12
Październik
2001
00:10

Zbliża się znów wigilia

Zbliża się znów wigilia. 49 Wigilia w moim życiu. 49 razy w każdym z kolejnych domów rodzinnych, mieszkań w których się odbywał się ten najbardziej uroczysty posiłek w roku, na stole było, zgodnie z chrześcijańską tradycją, jedno dodatkowe nakrycie.

Niedokładnie znam korzenie tego zwyczaju, ale od dziecka myślałam sobie, że to na pamiątkę tej nocy Narodzin Jezusa, kiedy Józef i Maria brzemienna nie mogli znaleźć miejsca w żadnym domów, zajazdów, do którego zapukali i w rezultacie Jezus urodził się w stajni w małym Betelem niedaleko od Jerozolimy.

Tak więc myślałam, co potwierdzali moi dziadkowie, rodzice, ciocie, wujkowie, że gdyby, ktoś bezdomny, potrzebujący „zbłąkany przechodzień” zapukał w wieczór wigilijny do naszych domów, mieszań, zaprosilibyśmy go do stołu, nakarmilibyśmy i podzielili się tym co mamy.

Zawsze tak myślałam będąc dzieckiem. A ponieważ nikt nigdy nie zapukał, nie miałam szansy sprawdzić czy to „działa”, co więcej, ponieważ raz niespodziewanie przyjechała na rodzinną wigilię, ciotka skłócona z całą rodziną i wszyscy przyjęli ją ze spokojem, zaprosili do stołu i podzielili się z nią opłatkiem życząc jej wszystkiego dobrego, w moich dziecięcych oczach byłam pewna, że To „działa”.

Później przez całe dorosłe życie stawiałam dodatkowe nakrycie na stole wigilijnym nie zastanawiając się tak naprawdę, co to oznacza, tłumacząc moim dzieciom ten zwyczaj i to nakrycie tak jak mnie to tłumaczono w dzieciństwie……. że gdyby tego wieczoru, itd.

Przez ostatnie lata, od momentu, kiedy w Polsce, Nowej Polsce, w Kraju Nadziei, pojawili się emigranci, żebracy, ludzie dzwoniący, bez przerwy do bramy z prośbą o pracę, pomoc, kawałek chleba, za każdym razem w Wigilię, kiedy stawiałam ten dodatkowy talerz, mimo woli przychodziło mi do głowy, co bym zrobiła gdyby potencjalny Józef i Maria w ciąży zadzwonili właśnie w momencie, kiedy siadamy z naszą rodziną i dziećmi do stołu wigilijnego. Jak bym się zachowała? Niepokoiła mnie ta myśl i przerażał ten ewentualny egzamin do tego stopnia, że w dziecięcy sposób ułożyłam sobie w głowie scenariusz postępowania: -Najpierw spróbowałabym im dać pieniądze, jedzenie, porozmawiałabym- myślałam sobie. -A gdyby to nie wystarczyło? – dręczyła mnie myśl. – Gdyby na przykład w naszej kuchni zaczął się poród?

No, ale wszystko to działo się tylko w mojej głowie, rozmawiałam sama ze sobą i ze swoim sumieniem, i dalej stawiałam dodatkowe nakrycie, dzieliłam się opłatkiem z rodziną dziećmi, życzyliśmy sobie wszyscy szczęścia zdrowia powodzenia i tego żeby następnego roku spotkać się przy tym stole w komplecie a może nawet o jedno istnienie więcej. Wnuczce, która razem ze mną zaczęła nakrywać do stołu i w miedzy czasie nauczyła się liczyć, na nowo tłumaczyłam, dla czego jedno nakrycie musi policzyć więcej, przyjmowałam krytykę jednego z moich synów, że to nakrycie jest, co roku w najgorszym miejscu i temu komuś będzie, w razie czego, niewygodnie i….. życie płynęło dalej.

11 września tego 49 roku, całą noc oglądałam w telewizji atak terrorystyczny na Nowy Jork, w towarzystwie moich dwóch synów 10 i 12 letniego. Obaj w absolutnej ciszy, patrzyli oczyma wielkimi jak filiżanki na coś, co wyglądało identycznie jak gra komputerowa, ale nią niestety nie było. Z minuty na minutę byli coraz bardziej przerażeni i dorastali tej nocy w przyśpieszonym tempie, lub raczej zdawali sobie sprawę z tego, na jakim świecie żyją.

Ta noc była nam wszystkim, mam wrażenie, bardzo potrzebna. Żałuję tylko, że mojego męża  nie było z nami, takie noce zbliżają. Był właśnie za granicą, na szczęście kontaktowaliśmy się przerażeni telefonicznie.

Wczoraj nagle, pomyślałam o tegorocznej Wigilii i powróciła myśl o dodatkowym talerzu. I nagle, uświadomiłam sobie, że gdyby ktoś obcy zadzwonił tego roku do naszej bramy prosząc o wpuszenie do domu i gościnę, nie tylko nie wpuściłabym go, ale co więcej zawiadomiłabym, że psy są spuszczone. I w ogóle bym nie rozmawiała. Wysłuchałabym przez interkom i ewentualnie podeszła do mojego muru i przerzuciła przez niego chleb a nie pieniądze tak jak prosi, i tak będąc pewna, że kolejny raz wykopuje moje znów nowo zasadzone krzaki przed murem od strony ulicy.

Zrozumiałam, że się zmieniłam, Że się boję. Że zmienił się świat i moje życie. I co więcej zupełnie inaczej dziś opowiedziałabym, moim dzieciom o dodatkowym talerzu. Dziś powiedziałabym tak: „Ten dodatkowy talerz to taki symbol, taki znak przypominający nam, jacy powinniśmy być, jaki powinien być człowiek, ale dziś, niestety nie możemy sobie na to pozwolić. Powinniśmy być ostrożni, nie wpuszczać ani do naszych domów ani życia nieznajomych. Musimy czuwać nad biezpieczenstwem bliskich i swoim. Nie wolno w związku z tym rozmawiać z obcymi, przyjmować prezentów, cukierków, po zmroku wychodzić z domu, wyjeżdżać na rowerze itd., itd. A gdyby nas ktoś zaczepił –uciekać. A dodatkowy talerz na wigilijnym stole jest tylko przypomnieniem, jaki powinien być świat i ludzie. Ale to są marzenia”. To wszystko.

SKŁADAM WAM WSZYSTKIM NAJSERDECZNIEJSZE ŻYCZENIA WSZYSTKIEGO DOBREGO Z OKAZJI I ŚWIĄT BOŻEGO NARODZENIA I NOWEGO ROKU 2002.

© Copyright 2017 Krystyna Janda. All rights reserved.