01
Listopad
1997
01:11

Felieton-Uroda, nr 11/1997

zobacz zdjęcie

Wprowadź do pamięci jako – nie palić!

Nie palę od dwóch miesięcy. Poprzednio nie paliłam trzy razy po półtora roku. Za każdym razem kiedy byłam w ciąży i karmiłam. Za każdym razem dla kolejnego dziecka gasiłam bez żalu ostatniego papierosa i spokojnie zapalałam po odstawieniu go od piersi. Zapalałam z rozkoszą nieziemską, nieludzką. Wracałam do swojego życia. Teraz przestałam palić, bo miałam poważną miażdżycę.

… ma pani taką różnicę tętna w obu nogach … proszę to natychmiast dokładnie przebadać … na to nie ma lekarstwa … amputacja nogi … dieta i nie palić!!!

Dobrze. Zgasiłam papierosa. Przebadać się nie poszłam dokładniej, bo zajęłam się jak zwykle zachłannie przyjemnościami, to znaczy pracą i życiem. Kiedy się nie pali dla dziecka to co innego. I tak w ciąży nie jest się sobą, jest się tylko cennym opakowaniem. O! Cudowny okresie ciąży! Czasie kiedy za nic się nie odpowiada, nic nie jest ważne tylko to w środku. Kiedy nas nie ma. Ale nie palić bez powodu!? To zupełnie coś innego.

Od dwóch miesięcy żyję „tymczasem” albo „na razie”. Nic nie wydaje mi się ważne ani prawdziwe. Przychodzę na śniadanie, spotykam się z rodziną, jem, rozmawiam, śmieję się, ale nic z tego nie zapamiętuję bez papierosa. Po śniadaniu wszystkie słowa, myśli, refleksje, „zdarzenia śniadaniowe” gdzieś odlatują, nie zostaje nic. Nie było czasu na zapisanie w pamięci. Patrzę na cudowna zatokę pełną jachtów. Jeden z nich nazywa się Elektra. Coś zaczyna powstawać w mojej głowie, zaczynam myśleć o życiu tych, na jachtach. Często całorocznym pobycie na wodzie z małymi dziećmi. O tym stylu życia.O tej filozofii życia. Nie mogę! Nie mogę! – bez papierosa nic mi się nie układa!. Nie mogę się nad niczym zastanowić!. Nie mam żadnych refleksji. Gdzieś idę, biegnę, gnam dalej do czegoś stabilnego, jakiejś chwili stałej, pewnej, spokojnej … z papierosem.

Nie ma mnie. Żyję po wierzchu, bez zatrzymania pracy komputera, bez klawisza czytaj co napisałeś i wprowadź do pamięci w tej wersji. SAVE AS.

Tak żyję – nie żyję już dwa miesiące. Piszę teraz – nie piszę – chcę już iść gdzieś dalej. Chcę się zastanowić. Nie mogę. Nie mogę się skupić.. .

Piszę, bo od wczoraj wiem, że nie mam miażdżycy … i nie wiem co robić dalej.

Dwa dni temu odwiedziliśmy przyjaciół w Schwarcwaldzie – tak zwanym Czarnym lesie, okręgu Niemiec, w którym obok cudownych „okoliczności przyrody” znajdują się najwybitniejsze sanatoria. W jednym z nich nasza przyjaciółka jest lekarzem.

– Od dwóch godzin nie zapaliłaś! Nie palisz?

– Nie.

– Dlaczego?

– Bo mam miażdżycę.

– Co masz!?

– Miażdżycę.

– Gdzie!?

– W nodze.

– Czyś ty zwariowała! Kto ci to powiedział? Zrobiłaś badania?

– Nie.

– Natychmiast jedziemy do kliniki!

Z furią, natychmiast, za pomocą najwybitniejszych, zdumiewających maszyn, w cichym pustym szpitalu ( z powodu reformy ubezpieczeń wszyscy tam z dnia nadzień przestali chorować) zbadała mi wszystko. Obejrzała wszystkie żyły na jakichś telewizorach, serce, zbadała tętno we wszystkich nogach i rękach.

– Jesteś obrzydliwie zdrowa. Żadnej miażdżycy. Układ krwionośny i żyły jak u dziecka.

– A może mam coś w żołądku? -zapytałam z nadzieją. Byłam załamana. Dwa miesiące męki po nic. – Pamiętasz, podobno miałam kilka lat temu cztery broczące ranki, każdy papieros mnie wykańczał.- Kolejna seria badań. Nic. Wątroba. Nic. Nerki. Nic. Tarczyca. Śledziona. Trzustka. Nic. Patrzyła na mnie z coraz większym obrzydzeniem.

– Ale przecież robiłaś mi akupunkturę na bezsenność i mówiłaś, że to przez papierosy.

– To przez głowę.

– Wiesz przecież, że mam jedną nogę ciepłą, drugą zimną, że śpię w jednej skarpecie – broniłam się. Spojrzała na mnie z politowaniem.

– Jesteś zdrowa jak krowa! Masz tu wszystkie zdjęcia, wyniki, ale nie umiem tego opisać po polsku. Mogę ci zrobić opis po niemiecku.

– A po co mi!

I co mam teraz zrobić? Zostałam się jak głupia z tym niepaleniem. Co mam robić? Marlena Dietrich pisze w swoich pamiętnikach … Uwielbiam palić! Kocham palić! Nie wierzę, że papierosy szkodzą. Ale nie palę, bo przyrzekłam Noelowi Cowardowi, że nie będę palić.

Może by to komuś przyrzec? Ale komu? Dzieciom? Mężowi?

Ale mąż mówi zawsze:

– Krysiu, przecież jesteś dorosła. Rób co chcesz.

– Nie jestem pewna czy jestem dorosła. Ale ty rzuciłeś palenie.

– Mamy małe dzieci. Ktoś musi przeżyć.

PS: Kiedy my tu teraz czytamy URODĘ, i nie palimy!, oni, ci z jachtów, kończą sezon np. na Morzu Śródziemnym i zaczynają płynąć w kierunku np. Karaibów albo Filipin. Poznałam kiedyś Polaków, którzy od lat byli ” na wodzie”. Mieli trzy łodzie, dwie zarabiały a oni żyli na trzeciej. Nie mieli nawet mieszkania na stałym lądzie. Mówili, że im to niepotrzebne. Że to kłopot. Nie mogę o tym przestać myśleć.

Uroda, nr 11/1997

© Copyright 2017 Krystyna Janda. All rights reserved.