07
Styczeń
2002
00:01

Wywiad Bożeny Chodynieckiej

Bożena Chodyniecka: Gratulujemy! W rankingu OBOP-u na najpopularniejszą polską aktorkę minionego roku znalazła się Pani na pierwszym miejscu. Już trzeci rok z rzędu!

Krystyna Janda: To nieprawdopodobne!!! Niezwykła dla mnie satysfakcja! Dawno nic mnie tak nie ucieszyło jak ta wiadomość. To dowód na to, że moje zawodowe wybory są słuszne i idę dobrą drogą.

B.Ch: Jest Pani świetną aktorką. Kochamy Panią wszyscy…

KJ: Dziękuję. Ale to dla mnie dużo więcej. Od wielu lat dbam, żeby nie robić rzeczy, które się po prostu podobają, czy zdobywają popularność, a rzeczy, które moim zdaniem mają znaczenie. Wiele propozycji odrzucam tylko dlatego, że wydają mi się zbyt łatwe, zbyt proste, zbyt komercyjne, czy powierzchowne.

B.Ch: Jak więc udaje się Pani zdobywać tak gigantyczną sympatię?

KJ: Pracuję. Staram się być szczera, uczciwa i rzetelna w tym co robię. A przecież i tak najważniejsze jest to, co czują ludzie słuchając mojej płyty, czytając moją książkę, wychodząc z teatru, czy wchodząc na moją stronę internetową, gdzie od półtora roku piszę dziennik. Strasznie dużo osób jest ze mną na co dzień. W ciągu tych dziesięciu lat, kiedy w Polsce wszystko się zmieniło, z konieczności i wymogu czasu stałam się aktorką „instytucją”. Ale „instytucją” jakby, przepraszam za porównanie, „w służbie ludziom”

B.Ch: Widzowie lubią, gdy na scenie pojawia się Pani z córką, a na co dzień – z wnuczką. Na kogo może Pani liczyć w życiu najbardziej?

KJ: Jestem za „dorosłą dziewczynką”, żeby liczyć na kogokolwiek, cokolwiek i oczekiwać „taryf ulgowych”. Mam rodzinę, mam dom, ustabilizowane harmonijne życie prywatne, co niewiątpliwie daje mi siłę i poczucie pewności. Myślę, że ludzie mnie lubią m.in. dlatego, że mają do mnie zaufanie, że nie wywołuję skandali swoim życiem prywatnym, a jeżeli już, to wyborami „zawodowymi”. I wszyscy wiedzą, że nie żyję jak gwiazda. Że mam takie same problemy jak wszyscy dookoła, bo po prostu mam podobne obowiązki, dzieci, zwierzęta, kłopoty codziennej natury. Ważne jest też, że umiem z siebie zakpić, nie cackam się ze sobą, ze swoim wizerunkiem. No i paradoksalnie przy tym zawodzie – nie kłamię. W mediach też. Nic nie udaję. I lubię zwykłego człowieka. Rozczula mnie swoimi błędami, słabościami, marzeniami. Uważam się za jedną z nich a nie traktuję się jak kogoś wyjątkowego.

B.Ch: Czy zna Pani jakąś dobrą receptę na sukces?

KJ: Codziennie zdajemy jakiś egzamin, wybieramy, czy coś zrobić czy nie. Żeby podjąć decyzję, trzeba się w tym wszystkim nieźle orientować. A żeby się orientować, trzeba precyzyjnie wiedzieć, w jakim się kraju żyje i dla jakich ludzi się gra. Ja myślę, że wiem, dla kogo gram. Czuję, że wiem, co ludzie czują, co myślą i w jakim są nastroju… Ale najważniejsze – szanuję widzów i rozmawiam z nimi, ale niekoniecznie na ich warunkach.

© Copyright 2017 Krystyna Janda. All rights reserved.