnością i kulturą. Poza tym był wyśmienitym inscenizatorem. Panował nad filmowym opowiadaniem. – Fotografia nie może być taflą oddzielającą film od widza – stwierdził Kłosiński w wywiadzie dla „Kina” pod koniec lat 70. – Bo jeżeli zdjęcia są tak agresywne, że widz zaczyna się nimi zachwycać, to umyka mu istota filmu. Staram się nie „wystawać” zza kamery, nie epatować ujęciami a to spod stołu, to znów z lotu ptaka.

Potrafił wyczarować piękne obrazy, gdy z Andrzejem Wajdą przenosił na ekran „Panny z Wilka” czy przypominającą stare fotografie „Kronikę wypadków miłosnych”. Zupełnie inne zdjęcia wymyślił, kręcąc „Człowieka z marmuru”. Nerwowymi ruchami kamery podkreślał ogromny temperament, bunt i nieprzystosowanie dziewczyny, którą grała debiutantka Krystyna Janda.

Ale miał też w sobie jako artysta dużo skromności i pokory. Może dlatego stał się najważniejszym operatorem kina moralnego niepokoju. W „Bez znieczulenia” Wajdy zdecydował się na obrazy brudne, niemal reporterskie, bo to był przecież film o dziennikarzu. Chcąc uzyskać efekt maksymalnej naturalności i wiarygodności, „Spiralę” i „Barwy ochronne” Krzysztofa Zanussiego nakręcił niemal w całości kamerą z ręki, co w tamtych czasach było czymś niespotykanym. W „Wodzireju” Feliksa Falka rytm zdjęć podporządkował szybkim krokom głównego bohatera granego przez Jerzego Stuhra.

Od początku lat 80. Edward Kłosiński często pracował za granicą, głównie w RFN i Austrii. Zrobił zdjęcia do wielu filmów Dietera Wedela, Petera Keglevicia, Axla Cortiego, Bernharda Wickiego, był też jednym z operatorów „Europy” Larsa von Triera. Jeszcze w 2007 roku pracował przy obrazie Jana Schüttego.

Edward Kłosiński był człowiekiem o ogromnej kulturze. Niósł w sobie spokój; zawsze stonowany, zawsze życzliwy ludziom. A jednocześnie bardzo pogodny i pełen poczucia humoru. Z tym swoim wyciszeniem nie pasował do stereotypu filmowca – aroganckiego i ekspansywnego.

– To był mężczyzna elegancki, o znakomitych manierach – mówił Zanussi. – Jako jeden z nielicznych w naszym środowisku niósł prawdziwy inteligencki etos.

Przez blisko 30 lat Edward Kłosiński był mężem Krystyny Jandy. Poznali się podczas zdjęć do „Człowieka z marmuru”, ale ona była wówczas żoną Andrzeja Seweryna. Dopiero po jej rozwodzie zbliżyli się do siebie. Przez całe lata mieszkali w Milanówku, w starej willi Zacisze. Mają dwóch synów, razem wychowali też córkę Jandy z poprzedniego małżeństwa – Marię Seweryn. Aktorka – energiczna i pełna pomysłów – zawsze podkreślała, jak wielkim oparciem był dla niej mąż. Uspokajał ją, przypominał, co w życiu ważne. I we wszystkim pomagał. Stanął za kamerą, gdy reżyserowała „Pestkę”, od kilku lat współorganizował z nią Teatr Polonia.

W lecie 2007 roku ciężko zachorował: lekarze zdiagnozowali raka płuc. Ale wspierany przez żonę walczył o życie. Na skraju zimy trafił do szpitala z zapaleniem płuc.

Jeszcze przed Wigilią 2007 Krystyna Janda napisała w swoim internetowym dzienniku: „Jak powiedział do mnie kilka dni temu mój mąż (…): Nie denerwuj się. Nie mam zamiaru umierać na byle co, jak mam raka!”.Wrócił do domu. Jednak choroba okazała się silniejsza.

© Copyright 2017 Krystyna Janda. All rights reserved.