04
Luty
2002
00:02

Wywiad Anny Ferenc-Zakrzewskiej

Anna Ferenc-Zakrzewska: Kiedy tak naprawdę zaczyna się dorośleć? Czy to jest w ogóle możliwe?

Krystyna Janda: Myślę, że to zależy od „osobnika”. Niektórzy dorastają bardzo późno albo nigdy, a inni rodzą się właściwie dorośli. Ja wydoroślałam razem z urodzeniem pierwszego dziecka i świadomością odpowiedzialności, nie tylko za siebie ale i za to dziecko. A potem właściwie z każdą minutą stawałam się bardziej dorosła. Dziś na „niedorosłość” czy niedojrzałość daję sobie czasami sama dyspensę i świadomie ją sobie ofiarowuję ze świadomością ewentualnych konsekwencji.

AFZ: A jednak „posiadanie w sobie dziecka” nie przeszkadza w tworzeniu coraz dojrzalszych kreacji aktorskich?

KJ: Myślę, że „pielęgnowanie w sobie dziecka” jest warunkiem uprawiania tego zawodu. Pewnego rodzaju naiwność, czystość, wiara w tajemnicę i fenomen teatru i „udawania”. To jedna z najcudowniejszych rzeczy ten układ między aktorem i widownią. Ja udaję a oni mi wierzą.

AFZ: Jak zmienia się z wiekiem Pani spojrzenie na sztukę? (na co Pani kiedyś zwracała uwagę, a na co teraz?)

KJ: Oj, odpowiedź na to pytanie musiałaby mi zająć naprawdę długi czas i niekoniecznie to jest miejsce, żeby do końca analizować i formować tę odpowiedź. Myślę, że będę zrozumiana, jeśli powiem, że jest to podobne do wyboru partnera życiowego, no co prawda na jakiś czas, tyle ile trawa życie roli.. Dziś bardzo uważam, z kim i po co udaję się w artystyczną podróż. Jaki jest nasz cel i czy mam na to ochotę. Jaki jest stopień ryzyka i czy warto ryzykować, bo w moim zawodzie często warto zaryzykować totalnie. Ważny jest cel i temat. Jestem dorosła, dojrzała. Mam poczucie, że umiem zagrać właściwie wszystko. Ale wiem też, że czasem nie warto. Jestem taką artystką, jakim jestem człowiekiem, ze ściśle określonym kręgosłupem, światopoglądem i moralnością zawodową i życiową. Ale wiem też, że warto czasem przekraczać wszelkie granice, aby zrobić coś ważnego i poruszającego w sensie artystycznym, dlatego jestem na to gotowa, ale też przekraczam te granice świadomie. Dawniej po prostu więcej było we wszystkim przypadku.

AFZ: Dlaczego Pani tak biegnie? I dokąd? Można odnieść wrażenie, że chciałaby Pani wypowiedzieć się w każdej dziedzinie twórczości: teatr, film, piosenka aktorska, książki, felietony. Tak jakby poganiała Pani samą siebie. Dlaczego?

KJ: To wszystko nie są moje pomysły. Odpowiadam na „zaczepki”. I sprawia mi to satysfakcję, a ci, którzy mi proponują nowe wyzwania, nie żałują. Nie uważam też, żebym pracowała niewyobrażalnie dużo. Zwyczajnie wszystko, co robię, widać. I nie poganiam, wszystko robię spokojnie, celowo, zawodowo. Co dzień, co wieczór. Do tego podjęłam podstawową decyzję życiową – minimum życia tzw. oficjalnego pozazawodowego. Dom i konkretna praca. To daje rezultaty.

AFZ: Do tego jeszcze pamiętnik internetowy. Jak to się dzieje, że ma Pani jeszcze i na to czas?

KJ: Zamieniłam poranną gimnastykę na komputer. I tak wstaję rano, żeby wysłać dzieci do szkoły.

AFZ: On pomaga Pani uporządkować samą siebie?

KJ: Nie, na razie mnie to bawi. Okazało się, że jest to inny, bardzo mi odpowiadający rodzaj kontaktowania się z moją widownią, z ludźmi. A niebagatelne jest również to, że sama kształtuję swój wizerunek, że dziennikarze, koledzy, reżyserzy zaglądają tam i wynika z tego także, poza innymi korzyściami, oszczędność czasu i niepotrzebnych słów. A ja? To też rodzaj kreacji ten dziennik. Innej. Ton i język, którym się tam posługuję, jest bardziej bezpośredni, intymniejszy niż gdzie indziej, ale też jest tam wszystko na moich warunkach. Taka kontrolowana przyjaźń z publicznością.

AFZ: Gdzie jest granica, której Pani nigdy nie przekroczy w sztuce?

KJ: Nie wiem, ale jest to granica godności człowieka w ogóle. Niewątpliwie.

AFZ: A w życiu prywatnym?

KJ: Nie wiem. Gdy w rachubę wchodzi miłość, dobro bliskiego człowieka, dziecko? Nie wiem.

AFZ: A gdyby zaproponowano Pani rolę w sit comie?

KJ: Tak. Zaproponowano. Odmówiłam.

AFZ: Pieniądze nie są najważniejsze?

KJ: To banał.

AFZ: Ale ceni Pani sobie komfort – dom w pięknym miejscu – Milanówku, samochód mercedes… Mówi się: pokaż mi swoje auto a powiem ci, kim jesteś.

KJ: Tak. Cenię sobie bezpieczeństwo, wygodę i piękno. Oboje z mężem skończyliśmy licea plastyczne, malowaliśmy obrazy, lubimy piękne przedmioty, bywamy w muzeach całego świata. Wyremontowaliśmy rozpadający się zabytek, mimo że dużo taniej i prościej byłoby zbudować wygodny dom według swoich potrzeb. Jeżdżę w tej chwili mercedesem, ale mercedesem klasy a, wygodnym i bezpiecznym, który jest tańszy od samochodów, którymi jeździłam poprzednio. Ale czuję się w nim bezpiecznie, więc to jest najważniejsze. A zresztą mam kierowcę. To jest moja inwestycja w moje zdrowie, bezpieczeństwo i czas. Odzyskałam dzięki temu co najmniej dwie godziny czasu dziennie. Jak wiadomo dojazd do Warszawy z Milanówka jest dziś udręką. Lubię komfort i spokój, bezpieczeństwo i rozsądek, nie znoszę wulgarnego przepychu bez gustu. A poza tym twierdzenie „pokaż mi swoje auto a powiem ci, kim jesteś” dziś ma konotacje też negatywne.

AFZ: Zawsze chciała Pani być najlepsza?

KJ: Nigdy. Co więcej, wydawało mi się to niemożliwe. Dziś wiem jak się coś robi dobrze. Jak zrobić, żeby coś, rola, film, przedstawienie, książka, felieton miały sens i znaczenie.

AFZ: A porażki? To niemożliwe przeżyć życie bez żadnej klęski.

KJ: Tak, było ich wiele, ale nie katastrofalnie i zawsze wyciągałam z nich wnioski.

AFZ: Z czyim zdaniem Pani liczy się najbardziej?

KJ: Niczyim. A jeśli już, to męża.

AFZ: Co to wg Pani jest szczęście? (Dom, rodzina?)

KJ: Harmonia wewnętrzna i zgoda na siebie, jakim się jest.

AFZ: Co było dla Pani w życiu najtrudniejsze?

KJ: Zaakceptować siebie.

AFZ: A z czego jest Pani dumna?

KJ: Z mojego życia.

AFZ: Co zostało w Pani z Agnieszki z „Człowieka z marmuru”?

KJ: Odwaga.

AFZ: Czy nadal jest Pani taka bezkompromisowa?

KJ: Bezkompromisowość całkowita jest cechą młodości. Ja mam Bogu dzięki 50 lat i myślę.

AFZ: Ciągle nosi Pani w torebce misia – maskotkę? To ochrona przed złem?

KJ: Nie, ja w torebce noszę św. Antoniego. I to jest ochrona przed zgubieniem tej torebki.

AFZ: Czy widzi Pani samą siebie w swoich dzieciach?

KJ: Tak. Mają wiele moich cech. Moje poczucie humoru mają wszystkie. Co mnie cieszy.

AFZ: Chciałaby Pani, żeby poszły tą samą drogą, co najstarsza – Marysia?

KJ: Nie. I na szczęście nie zanosi się w żaden sposób na to.

AFZ: Czym dla Pani jest czas, jego upływ?

KJ: Niczym. Zgadzam się na to. To jest naturalne. Nie przeraża mnie to w każdym razie.

AFZ: To powód do lęku?

KJ: Nie.

© Copyright 2017 Krystyna Janda. All rights reserved.