28
Kwiecień
2000
00:04

Żona Helmuta

Dzwonię do jednej z moich licznych koleżanek mieszkających za granicą: – Co słychać ? – A co może być słychać ? odpowiada pytaniem na pytanie, zrezygnowany głos, bez nadziei na cokolwiek. Szwajcaria , myślę sobie , nudno, i opowiadam jej na pociechę ,jeden z krążących ostatnio po Warszawie dowcipów : Spotyka się dwóch mężczyzn, jeden mówi do drugiego : – Ty wiesz jak ja się okropnie przejęzyczyłem ?! Żona kupiła sobie taką dziwną torbę, chciałem jej powiedzieć , jaką ty masz dziwną torbę a powiedziałem , jaką ty masz dziwną mordę. Straszne. – To jeszcze nic , mówi drugi, gdybyś ty wiedział jak ja się przejęzyczyłem , wczoraj siedziałem z moją żoną przy stole, chciałem do niej powiedzieć, – podaj mi sól, i ty wiesz co powiedziałem ? Zmarnowałaś mi całe życie ty stara małpo. Pośmiałyśmy się z moją znajomą, powzdychałyśmy, kolejny raz powiedziała mi że dla niej Polska to ja i pożegnałyśmy się.

Dzisiaj do mnie zadzwoniła : – Rozwodzę się! Nie zniosę tego dłużej, ile lat można tak żyć, w takim upokorzeniu ! W takiej samotności ! W takim ograniczeniu ! – Boże kochany co się stało ? spytałam przerażona .- Helmut nie rozumie tego cudownego żartu który mi opowiedziałaś ! Tłumaczę mu ten dowcip drugi dzień ! On nie jest w stanie go zrozumieć ! To uświadomiło mi ostatecznie bezsens, jałowość mojego życia z nim! Do tego tutaj w tym cholernym kraju ! – Uspokój się , to taki , miły, porządny, uczynny człowiek. Tak dobrze wychowany. Przystojny. Starałam się bronić biednego , skromnego Helmuta, właściciela małej wytwórni opakowań , który zawsze lekko spłoszony ale i zachwycony śledził, podczas moich wizyt, nasze nieopanowane wybuchy śmiechu w restauracjach, gadanie do rana, eskapady , wariackie pomysły.- Nie! Koniec !- darła się . Ja tonę ! Ja ginę ! W szarości !!!

Och jak ja je znam. Te lwice, te pumy, te harpie. Te orchidee zerwane i wywiezione z socjalizmu, przez Helmutów, Żanów, Fransła, Ottonów, tylko z powodu ówczesnego przelicznika dolara na złotówkę. Większość z nich , z tych które znam, to kobiety naprawdę orginalne, interesujące, kiedyś bardzo piękne, wykształcone, z wyobraźnią . I za każdym razem scenariusz był prawie taki sam, zagraniczny mąż , producent dywanów, wydawca, ginekolog czy kupiec, wkładał do złotej klatki, nie pozwalał pracować,w prezencie za kolejne dzieci kupował mercedesa , kochał, był porządny, wywoził co roku na narty i do ciepłych krajów, tylko tyle że nie rozumiał dowcipów. Czy to jego wina ? Oj moje Panie Bovary !

O nie , niektórych mężów udało się całkiem ogłupić, i pozwalali wydawać swoje pieniądze na sprowadzanie polskich ary stów na występy dla środowisk polonijnych, na organizowanie bali charytatywnych na rzecz Polski, na przerabianie domu na hotel dla polskich przejezdnych, na sylwestra w Warszawie. Ale siedzieli zawsze sami w kącie a one na ich widok machały niecierpliwie ręką, albo prychały jak zniecierpliwione kotki, kiedy mówił że on by może już poszedł się położyć. Ilu ja ich widziałam , jak ja je znam ! Myślę że oni ciągle je kochają i nie mogą się nadziwić że im takim zwykłym, trafiła się taka niezwykła. Ich rodziny ich nie chce znać, one nie cierpią ich rodzin, w związku z tym oni są naprawdę sami. Często łączą ich dzieci które odziedziczyły fantazję i wyobraźnię po matce a wszystko inne po ojcu, a ich ojcowie uważają ze to cudowna mieszanka. No tylko nie rozumieją dowcipów, ale najczęściej bardzo chcą zrozumieć, i to jest ważne.

Na pocieszenie opowiedziałam jej nowy żart : Siedzi dwóch starszych panów na ławce w parku. Przechodzi śliczna młoda dziewczyna. Jeden mówi do drugiego :- Wiesz mnie to właściwie od dziesięciu lat już nie dotyczy. Drugi mu odpowiada : – Odpukać mnie dopiero od czterech. Całuję Was moje Panie Bovary i Was ich mężów również.

Maj 2001

© Copyright 2017 Krystyna Janda. All rights reserved.