27
Czerwiec
2004
00:06

Wywiad dla PANI dotyczący strony internetowej i ksiazki www.małpa.pl

Kiedy polubiła się Pani z Internetem?

Och, trzy, cztery lata temu. Na początku była to tylko ciekawość komputera i przeczucie, że może mi bardzo pomóc w pracy. Od piętnastu lat piszę felietony do gazet, między innymi „byłam w małżeństwie i z PANIĄ” i bardzo miło wspominam ten okres. Potem okazało się, że nauczyłam się korzystać z Internetu w wielu innych wypadkach i jest mi z nim na skróty. Teraz wiem, że jest to przyjaźń dozgonna.

W Internecie jest Pani sobą?

Strona, którą prowadzę, odzwierciedla to, jaka jestem, oddaje mój stosunek do świata, ludzi, codzienności. W dzienniku piszę spontanicznie i niczego nie udaję. Choć ostatnio nie bywam tak otwarta jak kiedyś, bo nieźle dostałam przez te trzy lata po łapach, szczególnie od środowiska. Teraz, gdy moją stronę odwiedza 60-80 tysięcy ludzi miesięcznie, muszę uważać nie tylko na to, co piszę, ale także na to, co ich interesuje. Muszę myśleć o nich, skoro mi zaufali.

Skąd w Pani potrzeba opowiadania o swoim życiu?

Właściwie nie wiem, czy to dzisiaj jest jeszcze potrzeba. Może nawyk. Raz przyjęłam taki obowiązek, podjęłam tę ryzykowną próbę i teraz mam zobowiązanie, które często mi ciąży. Lecz poza wszystkim, pomijając moje narzekania, to pociągające mieć coś swojego, miejsce, w którym jestem panią i gdzie to ja wyznaczam reguły. Strona jest pewnego rodzaju kreacją. To rodzaj gazety codziennej, którą redaguję, wymyślam tematy. Codziennie sama, tyle tylko, że każdego dnia jest to inny dział mojej gazety, a tematy przynosi życie.

Dałam je do przeczytania siostrze i poprosiłam o uwagi. Ostatecznie opisałam przecież także jej życie. Mąż oczywiście też czytał. Dzieci machnęły tylko ręką, a przecież sporo w książce o nich. Mama nie czytała książki, ale siostra zaakceptowała ją także i w jej imieniu.

Nie chce Pani czasem uwolnić się od tej komputerowej „smyczy”?

Raz na tydzień, na dwa tygodnie. I niech pani sobie wyobrazi, że ludzie to od razu czują między słowami. Krzyczą, protestują, piszą: „Nawet niech Pani nie próbuje!…”. Zrobiłam przerwę w tym roku na trzy miesiące, zmieniłam adres, przebudowałam stronę. I po tym dostałam wiele listów, które odwdzięczyły mi wszystkie wcześniejsze trudy: wstawanie rano, godziny spędzone przy klawiaturze komputera, a także włożone pieniądze, bo nie kosztuje to mało i nie mówię tu o swojej pracy. Stronę obsługuje osobny, niezależny serwer.

Czym w takim razie jest Pani pisanie: przyjemnością czy potrzebą?

Wielką radością i chyba naturalną potrzebą, bo inaczej nie pisałabym tak systematycznie i z emocją, której nie udaje mi się ukryć.

Rozmawiała Ewa Grużewska

© Copyright 2017 Krystyna Janda. All rights reserved.